Wstałam wcześnie, przecież do pracy. Po osłabieniu ani śladu. Do pracy szykowałam się w “podskokach”.
Śniadanie: łosoś wędzony (z wczoraj) , herbata owocowa-jabłkowa. Nie zjadłam przyszykowanej porcji, herbatę też zostawiłam.
Obiad: sałatka z tuńczyka. Ugotowałam więcej jajek, od razu na kolację.
Kolacja: jajka na twardo z nie dużą ilością majonezu.
____________
Dziś MM wraca i będzie trudno utrzymać dietę. Postaram się. Będzie proponować wyjście na śniadanko, lunch lub kolację. Zazwyczaj wychodzimy, oczywiście obiadam się, słodkościami również. Muszę to jakoś przetrwać do następnego weekendu, który to będzie wolny od diety. W następny piątek, sobotę i niedzielę będę mogła jeść do woli. No, nie tak do końca…do woli… umiarkowanie ale wszystko, nawet słodycze.
Dzisiejsze samopoczucie było super, po południu byłam śpiąca, nie zwalam na dietę, bo przecież jem co 4 godziny, kilka dni wstawałam około południa, organizm przyzwyczaił się do leniuchowania. Nie oczekuję, że waga spadnie natychmiast, ale by się chciało. Tak, tak, tyłam miesiącami, oczekuję cudów po 3 dniach. 😄 Dlaczego nie? W TV nie raz pokazują utuczoną świnkę, za chwilę chudziutkiego prosiaczka. Też bym chciała, schudnąć w chwilkę. Trzy dni stosuję dietę i coś tam drgnęło, drgnięcie mnie nie pociesza. Tym razem przy stosowaniu diety jestem niecierpliwa. Któregoś roku, schudłam jak szczypiorek, stosowałam 4 razy po 11 dni. Już nawet nie chciało mi się jeść, kiedy było można. Mózg pracował inaczej, musiałam zmuszać się do jedzonka. Teraz 2×11 dni, ewentualnie 3x. Dłużej nie można.
Leave a reply to Pauli Cancel reply