w poszukiwaniu lata

Ostatnio mam więcej dni wolnych od pracy zawodowe. Nie to, że ktoś mnie zwalnia lub sama się zwalniam, uciekam, rezygnuję. Jeszcze nie czas i nie pora. A jeśli przyjdzie ten czas i pora to chyba będę do domu wracać zalana łzami. Oczywiście, że nastąpi, na razie nie muszę o tym myśleć, bo to jeszcze kilka lat.

Wstałam późno i …postanowiłam ogarnąć garaż. Nagromadziło się w tym garażu  wszystkiego. Najwięcej narzędzi i sprzętu ogrodniczego oraz przedłużaczy. Przeważnie po skończeniu pracy na yardzie, wrzucam gdzie popadło moje narzędzia i zmęczona, ciągnę nogi za sobą udając się do domku. Obecnie, tak nie robię. Prace zakańczam wcześniej, niż mnie dopada zmęczenie i mam czas na odpoczynek i cieszenie się pięknem jakie mnie otacza.

Dziś wzięłam aparat i zaczęłam szukać oznaków lata. Wiosna była w tym roku krótka. Ulewne deszcze połamały i potopiły wiosenne kwiaty. Nie zdążyłam nacieszyć oczy. Nie siedziałam też na tarasie zbyt często. Dziś dzień był słoneczny i cieplutki. Po pracy w garażu, wyszłam z aparatem w poszukiwaniu lata. Wiosny nie było więc może lato już stoi na progu a ja zajęta pracamu “polowymi” i garażowymi, nie zauważę jak minie mi koło nosa.

Biegałam po “polu” i szukałam tego lata, co mi koło nosa ma przelecieć. Niewiele go znalazłam ale…sklep mi ogrodniczy jutro pomoże.

Muszę jakieś kwiaty zakupić. Kalie dopiero wschodzą, zanim kwiat się pokaże to i lato minie. A ja chcę już i teraz. Mało miałam wiosny, więc latem chcę się nacieszyć.

Nie lubie planować (już o tym pisałam) ale…wyjazd do Polski muszę zaplanować i bilet lotniczy kupić. Wpław nie popłynę, nawet gdybym umiała pływać. Za dużo plastiku w oceanie. Szkodliwy.

Wcześniej myślałam, że zostanę na Wszystkich Świętych ale…niestety, niemożliwe. Nie zostanę też na miesiąc czy dłużej, tylko zaledwie 3 tyg. Dobre i to. Jak pomyślę, że trzeba będzie napuszczać wodę do grzejników, uruchamiać piec a oprócz tego wszystkie rury poskręcać to ciarki przechodza po plecach. W dzień odjazdu, wodę spuszczać, rury przedmuchiwać, rozkręcać, to mi się i odechciewa tam jechać.

Któregoś roku myslałam…pojadę zakotwicze się w hotelu i nie będzie tych wszystkich problemów. Hotel to jest hotel, jesienią mogą jeszcze na full nie ogrzewać a ja lubię ciepełko, z katarem i czerwonym nosem nie będę ani podróżować ani pokazywać się MM i dzieciom.

Dlaczego myślę o wyjeździe późną jesienią? A nie chcę spotykać mojej starszej. Mam nadzieję, że wróci do NY na jesień. Nie chcę dyskusji na temat komu zrobiłam darowiznę, a dlaczego nie jej? No bo po co jej jakieś majątki? Zrobiłam darowiznę na rzecz młodszej. Nie potrzebuję majątków ( po Tatusiu). Mieszkam tu gdzie mieszkam i wystarczy mi w zupełności mój dom a nie jeszcze coś dodatkowego. Zechce młodsza sprzedać niech sprzedaje już od prawie roku to jej i tylko jej. Nie mam nic do tego co zrobi z majątkiem, który odemnie otrzymała w darowiźnie. To nie jest już moje. Moje dzieci nie były przeciw, bo to był wyłącznie mój majątek. Och …jaki to majątek, jakiś udział w działce i domu w miejscowości letniskowej. Bez przesady… to nie są żadne miliony. A nawet gdyby były, to co ugryzę te mury? Nie mam tak długich zębów aby sięgnąć przez ocean. 🙂

Więc, jadę, OK planuję jechać w październiku a jeśli biletu nie będzie to …nie mam terminu. Muszę jechać nawet z 3-4 przesiadkami. 3-4 przesiadki to będzie 36 godzin podróży. Czy dam radę? Nie wiem.

Kilka lat temu leciałam z MSJ z 2 przesiadkami 34 godziny w podróży. Powiedziałam wtedy sobie, że nigdy takiego czegoś drugi raz nie zrobię.

NIGDY NIE MÓW NIGDY!!!!!

U mnie godzinia 8:30pm a widniutko jeszcze.

Słoneczko widoczne jest jeszcze za drzewami ale już co raz niżej i niżej.

Co jutrzejszy dzień przyniesie?

Pojechać do banku

Dokończyć sprzątanie garażu.

Zagrabić lub podmuchać opadłe liście z rodendrona.

Pozbierać z “pola” opadłe gałązki z drzew podczas ulewy.

Jeśli się da to ogarnąć moje biurko.

Nie jestem pewna czy wykonam wszystko co powyżej jest napisane.

NIE LUBIĘ PLANOWAĆ!!!!!

Więc i pewności nie mam. Może do banku nie pojadę a załatwię to w środę, bo do pracy jadę w środę i nie tylko, więc po co mam się mizdrzyć przed lustrem. Nie mam pewności co do …ogarnięcia biurka. “organizacja” mego biurka mi odpowiada, no co z tego że jest wszystko … video kamera, książka “Daring to drive” Iphone, kalendarz i dużo notesów, żółtych karteczek a mniędzy nimi okulary i pomadka do ust. Dużo rozrzuconych kart pamięci, kilka zewnętrzych dysków. Aparat fotograficzny i dwa laptopy oraz dodatkowy monitor do laptopa. Lampka LG, tabletki przeciwbólowe flamastry, długopisy i ołówki. Dwie portmonetki i portfel. Pojemnik na pen driver a ich jest nie kilka.

Dziś oprócz tego bałaganu stoi jeszcze lampka wina. Bez przesady wino ma tylko 6% zawartości alkoholu. Piwo w Polsce ma więcej. Żeby te 6% połknąć to trzeba wypić całą butlę.

Nie dziś i nie teraz.

____________________________________________________________________________

MM zmęczony bo zameldował się w hotelu dopiero o 2 am. Rozmawiałam z nim aby zmienił godziny wylotu na wcześniejsze. Nie potrzeba tak się męczyć. W niedzielę (wylatuje) nigdy nie mamy nic zaplanowanego…..kina, wyjazdu, gości…

Jedynie śniadanko w restauracji lub w domku, później pakowanko i w zasadzie czekanie na ubera lub taxi.

Powiedział, że pomyśli.

NIE MA ROZPUSTY GORSZEJ NIŻ MYŚLENIE. 

- Wiesława Szymborska

 

 

 

 

Happy Mother’s Day

Pogoda pod psem, raczej parasolem. Od wczoraj pada i leje. Moje zielone potrzebuje wody ale w dzisiejszym dniu, słoneczko mile byłoby widziane. Z łóżka wyskakiwać się nie chce, za oknem mokro, szaro, buro, nieprzyjemnie. Wilgotność sięga 96%.

Mieliśmy zobić grilla.

Zrobimy, tylko komsumpcja mięsiwa nastąpi w domu.

Serwować będziemy: szaszłyki, karkowinkę i steki. Sałatki oraz kukurydza, nie wyobrażamy grilla bez gotowanych kolb kukurydzy.

Na deser Tiramisu krem.

Kupiony, sama jeszcze nie próbowałam zrobić i próbować nie będę.


Deszcz padać nie ustawał, więc MM wciągnął grilla do garażu.

Po godzinie 3pm przyjechała MCD z Ivankiem, MSJ przybył sam. Valeria w pierwszej kolejności pojechała do swojej mamy, i prawidłowo.

Zawsze gdy urządzamy grilla a pogoda nie sprzyjająca, zasiadamy przy kuchennym stole. Stół duży i jadalnia również. Wygodnie donosić jadełko i drzwi jadalni wychodzą na taras. Tym razem gości przyjęłam w gościnnej jadalni.

Jeśli grill w domu to i nakrycie świąteczne, nie plastikowe. Nakrycie stołu przygotowałam z samego rana.

Grillowaniem mięska zajął się MM.

Wszystko smakowało dosłownie wyśmienicie. I mimo pogody humory nam dopisywały.

Jak zwykle – uwieńczeniem wieczoru – spotkania, podaję cappuccino. Nawet jeśli jesteśmy w restauracji, zamawiamy cappucciono. To taka nasza (nie koniecznie tylko nasza) tradycja.

Przy stole nie poruszamy tematów związanych z polityką. Dziś był temat grillowanie, jakie sosy, marynaty oraz co z czym podawać. Na krótką chwilę poruszony został temat zawodowych obowiązków, każdego z nas.

Czas szybciutko przeleciał i MM musiał zamawiać ubera … na lotnisko. Moje dzieci się rozeszły.

Wieczorkiem wskoczyła Valeria z życzeniami.

Dzień Matki upłynął mi bardzo przyjemnie.

Ta karteczka jest od MCMM (młodszej córki MM)Ta karteczka jest od mego syna

Kwiatuszki od mojej córci

Kwiatuszki od syna.

_______________________________________________________________________________________________________

 

Niedziela po południu….

Już pisałam. Nie lubię zostawać w niedzielę sama. MM wyjeżdża po południu i w domu robi się cicho, pusto i smutno.  

Na pożegnanie, przytuliłam sie do MM i teraz pachnę jego wodą kolońską. 

Pieski krążą gdzieś po domu , względnie leżą na swoich posłaniach. Im również jest smutnawo.

Zimą jest mi łatwiej jak MM wyjeżdża. Dni krótsze to można w łóżku książkę poczytać. Teraz dzień dłuższy i nie wypada w dzień walać się w łóżku. Rozumiem, choroba, złe samopoczucie.

Czuję się świetnie.

Kiedyś, jak przez kilka miesięcy pracował w Chinach, nie było mi smutno. Dzieci moje z nami mieszkały, miałam wesoło. Miałam komu coś polskiego ugotować, upiec, usmażyć. Robiłam to z ogromną przyjemnością. Teraz mniej pieczenia. Kto to zje? Córcia lub syn jak zamówią jakieś ciasto, bułeczki lub jakieś danie, to ja jak robocik latam po kuchni i szykuję.

Co ważne, że po pracy nie jestem zmęczona, po robocie na yardzie też nie.

Teraz nikt nie zamawia, uczą się do egzaminów semestralnych.

Dobrze, że mam swoją pracę i kwiatki.

Tulipany, wciąż kwitną. Jednym płatki kwiatów opadają a inne rozwijają. Po całonocnej ulewie i wciągu dnia, jeszcze się pięknie trzymają i cudnie wyglądają.

Irys już całkowicie przekwitł i zmarniał. Wyglądał cudownie.

Nie pamiętam nawet kiedy cebulkę wsadziłam do gruntu. Może rok lub 2 lata temu. Zresztą nie ważne kiedy. Rozkwitł i jako jedyny na działce, reprezentował się okazale. Początkowo nie mogłam odgadnąć co za kwiat, MM mi podpowiedział. Jak widać mam znawcę kwiatów w domu. MM lubi kwiaty, oczywiście patrzeć na nie, prac “polowych” nienawidzi. Chociaż, częściej wychodzi do pomocy. Przyciągnie kosiarkę, którą zostawię przy ulicy, dmuchawę też. Zwinie przedłużacze. Bęzynę do maszyny ciśnieniowej kupi. Na zakupy do sklepu ogrodniczego pojedzie i nie narzeka, że łażę po sklepie ponad godzinę i wychodzę z…niczym. 

No, trochę marudzę dzisiaj, bo to pierwsze popołudnie i niedziela. Miałam przyjaciółkę Śp. Sandrę. Mogłam z nią pogadać. Dawno temu pomagała mi w angielskim, do dziś nie umiem wymówić po angielsku , wiewiórka. Zawsze zwracała się do mnie Krysza. Podobnie jak ja z wiwiewiórką, ona miała problem z wypowiedzeniem mego imienia. Nauczyłam ją … dobrze, dziękuję, kocham cię… Niestety,  Sandry nie ma i nie ma spotkań w kawiarniach. Dana mieszka w Kanadzie ale…mimo, że znamy się …chyba ze 40 lat…pogadać możemy, z tym że nie lubię kłamstwa. Lepiej milczeć niż kłamać – to moje zdanie. Podpadła mi. Rozmawiamy raz w miesiącu, na skype bez włączonego video. Dana nie ma ochoty pokazywać swego face. Nie to nie. Z polakami tak jak kiedyś pisałam, nie utrzymuję żadnych kontaktów. Złe doświadczenia i przeżycia zmusiły mnie do spalenia wszelkich mostów. A pomostów nie buduję. 

No wiem, wiem…jestem dziś samotna. 

Ale….jutro będzie nowy dzień. 

 

Gdzie te czasy, gdzie ten świat
Z naszych młodych pięknych lat
Wszystko było takie proste
Miłość pierwsza tak na wiosnę
I szalone letnie noce
Kiedy ogniska blask migoce
Dźwięk gitary, głosy nasze
Nikt nie pytał się o kasę
Autostopem w świat się gnało
Pod namiotem smacznie spało
I na winko składka zawsze
Nikt tych wspomnień nam nie zatrze…

(napisała: ulinka, 2011-01-23 )niedziela 

 

 

kolorowo i radośnie

Po wczorajszym nic niechceniu. Nie ma śladu. Po południu po pracy zrobiłam siup…do łóżeczka i tak w chrapaniu utonęłam na 2 godzinki. Wieczorkiem podlałam moje kwiatuszki.

 

I znów spanko.

Dzisiejszego poranka, nie mogłam zrozumieć. Co to wczoraj było, co się działo? Że nic się nie chciało. Wyskoczyłam z łóżka jak młoda kozica. Szybciutko do kuchni. Nakarmić pieski, nastawić wodę na kawcię.

W pracy jak młoda sarenka, w podskokach … i tam i tu. Humorek dopisywał, nic nie przeszkadzało.

No …. normalne życie.

A nie …z jakimiś niechceniami wyskakiwać.

Jakiś czas biegam w czerwoniutkich pantofelkach. Nie do wszystkiego pasują, ale jak wezmę czerwoną torebeczkę to jest superowsko. No i tak biegałam.

Jak to uzależniona od telefonu. Siedzę i przeglądam co ja też wysłałam na WhatsAppa mojej młodszej. Aż podkoczyłam!!!!

Gdzież to są moje nowiusieńkie pantofelki? Biegiem do szafy (closet), oglądam pudełka z bucikami. Znalazłam!!!

 

Od jutra nakładam te buciki do wszystkiego. 


Jak to mówią…wróciłam do siebie. I z tego się cieszę.

Torebeczkę szybciutko kupiłam i mam komplecik. 

Radość w serduszku i na twarzy.

Taki drobiazg,  a tyle szczęścia kobiecie daje. 

Zwiedzanie Las Vegas

Córcia tym razem spała w hotelu The Mirage przy S Las Vegas Blvd. Spała długo. Przed sobą miała 16 godzin zwiedzania. Musiała być wypoczęta. Postanowiła wracać w nocy do domu. W poniedziałek musi być w pracy, a więc, w miarę wypoczęta. Zostawiła torbę na recepcji i udała się …w miasto. Tym razem jej nie towarzyszyłam, jedynie od czasu do czasu śledziłam. Gdzie jest i co tym razem zwiedza. Zwiedziła dużo, podobno porobiła mnóstwo zdjęć. Mówiła że, nogi odpadają. Zatrzymywała się w kasynach. Troszkę pograła i przegrała. Obserwowała grających ludzi i również przegrywających. Nie dał się słyszeć dźwięk oznajmiający wygraną,  płynący z maszyny grającej, ani też okrzyk radości. Jakiś czas nie komunikowałyśmy się, widziałam że, jest wciąż w kasynie. Więc, spytałam…córciu, czy wponiedziałek ja muszę iść do pracy?….

Odpowiedź….hahaha, trzeba….

Ot, nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. 😪😁😁😁😁😁

No cóż zrobić, pociągnę swoje zwłoki w poniedziałek do pracy. A będzie to ciężki dzień.

Zanim to nastąpi, to…moja córcia świetnie się bawi.

Kiedy była głodna zjadła w restauracji a że, nie mogła się zdecydować co wybrać, zamówiła wszystko, na co miała ochotę. Znam swoją córcię, je oczami, z pomieszczeniem jedzonka w żołądku ma trudności.

Zobaczyła popularną Bellagio Fountains. Zresztą, wszystko w Las Vegas jest ciekawe.

Sztuczne miasto,  w tym mieście jest NY, Florencja, Paryż z Wieżą Eiffla, Grecja …wszystkiego po trochu. To właśnie jest wspaniałe. Kasyna, sklepy i wszelkiego rodzaju atrakcje przyciągają turystów z różnych stron świata.

To miasto tętni życiem przez 24 godziny. Tak każdego dnia i bez znaczenia na warunki atmosferyczne.

Połowa marca – było 24ºC.

Ja tam byłam wino piłam, grałam i ….. przegrałam.

Nie można nie zagrać w kasynie, będąc w Las Vegas.

Jeśli chodzi o…wygrana lub przegrana, to nie jest istotne. Oczywiście to pierwsze by się każdemu przydało ale…prawie nigdy, to się nie zdaża.

Bo wygrana 90centów nie jest wygraną.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z mego prywatnego albumu.

Mamuś dziękuję….

Obudziłam się około 6am, żeby sprawdzić gdzie jest moja córcia. Była już na lotnisku w Nashville, mogłam spać dalej. Jeśli jest na lotnisku, żyje i nic się jej nie stało.. Po wylądowaniu w Denver, zameldowała się przez smsa.

Przy śniadaniu opowiedziałam MM , że moja córcia podróżuje.

Reakcja zbiła mnie z nóg… jedź, leć, nie ma co czekać. Złapiesz ją w Denver…😁😁😁

Milusiński ten mój MM. Nie poleciałam do Denver, ale to tak jakbym tam był z córcią w tej podróży.

Wkrótce zadzwoniła, że wypożycza samochód i pojedzie do Garden of The Gods Park Colorado. Z mojej rady skorzystała, obejrzała zdjęcia na google i…jedzie. Podpowiedziałam jaki samochód powinna wypożyczyć na daleką podróż, z jakim urządzeniami technologicznymi. Niezbędny jest wmontowany GPS, kontrola cofania na ekranie, USB, urządzenie głośnomówiące, nie musi korzystać ale…na wszelki wypadek. Może to nie daleka podróż, ale będzie jechać  sama i może liczyć tylko na siebie. Mało tego, spała tylko 3 godziny i jest już zmęczona więc…będę jej “towarzyszyć” w tej podróży. “Jechałyśmy” od lotniska do Parku. Informowałam jakie drogi będzie przecinać, jakie miasta mijać. Czasami pytała jak daleko, kiedy będzie na miejscu (pomino wyświetlanych wszelkich niezbędnych informacji na ekranie). Droga była powiedzmy prosta, autostrada 4-ro pasmowa w jedym kierunku. Kiedy już “dojechałyśmy” dałam jej odsapnąć od mojej osoby.

Zachwycona była widokami, niesamowicie czerwono-pomarańczowymi górami.

Powrotna droga, wydawała mi się szybsza. Nieodstępowałam córci na minutę. Ziewała… mówiłam, opowiadałam, sprawdzałam drogę.

Gdzie jest stacja paliw?

Szybko sprawdzałam na swoich laptopach. Tam i tam skręcisz w lewo lub prawo – informowałam. Chciała kogoś słuchać, była zmęczona. Wiedziałam o tym i po oddaniu samochodu do wypożyczalni, był luz.

Nie zdecydowała się na zwiedzanie Denver – ….tam są budynki, a ja zobaczyłam coś niesamowitego…. Ale już czasu nie mam bo za 4 godziny odlot do Las Vegas….

Znów poradziłam aby zadzwoniła tym razem do hotelu i poiformowała że, będzie później niż się spodziewała.

– córcia…jeśli nie poinformujesz a masz tylko zarezerwowany pokój, oddadzą komu innemu w biznesie liczy się “żywy pieniądz” a nie obietnice na jego otrzymanie …powiedziałam – mogą odsprzedać, masz tylko rezerwację a nie wykupienie….

Mamuś dziękuję….

To był ciężki dzień. Zmęczyłam się tą jazdą😃

Ważne że, córcia szczęśliwa.

Jestem również szczęśliwa, mogłam pomóc swojej córci.

Zdjęcia pochodzą z mego prywatnego albumu.

Poszaleć się chce….

Wakacje kojarzą się z okresem letnim. Do walizki wkladamy lekkie i zwiewne ubranko i w drogę.

Tak, tak było kiedyś. Jechaliśmy nad Bałtyk, gdzie zawsze chłodno.

Ale, dzieci mają wakacje!

Kierunek był też… w góry.

Obecnie, nikt nie czeka na upragnione i oczekiwane lato. Pakuje walizy i jedzie w kierunku…LATO.

W tym roku w moim regionie, nie było zimy, śniegu, marznącego deszczu. Takie warunki pogodowe, jeśli wysępowały, więziły ludzi w domach, aż do odwilży. Nie bylo to zbyt długo, od 3 dni do tygodnia.

Drogi i lotniska były sparaliżowane.

Tej zimy mieliśmy, wszystkie pory roku – oprócz zimy.

Więc, MSJ z DV wybrał się do Orlando. Wysyłane do mnie zdjęcia zachęciły mnie do odwiedzenia tego parku rozrywki. Relacja z pobytu, zniechęciła. Tłumy i kolejki wszędzie i do wszystkiego. Wrócili opaleni, zrelaksowani (mimo tłumów ludzi) i chętni do powrotu do Orlando.

Ja wróciłam, syn wrócił z wakacji, córcia nabrała chęci.

We wtorek opowiedziała o swoim planie. Nie ważne, czy mi się plan spodobał, czy nie. Gdybym mogła, a mogłabym lecieć w nieznane wraz z nią. Tylko…nie mogę swojego dorosłego dziecka ograniczać, bo się martwię i boję o nie.

Wzieła kilka wolnych dni w wpracy i … w tej chwili jedzie metrem na lotnisko. Kupi najtańszy bilet i …poleci. Połazi pozwiedza, w hotelu spędzi noc/lub nie, kupui najtańszy bilet, leci dalej. Nie ma nic zarezerwowanego, zaplanowanego. Tak po prostu, na żywioł. Sama.

Już gotowa byłam jechać z córcią, przecież do poniedziałku mam też wolne, nie mogę być przecież ogranicznikiem i strużem.

Już swoje “odbalowałam” czas na młodych.

Córci chłopak nie ma wolnego, a córcia … podobnie jak ja, nie lubi ograniczeń.

Oczywiście że, rozmawiałam, namawiałam.

Dużo mój tatuś mógł zrobić? Kiedy w wieku 17 lat, z plecakiem na ramionach, w progu drzwi oznajmiłam że, jadę na auto-stop?

Kiedyś nie było komórek, appki “my friend”, “the flight tacker”.

Biegło się do budki telefonicznej i informowało że, wszystko dobrze. Podróżowałam w każde wakacje przez okres

5-ciu lat. Nocowałam w namiocie i pod chmurką.

Moja córcia będzie miała hotel a w nim, łóżko. Nad głową dach, który ochronić będzie, przed ewentualnym  przed deszczem.


Córcia na lotnisku i jak widać po przemieszczaniu się na appce, jest już na terminalu.

Leci do Nashville.


Nie chciałam myśleć co z córcią, zajęłam sie praniem, gotowaniem i pieczeniem.

Rosną w misach ciasta na: bagietki, ciabatte i maślane bułeczki.

Bgietki za chwilkę będę formować. Bułeczki potrzebują czasu. Ciabatta będzie dziś szybka, zwykle moje ciasto rośnie więcej niż 12 godzin. Kilka razy ciasto rosło około 20h.

Oczywiście że, chlebek był wyśmienity.

Ciabatta nie potrzebuje, wygniatania i w tym chlebku to lubię. Zamieszać i odstawić. Jak to mówią… chłop leży a mu rośnie… 😁

Chłopką nie jestem ale…mi rośnie😱.


Zupka pomidorowa z duża dozą bazylii, pachniała niesamowicie. Bułeczki z serem, cudeńko. Chlebek ciabatta wyśmienity. Bagietki zrobiłam jak malutkie paluszki. Wygodniejsze w jedzeniu, nie trzeba łamać. Przełamane wysychają bardzo szybko i nie wygodne do przechowywania.

Ciabattę od jakiegoś czasu piekę w foremce. Wygodniejsza w krojeniu na kanapki.


Co z córcią? Zwiedza, spaceruje, ogląda muzealne eksponaty. Swietnie się bawi. Jest szczęśliwa. I ja to rozumiem. Cieszę się jej radością.

Dzisiejszą noc spędzi w hostelu. To zaledwie kilka godzin na drzemkę i … skoro świt na lotnisko. Kierunek Denver. Prawdę mówiąc pytała mnie o zdanie, które miasto wybrać, bo wszędzie te tanie bilety to są nie tanie. Więc…gdzie lecieć?

Zwiedziłam troszeczke ten kraj. W wielu miejscach byłam i wiem gdzie nie powinno się lecieć samemu. Nawet nie ze względu na bezpieczeństwo, na panującą tam atmosferę. Do wyboru była Philadelphia, Seattlle, NY, Denver. Najlepsza temperatura na zwiedzanie panuje obecnie w Denver. Piękne, spokojne miasto. Można spacerować godzinami i się nie nudzi.

Możliwe że, w Denver coś więcej odkryje. Chociaż.. nie zobaczy God Mountains a szkoda. To był spektakularny widok. Napisałam wiadomość do córci. Niech zobaczy w googlach, jeśli zainteresuje, to nie ma problemu z wynajęciem samochodu

Tak myślę, że moje dzieci to moja krew. Syn jeździł niejednokrotnie podobnie, na żywioł. Bez hotelu, bez żadnych rezerwacji. Był w Denver i przeżył fajne krótkie wakacje. Ciekawa jestem córci odczuć.

Córcia jest w Nashville gdzie byłam trzykrotnie, a nawet nie wiedziałam że, tam jest most i rzeka. No jakże mogłam to zobaczyć jeśli z MM melinowaliśmy się tylko w barach. W drodze powrotnej do hotelu przy blasku księżyca trudno było dojrzeć cokolwiek.

Widziałam córcię na appce jak sie przemieszcza po ulicach i raptem…była niedostępna. Piszę wiadomość na komórkę, nie ma odpowiedzi. Nie odbiera, włącza się maszyna kiedy dzwonię. No i już byłam cała w nerwach. Co się stało, gdzie jest, co robi?  Czy żyje? Jeśli nie żyje, czy cierpiała? A może leży i potrzebuje pomocy, jak jej pomóc? Dzwonię – piszę, piszę -dzwonię. Bez rezultatu. Zostawiam wiadomość głosową. Nic!!!! Uspakajam siebie…wszystko w porządku, to tylko moja szalona wyobraźnia.

Dzwoni, mówi że, wszystko w porządku jest w barze, bar w piwnicy i nie ma zasięgu. Świetnie się bawi. Na moje bądź ostrożna… tego nas całe życie uczyłaś i pamiętam, mamuś ja pamiętam. Jestem ostrożna…A mój głos się łamie i

Ciema noc u mnie a córcia znów niedostępna. Dzwonię,  odbiera. Melduje się w hostelu, za chwilę wraca do baru. Poznała wspaniałych ludzi.

W mojej wyobraźni wspaniali ludzie to na początek, później głowę ukręcają, palce obcinają, gwałcą, młotkiem walą w głowę, nóż w serce wsadzają.  Normalny koszmar!!!

Uspokoiłam się, kiedy MM wrócił. Zauważył moje poddenerwowanie. Nic nie mówiąc MM o swoich myślach, obawach i szalonej wyobraźni, położyłam się spać.

Zdjęcia pochodzą z mego prywatnego albumu.

Mam się nie martwić

A tak o sobie mówię… dokładna, estetyczna omal perfekcyjna itd… to wszystko rozleciało sie w pioruny. Jeśli ja, taka dokładna,  przegapiłam takie niechlujstwo, tak,  bo inaczej nie sposób tego napisać, powiedzieć, wykrzyczeć. Toż sprawdzałam, przed odebraniem kuchni, wszystko,  prawie przez szkło powiększające. A może można,  mi tak oczy zamydlić, że i kota w worku kupię? Tylko nikt nie mydlił i kota w worku nie trzymał. Miałam kilka dni na sprawdzenie, wypisanie na kartce, zaznaczenie usterek na szafkach niebieską taśmą. Może zaznaczyłam a robotnicy mi zerwali?  Nie wiem, już ręki nie dam uciąć, szybciej tę nogę obgryzioną przez kleszcza. No i…. drzwiczki od szafki są innego koloru, ale żeby tego było mało to mają inny wzór. Odkryłam to wczoraj!!!!!!!! Teraz z każdym wejściem do kuchni widzę te drzwiczki, śmieję się z siebie. Ponad 4 miesiące minęły i nikt nie zauważył. Zaczęłam podejrzewać, że panowie-fachowcy, przyjechali pod naszą nieobecność i wymienili, podmienili, zabrali mi dobre. Bezsens ale… dostali kody do drzwi, a my nie zmieniliśmy do tej pory.

Wszystkie moje podejrzenia spaliły na panewce, kiedy obejrzałam zdjęcia robione w okresie świątecznym. 

Gołym okiem widać, nie trzeba okular. Nie wiem, co zmieniło się w moim wzroku (och odmłodniałam) że zauważyłam różnicę bez okular. Ale… dlaczego tak późno? Nie ma problemu, mamy gwarancję bodajże na 7 lat, a może i dłużej, ale nie chcę znowu całej brygady w moim domu, łażenia, zaglądania, achania, że się nie da tego zrobić, a ja znów powiem, że się wszystko da zrobić jak się fachowcowi chce.

Wczorajszy dzień miałam zajęty lekarzem i co chwilę oglądaniem bąbla, więc MMowi nic nie mówiłam. Postanowiłam powiedzieć i pokazać jak już wróci, w piąteczek. Postanowienie, postanowieniem, noga ma się lepiej, bągelek znika a wraz z nim czerwona plamka, mniej swędzi, więc jak tu żyć bez żadnych zawirowań, trzęsienia ziemi, problemów.. MM na linij, no i wypaplałam.

Mam się nie matwić, bo on znalazł inną usterkę, jakaś półka się wygina, pokaże mi w piąteczek.

No to się nie martwię.

Co dzisiejszy dzień przyniesie

No cóż, obudziłam się 2:28am i już nie usnęłam. Wierciłam się w łózku jakby było w nim z 1tys robali które mnie pdgryzały. Mam łóżko wygodne, duże i cieplutkie. Z ogrzaniem go przychodzi z pomocą elektryczny puszysty, mięciutki kocyk.

Spłodziłam posta o ciałku, któremu tłuszczyk nadaje delikatności i puszystości😜.

Poranny pyrsznic, orzeźwił, postawił na nogi, krew szybciej zaczęła krążyć.

Przepiękny wschód słońca i zimowe powietrze -3C. Czekam z utęsknieniem na wiosnę, jest “za progiem”. WIDZIAŁAM!!

Marnie jeszcze wygląda bo dopiero zaczyna się wspinać po ciepłych promykach słońca. Z czasem nabierze wiekszej wprawy. Będzie ładnie, będzie pięknie😀😀😀😀.

Śniadanko: kawa z dodatkami mleczno-kawowymi. Yogurt kawowy 150cal.

Nie mogę zrozumieć, jak mogłam polubić kawę z mlekiem i kremami, kiedy w Polsce wypijałam hektolitry czarnej kawy z fusami, bez cukru, bez mleczka. Potrafiłam do fusów z poprzedniego dnia dolać gorącej wody i fusy schrupać. Teraz takiej czynności nie uczynię, co w tych fusach widziałam. Kawę piłam od rana z wieczorem włącznie. Nie miałam problemów z uśnięciem.

Teraz…fusów nie jem, kawę czarną piję sporadycznie i jak przed laty bez cukru i mleczka, z tym że musi być zagotowana w specjalnym imbryczku. Nie mam tu na myśli zaparzaczy. Na śniadanie zawsze robię kawę rozpuszczalną z dodatkami. Jednym słowem nie tylko smak się zmienił ale i upodobania.

Na drugie śniadanie, 3 banany i takim sposobem zaopatrzyłam organizm w 482cal. Zciągnęłam app do podliczania calorii, kiedyś mi pomogła taka kontrola, mam nadzieję, tym razem również. Po bananach nie czułam głodu. Ale żołądek, zaczyna, nawet nie boleć ale ćmić. Zaparzyłam siemie lniane. Popiję jakiś czas. Może od rozpuszczalnej kawy, bo takie uczucie w żołąku nie jest po raz pierwszy. Czyżbym miała przestawić się na poranne herbatki owocowe?

Zrobiłam obiad i zaprosiłam MM do ładnie zastawionego stołu😄.

Ostatecznie wrzuciłam w siebie 1100cal. Jak na pierwszy dzień jest super i oby tak dalej.