Nie daleko mamy do szpitala i wszelkich lecznic. Nawet weterynarz jest pod bokiem. Przed wyjazdem przyjęłam tabletkę na nadciśnienie popijając 2 kroplami wody. Udało się przełknąć.
Na korytarzach szpitalnych jeszcze pusto, maszyny tylko pracują i czasami ktoś przejdzie obok, spiesząc się do pracy.
5:58am czas na podejście do drzwi pokoju przyjęć pacjentów.

6:02am podpisałam niezbędne papiery i za moment zostałam wezwana do środka wielkiego gmachu.
MM został w pczekalni. Dostałam fartuch niebieski w żółte kwiatuszki, skarpety ciemno niebieskie i czepek niebieściutki. Przeprowadzona zostałam do pokoju zabiegowego.
Za kaźdym razem gdy osoba z opieki medycznej wchodziła ( nawet ta sama pielęgniarka/pielęgniarz), byłam proszona o podanie imienia, nazwiska i daty urodzenia.
Usiadłam w fotelu i podpięto mnie do monitora. Ciśnienie było ok jak na mnie 146/88. Przy takim ciśnieniu piję lampkę czerwonego wina i za chwilę mam 128/67. Jak u noworodka.
W obie dłonie założono mi weflony. Drzwi do gabinetu zabiegowego były otwarte więc co jakiś czas ktoś zagadywał. Nawet nie wiem jak długo tam suedzuałam, bo zegarek i tel z całą zawartością torebki, zostawiłam u MM.
W sumie poznałam 3 astozjolowów, 2 pielęgniarki, 1 pielęgniarza i lekarz mój też mnie odwiedził.
Przeprowadzona zostałam do sali. Poproszono abym położyła się na białym łóżku. Wsadzono w nos rureczki i tyle pamiętam.
Nie było żadnego odliczania 1,2,3
Po obudzeniu, moja mowa była powolna, a było trochę pytań. 😁
Przy pomocy pielęgniarki przeniosł się na ruchome krzesło i zawieziono mnie do drzwi frontowych. Tam już czekał w zaparkowanym samochodzie MM.
To był teren szpitalny, a więc MM nie mógł mi pomóc. A było w czym. Pokonanie krawężnika było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Przy pomocy pielęgniarki osiągnęłam sukses🏅
Podróż do domciu odbywała się, uch, ach z powodu mdłości.
Droga do sypialni była z przeszkodami, SCHODY do pokonania. MM mi pomógł. Pidżamka i spanko.
Po przebudzeniu, straciłam rachubę godzin i dni.

Pomimo silnego środka przeciwbólowego. Odczuwam ból i nie mały. Można wytrzymać.
Budzę się i zasypiam.
Aby do jutra
Leave a reply to ogryzek zycia Cancel reply