Dzisiejszy dzień był pracowity, a jutro będzie zabójczy. Po pracy zatrzymałam się w kilku miejscach aby zaopatrzyć się na jutrzejszy zabójczy dzień. Co takiego kupiłam na śniadanie i lunch? Wszystko nie należy do zdrowej żywności ale… takie lubię i takim się wzmacniam.

Serce mam jak dzwon, chyba że czasami nie dzwoni lub zadzwoni więcej niż trzeba, ciśnienie skacze idiotycznie, że potrzebuje albo wzmacniaczy albo spowolniaczy. No cóż, jest jak jest.
Czy dam sobie radę jutro? Dam, o ile serce nie wysiądzie, a nie powinno, bo w sobotkę jedziemy do starszej córki MMa która ma jak zawsze problemy. Nie trzeba było jej kupować apartamentu na parterze a właściwie, dla mnie to piwnica. Teraz ma problem z grzybem oraz ze złym samopoczuciem. A może tak by, mniej imprezować to i zdrowie by wróciło. Kobieta 42 bez plusa, a maryche pali, kieliszki opróżnia i do tego cały dom w szkodliwym i trującym grzybie. Ubezpieczenie wszystko opłaca ale… zdrowia jakby co to nie zwróci.
Zgodziłam się podjechać, posłuchać narzekania i kasy od ojca wyciągania. Ma to niech daje, młodym zawsze sie przydadzą nawet na balangę. Niech się bawi zanim może. 50tkę przekroczy może spasuje albo nie, nie moja sprawa, i nie mi osądzać.
Pamiętam swoje 42…to były lata, niezapomniane lata. Czułam życie, rozumiałam życie i brałam z niego jak najwięcej, nikomu przykrości ani szkody nie czyniąc.
To co przeżyje S. to będzie jej. Ale narzekania, jęczenia nie lubię.
Wracając do jutrzejszego dnia, będzie ciężki, nawet nie wiem o której skończę. Przygotowuję się że możliwe będzie to o 7-8 pm, a jeśli wcześniej to będę bardzo zadowolona.
Leave a reply to Lucia Cancel reply