Rozpczął się na mokro. Do pracy jechałam w ulewie. Byli śmiałkowie którzy przy bardzo złej widoczności jechali 100km/h. To było niebezpieczne, nie ryzykowałam. Niektóre samochody miały włączone światła awaryjne a inne jeden z dwóch kierunkowskazów.
Spokojnie i bez żadnych zrywów dojechałam do pracy. Zabezpieczyłam się w kalosze i obuwie wzięłam sobie na zmianę.
Mokre nogi to zapraszanie kataru.
Wieczorkiem upiekłam biszkop z jabłkami. Nawet nie wiem czy dobry. Jakoś nie miałam ochoty na spróbowanie.
Samopoczucie bardzo dobre. Ale czasami jakoś dziwnie się czuje. Mam nadzieję, że wszystko się ustabilizuje.

Leave a comment