ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Zrobiłam to, zrobiłam to!!! JULY 4th

Wczoraj mieliśmy July 4th Dzień niepodległości. W moim mieście odbywa się największy bieg niepodległości 10K. Nie ma większego w USA. Rejestracja odbywa się online. Jeśli jesteś członkiem klubu, masz zapewnione miejsce w biegu, w przeciwnym wypadku odbywa się loteria na uczestnictwo w biegu. Pierwszy bieg odbyłam w 2009 roku, wylosowałam uczestnictwo. Jak dobrze pamiętam dwa razy, nie miałam szczęścia w loterii. Ostatni mój bieg był 2019. Pandemia wstrzymała mnie, aż do obecnego roku.

Mąż, ja i mój syn zdecydowaliśmy brać uczestnictwo w biegu w tym roku. Mąż oraz ja specjalnie nie szykowaliśmy się. Mąż kilka raz pobiegał po dzielnicy. Ja oprócz GYM nie biegałam. Nie miałam czasu, przygotowania córci do wesela, a później ceremonia ślubna. Zdrowie nie dopisywało, jakieś wirusy po mnie chodziły nawet przed samym ślubem córci rozchorowałam się. W ciągu kilku dni spadła waga o około 8kg. Nie byłam pewna czy będę w stanie uczestniczyć w zaślubinach. Syn co drugi dzień biegał i w dalszym ciągu biega, on 10k pokonał w 55 minut, ja wypociłam te 10K ponad 2 h, mąż podobnie jak ja. Miało być, że ja na mecie stanę pierwsza ale stało się inaczej.

Pomiędzy 3 a 5 milą miałam kryzys. Bolały podeszwy u stóp, zastanawiałam się nad zrezygnowaniem. Ale jakoś doczłapałam się do 4 mili i wpadłam na genialny pomysł. Jeśli woda wlewana do sportowych butów nie pomoże, zrezygnuję. Ludzie chwytali wodę w kubeczkach i pili, a ja wlewałam do butów. Poczułam ulgę. Przy każdym “prysznicu” (woda z urządzeń polewała ludzi) zatrzymywałam się i pozwalałam sobie na dokładny “prysznic”. Tak idąc i biegnąc stanęłam na “podium” z wynikiem 335 dla mojej grupy wiekowej, a było nas 377. Jeszcze chwila a byłabym po za marginesem.

Zajęłam 42 096 miejsce z wynikiem czasowym 2:09:32.

Muszę się przyznać, że w momencie kryzysowym zeszłam z trasy i usiadłam na murku obok mężczyzny w średnim wieku. Nie byłam w tamtym momencie pewna czy biegnę dalej czy już z uczestnika 10K staję się obserwatorem biegu. Porozmawiałam z mężczyzną i to on dodał mi sił psychicznych. …została ci niecała mila, spróbuj, bo szkoda teraz rezygnować jeśli już tyle przebiegłaś…. masz rację powiedziałam, zobaczę jak wstanę czy zdołam iść……

Wstałam i poszłam-pobiegłam, jeszcze na odchodne, pomachałam mu moim wiatrakiem. Dosłownie przed finiszem podbiegłam do grupy policjatnów ..

I did it, i did it!!! krzyknęłam

Jeden z nich przygarnął mnie ramieniem i pogratulował. Inni życzyli przejścia/przebiegnięcia przez metę która już była tuż przede mną.

W biegu uczestniczyło ponad 55 tys. osób, co uczyniło ten rok największym od 2019 roku w ilości uczestniczących osób.


Po odebraniu koszulki, spotkałam się z synem i MM. Odeszłam dosłownie kilka metrów i złapał mnie silny skurcz za łydkę prawej nogi. Dosłownie kładł mnie na ziemię. Zabezpieczyłam się w tabletki ale nie sobie lecz na wypadek jak skurcz złapie mego męża. Co dziwne jego nie złapał a ja leżałam już na chodniku. Syn podał mi 2 tabletki od skurczów nóg. Przeszło po kilku minutach i mogłam już iść do ulicy gdzie zamówiony Uber czekał. Syn okazał się bardzo troskliwym, nie miałam nigdy większej okazji tego zobaczyć i odczuć. Że córcia jest opiekuńcza to od dawna wiedziałam, syn zawsze zajęty, jego grafik pracy oraz po za służbowe zajęcia jak bieganie i klub Jiu-jitsu, robi go wypełnionym po brzegi.


Jestem z siebie zadowolona a MM już zarejestrował nas na 10K na następny rok.

Tylko….potrzebny trening, bez niego nie startujemy. OK.

Wiatrakiem wymachiwałam przez cały dystans, a nawet jak już zeszłam z mety.

Mam na video jak finiszuję wymachując wiatrakiem. Nie było mi ciężko go nieść, miałam ogromną frajdę.

Gdy szłam daleko przed MM, mógł mnie widzieć w jakim miejscu jestem, później stracił mnie z oczu bo za daleko.

Gdy człapałam z bolącymi stopami, MM zrównał się ze mną, a jak przysiadłam na murku on był pierwszy na mecie.

Z ponad 55 tysięcy uczestników ja jedyna miałam wiatrak niesiony nad głową i jeszcze jeden mężczyzna flagę. Nikt więcej nie posiadał żadnych flag nad głową lub wiatraka. Nieśli malutkie flag lub inne ozdóbki.

Tak zrobiłam to i nie to że jestem z siebie dumna. Jestem zadowolona.

Posted in

5 responses to “Zrobiłam to, zrobiłam to!!! JULY 4th”

  1. notki Avatar

    no to sie dzialo, wyjasnia to dluga nieobecnosc. Gratulacje, ja nigdy bym sie na taki bieg nie zdecydowala.

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Nie pierwszy raz to zrobiłam inie ostatni. Pierwszy raz po tak długiej przerwie. Covid wszystko przemieszał a ja jako ta która wszystkie bakterie, wirusy i inne złe rzeczy przyswaja, bałam się brać udział w jakichkolwiek zgrupowaniach. To prawda, działo się dużo podczas mojej nieobecności na blogu. Dużo dobrego nie tego mniej dobrego. Teraz mogę odsapnąć.

      Like

  2. mr Andrzej W. Avatar

    Ogromne gratulacje! To nie był po prostu bieg – to była walka z bólem, zmęczeniem, zwątpieniem… i wygrana. Pokazałaś, że siła nie zawsze tkwi w mięśniach – często siedzi głęboko w psychice. Ten moment z mężczyzną na murku, z prysznicem z wody, z wiatrakiem nad głową – to są obrazy, które zostają w głowie, bo są prawdziwe, szczere i pełne determinacji.

    Twoja historia to coś więcej niż relacja z biegu – to inspiracja. Dla każdego, kto czasem siada na swoim „murku” i nie wie, czy jeszcze ma siłę wstać. Ty wstałaś. I pokazałaś, że czasem warto po prostu zrobić ten kolejny krok. Niezależnie od wyniku.

    I tak trzymaj – z wiatrakiem, z uśmiechem, z ogromnym sercem. Bo takich ludzi jak Ty naprawdę warto spotykać – nawet jeśli tylko przez słowa.

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Dziękuję, za dobrą i prawidłową ocenę sytuacji.
      Tak to i była walka ze sobą. Wiedziałam, że zrezygnuję bo na pierwszym miejscu stawiam zdrowie, a później reszta. Nie będę wsadzać ręki w paszczę lwa kiedy wiem, że jestem na straconej pozycji.
      Mężczyzna na murku, niezaprzeczalnie, pomógł. W źaden sposób nie umniejszam jego udziału w moim małym zwycięstwie.
      Pozdrawiam serdecznie

      Like

      1. mr Andrzej W. Avatar

        Czasem największym zwycięstwem jest powiedzenie sobie “stop” w odpowiednim momencie. To wymaga odwagi, szczególnie gdy wokół tyle oczekiwań i presji. Umiejętność postawienia zdrowia i wewnętrznego spokoju ponad wszystko to nie słabość, ale dojrzałość. A taki “mężczyzna na murku” — cichy świadek, przypadkowy towarzysz — bywa czasem dokładnie tym, czego potrzeba, by nie zwątpić w siebie. Szacunek za Twoją postawę i decyzję. Trzymaj się tego kompasu. Zapraszam również do siebie.

        Liked by 1 person

Leave a reply to notki Cancel reply