W pracy było bardziej świątecznie, niż pracowicie. Nie powiem, spieszyłam się bo czekało mnie wieczorne wyjście na koncert. W myślach przekładam ubrania które mogłabym nałożyć. Wszystko poukładane i zostało wyniesione na poddasze. A że nie planowałam koncertowego wyjścia to …gdzie tego szukać.
Gdy po pokonaniu korków drogowych dojechałam do domu, czas zaczął się kurczuć. Byłam zdecydowana na rezygnację z koncertu, MM wyglądał na bardzo cierpiącego. Rozmowa o zostaniu w domu, została przez niego spacyfikowana.
MM mniej rozmowny no i ta twarz, biało-szara. Dokładnie wiedziałam, że jest bardzo wytrzymały na ból ale siedząc na swoim krześle w teatrze, widziałam jego oczy zamknięte. Trzymałam jego za rękę, żeby mi nigdzie nie uciekał a dokładnie aby nie zemdlał. Robiąc dla mnie przyjemność oglądania koncertu, mógł zrobić za razem ogromną stratę. Żadne argumenty nie trafiały do niego. Jestem ogromnie jemu wdzięczna, za danie mi możliwości obejrzenia koncertu.
Koncert? To było mistrzostwo świata!
Chłopcy od 10 roku życia do 14 mogą śpiewać w chórze. Właśnie zostało pożegnanych pięciu z nich. Ukończyli 14 lat i niestety nie będą mogli już nigdy więcej w tej grupie wiekowej brać udział. Ich przygoda się zakończyła ale rozpoczną przygodę w innej grupie wiekowej chóru.
Chłopcy (każdy z osobna) zostali przedstawieni z imienia, nazwiska i kraju pochodzenia. A byli z: Francji, Niemiec, Austrii, Rumunii, Korei, Ukrainy oraz Indii.
Będąc w USA koncertowali w wielu stanach ameryki, mój stan był ostatnim. Nazajutrz mieli wracać do Europy.
W międzyczasie zaproponowałam MMowi, wcześniejsze wyście z koncertu. W dalszym ciągu oponował. Po zakończeniu koncertu (jednak) zdecydował pojechać na pogotowie.
Ciśnienie 210/100 to już nie zabawa.
Wróciliśmy do domku po 2am (to już rozpoczynał się piątek ).
Ciśnienie się unormowało.
Leave a comment