Samo…chód

Zaczęło się wczoraj. Ot tak sobie prowadzę samochodzik. Po zjechaniu z jednej na drugą autostradę, samochodzik zadźwięczał, zapalił się znaczek na tablicy rozdzielczej. Żebym widziała go wcześniej…ale nie widziałam. Pierwszy raz ten znaczek się zaświecił. Zwolniłam aby dokładniej się przyjrzeć. Coś mi mówiło, że to podobne jest do silnika. Do pracy dojachałam szczęśliwie i zanim wysiadłam z samochodu, wyjęłam ze schowka instrukcję samochodową.

Miałam rację. Silnik. Ależ ja jestem mondraaaa🤪

Byłabym mądrzejsza gdybym znalazła problem, a jeszcze mądrzejsza i sprytniejsza żebym ten problem sama rozwiązała.

Po pracy zajechałam do Firestona. Odczepili klucz od samochodzika z pliku innych kluczy. Patrzyłam co ten fachman robi, rękoma kręcił kluczyk i kręcił. Wziął w swoją dłoń, poszed na firmowyk parking, gdzie stał zaparkowany samochodzik. Zrobiło mi się przykro, smutno i łzawo kiedy spojrzałam na plik kluczy, wśród których nie było już kluczyka samochodowego. Po formalnościach w serwisie samochodowym wyszłam na zewnątrz i poczułam się, bardzo samotna. Czegoś mi brakowało. Niezrozumiała sytuacja dla mnie. Nie zdarzyła się jeszcze taka sytuacja abym zostawiała samochodzik na całą noc. Strach mnie obleciał i normalnie się rozryczałam. Zdenerwowana nie potrafiłam nawet zadzwonić po taksówkę. Postanowiłam, że wrócę do domu pieszo. Około 10km w zależności jaką trasę bym wybrała. Więc idę płaczę, łzy ocieram. Czuję się bardzo nieszczęśliwa. MM wyśledził mnie aapce. Skąd u niego tyle cierpliwości do mnie, nie wiem. Tłumaczy mi, gorąco, daleko, buciki niewygodne, a ja …. marudna, nieszczęśliwa i płacząca. Ostatecznie zamówił mi z Bostonu taksówkę. Żeby nie ten upał. Ale gdy tak szłam to w głowę świeciło i łzy suszyło. Wtedy Tatuś mi się przypomniał. Wyszedł mój Tatuś na pocztę, zapomniał czapki, zignorował wiadomości i ostrzeżenia o upale i niewychodzeniu osób starszych na zewnątrz. To był pierwszy udar.

Zawróciłam do restauracji którą minęłam, skryłam się w korytarzu. Poczułam przyjemnu chłodzik. Już nie płakałam.

Kierowca taksówki spytał jak się czuję.

– bez samochodu jak bez rąk.

Wchodziłam do domku przez garaż, a garaż pusty. Niemiły widok.

Stres targał mną do chwili położenia się do łóżka.

Dzisiejszy poranek. Miałam dziś wolne od pracy zawodowej i chciałam dzień wykorzystać na dokończenie ścieżki. Niestety nie dokończyłam. Zapomniałam, że mam 2 zepsute piły do cięcia kamieni. Ależ się wkurzyłam! Dosłownie walnęłam jedną piłą o posadzkę w garażu. Nie nie rozpadła się na drobny mak ale i nie pozbierałam części. Nosiło mnie bardzo. Kiedy dostałam wiadomość, że samochodzik gotowy, nie czekając i nie marnując czasu pojechałam po odbiór samochodu.

Pogłaskałam mój samochodzik, uśmiechnęłam się do niego i wyruszyłam na zakupu.

Oj oj kasy to ja wydałam. Ale to z radości!

Ze smutku to ja nie potrafię chumoru poprawiać zakupami.

Reszta dnia wspaniała, szczęśliwa i radosna.

Samochodzik stoi w garażu i ta świadomość, że jest tutaj i że mogę go użyć w każdej chwili, robi mnie szczęśliwą.

2 thoughts on “Samo…chód

    • Chyba masz rację. To było tak niespodziewane, że moje emocje sięgnęły zenitu. W ostatnim czasie mam stresową sytuację, exa sprawy zbijają mnie z nóg, a samochodzik doprowadził, że “obcasy pogubiłam”. Pozdrawiam Ciebie Elu bardzo serdecznie.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s