ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • W domu cichutko wszyscy śpią, tylko ja jak zwykle się krzątam.

    Uwielbiam pierwszy dzień świąt i pierwszy dzień nowego roku. Emocje opadły i można na spokojnie wypić poranną kawcie lub ppopołudniowe piwo. U mnie piękna pogoda od rana +20C. Przez otwarte okna wpada wietrzyk tześki, pachcący i milusi. Wczoraj raniutko jeszcze piekłam dodatkową podwójną porcję serowych ciasteczek a dziś z braku zajęcia znalazłam, zajęcie. Lepiłam dodatkową podwójną porcję pierogów. Jedna porcja z pieczarkami, druga na słodko z borówkami. Wyszło 100×100 szt. Z pieczarkami pracowało się sprawniej, natomiast z borówkami nieco dłużej, uciekały mi na wszystkie strony.

    Wieczorkiem, relax przy świątecznej muzyce i lampce wina.

    Bardzo długo dyskutowaliśmy o sylwestrze i marcowym wyjeździe na Arubę. Decyzja została podjęta jednomyślnie – rezygnujemy. Nowo kupioną kreacje założę na sylwestrową domówkę. Będzie jak w ubiegłym roku, w domu. Strzelanie petardami na ulicy. W tym roku nie będzie pieczenia pizzy, zamówimy.

    Czas jest wciąż bardzo niespokojny. Ryzykować wprawdzie mogłabym ale myślę, że na tej szali nie warto kłaść zdrowia.

  • Miniony miesiąc nie należał do dobrych, cały rok również nie był dobry. Miniony i ten tydzień, lepiej nie wspominać i niech odejdzie w zapomnienie. Niełatwo a wręcz niemożliwe do wykonania, wykreślenie minionego dnia, tygodnia, miesiąca. Wszystkie dni przeszły do historii.

    Cieszę z drobnostek, nawet bałagan jaki w domu stworzyłam napawa mnie radością. Jeszcze potrafię coś zrobić oprócz ukradkowego wycierania łez.

    Świąteczby bałagan 1
    Świąteczny bałagan 2

    Nie jest łatwo. Każdy z nas inaczj przeżywa i każda sytuacja może być podobna ale jednak inna.

    Robię więc bałagan. Choinkę kupiłam, inna niż dotychczas. Choinka Art. Nie ma za wiele gałązek ale za to grube igły.

    Choineczka

    Nie wiem, ale stanęłam przed nią i bardzo długo ją oglądałam. Takie coś a zapach powalający, cena również 250$. Zdecydowałam i kupiliśmy. Teraz wyzwaniem będzie dekoracja tego fajnego, uroczego wiechecia, roztrzepańca.

    Lampki powiesiłam i zdjęłam. Zastanawiam się jakie bąbki i ile. Więcej na nią patrzę niż wkładam pracy. Siedzę, patrzę i widzę tylko kilka bombek, sznur światełek, łancuch błyszczący i koraliki. Myślę, że to będzie dobry pomysł. Czym dłużej na nią patrzę, tym bardziej mi się podoba. Inna, smukła a za razem roztrzepana. W dotyku mięsista aż palce w delikatne i długie igiełki wchodzą.

    Cudo, wspaniałe nie spotykane cudo natury. Urosła ale nie rozwinęła się, zabrakło … słoneczka. A może za dużo człowiek ingerował w dna i przedobrzył. Żywot zakończy w moim domu i oby jej dobrze było w tych ostatnich dniach jej bytności.

    Wsztstko się kończy aby nowe mogło nastąpić.

  • Zdjecie ze strony overblog

    Bardzo boję się trzeciej szczepionki covida. Drugą przeszłam boleśnie i z halucynacjami. Boję się też zachorować na covida. Maseczkę nakładam wszędzie, oprócz domu i poruszania się na świeżym powietrzu i w odpowiedniej odległości od człowieków.

    Wczorajszej nocki przyjechała młodsza mego MM na „wakacje”. Będąc już w pidżamie, zeszłam na parter aby ją przywitać i bez żadnych uścisków tak jak to ona lubi. Zerwała się z krzesła, zastopowałam ją…. Tylko bez uścisków proszę…. Na zadane pytanie dlaczego, otrzymała wyjaśnienie, samolot, lotnisko. Że ona zaszepiona 3 dawką itp. Nie dyskutowałam. Wróciłam do sypialni.

    Nie słyszałam kiedy MM się położył, spałam snem kamiennym.

    Przy śniadaniu MM niemrawy, ale lotem sokoła poszybował do sklepu po bułeczki bo czerstwego chleba ja nie jadam. W czasie “lotu sokoła” MMa do sklepu, wstała jego młodsza. Zeszła do mnie do kuchni i na odległość odbyło się powitanie. Dziwne taka wylewna, a w oczy nie patrzyła.

    Ona wróciła do sypialni. MM wrócił z zakupami. Sprawę uścisków przedyskutowaliśmy. Osoba zaszczepiona chroni siebie (jeśli chroni), a nie osoby z otaczającego go kręgu ludzi. A wiedząc, że amerykanie to bardzo „odważny” kraj, w moim stanie zniesiono obowiązek noszenia maseczek.

    Młodsza strzeliła focha i spakowała się proszą o odwiezienie jej do apartamentu starszej, pod pretekstem nakarmienia kota. Starsza MMa była na wyjeździe. Ale nie omieszkała powiedzieć, że łóżko niewygodne. MM odwiózł i wrócił podminowany. Młodsza ojcu zrobiła pranie mózgu i MM jak niewypał. Gadał od rzeczy.

    -Mogę zadać pytanie? spytałam

    Pozwolenie uzyskałam

    – jeśli materac czy też łóżko było niewygodne, a wiesz, że ja jestem bardzo delikatna i spałam na tym łóżku ponad sześć miesięcy, dlaczego ona spakowała się rano i nie poczekała do świątecznej kolacji. Mogła poczekać do wieczora. Więc o co chodzi z tym łóżkiem i kotem? Bo kota pod nieobecność starszej dokarmia sąsiadka? Co się tak na prawdę stało?

    Niestety MM nie rozumiał tej sytuacji. Ale zadając pytanie wyjaśniłam, że to nie o łóżko chodzi. To nie materac zawinił.

    Zastanawiam się, czy wogóle przyjedzie na kolację. Jak zadrinkuje to zwali się nie na łóżko a pod.

    Poczekamy, zobaczymy.

    Przyjechała. Zjadła i pojechała. MM był niezadowolony.

    Nie moja córka i nie mój problem. Jeśli ma problem niech rozwiązuje.

    Już od dawna, nie wtrącam się w cudze sprawy.

    ________________

    UPDATE

    FEB 5,2024 8:23PM

    Młodsza córka MMa całkiem zdurniała powiedziała, że nienawidzi tego miasta i jej noga w tym mieście nie stanie.

    A ja wiem swoje. Koleżanki wyszły za mąż, koledzy pożenili się mają swoje rodziny. Przestali clać litrowymi butelkami bo ich nikt nie sponsoruje jak ją MM i jej matka. Może sobie pozwolić, przez ponad 6 miesięcy nie pracować i spać od nocy do nocy, bo nie może zostać dyrektorem teatry jakiejś firmy filmowej czy coś w tym rodzaju. Ale wszyscy wiemy, że kiedy jej matka i ojciec proponowali opłatę dodatkowych studiów to odmówiła, że się jej nie chce. Ojciec w dalszym ciągu zamawia online żarcie pod jej apartament w LA. Sama nazwa LA i Hollywood nie zrobiła z nikogo aktora ani dyrektora, nawet jeśli ona widzi szyld HOLLYWOOD z okien apartamentu nie pomogło jej w zostaniu szefem firmy castingowej. Do tego trzeba mieć nie tylko wykształcenie, doświadczenie ale dużo szczęścia i sprytu a do tego kusą spódniczkę i cycki na wierzchu.

    No nie udało się dziewczynie, a lata lecą i 40stka na nosie. Została sama z butelką przy piersi. Szkoda mi jej, bo fajna dziewczyna ale rozpieszczona do granic wytrzymałości.

    Jednego nie rozumiem dlaczego kobiety 40 i 40+ śpią z misiami i maskotkami pluszowymi?

    Sumując: młodsza nie przyjedzie i w tym roku nie przyjechała na święta, starsza MMa to inna piosenka ale wciąż śpi z misiem.

    Mówią, pociąg odszedł. Tak odszedł z chwilą kiedy ogłosiły na fejsie, że zaręczynowy pierścionek ma być powyżej, chyba 50k. Jak MM przeczytał to aż za głowę się złapał. Młodzi panowie się rozpierzchli jak przestraszone wróbelki. Nawet żadna wrona rodzaju męskiego nie została na polu bitwy o rękę pań.

    Jak można skutecznie odstraszyć człowieka rodzaju męskiego.

  • bo nikt nawet poszukiwań nie rozpoczął.

    Nie wiem co jest ważne a co mniej.

    Wiem, że przetrwam, przeżyję.

    Dla mnie też zaświeci jeszcze słoneczko.

    Tylko….. ta góra za którą się skryło, jest bardzo wysoka. Nie mam już siły iść w stronę tych pagórków tam daleko, gdzie słońce zachodzi.

    Zachód słońca również jest piękny, a jakże odległy.

  • Z zapowiadanych -2C było 0C. To jest już zima!!! Wniosłam do domu donice z alpejskimi fiołkami i gerberami. Te pierwsze kwitną, drugie mają pąki. Szkoda mi było zostawiać na przymrozki, a nadchodzącej nocy ma być -1C. Azalia pogubiła już kwiat, uroczo zakwitła tej jesieni.

    Liście z drzew spadają już hurtowo, chociaż na gałęziach jeszcze ich miliardy. MM w domu, mimo że nienawidzi prac podwórkowych ( chyba nie ma takiej pracy fizycznej którą by lubił ) wychodzi każdego dnia na podwórze i pakuje liście do wora. Jego limit jest 6 worków. I to jest wielkie osiągnięcie, cieszę się, nie komentuję.

    Sobotkę poświęciłam na ozdabianie domu wewnątrz. Prawie na ukończeniu są moje prace ozdobnicze. Możliwe, że dziś ukończę, jeśli ochota nie przejdzie na niedzielne prace. Wiem wiem. Niedziela jest siódmym dniem, w którym powinniśmy odpoczywać. Na zewnątrz jeszcze nie ukończyłam wszystkiego z tą piłam jedynie schody zewnętrzne Poręcze kolumny narazie to tylko tyle. Wiele ozdób jeszcze leży w garażu czeka, ja też czekam teraz przychodzę jakieś przymrozki które nie powinny wyskoczyć w listopadzie. Dobrze, że przynajmniej deszcz przestał padać.

    W każdym roku MM powtarzał, że nie trzeba ozdabiać christmasowo domu jeśli Thanksgiving nie minął. W tym roku zapowiedziałam, ozdabiać będę wcześnie bo chcę się nacieszyć świętami. Wczoraj i dziś, mimo niedzieli ozdabiałam dom wewnątrz. Robiłam przerwy, na kawę, pogaduszki, rozmowy na komunikatorach.

    Nic mnie nie goni, nie muszę się spieszyć, więc wszystko ma swój rytm.

  • Nic złego nie podejrzewam i nic grożnego ale….muszę udać się do lekarza. Wiadomo upadłam kiedyś tam, ale zaczął mi boleć oczodół. Mruganie jest już odczuwalne, przy dotyku powieki również czuję dyskomfort. No coś się dzieje. Córcia twierdzi że jest sinak ale ja go ujrzeć nie mogę. Narośl po upadku rozmasowywałam i się zmiejszyła ale, to ale mnie zaczyna trochę niepokoić. Tym bardziej małe dzieci mi się śnią. A to już bardzo źle. Dzisiejszego popołudnia było już za późno na ustalenie wizyty lekarskiej, tel. milczały lub … bla bla bla dzwonic po karetkę bla bla bla. Zanim jutro ja wstanę mąż sprobuje zadzwonić. Może się uda na jutro, byłoby dobrze. Z przychodni dzwonili w tygodniu, że mam przyjść na kontrolę ciśnienia krwi. W takim razie upiekłabym dwie pieczenie, oko i serce.

    Od dzisiejszego popołudnia rozmawiamy z MM tak (90%z mojej strony) bardziej normalnie, nie przez zęby czy służbowo. Za wcześnie jest dla mnie na poufności i otwieranie się mentalne. No, zranił mnie i jeszcze to przeżywam, przeżuwam, memłam. A tak naprawdę, analizuję. Życie nie jest białe i czarne, ma jeszcze mnustwo innych kolorów i te kolory mi się zamieniły w różne oddcienie szarości. Jeszcze troszkę a odzyskam równowagę.

    Kiedyś pisałam o pracy jaką wykonuję na podwórzu i w domu. Praca fizyczna to moje lekarstwo, pozwala mi zapomnieć o bólu, rozterkach, problemach które urastają w mojej głowie do tragedii. Nie, nie wybucham, zawsze tłumię w sobie i praca pomaga mi wyzwolić się z tego dynamitu jaki w sobie noszę. Bo co ludzie zawinili, że jestem jaka jestem. Teraz mamy ponownie więcej dni deszczowych i z przymusu po pracy, jestem zamknięta w domu.

    Oooo mam pomysł. W następną sobotę muszę iść poskakać/potańczyć. No i zapisać się na GYM w końcu. Medytacje? Próbowałam, to nie dla mnie, ja muszę spalić ten dynamit a nie przez dziurki w nosie wypuszczać.

    Jutro podobno nie będzie padać, będę kontynuować świąteczne ozdabianie. Plany planami a jak wyjdzie zobaczymy.

  • A to dobre😁

  • udał mi się😁

    W niedzielę byłam z MM w Madeleine na kawie. Zawsze pod przykryciem serwowane jest ciasto lub chlebek na spróbowanie. Nie preferuje takiego podjadania ale MM wziął 3 kromki chleba na zakwasie. Pierwsze co wyczułam to ocet, pierwszy gryz i szok zamiast składnika jakim jest woda w cieście chlebowym dodano octu. Zrezygnowałam z dalszej degustacji.

    Dziś upiekłam swój chlebek na zakwasie. Już nic nie mierzę i nie ważę. Sypię i wlewam na oko. Zakwas pół na pół żytni z pszennym, ciepła woda, sól. Wymieszać, przelać/przełożyć do foremki. Wyrasta, to zależy 2-4 godziny i dłużej. Jak mi się spieszy dodaję łyżeczkę suchych drożdzy. Dziś ciasto opadło ponieważ wyjmując z worka foliowego, folia wyślizgnęła mi się z dłoni i przykleiła do ciasta. Było ehhh i uhhhh. Ale zakalca nie ma!!!!

    Chlebek na zakwasie

    Zawsze kiedy jestem zdenerwowana, zła, wścekła jak pies, moje wypieki się nie udają. Dziś byłam tylko nieszczęśliwa, więc chlebek nie podrósł jak oczekiwałam. Smak? Kucharz z kawiarni Madeleine nie ma bladego pojęcia, co to jest zakwas. A zakwas chlebowy, na pewno, nie jest ocetem.

  • Jak dobrze wstać skoro świt 🎶🎶🎶🎶🎶🎶🎶 aha, aha. Wstałam po 8am. Wspaniale mi się spało. Termostatu MM nie dotykal i było komfortowo, nie zazimno nie za gorąco. Odpaliłam komputer i zeszłam na kawę. MM był już w kuchni. Na dzien dobry nie było przytulanka. Nie czułam potrzeby i nie chciałam, nie miałam ochoty. Po wczorajszym został mi ogromny smutek. Nie rozumiem, wciąż nie rozumiem, jeśli MM zbił mój ulubiony kubek nie robiłam z tego problemu. Noża nie połamałam, nie wyrzuciłam do smieci, był w szufladzie, on zrobił mi aferę.

    Przez cały dzień używałam innych noży, jeśli już dzielić na moje i twoje, używałam noż które przywiozłam z Polski. Używałam też innej mojej stolnicy, nie tej mojej dużej której MM. śmiechu warte.

    Staram się wszystko przesnalizować i uspokoić …. teraz te odziedziczone noże.

    Rozmawiamy, oczywiście że tak. Tylko znów we mnie coś pękło, colzegoś ubyło. Potrzebuję, jak zawsze kilku dni (około tygodnia) aby siebie poskładać, skleić, przeżyć. Jestem z tych z WWO. Po prostu jakoś żyję z tym ale nie powiem, żeby było lekko. Masę lektury przeczytałam, masę lekarstw przyjęłam. Tego się nie leczy, można jedynie system nerwowy trochę uspokoić. Ostatecznie jest jak jest.

    Na kompie nie musiałam siedzieć długo. Udało się zgrabnie i szybko wszystko załatwić, Wyszłam na zewnątrz, powiesiłam pierwszy sznur lampek. Wieczorkiem włączyłam, reakcja rodziny lecząca moje ranne serce. Wiem, że za wcześnie zostawiać włączone na noc. Jeszcze indyk ale po indyku będę miała gotowe oświetlenie świąteczne. Planuję 1 grudnia zrobić generalne bum. 😁

    Jednak do szczęścia mało mi trzeba, dziś, jedynie kolorów.

  • November 1st jest dniem pracującym. Nie ma zmiłuj sie nawet dla uczniów. Pierwszy raz przebudziłam się po 5 minutach snu. Organizm był gotowy do działania. Od 3 do 5 rano próbowałam zasnąć, bez powodzenia. Ostatecznie około 3 godziny miałam przespane.

    Może obudzio mnie zimno? Szalony MM obniżył temperaturę. No kurcze ale nie nałoże na głowe koca elektrycznego, czapkę mogę ale to przesada robić w domu lodówkę kiedy na zewnątrz dzis 8C. I co z tego że na plusie, sam plus nie doda ciepła. A 8 to nie 22. Gdy przebudziłam się o 3 z zimną głową, podwyższyłam temp i mogłam sobie leżeć odkryta. W sypialni zrobiło się cieplutko.

    A po pracy!!!

    Do domu dotarłam w niesamowicie dobrym nastroju. Przewitałm pieski. Wytarmosiłam je i MM. Szczęśliwi moi domownicy to i ja szczęśliwa. Ale coś poszło nie tak. Nie umiem się kłócić, no nie umiem, a przeciwnik nie jest zainteresowany, dyskusją. Po usłyszeniu pierwszych kilka „słów” opuszczam pola bitwy. Nie jestem zainteresowana zrobienie komuś przykrości. A mogłabym mogłabym to zrobić. Wyszłam na spacer, wylałam mały staw łez.

    Gdy wróciłam przypomniałam …że swemu Tatusiowi nie zapaliłam świecy. Postawiłam Tatusia zdjęcie, zapaliłam świecę, włączyłam Tatusia muzykę i z tęsnoty, żalu i niemożności niesienia pomocy mamusi rozryczałam się jak 1000 bobrów. Całe moje życie wierzyłam, że swoich rodziców ustrzegę przed złem, przed starością i śmiercią. Niestety, los za mnie zadecydował. Moi rodzice również wierzyli, że ja jedyna dam im oparcie. Nie dałam, mentalne tak ale fizycznego tego namacalnego od wyjazdu z Polski, nie dałam. Nie ustrzegłam ich przed moimi siostrami i jest mi z tym bardzo ciężko.

    A ten mój wyskakuje mi, ze swoim nożem, bo kuźwa w komplecie nie ma noża kuchennego z ząbkami. Bo to jego matki. Jakiej matki? O jakiej matce on mi mówi. Która lała go gdzie popadnie, ojciec go nie chciał matka też. Żeby uciec przed „kochającą” matką, uciekł do wojska i zaraz na wojnę. Jaka to kobieta której mieszkanie socjalne po jej śmierci było jak pijacki chlew. Sprzątałam i widziałam. Nic nie dostał od matki oprócz razów i teraz matka? Zabrał po śmierci ten stojaczek z nożami w którym brakowało dwóch noży. I teraz to jest jego dziedzictwo? !!! Położyłam ten nóż do szuflady, ponieważ był tak umieszczony w stojaczku, że tylko się w pierwszej kolejności po jego sięgało.

    Kupię sobie swoje noże. Tylko nie rozumiem dlaczego MM zaczyna dzielić rzeczy na moje i twoje. Starość?

    Kiedyś taki nie był.

    Może to wina wirusa? Za długo siedzi w domu, pracuje, nie ma kontaktów z ludźmi. Ekran komputera to praca i konferencje, nie ma luźnych rozmów, żartów. Ludzie stają się dzikusami, chamami.

    W smutnym nastroju podreptałam do sypialni. MM już spał, podeszłam, pogłaskałam po policzku. Przebudził się, ze smutkiem spojrzal mi w oczy i ….. kocham moją krysie….

    Za chwilę i ja usnęłam.

  • Kilka lat temu przyjmowałam dzieci cukierkami, muzyką i intuzjastycznymi krzykami. Przebierałam się na tę okazję za czarownicę. Było bardzo wesoło.

    Dzieci były z mojej dzielnicy.

    Pewnego roku, wiele rodzin sprzedało domy. Zmniejszyła się też ilość dzieci. Autobus szkolny nie wjeżdżał już w głąb dzielnicy. Niestrudzenie czekałam na tych dzieciaczków które zostały. Obdzielałam hojnie cukierkami. Za ostanimi przebierańcami zamknęłam drzwi. Nastała ciemna noc 10pm. Aż tu nagle ktoś do drzwi puka. Nie byłam w domu sama. Kiedy MM wyjeżdżał nie obchodziłam halloween bo nigdy nie wiesz kto może się zjawić i co może się wydażyć. Tym razem otworzyłam drzwi a w nich przebierańcy w wieku 16-18 lat. Byłam zdziwiona i przerażona. Oczekiwałam spóźnionych dzieci a zjawiły się nad wyraz wyrośnięte dzieciaki. Wyszłam na schody szybko przymykając drzwi frontowe, aby nie pokazywać zawartości mieszkania. To nie były dzieci z mojej dzielnicy, raczej z apartamentów. Nazywam je getto.

    To był mój ostatni halloween.

    Tego wieczorku, chodziły dzieci bardzo gromadnie ale również nie „nasze”. W naszej dzielnicy jest kilkoro dzieci w podstawówce, większość to bobaski. Tym razem, te dzieci były z dorosłymi osobami i one były z sąsiedniej dzielnicy domów jednorodzinnych.

    Nie byłam przygotowana i przygotowywać się nie zamierzałam na tę okoliczność. Aby dzieciarni nie kusić, wyłączyłam oświetlenie na zewnątrz. Nie mam wnuków, swoje odświętowałam, przekazałam pałeczkę innym rodzicom i dziadkom.

  • Wczoraj dokończyłam sprzątanko. Jestem gotowa na Thanksgiving. Jak zwykle MM przygotuje indyka i inne specjały, ja upiekę ciasto marchewkowe i ciasteczka imbirowe. Nie trawię cynamonu i jego zapachu. W sklepach w tej chwili przy wejściach ustawione są miotły z zapachem cynamonu. Te sklepy omijam ogromnym kręgiem. Nic co zawiera cynamon nie jest jadalne dla mnie. Oczywiście przprawę cynamonu posiadam w kuchni lecz jej nikt nie używa.

    Stół już jest nakryty, później przetrę talerze i sztućce alkoholem. Muszę jakoś sobie życie ułatwić.

    Popołudnie spędziliśmy w Madeleine popijając cappucinno i słuchając francuskiej muzyki. Dawno dawno temu uczyłam się języka francuskiego. Opanowałam go na poziomie komunikatywnym, lepiej szło mi pisanie i czytanie. Nie używany został zapomniany. Pojedyńcze słowa pamiętam. Zdanie na poziomie mniej niż podstawym ułożę ale z wymową i zrozumieniem jest zerowo. Pewnie, że szkoda. To jest język który uwielbiałam.

    Obgadaliśmy problemy jakie mnie nurtują, włącznie z dżemem na kuchennej podłodze. Poruszenie moich domowo-kuchennych problemów pomógł mi zaistniały dość przykry dla MM incydent. A więc, wykorzystałam sytuację.

    Kawusia

    Mam nadzieję, że z zauważalnym skutkiem w niedalekiej przyszłości.

    Zajechaliśmy po drodze do kilku sklepów. Poszukuję lampki z dodatkiem srebrnego względnie świątecznego bożenarodzeniowego koloru. Podjadę w najbliższych dniach do komisu. Na pewno coś znajdę. W tym tygodniu rozpocznę ozdabianie na zewnątrz z tym, że światełka włączę dopiero po indyku.

    I najważniejsze, oddaliśmy koc elektryczny z powrotem do sklepu. Ostatniej nocy na 1 levelu omal się nie usmażyłam. Gorąc mnie straszelna obudziła. Dziś otrzymałam z amazona koc elektryczny z innej firmy, wykupiłam też 4 letnią gwarancję. Kocyk mięciutki, puszysty i grzeje tak jak powinien. Jestem zadowolona z zakupu.

    Kocyk

    A to przecież najważniejsze.

  • Popijając kawę i patrząc przez okno na mokry poranek, spływające krople deszczu po szybie po wciąż zielonych liściach drzew, zastanawiałam się nad …..sensem życia.

    Ok już się nie zastanawiam. Bo po jaką cholerę. Żyję bo żyję, mam się dobrze, a jak mam się czuć po 4 kielichu czerwonego wina. Tym bardziej jak nade mną „gwiazdy” świecą i dostarczane jest żarełko.

    „Gwiazdki” dostarczone przez amazon zostały dziejszego wieczoru. Tym razem nie będę drzewka wynosić na zewnątrz. Kilka lat temu miałam podobne, z białymi gałązkami. Również pięknie świeciło ale przestało, gwarancji nie zachowałam. Trafiło na śmietnik. Nauczona doświadczeniem, mimo, że jest do korzystania na zewnątrz, drzewko zostawię w domku bez narażania go na ulewne deszcze. Gwarancja na rok, tym razem zachowam.

    Żarełko super. Wczoraj kupiłam w Farmers Market ruskie salami z sadełkiem. MM nie bardzo polubił. Dziwne, przecież stał się wszystko jedzący. A ja lubię i kupiłam ogromniastą pałkę tylko sobie. Mam dość amerykańskich szynek, czasami potrzebuję Europy i niech będzie i czegoś wschodniego. W Rosji żarcie mieli wyśmienite ale na Węgrzech salami było superowskie, kurczaki z rożna najlepsze w Bułgarii a proszek do pralki automatycznej tylko z Niemiec. Kupiłam też pielmieni, malucieńkie pierogi. No wprost uwielbim pielmieni ukraińskie. No i na zaspokojenie głodu pierogi z kapustą. To jest niebo w gębie. Nie lubię takich stwierdzeń, tym razem innego nie znalazłam w swojej głowie po 4 kieliszku czerwonego wina z zawartiścią 14% alko.

    Spytałam dziś MM od jakiego okresu jego matka zaczęła pić. Nałogowo od jego średniej szkoły. No to mi alkoholizm już nie grozi. MM nie zaznał szczęścia w swoim życiu ( pomijając moją skromną osobę😊). Matka jego nie chciała, ojciec też nie był zainteresowany. Dziadkowie nie z prostej linii genetycznej, też nie bardzo. Piewsza małżonka chciała tylko jego portfel. Oddał wszystko do ostatniej skarpetki, taki był chojny.

    Po wielu latach….

    I tu naraz w inernecie na megafriend.com spotkał taką jedną polkę, która jasno określiła co chce i czego oczekuje. Nie męża i nie kochanka tylko nauczyciela, który pomoże jej w nauce j. angielskiego.

    Ok, odbiegam od tematu…Sensu życia… A bo wiecie, ten rok minął mi bardzo szybko. Nie pamiętam z tego roku wiele. Stres gonił stres. Mieć męża każdego dnia, to dla mnie przeżycie. Dlaczego? MM był w rozjazdach, pracował zawsze TAM GDZIEŚ. A ja w domu sama. Robiłam co chciałam, oczywiście że wciąż pracowałam zawodowo ale wracałam do czystego domu. Wracałam do domu i nikt mnie o nic nie pytał, nikt mi w momencie kiedy chciałam sobie coś upitrasić nie stał na drodze i nie zajmował akurat tego palnika gazowego na płytce z ktorego ja chciałam skorzystać. Wkurzam się kiedy wracam z pracy do domu, muszę zaczynać od mycia kuchni. Najpierw blaty kuchenne, płytka gazowa i zlew. Dostaję zielonej gorączki przy zlewie. Czy to nie można spłukać zlewu, wycisnąć gąbki. Nie! Trzeba czekać aż w kątach zlewu pojawi się coś zielonego. I wtedy pytanie leci w moją stronę. A co to jest?

    Po cholerę tłumaczyłam od czego i co to. Już nie doprowadzam do takiej sytuacji bo cały dom zgnije. No ja głupia chciałam pokazac, nauczyć, wytłumaczyć. Sama zapuściłam zlew i sama wyszorowałam. Przecież gdzie woda tam i wilgoć, gdzie wilgoć tam i grzyby rosną. Kurcze komu chciałam wytłumaczyć? No i gdzie jest sens? Jak można wytłumaczyć, że dżemu nie nakładamy na łyżeczkę ponad brzegi bo zleci, obślizgnie się i na podłodze będzie ślisko. No cóż, biorę szmatę i myję bo sama sobie zęby wybiję, przy pierwszym poślizgu.

    Ludzie wypiłam 5 lampkę wina a sensu życia jak nie było tak nie ma. Alkoholikiem nie zostanę bo w poniedziałek trzeba śmigać do pracy.

    Co jutrzejszy dzień przyniesie? Powinnam spytać…. co amazon mi dostarczy. Moj koc ekektryczny wysiadł, pojechaliśmy wczoraj do sklepu i wróciliśmy z nowym. W nocy, a w nocy na włączonym 1 lewelu grzania, parowałam, gotowałam się. Dobrze, że skóra mi nie zeszła. Amazon przyszedl z pomocą, zamówiłam i przy okazji nie tylko kocyk elektryczny, przecież idą święta.

    O cholera!!!! Siedzę i bzdety piszę a pościel nie nawleczona a jest 10:00pm

  • Chociaż drzewa są wciąż zielone, idzie jesień, a z nią długie noce i krótkie dni.

    Dziś deszczowo

    Po pracy, nie mam ochoty na porządkowanie i układanie w szafkach, właściwie robię to na bieżąco. Wczoraj wyszłam na pole podmuchać opadłe liście i żołędzie.

    Znalazłam inne zajęcie. Porządki na blogu. Zajmie mi to na pewno kilka miesięcy. Każdy post który przeniosłam na prive chcę przeczytać i dopisać teraźniejsze spostrzeżenia. Chcę też przenieść wpisy z bloga już nieaktywnego i trzymać wszystko w jednym miejscu.

    Czeka mnie dużo pracy. Gdybym nie była aktywna zawodowo było by szybciej, myślę że do marca dam sobie radę.

    A jak pójdzie, zobaczymy.

    Dziś naszły mnie chęci na zrobienie ciasta z truskawkami. Wprawdzie proszek do pieczenia przeterminowany ale do sklepu w ten deszcz nie pojechałam. Zajrzałam do piekarnika, ciasto wypełnia wolne miejsca pomiędzy pokrojonymi truskawkami a niektóre worost pochłania. Dobry znak, ciasto rośnie. Do ciasta zrobię krem z śmietany kremówki i myśkę, że będzue super słodziutki wieczorek.

    Ciasto się udało!!! I o to chodziło. A że MM musi dietę MŻ (mniej żreć) stosować to dostał o 4pm jawałek i na tym koniec z żarciem, bo przeniosę go do gościnnej sypialni. Je to tyje, jak tyje to chrapie, a to jest do niewytrzymania. A tak ładnie wyglądał jak UPS pracował. Minęło i chyba nie wróci tym bardziej, że dziś ciastem truskawkowym nakarmiłam.

    No przykładam rękę do jego tycia oj przykładam. Ale nie pozwoliłam więcej jeść . Ciasto zjadł po 4pm i nic więcej. Oby jutro nie odbił sobie.

  • upiekłam chlebuś

    Jakie pendolino mi wyszło

    Mój chlebek ma smak chleba.

    Sklepowe chlebki trzeba czymś posmarować aby poczuć smak. Wtedy czujemy smak masełka, dżemu, twarogu ale nie zawsze chleba.

  • Nastały piękne dni, jeśli mówić o pogodzie. Nareszcie można wyjść o poranku z kawą na deck. Nie trzeba wieczorem skręcać parasola i przykrywać mebli ogrodowych. Wprawdzie o poranku jest 18C ale i o to chodziło, żeby słońce nie piekło, smaliło, parzyło. Żeby też i nie lało i nie robiło sauny na powórzu.

    A więc, wyszłam z kawcią na deck i zachwycam się spokojem. Spokój? Żołdzie spadają z drzew z hukiem. Parasol chroni przed urazami głowy. Już nie raz myślałam, żeby sobie hełm sprezentować. Jeśli chodzi to moje urazy: prawe kolano boli i na nie, nie mogę uklęknąć nawet na miękkie podłoże, lewe kolano jest w lepszej kondycji. Dłoń się zagoiła. Szyja czasami daje znać o sobie. Policzek zagojony, a przy lewym oku narósł podskórny guzek. Jeszcze rozmasowywać go nie mogę, wciąż trochę boli. Za tydzień lub dwa będzie (tak myślę) dobrze.

    Za pół godziny przyjedzie serwis sprejujący yard przeciw komarom. Tych owadów jest bardzo dużo. Mam różne specyfiki, świece, pochodnie itd, ale na taką ilość komarów powinnam brać kąpiel w OFF Deep Woods

    To nie jest reklama!!!!!

    Komary już się uodporniły na wszystkie rodzaje anty. Świece również mało pomagają. Spryskanie przez firmę pomaga na około 20 dni. Dają gwarancję na 30 ale z mego wieloletniego doświadczenia, 30dni to jest tylko chwyt reklamowy. Z 20 dni spokoju również jestem zadowolona. Po spryskaniu nie wolno wychodzić na zewnątrz zwierzaczkom i ludziom przez 30 minut. Zdaję sobie sprawę, że chemia zabija nie tylko komary i kleszcze, ale jestem zmuszona się bronić, pamiętając o tym, że komary i kleszcze przenoszą różne choroby, czasami tragiczne w skutkach. Jak najbardziej, są i inne sposoby walki z owadami, wypróbowałam chyba już wszystkiego łącznie z czosnkiem ale nie sposób obsadzić całego yardu czosnkiem którego listki dają zapach po ich złamaniu lub roztarciu. Podobno komary wyczuwają czosnek z daleka, tylko nie dotyczy to moich☹️komarów. Niedaleko mamy strumyk, brzegi strumyka są w postaci naturalnej, zalesionej i bagnistej. I tutaj mogę powiedzieć komarom … witam…. Nie tak daleko jest dość rwąca rzeka i jezioro. Z tamtych okolic, moim zdaniem nie przylatują.

    Zdjęcia sprzed 10 dni, wyskoczyłam między jednym a drugim deszczem. Ludzie wymęczeni tygodniowymi deszczami wyszli podobnie jak ja pooddychać świeżym powietrzem. Po godzinnym odpoczynku trzeba było uciekać, zaczęło padać.

    Pan od spryskiwania przyjechał. Mam czas na przygotowanie się do prac polowych.

    _____________

    Po spryskaniu, komary śpiące, zdychające, w takim stanie, że mogę w dłoń złapać. Niewiele jest takich śniących komarów. Bez dodatkowego spryskiwania całej mojej osoby mogę siedzieć na decku i popijać frappuccino.

  • Wczorajszy dzień to właściwie przespałam. Na przemian, budziłam się i spałam, spałam i budziłam się. Czułam się bardzo zmęczona i wykończona. Noc przespałam bez żadnych niespodzianek.

    O poranku. Pierwsze spojrzenie w lustro. Spuchnięta ale bez kolorowych siniaków. Po południu, mogłam się udać do lokalnej meksykańskiej restauracji celem uczestniczenia w urodzinach niemęża mojej córci.

    Jutro niedziela to oczywiste, że mam wolne. Poniedziałek wolny. ożliwe, że i wtorek będę miała wolne. Zobaczymy jak będę się czuła i czy opuchnięcie zejdzie. Rany goją się i mam nadzieję, że wolny wtorek nie będzie mi potrzebny.

    Dziś dzwoniłam do mamusi. Demencja przeplata się z rzeczywistością. Trudno momentami się porozumieć. Ale daję radę, nie jest łatwo kiedy rozmowa jest na podsłuchu. Lepiej tak niż, żebym zostawiła mamusię bez rozmów. Starsza wogóle nie dzwoni, młodsza nie zajmuje się takimi sprawami jak rozmowa z matką. Mojej mamusi została rozmowa tylko ze mną. Raz w tygodniu wprawdzie, lepsze to nic wogóle, tak jak to było przez 5 miesięcy. Odłączyli mamusię od ipada/skypa, wyłączyli telefon i tylko od mamusi brata otrzymywałam informacje o jej zdrowiu. Teraz mamy kontakt telefoniczny. Podobno chcą mnie finansowo ukarać. Nie szkodzi. Nie narzekam, mogę płacić za połączenia telefoniczne aby mamusia miała ze mną kontakt. Przykre to wszystko jest, bo nie tylko chodzi o połączenia. Tłumaczę mamusi wiele spraw np. dlaczego jej emeryturę zabierają, dlaczego jak ręce ją bolą i utrzymać łyżki nie może to talerz zabierają z niedokończoną zupą, dlaczego dają jedynie jedną buleczkę kiedy prosi o dwie. Między tym narzekaniem przeplata się dom w którym się wychowała i na młodszą i jej córkę mówi dwie blondyny tutaj mieszkają. Opowiada mi też, że blondyny obgadują mnie. Po jakimś czasie wraca do rzeczywistości aby za chwilę spytać gdzie jej rodzice teraz mieszkają. Tak mija mi godzina rozmowy, tłumaczenia i słuchania.

    Dużo czytam o demencji i uczę się prowadzenia rozmów z takimi osobami. Nie jest łatwo, potrzebna jest anielska cierpliwość.

    Przykro mi, że młodsza dając słuchawkę mamusi wydziera się i kurwami rzuca. Niestety mamusia nie odbierze już telefonu, mówi że słuchawka jest maleńka i nie widzi gdzie ma nacisnąć. Aparat telefoniczny który kupiłam 2 lata temu dostosowany był dla osób starszych, został wyrzucony.

    Co za świat, co za ludzie?

    Mamusia chce już umrzeć. Tylko to umieranie jej się przedłuża. Na urodziny 13 września miała kwiatki od młodszej, miała też awanturę z wyzwiskami. Młodsza wraz ze swoim mężem, zapomiała się, byłam po drugiej stronie telefonu, słyszałam. Awantura była o kromkę chleba, którą mamusia położyła na łóżku i przykryła kocem.

    Czasami jest lepiej umierać z daleka od rodziny.

  • Uwieńczeniem (jeśli można to tak ująć) moich stresów, problemów, kłopotów, był mój poranny upadek, groźny z wyglądu ale (na szczęście )w skutkach już mniej groźny. Teraz obita z mniejszymi i większymi ranami leżę w łóżku. Oglądając filmy z przykrymi upadkami, zawsze zwracałam uwagę na odbicie się głowy od podłoża. No to przeżyłam odbicie się mojej głowy od betonu a padałam na twarz. No nic zagoi się, dojdę jakoś do siebie, wyleczę się, nic nie połamałam.

    Zajmowałam się innymi, pomagałam i pomagałam. Głowa pełna trosk o innych. Zapomniałam o sobie. Zostawiłam siebie gdzieś daleko, jakbym nie istniała dla siebie. Zabiegana, zapracowana, bez odpoczynku biegłam przed siebie i tak przez całe życie w biegu. Przysiadałam jak już biec i pracować ze zmęczenia nie mogłam. Szkoda mi było czasu na odpoczynek. Odpoczywałam zmuszona do odpoczynku, przystopowania, zatrzymania się. Ostatni wyjazd był niewypałem, więc …

    Wszystko było ważniejsze dla mnie odemnie samej. No taka moja natura.

    Na raz wielkie bum o beton kością policzkową. Ułamek sekundy i uleciałam, straciłam przytomność? Krew polała się po oku, policzku na sweter. Na dłoni i kolanie zdarta skóra, krwi mniej ale też boli. Boli też druga dłoń i kolano. Szyja i kość policzkowa najbardziej ucierpiały. Teraz, dopiero teraz zrozumiałam, że ja mam być dla siebie najważniejsza a inni dadzą radę bezemnie.

    Teraz oni martwią się o mnie, teraz ja obdzieliłam innych swoim kłopotem. Kurcze, nogi zaczynają boleć. Chyba teraz wszystko odchodzi. Przeciwbólowa tabletka.

  • zapijam smutki, stresy i problemy

  • Starsza przetarła już “szlak” do szkoły, dwa lata wcześniej. Ona cicha i bojaźliwa nie mogła mnie niczego nauczyć, nic pokazać. Byłyśmy z różnych planet. Mój “szlak” do szkoły i w szkole musiałam sama rozpoznać.

    Biała bluzeczka na guziczki, plisowana granatowa spódniczka, półkolanówki białe i do tego białe sandałki. Wszystko miałam nowe i nie otrzymane w “spadku” po starszej.

    Do szkoły było bliziutko ale jak do niej dotarłyśmy było już dużo ludzi, stałam z mamusią na szarym końcu. Apel odbywał się na podwórzu. Niestety, wśród dorosłych, nic dojrzeć nie mogłam, jedynie coś słyszałm. Nie zainteresował mnie ten szkolny apel pierwszoklasistów. Wycofałam się, poszłam na zwiady, słoneczko pięknie świeciło i zachęcało do zwiedzania obszarów przy płocie szkolnym.

    Grządki na których rosła marchewka, buraczki i inne warzywa. Z kwiatów pamiętam nasturcję i malwy. Był tam również żywopłot który posiadał białe kulki.

    Nie znałam tego krzewy. Od zwiedzania oderwał mnie głos mamusi. Był czas na zwiedzanie szkoły. Sala gimnastyczna posiadała lśniący parkiet. Po oby stronach sali były bardzo duże okna. Na wprost ogromnych dwuskrzydłowych drzwi wejściowych były drewniane gimnastyczne drabinki. Do sali wchodziło się po dwóch stopniach w dół.

    Drzwi do klas były pomalowane na biało i były bardzo wysokie. Obejrzałam też swoją klasę.

    Zdjęcie z i.pinimg.com

    Ławki, kałamarze

    Zdjęcie z alegro.pl

    i dwie duże tablice na ścianie. Nie było to wszystko nowiuśkie jeśli chodzi o stan użytkowania ale coś nowego dla mnie.

    Zawsze lubiłam nowości ale…szybko nudziło.

    Powrotu do domu nie pamiętam. Możliwe że zaszłyśmy jeszcze do mojego stryja który mieszkał tuż za szkolnym płotem. Możliwe, że pobiegłam do domu aby jak najprędzej zdjąć to świąteczne ubranie i pobiec na łąki bawić się z innymi dziećmi.

    Wszystko możliwe, że wszłam do ogrodu i zaczęłam pielić naszą marchewkę.

    Na pewno nie czytałam elementarza, na pewno nie ćwiczyłam kaligrafii.

    Rozpoczęłam edukację!

  • Dziś musiałam obudzić się o 5am aby dotrzeć do pracy na 6:30am. MM (podobno) zawsze był rannym ptaszkiem a, że potrafi tupać już o 3:30am to ja wiem. Czasami zdurnieć można od tupania i wyjmowania naczyń ze zmywarki. A więc zeszłam na parter do kuchni i od słowa do słowa, dowiedziałam się, że…..MMa starsza córka będzie nam towarzyszyć, to nie jest problem, ponieważ będzie naszym przewodnikiem. Tylko….ten pies. Bardzo lubię jej psa ale …. nie lubię zapachu psa, szczególnie po kąpieli w jeziorze czy rzece. Onon będzie nam towarzyszył podobno wszędzie. Nie wiem jaki samochód MM zarezerwował, ale na pewno nie autobus. Tam to było by sporo miejsca dla naszej trójki i psa.

    Córka MM bardzo podekscytowana. Ja trochę mniej po otrzymanych informacjach. Chciałam nawet zrezygnować z brania dużego aparatu bo swoją wagę ma. MM zaoferował się, że on to wszystko będzie targać. Ok, jeśli tak to jestem ZA.

    Tylko ten pies mi z głowy wyjść nie może. To nie jest jakiś mini piesek, jest dużych rozmiarów. Starsza rozpieściła go, wszystko jemu wolno. Bo to trzeba przytulić zwierze, pogłaskać, dobrze że całusy z języczkiem nie będą wymagane. No jestem złośliwa, i co z tego? Ja wiem co mnie czeka. Wolałabym już zostać w domu, co tam gwieździste niebo i inne atrakcje. W domu spokój, dwa pieski ale z kulturą. A ten zbój jak mnie zobaczy (no kocha mnie) to rzuci sie na mnie. Później mnie nie odstąpi, będzie łazić wszędzie za mną. A wiecie co? Mam nadzieję, że mnie zapomniał, przecież już chyba 3 lata minęły. A może ma demencję?

    Wiem, wiem, przetrzymam, przeżyję, nie dam się, będę na uboczu. Uciekać nie ucieknę bo zabłądzę.

    Dobrze, że mamy hotel a nie ze starszą w apartamenie, bo na to, to bym się nie pisała. Wolałabym sufit w sypialni oglądać a nie gwiazdy na niebie. A ciekawa jestem czy ten zbój będzie wyć do księżyca.

    Mam nadzieję na udany wyjazd.

  • Wprawdzie powolutku ale nadchodzi. Drugi dzień mgliście. W ciągu dnia dochodzi do 33C.

    Mgliście o poranku

    Czekam na ochłodzenie i wtedy dopiero będę mogła cieszyć się kubkiem kawy na decku. To lato było inne od poprzednich. Zamęczyło deszczami. Wszystkie dróżki, patia, podjazdy, fundamenty i deck, pozieleniały. Kupiona nowa maszyna do ciśnieniowego mycia, czeka na użycie. W planach mam co innego, a że planować nie lubię bo żyję spontanicznie, moje plany związane są z wyjazdem. Bilety kupione i polecę na zwiedzanie i barłożenie w pokoju hotelowym.

    Będę zwiedzać chłodniejsze miejsca gdzie temperatura w nocy spada do +7C. U mnie w nocy +26C. Ogromna różnica.

    Będę łazić po górach i patrzeć na gwieździste niebo nocą. To tylko plany co będę robić na wyjeździe. Co zostanie zrealizowane, zobaczymy na miejscu.

    Oczywiście, że jestem podekscytowana. Dlaczego nie? Ubiegłoroczny wyjazd do Savannah był udany i jednocześnie nudny. Wypoczęłam ale …. nie było uniosłości.

    Wracając do jesieni.

    Nie ma jeszcze żótych liści ale żołędzie już spadają.

    Jeszcze nie jesień ale i nie lato. Słońce bardzo parzy parzy 33C mimo że jest już nisko.

    Moja jesień to dmuchanie liści, nie tęsknię za ich pakowaniem do worów. Jak trzeba to trzeba.

  • aby z moich podatków były premier fundował kanapki, opiekę zdrowotną, mieszkania, paczki papierosów, może i samochody, nielegalnym koczującym na granicy.

    Nie wyrażam zgody na darowanie nielegalnym choćby 1zł z moich podatków.

    Wyrażam zgodę na zatrudnienie (sprzątanie lasów, ulic, szpitali itd) nielegalnych i aby każdy z nich zarobił na swoje utrzymanie.

    Zanim polityki zatrudnienia nielegalnych nie posiadamy, nich zostaną tam gdzie są.

    Byłam nielegalną, nie wyciągałam ręki po datki, niczego od nikogo nie oczekiwałam. Jadłam zielony spleśniały chleb i pracowałam ponad siły, chora i nie raz cierpiąca. W tym samym czasie moje dzieci do szkoły chodziły w porwanych trampkach i nie raz, nie miały na bułkę ze szkolnego sklepiku. Nie płakaliśmy z tego powodu. Płakaliśmy z tęsknoty.

    13 letni syn aby zarobić, układał kostkę na prywatnych posesjach.

    Nie wyrażam zgody na utrzymywanie nielegalnych!!!

    Ten kto tak bardzo współczuje, niech weźmie ich na utrzymanie pod swój dach.

    Przedtem proponuję z uwagą przeanalizować koran.

    Widziałam wiele i nie godzę się na wykorzystywanie uczuć ludzi o dobrych sercach przez koczujących na granicy.