ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Brakuje mi czasu. Godziny uciekają a ja jakbym stała w miejscu z malowaniem łazienki. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie problem: na jednej ścianie podczas szpachlowania nieznacznych ubytków, farba zamieniała się w gęstą papkę, budyń, coś co trudno opisać. Taśmy malarskiej też nie mogę przykleić, podczas jej zdejmowania farba schodzi wraz z nią. Tylko z jedną ścianą nam problem.

Do piątku ma być skończone bo przywożą dywan z pralni. Dywan jest dość duży i bardzo cięzki. Do wniesienia potrzebnych jest 2 rosłych facetów. Nie ma nawet mowy abym z MM przesunęła, a co dopiero podniosła. Próbowałam przesunąć, próbowałam choć z jednej strony już zwinięty, troszkę podnieść. Niestety, nie na moje kobiece siły. Dywan ma być położony dokładnie jak ma być, a ja do piątku mam zniknąć ze swoim malowaniem i brudzeniem. To jest mój plan odnośnie prac malarskich. Wiadomo, plany planami, a życie życiem.

Żebym się nie nudziła, od minionego czwartku walczę z mrówkami cukrówkami. Dosłownie, nalot mrówek był w czwartek. To co się działo to nie sposób opisać. Wszędzie były nawet w rękawicy do wyciągania z piekarnika gorących blach. Nie żałowałam chemii, lałam litrami. Polecany ocet i proszek do pieczenia to mogę sama wypić i ciasto na proszku do pieczenia upiec. Najdziwniejsze… mam 2 kg cukru w szafce, zaczęłam się zastanawiać czy to na pewno jest cukier, nie ruszają tej chemii, podobnie cukru pudru. Kupiliśmy wczoraj babeczki drożdżowe z kremem, leżą na widoku, pachną cukrem i kremem. Nie ruszają. Więc zastanawiam się w czym rzecz? Teraz myją się w zmywarce, musiałam włączyć, właściwie pustą bo były tam tylko dwa widelce i mróweczek czarnuszek bardzooo dużo. Filtr jest czyściutki sprawdzam bardzo często, do zmywarki wkładamy naczynia i sztućce zawsze spłukane ( MM nie zawsze). Wiem, że lubią MM kawę. Dosłownie szaleją przy ekspresie do kawy. MM nie używa słodzików, ani też żadnych kremików do kawy, tylko i wyłącznie czarna gorzka. W czym rzecz? Mrówki kawoszki? Jest ich już mniej ale gniazda ich nie znalazłam, nie ma w domu, bo gdzie? nie ma na zewnątrz. Rozkopywać mego pola nie będę. Firmy kasują kasę i to wszystko, nie w ich interesie wybić mrówki. Przeczytałam, że posypać ścieżki mrówek sodą oczyszczoną. Moje mrówki są niezorganizowane, całkowita samowola. Więc co i gdzie mam posypywać?

Następny problem ciągnie się od wtorku. Mój piesek miał operację wycięto jej 3 guzy. Niedopilnowana, nie moja wina byłam w pracy, rozgryzła trzy szwy i żywe mięso zobaczyłam. MM zdjął plastikowy kołnierz pieskowi, bo nie wygodnie, spać, leżeć, chrapać itp. Trafiła ponownie na stół operacyjny i wróciła z nowymi szwami i nowymi “sąsiadami”. Eh. ……Zwróciłam uwagę, na pieska dziwne zachowanie.

Raptowne zrywanie się i zmienianie miejsca. Zrobiła się nerwowa, przestraszona, rozkojarzona. Zaczęła się drapać. A że miała wcześniej alergię, MM stwierdził, że to alergia. Nie chciał słuchać, o ponowym odwiedzeniu weterynarza. Alergia, alergią ale … nagłe zrywanie się i uciekanie? Ucieka od czegoś. Od bólu? Tak sobie myślałam, analizowałam. Sprawdziłam jej nóżki, brzuszek, było wszystko w porządku. Aż któregoś dnia byłam zła na MM, że nie dopilnował ( znów byłam w pracy) jeszcze trochę, to nogę i bioderko odgryzłaby doszczętnie. Rozumiem, że pracuje zdalnie, ale do kuchni chodzi? Chodzi. Do toalety chodzi? Chodzi. Na fotelu robi sobie przerwę od pracy? Robi. Gra w gierki na telefonie czekając na konferencję? Gra. To do jasnej anielki nie można zerknąć na psa który rzekomo ma alergię? Nie, nie można. Złapałam pieska w pół, z bolącymi rękoma wsadziłam do wanny i zaczęłam szorować. Ludzie moi mili, pchły skakały po moich rękach, uciekały nawet do wanny z wodą. Jak każde żyjątko, ratowało się przed zagładą, potopem i chemią. Wyszorowałam Zimę, następna była Amber. Wszystkie poduchy do prania. Kilka dni spokoju. Wczoraj ponowna akcja!!! Akcja mycia piesków. Od kilku dni proszę jak człowieka, żeby załatwił tabletki pieskom. Ręce opadają, recepta będzie jutro albo pojutrze. Pytam kiedy to się skończy.

Przebudziłam się z bolącymi rękoma. Nie mogę pewnych ruchów wykonywać, koniec i kropka. Przy myciu piesków, myciu kuchni na połysk aby mrówki miały wygodę, naruszyłam ponownie moje ścięgna. Do kuchni weszłam zła jak osa, nie chciałam rozmawiać a śniadanie jakie mi MM zrobił zignorowałam. Kluczyki w rękę i tyle mnie widział.

Po powrocie przeprowadziłam z MM rozmowę. Na ile pomogło? 10 minut, 5 minut? Jak nie było recepty tak nie ma, jak wsadzał brudne widelce do zmywarki tak wsadza. Wszystko wypłucze wkładając do zmywarki. No cholera jasna, widelców nie płucze!

W pracy rączki wypoczęły i po powrocie wymyłam ściany w łazience, po kurzowym szlifowaniu.

Jednym słowem …..SAMO ŻYCIE…..

Posted in , , ,

2 responses to “samo życie….”

  1. artdecozbloxu Avatar

    Ze sciana tak wlasnie, zmyc I uzyc nowego walka. Mrowki miewamy od czasu do czasu, ale chemia pomagala wiec nie mam porady. Nie zmienisz starych przyzwyczajen MM wiec lepiej dbaj o siebie, wyhamuj z pracami.

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Co można było zmienić zmieniłam i już odpuściłam walkę z wiatrakami.
      Jedna czy 2 mrowki jeszcze się pojawią, dla mnie za dużo o te dwie. Żyć już można.

      Like

Leave a reply to artdecozbloxu Cancel reply