ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Rozpoczęcie 49 tygodnia. W ameryce tydzień rozpoczyna się od niedzieli.

    Oczy swe otworzyłam skoro świt bo po 5am. Za wcześnie na wstawanie i do kuchni na kawę dreptanie. Sprawdziłam na appkach gdzie MM się znajduje, w domu czy na GYM, czy może po kanapeczki pojechał. Przestraszył się mrozu, bo u nas w tej chwili -4C. Strachliwy to on nie jest, ale stan podgorączkowy u niego wczoraj wyskoczył. No i się zmartwiłam. Jest z tych, не мнётся не ломается, a jednak coś go nie chce póścić. Muszę go poobserwować.

    Był jeszcze w domu, to pozostałam w łóżku na dłużej. Nie ma pośpiechu w niedzielny poranek. Kanapeczki już w drodze powrotnej do domku.

    Wczoraj porozmawialiśmy zMM, że zamiast naprawiać skórzaną kanapę, lepiej kupić nową. Przed lunch pojechaliśmy połazić po sklepach. Weszliśmy do „Rooms to go”. Tozglądaliśmy się za podobną kanapą w literę L. Najpierw oglądaliśmy skórzane, siadaliśmy i staraliśmy się w je wpasować. Niestety ale już żadnej skóry. Kremowa kanapa z legowiskiem służyła na ponad 13 lat. Obrzydła. Kupiliśmy z obiciem tekstylnym. Może kolor za ciemy ale bardzo bardzo wygodna i najważniejsze gdy siadam jest od razu w pupę cieplutko. Decyzja zostala podjęta ekspresowo i dostarczenie ekspresowe. W przeciągu 2 h kanapa zajęła miejsce starej. Starą kanapę kierowca miał zawieźć do Goodwill, ale spytał czy może zabrać dla siebie. Nie oponowaliśmy, w jakim domu ona stanie i kto na niej siedzieć będzie, jest nam obojętne. Ważne, że została zabrana.

    W tej chwili leżę na nowej kanapie. Mam poduchy na oparciach i dwie male. No, jestem zadowolona z zakupu.

    😁

  • Dzisiejszego poranka poczułam sie tak, 100% zdrowa. Wcześniej i zdrowa i nie bardzo zdrowa. Przekonywałam raczej siebie do zdrowotności, że jestem zdrowa, że mam energię, że nic mi nie dolega, że jestem zdrowa. Wszystko robiłam na pół gwizdka. A jednak coś było, jeśli dziś czuje się wyśmienicie, no i mam porównanie, kilka dni wcześniej i dziś.

    Zdejmuję ozdoby w domku bo jak nie było, trzeba doprowadzić dom do normalnej użyteczności a nie udawać, że może zostać. Swięta minęły a znimi świąteczny nastrój, za oknem piękne słoneczko świeci i powinnam przywrócić domowi nastrój wiosenny. O kurcze znów zapomniałam zamówić cebulki tulipanów.

    Zamówiłam 400 cebulek tulipanów, 200 żonkili i hiacyntów 24. Cebulki będą dostarczone na poczatku lutego. Będę miała co robić. Z niecierpliwością będę czekać na pposadzenie i zakwitanie. Bo nie kwitnięcie daje radość, ale kiedy pojawiają się pąki, następuje moje aj, oj.


    Tak, tak, mam znowu ręce pełne roboty. Zdejmuje ozdoby i gotuje barszcz ukraiński. Zachciało się zupki. Miała być pomidorówka. MM przypomniał o kapuście…może kapuśniak? Z kapuśniaka wyszedł barszcz ukraiński.

    Bez ozdób świątecznych dom jakby pusty ale i wrażenie większej przestrzeni. Zostało powieszenie stałych obrazów na śicany i będzie zakończenie. Ustawiłam już ozdoby Wielkanocne.

    Moje ulubione zajączki

    Do świąt jeszcze daleko ale ten czas tak szybko ucieka, że … nie wiem czy ktoś zauważył, że do końca roku zaledwie 49 tygodni.

  • U nas waga jest używana w ukryciu przez MM. Niechcący weszłam do łazienki, kiedy MM stał na wadze. Nie mogłam zapytać …ile ważysz?…lepiej nie, bo zepsuje mi cały dzień. Będzie bardzo niegrzeczny w swoich wypowiedziach, już przez to przeszłam. Zamknęłam drzwi, udawałam, że mnie nie interesuje, a MM wychodząc z łazienki nie pochwalił się spadkowym wynikiem. Nie musi, widzę jak zaczyna znów nosić przed sobą ciężar brzucha. Widzę co je i kiedy. Zasznurowałam swoje usta, kiedy mówi… dziś nic nie jadłem….., aż chce się powiedzieć … z głodu nikt jeszcze nie utył. Nie boiorąc pod uwagę specyficznych chorób, MM choruje na …wszystko smaczne.

    Cudnie ze swoją córką rozprawiają przez telefon, o dietach i salach gimnastycznych. Co się powinno jeść, ile przysiadów zrobić. Jakie orodukty mają mniej kalorii, których nie piwinno się jeść.

    Co drugą sobotę lub piątek spykają się na wielkim żarciu.

    Każdego wieczoru u mnie jest wielkie szykowanie na GYM. Te spodenki, koszulka itd. Z rana wstaję…. O już wróciłeś? Jak było….wiem, że nie był na fitnesie bo wcześniej sprawdziłam na kamerkach. Za chwilę słyszę tysiąc wymówek. Dzisiejszego poranka nie było temperatury minusowej, nie padało, samochód sprawny i pełen bak, nie chciał mnie budzić bo chciał zmienić koszulkę lub spodenki. No nic, nie mój balon, nie mój problem. Tylko po jakiego licha, mówić mi o tym, że zrobi a nie robi. Bez sensu.

    Ok ja nie będę mówić, że do pracy czas. Czas też wstawać z łóżka. Potrzebuję jakiejś wyciągarki, cieplutko w łóżeczku, że nie chce się go opuszczać.


    Urodziny córci, minęły w milusiej atmosferze. Lata lecą, mijają, uciekaja. Corcia była i jest moim wymarzonym dzieckiem.

    Nie byłam z tych kobirtek co każde dzieko sciskało i do każdego wózka zaglądała. Nie spieszyło mi się do posiadania potomstwa. Ale….miałam wizję, maleńka dziewczyneczka stanęła przede mną. Taka śliczniutka, nalutka. To był znak Mam córcię.

    Staramy się zatrzymać miłe momenty w naszej pamieci. Pamiętam tylko swoje 18 urodziny. W każde swoje urodziny mówiłam… będę pamiętać…. Ale zapomniałam.

    Zrobiłam kilka zdjęć córci, tak na pamiątkę.

  • No bo w pracy, było jak zwykle. Więcej czasu było spędzonego na rozmowach o covidzie niż poświęconego czynnościom zawodowym. Covid jak covid zostanie z nami na zawsze. Aby nie zagłębiać się w temat, wyszłam wcześniej. Kto chce to widział lub udawał, że nie widzi. Mogę jeszcze troszkę poudawać. W końcu przeszłam covida.

    Syn pojechał ponownie do lekarza rodzinnego. Plecy go bardzo bolały. Popukali, posłuchali i ma leżeć na tych bolących plecach, przypisali przeciwbólowe.

    Drugi dzień piłują i tną drzewa u sąsiada. Na back yardzie nie zostawili ani jednego, od frontu jeszcze nie skończyli. Takiemu to dobrze, domek ma na płaskim terenie i z ulewą nie popłynie. Ziemia się nie osunie. Teraz na dach panele słoneczne może położyć. No niestety ale my tego zrobić nie możemy nad naszym dachem rozpościerają się gałęzie drzew aby ochłodzić dach i dom przed promieniami słonecznymi.

    Niecodziennie spotyka się chorego na covid z testem negatywnym, godzina 8:15 pm właśnie wydrukowaliśmy. Mamy następny, kolejny test na covid, który jest negatywny a syn wstać z łóżka nie może.

    Niecodziennie otrzymujesz informację, że znajoma leży na OIOM w Savannah. Szczętkowe informacje jakie jej mąż udzielił – miała wypadek. Wspaniała osoba, towarzyska i pomocna. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

    Moja codzienność, to nie posprzątane ozdoby choinkowe w domku i na zewnątz. Czekam na słoneczko. Przecież mój dom mogę tak zostawić, mniej pracy będzie przed świętami. Przecież Boże Narodzenie już całkiem nie daleko.

    Jutro do pracy i jutro nie mam żadnych ulg. Ale ale…

    Jutro urodziny mojej córci!!!!!! Zawsze uważałam, że matka dziecka jest ważniejsza przy narodzinach dziecka. No cóż obyczaje są obyczajami, mimo to życzę sobie aby córcia w dalszym ciągu zdobywała szczeble drabiny zawodowej, kupiła dom o jakim myśli bo marzenia są dalekie od myśli, była zdrowa i szczęśliwa. A sobie życzę radości i uśmiechu z obserwacji poczynań mojej córci. Jeśli córcia będzie szczęśliwa ja będę szczęśliwa również.

    Maseczki na pyszczki i pójdziemy do naszej dzielnicowej restauracji. Syn zostanie w domu, jest pozytywny z negatywnym testem. A to dopiero…..

  • Radość, radość i jeszcze raz radość. 😁😁😁😁😁Jutro do pracy!!!!! Hurraaaaa!!! Człowiek jednak jest przekorny. Siedzi w domu, chce do pracy. Pracuje, czeka na wolne😋 Tak czy siak, jestem zdrowa. Wszyscy już jesteśmy zdrowi, covid nas zostawił w spokoju, ale to co zepsuł to zepsuł. MM, córcia oraz Iw, negatywni.

    Syn jeszcze wczoraj był negatywny, w sumie zrobił 4 testy bo czuł się tragicznie. Oczy zapadnięte i ciemna skóra pod nimi, głowa schowana w ramiona i sylwetka przygarbiona. Z kliniki testowej na covida mimo ze test negatywny dawali zwolnienie od pracy. W sobotę zadzwonił do rodzinnego i umówił się na dziś. Prowadzć nie mogł za bardzo osłabiony, zawiozłam go do lekarza. Nasza rodzinna osłuchała, opukała, orzekła covid. Leżeć i nigdzie nie wychodzić. Zwolnienie na 7 dni. Już mija 3 tydzień i dopiero złapał syn covida czy ten covid udawał negatywa. Czekamy na następny wynik testu. Ten przypadek pokazuje jak rzetelne są testy i nie ważne rapid czy PCR. Od 24 grudnia choruje i to nie przeziębienie, coś co zwalało z nóg, padał na podłogę. Nogi trzęsły się jak galareta. Światłowstręt. Gorączka 38,6 żeby za moment spaść do 35 bez brania lekarstw. Brak apetytu i biegunka. Bez budzenia nie otwieral oczu, spał. Do tego dodać poty i ból skóry na całym ciele, plus ból głowy. Żadnego kaszlu, bezdechu. Normalne? Nie! Ponowne czekanie na wynik testu PCR. Zalecenie lekarz rodzinnej – spać, jeść gorące, pić gorące, nie wychodzić na dwór.

    Poczekamy i zobaczymy co dalej. Moj dzisiejszy wynik negatywny ale przez te wszystkie dni syna pielęgnowałam. Co teraz będzie ze mną?

    Znowu covid? Mam nadzeję że nie. Jeśli będę czuła się dobrze to nie polecę robić testa, jedynie na pyszczek dwie maseczki. Postaram powstrzymywać przytulasy. Będę baczniej obserwować siebie. Nawet nie wiem, czy można zachorować na covida po raz drugi. Zobaczymy.

    Wczoraj śniegu u nas troszkę napadało.

    Pada śnieg

    Skromniutki ten śnieżek. Na drogach sucho. Na dachach i poboczach leżał cały dzień. Śnieżkę ulepiłam. 😁 Tyle było mojej radości ze śniegu.

  • Troszeczkę obawiałam się tej rozmowy. Właściwie nie rozmowy lecz głuchego, nie odebranego telefonu. Ileż to razy dzwoniłam i nikt nie odbierał a za którąś próbą, było pstryk i cisza. Wiem, wyłączali i nie było silnych.

    W 2019 i na początku 2020 roku kiedy to wirus szalał, rozmawiałam z mamusią przez skypa. Później trzeba było wgrać nową wersję skypa ale nikt nie był zainteresowany aby mamusi pomóc. Bez nowej wersji też rozmawiałyśmy, ale już dzwonek skypa nie działał. Mamusia miała moją polską komórkę. Zostawiłam bo mamusi komórkę starsza zabrała mówiąc…a po co starej komórka, nigdzie i tak nie dzwoni… Więc zostawiłam swoją, i mogam zadzwonić do mamusi i powiedzieć…mamusia odbierz skypa…. Naciskała tam gdzie powinna, rozmawiałyśmy, ćwiczenia robiłyśmy. Pokazywałam mamusi kwadrat, koła, prostokąty i inne obrazki, pytałam … co to jest…, rozpoznawała kolory, uzupełniała mamusia zdania, bawiłyśmy się w szubienicę. Wspaniała zabawa i śmiechu było bardzo dużo. Do każdej rozmowy/lekcji musiałam sie przygotować. Siostra z mężem, pokazywała się na chwilę na ekranie skypa i wyśmienwała nas. Nie zwracałam uwagi, robiłam swoje. Aż tu nagle skype wyłączony, mamusi telefon wyłączony, moja kmórka również. Cisza. Dzwoniłam do mamy brata z prośbą o wykonanie telefonu do mamusi. W ten sposób dowiadywałam się o mamusi stanie zdrowia. Starsza pojechała na wakacje do Polski. Poprosiłam aby pomogła w kwestii Skypa. Niestety nie była ona zainteresowana pomocą starej matce. Podczas półrocznej przerwy w kontaltach z mamusią, wysyłałam smsy i emaile do młodszej i jej męża. Pisałam prośby o jakiekolwiek informacje o stanie zdrowia mamusi do siostrzenicy. Jak groch o ścianę. To były długie miesiące. Dzwoniłam każdej soboty lub niedzieli z nadzieją,że jednak…. Aż pewnego dnia usłyszam głos mamusi. Jakaż byłam szczęśliwa. Głos młodszej… przestań pieprzyć głupoty bo cie wyłączę!!!! Nie zrozumiałam , mówiła do mnie czy do mamusi. PO pół roku to była już inna mamusia. Zastraszona, cicha, i zrezygnowana. Demencja posunęła się do przodu. Nie mogła mówić o swoim zdrowiu, nie mogła mamusia mówić o niczym oprócz pogody. Nie pozwolono jej. Po kilku tygodniach mamusia chciała spytać…a Krysia gdzie są moje pieniądze….w tym momencie wpadła „żandarmeria” młodsza z mężem i wyzywali mamusię od kurew. Nie słyszeli mnie, rozłączyłam się. Jak mi było przykro i smutno, wyszłam na deck i popłakałam się z bezradności. Zabierali mamusi emeryturę, a ona chciała chociaż 100zł żeby jej zostawili…krysia chociaż 100zł…mówiła. Z emerytury 2600-2700 po waroloryzacji nawet nie wiem ile tam jest w tej chwili. W 2019 roku miała 2600 bez 5 zł.

    Aby ukarać mnie i mamusię, „żandarmeria” odłączała kontakt telefoniczny na 2-3 tygodnie. W tym czasie robiono mojej mamie wodę z mózgu, dosłownie a nie w przenośni. Była i jest psychicznie maltretowana.

    Postanowiłam dziś zadzwonić, niczego dobrego nie spodziewałam się. Telefon dzwonił bardzo długo i już chciałam zrezygnować. Aż tu słyszę w oddali głos „zandarmerii”. >>>masz jej powiedzieć, słyszysz.. syczenie w stonę mamusi. …masz trzymaj, jak trzymasz, ty nic nie umiesz, powiedziałam tak trzymaj!!!! Ile w tych słowach było nienawiści, złości, chamstwa to tylko ja słyszałam, wąż mniej syczy niż tych dwoje.

    Na moje słowa…mamusia, mamusia jak się czujesz?… oj krysia, oj krysia…mamusia zaczęła płakać. Powstrzymywałam swoje łzy, pocieszałam, uspokajałam, mówiłam łagodnie połykając łzy i doprowadzając moje napięte nerwy i rozkołatane serce do stanu spokoju. Demencja posunęła się jeszcze bardziej. Mamusia „żandarmerii” nie rozpoznaje, to jest TA KOBIETA, TEN MĘŻCZYZNA. Zapomniała, że ma młodszą córkę, nie pamięta kto mieszka w NY, ONI TAM. bardzo długo mamusi słuchałam, opowiadała o księżycu. Cieszyła się, uśmiechała i opowiadała. Przypomniała swego brat i nazwała go po imieniu. Chciałaby uciec z tego domu ale powiedziała coś w tym rodzaju. Krysia jak będziesz dzwonić drugi raz to mnie już tu nie będzie, ja sie wyprowadzam.

    – mamusia nie martw się ja ciebie znajdę – odpowiedziałam. Na te słowa z uśmiechem odpowiedziała TAK?…

    Mogę podejrzewać, że „żandarmeria” zastrasza mamusie, że umieści ją w domu opieki. Analizowałam wiele opcji. Gdybym pojechała: nie zrezygnują z mamusi emerytury i nie dopuszczą mnie do niej nawet wzywając policję. Musiałabym założyć sprawę sądową abym mogła mamusie odwiedzać. Mamusia dla spokoju sama by zrezygnowała z tych odwiedzin, a ja nie mogę pozwolić na tortury psychiczne. Mamusia wprawdzie mówi o wyprowadzce lecz dom opieki pozbawi tych dwoje mamusi emerytury, więc to jest tylko zastraszanie aby siedziała cicho. Teoretycznie mogłabym założyć sprawę sądową, ale mamusia nie dożyje zakończenia. W tym roku będzie miała 93 lata. „Żandarmeria” nie podda się tak łatwo i nie szybko. Jakakolwiek przeprowadzka zabije mamusie. Wygrana i zabranie mamusi z jej domu byłoby morderstwem z premedytacją.

    MAM ZWIĄZANE RĘCE.

    CIERPIĘ WRAZ Z MAMUSIĄ.

    CZASAMI ŚMIERĆ JEST WYBAWIENIEM.

  • Jestem najzdrowsza. Ale gdybym była najchorsza to i tak nikt by szklanki wody nie podał, wszyscy ledwo dyszą. Jak będę już stara i samotna to doprowadzę wężem ogrodowym z końcówką z kranikiem wodę do łóżka. A może sypialnię zainstaluję w kuchni. Będę samowystarczalna. Z żarciem to problemów mieć nie będę. Zamówię jedną dużą pizze, a że jem jak kurczak to wielka pizza wystarczy mi na tydzień.

    Już przeżyłam nie jedną głodówkę. Miałam 2 jajka i 1 jabłko. Usmażyłam jajka z jabłkiem. To danie miało mi wystarczyć na kilka dni. Przeżyłam i teraz dam radę.

    Jestem najzdrowasza. Wczoraj nakarmiłam chorych plackami ziemniaczanymi. Maszyna mi tarkuje i smażę od razu na dwóch patelniach. Jednym słowem praca w rękach się pali .

    Placki ziemniaczane

    Jestem najzdrowsza, więc dziś nakarmiłam chorych objadem. Jeszcze nie jadłam tak pysznych kotletów mielonych. Wczoraj MM kupił dwa duże kawałki karkówki. Prosiłam jedną, ale dwie karkówki to nie jedna. Cudne mięsko bez kości. Jedną zmieliłam i upiekłam kotlety mielone. Drugą podzieliłam na sznycelki, bardziej tłuste będą do zmielenia. Na razie mięsko trafiło do zamrażarki. Zrobił mi też niespodziankę, kupił mi kwiaty.

    Róże
    Żółte margaretki.

    Bukiet był z wielu gatunków kwiatów. Podzieliłam je na trzy wazony. Ten piękny wazon dostałam od syna na święta. Przypłynął z Norwegii.

    Wazon na kwiaty.

    W moim stanie nie ma kolorowego szkła, jeśli się trafi, to daleko wzorem do tego co lubię. Wzór wazonu jest z lat 60-70. Podoba mi się bardzo, bardzo.

    Jestem najzdrowsza. Piekę ciasteczka serowe. Na święta piekłam, ale do świąt się nie zachowały. Upiekłam następną porcję. Dziś piekę z podwójnej porcji i bardzo szybko znikają. Ciasteczka w formie listeczka jest tylko na jeden kęs😋😁

    Ciasteczka

    Kupiłam wałek z wzorkami. Niestety ale się nie sprawdził. Na surowym cieście widać wzorki ale na upieczonych ciastkach już nie.

    Walek do ciasta

    Wałek przygotowany już do zwrotu. Mamy czas na odesłanie do 7 lutego, ale używać nie będę, jest bezużyteczny. Reprezentuje się na prawdę uroczo ale nie praktyczny. Szkoda, gdyby był użyteczny, zatrzymałabym go.

    Chyba już jestem zdowa jeśli szaleję w kuchni.

    Dziś też zdjęłam lampki z płotu. Świeciły kilka dni i …. przestały. Nie spieszno mi było zdejmować bo pochorowaliśmy się wszyscy. Zdejmując dziś lampki, odkryłam, że przewód został przegryziony. No kto po płocie skacze? Szara wiewióra. Dziś MM lampki odesłal i dziś nastąpił zwrot pieniążków na konto.

    Pozostałe ozdoby będę zdejmować sukcesywnie i bez pośpiechu. Już są odłączone od elektryki w domku tylko choinkę wyniosłam a resztę będę zdejmować powolutku.

    Wiele, wiele innych ozdób jeszcze do zdjęcia.

    W poniedziałek mam test na covida i jeśli wszystko będzie dobrze, we wtorek czy chcę czy nie, muszę iść do pracy. Już rozleniwiłam się. Wstaję kiedy chcę, nic nie goni, nikt nie pędzi. Kładę się też kiedy chcę, chociaż z tym to akurat, jest jak było. Nigdy nie szłam spać razem z kurami, chyba że chora.

    Albercik

    Zapomniałam o Alberciku, toż to mój cykający i odmierzający czas co 15 minut, ulubieniec. Też mu przyczepiłam ozdoby. 😁

    Wracam do kuchni. Muszę posprzątać po pieczeniu ciasteczek.

  • Przebudziłam się w środku nocy. Kocyk elektryczny był nastawiony na 11 a jest tych pozycji grzewczych 20, chciałam przełączyć na 10 lub 9. Usiadłam na brzegu łóżka. Wzięłam tel do ręki i szukam. Szukam, appki na przełączenie kocyka. Lampki nocne i inne oświetlenia są, kamery też, gdzie jest kocyk. Szukam w mojej głowie …. jak przełączyć mój kocyk elektryczny. Nie zapalam światła, bo tel świeci wystarczająco. Gdy appki w tel nie znalazłam, zaczęłam zastanawiać i brać wszystko na logikę. Jesli koc grzeje to jest gdzieś podłączony ale mój mózg nie załapał, że muszą być gdzieś przewody elektryczne, tylko wciąż kieruje na appkę w tel, której nie mogę znaleźć. Oworzyłam szufladę, wprawdzie zauwżyłam nieznaczne światełko, ale szufladę zamknęłam. Ponownie otworzyłam i z zaciekawieniem spojrzałam na to coś świecącego. Przez chwilę trzymałam w dłoniach nie rozpoznając co to może być…..przełącznik do kocyka!!!!

    Mózg się włączył!!!!

    Jeśli to początki demencji to źle, jeśli to skutki ataku covida to też źle.

    Pojechałam do sklepu po soki, jogurty i tabletki od kaszlu.

    Nie ciekawie to wygląda. Nie trzeba strajków, rewolucji, wystarczy covid, który szybko wszystko przewartościowuje. Zdziesiątkuje zaszczepionych i tych nie zaszczepionych, wierzących i nie. Na ulicach też mniej samochodów. Jedno nie uległo zmianie. Śpiew ptaków zwiastujących nadchodzącą wiosnę.

  • Żeby nie było tak wesoło to:

    córcia pozytywna

    córci partner pozytywny + woda w płucach

    syn negatywny i na zwolnieniu lekarskim, kliniki czekają na pozytywny wynik i nie chcą szukać przyczyny złego stanu zdrowia a raczej choroby innej niż covid, taka polityka. Lepiej 5-ty z kolei test zrobić niż chociażby płuca prześwietlić.

    MM negatywny

    JA negatywna

    Psy – nie badane

    Za 5 dni następny test. Jeśli negatywny to uciekne z tego „szpitala”.

    Szwagier mnie wkurzył, to teraz będzie płacic mamusi gaz z mamusi emerytury którą tak chowają. Prawie 10 lat płaciłam mamusi gaz, pomagałam finansowo. Teraz niech on płaci i wykasowałam apkę. Nikt mnie niczym nie będzie szantażować.

    Chciałabym się mylić, ale już nie będę miała żadnego kontaktu z mamusią. W siostry i jej męża mniemaniu to kara, „że się postawiłam”. Trudno, szkoda mi mojej mamusi, bo raz w tygodniu mogła z kimś porozmawiać, teraz i tego nie będzie miała. Gdy w tygodniu dzwoniłam byłam rozłączana. Bóg może nie jest rychliwy, ale sprawiedliwy. Pisałam o tym, jak nie miałam kontaktu z mamusią przez 6 długich miesięcy. Nie wiem czym tym ludziom „podpadłam”. Teraz już nie usłyszę mamusi, chyba że na tamtym świecie.

    Tak mi przykro. Mamusia czekała na moje telefony …. Krysia, tutaj nikt ze mną nie rozmawia, tylko ty o mnie pamiętasz….

    Tłumaczyłam, że przecież gotują i przynoszą jedzenie.

    …..tak przynoszą i postawią i mówią jak do psa ..jedz… i znikają…

    Przecież nie powiem w stylu: czekają na twoją śmierć, nie wydziwiaj mamusia itp.

    Mamusia, oni po obiedzie muszą pozmywać nie tylko naczynia ale i garnki, tu mi przerywa …. wiem a oni mają taki mały zlew i garnek się nie zmieści….no właśnie mamusia, A zmywanie to nie tylko garnek i talerz ….

    Wymieniam stolnice, tarki itp.

    Mamusia już spokojniejsza pyta o swoich rodziców. Na takiej konwersacji mija nam 1,5 godziny. To nie jest zmarnowany czas, to czas niesienia pomocy mojej mamusi. Nie wiem jakiego świętego prosić, aby oświecił mózgi mojej siostrze i szwagrowi, zeby nie zarabierali 1,5 godzinnej radości tygodniowo starej matce. Jak powyżej pisałam w ciągu tygodnia połączenie „jest zakazane”.

    Jak można czekać na śmierć swojej matki?

    Ktoś kiedyś napisał w komentarzu ….zasłużyła.

    Ale czym można zasłużyć? Nie piła, nie biła, nie paliła, często chorowała. Gotowała kiedy siłę miała, w bali prała, kurczaki, idyki i kaczki hodowała. Była bardzo zaradna, za komuny jeździła do państw ościennych i towarem na rynku handlowała. To był jej finansowy wkład do domowego budżetu. Czym zasłużyła? Że milionów nie miała? A moje siostry mają miliony? Stare bźdźągwy mialy lepszy start i gdzie ich miliony? Co przekażą swoim wnukom oprócz swojej frustracji?

    Mlodsza tatusia zamęczyła, a starsza drabinę zabrała jak był na strychu. Drabina była gwoździami przybita, z jaką siłą musiała szarpać aby ją oderwać. Tatuś spadł ze struchu.

    Dwie żywe kostuchy, czekają na śmierć swojej matki, bo ojca już ukatrupiły.

    Jest mi bardzo ciężko!

  • Nie udał mi się początek roku wg kalendarza rzymsko-katolickiego, spóbuję wg kalendarza gregoriańskiego lub grecko-katolickiego. Według tych wierzeń sylwestra obchodzone jest 13stycznia a Nowy Rok następuje z dniem 14 stycznia. Może ten kalendarz w tym roku będzie szczęśliwszy. Trzeba czegoś próbować, a nie siedzieć i czekać na trzęsienie ziemi.

    Po „trzęsieniu ziemi” już w nic nie wierze i nikomu nie ugam . Nie, nie ryczeć nie będę ale wogóle to nie jest dobrze. Kuźwa kiedy nastąpi to dobre. Wydaje mi się, że nie zgrzeszyłam a ten krzyż który dźwigam jest zbyt ciężki.

    To nic. Postaram się i to udźwignąć. Ale przyjdzie moment, że to wszystko ładnie mówiąc zostawie. A po mnie mogą być i zgliszcza.

  • Nie ma tak, że lepiej i łatwiej. Wychodzenie z problemów i chorób jest procesem długotrwałym. Nie pstrykniesz z palca i już…. jest po problemie, i po słonecznej stronie naszego życia. Naprawa wszystkiego ciągnie się, stajemy się bardziej niecierliwi czekaniem na to LEPSZE. Już światełko w tunelu widzimy, a po mrugnięciu światełko znika. Niech jasna cholera weźmie to mrugnięcie, czy nie mogłam dostać wytrzeszczu bez mrugania?

    Zdrowieje, jak najbardziej, ale mam wrażenie, że covid umiejscowił mi się w jamie ustnej i ni jak nie chce ze mnie wyjść. Szorowanie zębów i płukanie nic nie pomaga. Zedre język do ostatniej żyłki jaką posiada i …. NIC nie pomaga. Gardło znów jakby bolące a nie bolące. Wiem, no wiem, że mam gardło przy każdym przełykaniu je czuję. A przecież już przez to przechodziłam!! Izoluję się!!!! Pomimo mojej izolacji i higieny, nie jest najlepiej.

    Po południuMM upiekł zamarynowanego przed świętami kawał mięsa wieprzowego. Kuchnia pachniała przyprawami, mięsem i sosem. Zmarłago by z grobu podniosło, żywi pootwierali okna i drzwi. Zapach zapachem ale smak? Smak unosił pod niebiosa. Syn ktory z osłabienia padał mi na podłogę. Nie mogł ustać na nogach z galarety, poruszać nogami pod kocem ekektrycznym, po skonsumowaniu skromnego obiadu, przewrócił się o własnych siłach na bok. Nie krzyknę CUD, ale to najmilszy widok od kilku dni. Lekarz zlecił zrobienie następnego testu na covid. A jeszcze z soboty wyniku nie mamy. Więc, jutro rano pojedziemy na test. Z 35 skoczyło na 36,5 to już dobry znak.

    Corcia zdrowieje, jutro na kolejny test też się wybiera.

    MM zmęczony dniem pracy zawodowej, usnął w fotelu.

    Jesteśmy zmęczeni covidem a raczej jego symptomami. Każdy z nas izoluje sie, maskę na twarzy nosi a jednak, covid nas meczy, przy braku potwierdzenia w przypadku dzieci. W moim przypadku brak symptomu ale pozytywny wynik.

    Zaczyna doprowadzać ta sytuacja nas do szaleństwa. Rozmowy tylko przez telefon. Uzgadniamy kto jest w kuchni i kiedy ją opuści. Ciągłe wietrzenie domu. Jakaś psychoza nas dopadła.

    Słodziutki

    Wypiłam pół butelki, popijając cappuccino. Próbuję zabić wirusa. Alkoholików żadne draństwo nie bierze oprócz alko więc ….. może przestawić się tak na alko? A nie być tą… ą. i. ę. Ta moja starsza była zawsze z tych ełyt hrabiowskich ą. Ę.

    Przestań być ą i ę bo idę do siebie… mówiłam. Madam to możesz sobie być ale nie przy mnie. Jak ona to robiła, źe się przestawiała, nie wiem, ale w sekundę była normalna. Taka swojska a nie wysoko postawiona.

    Wracając do alko. Wypiłam pół butelki, stało to od Thaksgivinga. Wystarczy się naczekało. No i wlałam w siebie. A jak j uż spożyłam, to…. poczułam, że mi brakuje tej Baśki i Haliny. Starszej i młodszej. Bo zawsze im serce swoje oddawałam a te mendy mnie wykorzystwały. Nie, no bez obawy, nie wchodze 2 razy do tej samej rzeki.

    Zaczęłam rozbierać choinkę.

    Christmas tree

    Nie idzie mi to sprawnie. Mam czas, dużo czasu. Teraz widać jakie to było chude. O matko i ojcze ja się upodabniam do tego czegoś. Wage musze wymienić bo źle się dzieje. Wirus wypił ze mnie wszystko co dobre i nie dobre, wypił nawet warstewkę mojego ulubionego sadełka. Nie, wagi wymieniać nie będę, nie będę na nią stawać. Lepsze wyjście i zaoszczędzę kilka $.

    To jest jeden z wielu świątecznych prezentów

    Zegarek do mojej kolekcji.

  • Samopoczucie moje nie było dziś w 100% dobre, ale zwalczyłam wszelkie osłabienia na tyle, aby w godzinach popoludniwych włączyć internet.

    Kilka godzin poświęciłam na obejrzenie wykładów profesora Jana Miodka. Polska to trudna języka – mogłabym powiedzieć, lub też język polski jest cool. Tak czy siak, polonistą nie jestem i daleko mnie do poprawności językowej wypowiadanej jak też pisanej, bliżej mi do rentowności i kapitalizacji. Pomimo tego śmiem stwierdzić, iż profesor Jan Miodek jest jedynym znawcą naszego ojczystego języka. Wykłady jego są przejrzyste i trafią do każdego językowego ignoranta.

    A więc, nie było czasu na nudę. Zawsze potrafię znaleźć coś dla siebie.

  • Jeśli chcę pozbyć się covida raz i definitywnie, musze przestrzegać jednej i najważniejszej zasady:

    IZOLACJA

    W moim przypadku izolacja od MM. Ktoś powie, że przyczepiłam się jego jak rzep psiego ogona. No niestety, siedzi w fotelu ze zjętą maseczką i kaszle. obraża się, że siedzieć z nim nie chce. A no, nie chcę i nie będę. Swoje posiłki konsumuję w swojej sypialni, gdzie tylko i wyłącznie zdejmuję maskę. Nie nudzi mi się samej. Uwiłam sobie gniazdko i jest mi milusio i dobrze. Tu otwieram okno i nikt mi nie mówi …. Oj wieje….

    Z rana zawiozłam syna na PCR test, dostał zwolnienie z pracy na następne 3 dni. Trudno powiedzieć na co choruje i od czego gorączka się utrzymuje, możliwe że jakiś szczep innej grypy.

    Ja czuję się dobrze i mam w planie odpoczynek przy czytaniu szeleszczących kartek książki. 😁📚

    Zanim wzięłam książkę do ręki, postanowiłam zrobić paznokcie. Włczyłam cudną nastrojową instrumentalną muzykę i bez pośpiechu opracowywałam paznokcie. Pomalowałam pomarańczowym kolorem o odcieniu pomidorowym. Między czasie delektowałam się popołudniowym cappuccino. Nic nie goni, nic nie pędzi, wszystko na luzie. Nawet głos MMa z drugiego pokoju byl mi obojętny i go zignorowałam ….ja się nudzęęę…

    Kamerka dokładnie nie oddaje koloru paznokcia jaki jest w rzeczywistości. Pomarańczowy pomidor najbardziej mi pasował.

    A ja się nie nudzę. Nareszcie, powtarzam, nareszcie mogę czas spędzić ze sobą. Nareszcie jest mi dobrze, spokojnie, miło i przjemnie. A tak martwiłam się co ja będę robić na emeryturze.

    Będę romansować ze sobą!!!!!

    Rozpieszczać siebie.

    Śpiewać dla siebie.

    Tańczyć ze sobą.

    Słuchać muzyki w swoim towarzystwie.

    Bardziej kochać siebie.

    Tylko muszę jeszcze trochę poczekać.

  • Telefon komórki mnie obudził. Na noc zciszam lub głośność całkowicie wyłączam. Tym razem był na minimalnej głośności ale się przebudziłam.

    Wiadomość dostałam od syna, że bardzo źle się czuje. Zeszłam na dół. Oczy i całe ciało bardzo go bolało. Zmierzyłam temp. 38,6. Podałam paracetamol. Zrobiłam zimny okład na głowę. Temp. opadła opadła na 30 minut i ponownie podniosła się do 38,6. Mimo gorączki poczuł się lepiej i zasnął. Z oddychaniem nie miał, żadnych problemów. Po 45 minutach tepm. Spadła do 37.8. Uspokoiłam się. Syn zapowiedział, że będzie spać. Jak coś złego się będzie dziać, da znać.

    Już za późno było na powrót do łóżka. Zrobiłam kawcie. Miałam nadzieję, że to pierwszi ostatni w tej chorobie skok temperatury i innych gorszych objawów nie będzie.

    Syn nie zaszczepił się jeszcze. Na samym początku szczepień był zapisany w kolejkę ale miał przeziębienie. Później inne sprawy były ważniejsze i tak odwlekał, zwlekał, odkładał, nie był do końca przekonany. Przed nowym rokiem miał to zrobić ale zaczął odczuwać zawroty głowy i w punkcie szczepień, poradzili wizytę u rodzinnego. Zanim doszedł do rodzinnego od 1-go dnia świąt chorował i już do pracy nie poszedł. Pobrał dni personalne, urlop i tak kolebał się ze złym samopoczuciem. W ten poniedziałek byliśmy na teście (wspominałam) u niego ujemny u mnie didatni wyszedł. Tylko on od tylu dni wala się po łóżku i wynik ujemny. Zmusiłam go wczoraj aby zrobił ponowny test. Oj jaki był oporny. Ale sam zdecydował ostatecznie … pojdę już do pracy, muszę się rozruszać ale bez testu to iść nie mogę… Po raz kolejny wynik, ujemny. Tylko fachowe oko lekarki coś wykryło, dostał zwolnienie i na poniwny test w sobotę.

    W nocy skok temperatury.

    Natomiast córcia, dopiero przedwczoraj dostała pozwolenie kardiologa na zaszczepienie się. Oprócz wysokiego ciśnienia ma problemy kardiologiczne. Na razie operacja na otwartym sercu nie jest wskazana. Ale zaszczepić się już może i z tego powodu zrobiła test na covida. Jutro powinna mieć wynik PCR. Mam nadzieję, że będzie ujemny. Już minął rok jak się do nas wprowadziła. Rynek nieruchomości w obecnej chwili przeżywa zastój. Nikt nie sprzedaje, więc i do oglądania nic nie ma.

    Ja czuję się wspaniale. MM pochrapuje to oznak lepszego samopoczucia. Partner córci również robił wczoraj PCR, podobnie jak mój syn z uwagi na charakter pracy sprawdza stan swojego zdrowia dość często. Pieski nie mają kontaktu z innymi pieskami, więc psiego covida mieć nie powinny.

    Wróciłam do sypialni. Spania już nie będzie 4 am. Poczekam do 6am, sprawdze co u syna i wtedy możliwe, że usnę.


    Kilkakrotnie schodziłam. Syn spał i oddech mial rownomierny. Dosłownie kilka minut przed 6am coś u syna stuknęło. Zbiegłam szybko. Nic się nie stało. Z szafki nocnej coś tam spadło z hukiem gdy po ciemku i na wyczucie poszukiwał butelki z wodą. Głos spokojny, oddech też, oczy i ciało już nie bolą. Poprosił abym się polożyła i odpoczęła bo u niego już wszystko, może nie dobrze ale lepiej niż było.

    Jak na razie to ja spać nie pójdę bo MM ma wciąż wyścigi do łazienki. Po „maratonie” przysiadł się do mnie i razem tak dyżurujemy. Dałam jemu czarną (nie mylić z rasizmem) czekoladę z 70%kakao, możliwe że pomoże.


    Za moment 7am. Moim zdaniem czas na odpoczynek. Spałam tej nocy tylko godzinkę. Jestem trochę zmęczona.


    Wkurzyłam się. Ciężko zachować ostrożność jeśli nie czujesz się chorym. Nic mi nie dolega. Maskę nawet podwójną w domu nakładam, rękawiczki też bardzo często, ręce wysuszone od alkoholu a to wciąż mało. Siedze w samochodzie i czekam na kolejkę do testu covidowego. I co z tego, że w poniedziałek robiłam? A może był jakiś felerny, omyłkowy, z błędem? Jeden więcej nie zaszkodzi. Jak na prawdę mam tego covida to nie będę kombinować żadnego sprzątania, pieczenia, gotowania. Jeśli nie mam to zacznę się martwić, żeby go nie złapać. W tej chwili jestem pomiędzy. No muszę być pewna.

    Mam covida-19!!!!

    Mam energii za 10 facetów a może i więcej. A mogę ją użyć do textowania, gadania przez drzwi, telefon. Przewracania kartek w książce, ale pranie muszę zrobić.

    Jestem zła, bo mój stan „chorobowy”jest bardzo mylący i złudny. Jestem zdrowo chora. Muszę trzymać odpowiedni dystans a nie leciec do rodziny bez maski czy bez, w objęcia. Przed wyjściem ze swojej sypialni, nakładać maskę. Z kuchni korzystać jedynie do przygotowania posiłku i won do siebie.

    Zaraz będę istalować się jak nie za bardzo prowizorycznie, jeśli mam konsumować posiłki w swojej sypialni. Eeee nie będzie tak źle, nie jestem chora tylko to coś mam. Tak ma być do środy. W środę na testa.

    Zabieram się za zorganizowanie mojego gniazda.

  • Nie kaszle, nie prycham ale mam na papierze czarno na białym, covida. A więc, nic nie robie, leże raz w łóżku a raz na. A miało być inaczej. Leczyłam się miksturami …… nie pomogło, wykryli. Mimo wszystko leże w łózku bo w sypialni mogę zdjąć maskę. Jak sypialnię opuszczam otwieram okna, robię przeciąg, żeby wszelkie wirusy wywiało.

    Syn zrobił dziś test rapid – negatywny. Ale czuje się strasznie źle. Lekarka z kliniki wystawila mu zwolnienie. Będzie chorować do soboty. W sobotę do tej samej kliniki ma się udać na test PCR i po dalsze zwolnienie.

    No już nie wytrzymam z tym swoim starym mężem. Zaplanował wyjście do restauracji na następny piątek, bo on czuje się jak w więzieniu, dusi się itd Moja odpowiedź …..jak tak ci nudno i marudno to idź teraz na ulicę potańczyć. Zamknął drzwi do mojej sypialni. 😁😁 No nie wiem, czy to mu covid tak miesza w głowie? 😁😁

    Ten MM jest jednak niereformowalny. U mnie ma upłynąć 10 dni a u niego 14 do zrobienia testa i następny test po upływie 5-10 dni. On czekać nie będzie. On jest zdrowy. No zobaczcie go, a jeszcze go sraczka wczoraj ganiała, zimne poty oblewały, rosołek do łóżka przynosiłam. Ręce opadają. Wiem jedno nawet gdyby dwa testy negatywne, do żadnej restauracji się nie wybieram. W domku jest mi milusio. Nic robić nie musze i poudaję osłabioną, chorowitą. Wprawdzie nikt mnie nigdy do roboty nie gonił, chyba że sama siebie.

    Teraz wiem jak smakuje lenistwo. Jak migdałowa landrynka, eukalipusowy cukiereczek, kisiel malinowy, lody familijne z Hortexu w PRL. No i jak tu nie ulec takim pokusom. Oj oj.

    Jutro w planach mam książeczek czytanie. Placki ziemniaczane usmaże. Tylko mleka za mało, to placków nie będzie. Zrobie ziemniaki smażone z kiełbaską do tego ogórek kiszony.

    To tylko plany. Może całkiem co innego wymyślę.

  • Zdrowie idzie na poprawę. Z rana tylko chrypiam, skrzypiałam, okropna chrypka. Na dobre rozkręciłam się po 10am.

    Jestem pozytywna.

    MM również.

    Reszta rodziny negatywna.

  • Mikstura pomogła, spałam snem nie przerwanym 9 godzin. To rekord!!!! Śpię najwięcej 7h.

    Jak się czuję?

    Bywało lepiej. Kaszel suchy mnie męczy. Mówiłam swojemu… jak kaszlesz zakrywaj usta. Mów do słupa…. Mam bardzo dobre tabletki do ssania. Bardzo dobre to one może i są w smaku ale pomagają na 10 minut. MM wciąż ma biegunkę i jednego razu nie dobiegł. Słaby z niego sportsman. 😁 Uparty jak sto wołów – do lekarza nie pójdzie, dziś 5 dzień sraczki. Przynajmniej chudnie. Dobrze, że biegunką nie zaraził.

    Trochę na kompie popracowałam ale ciągnie do łóżka. Z rana miałam tylko 37C. Mierzona własną dłonią.


    Mimo braku wysokiej temperatury ciała, czułam się osłabiona. Z łóżka wprawdzie nie wychodziłam. Spałam, drzemałam i coś tam czytałam. MM nie omieszkał ponarzekać, że jest mu nudno i samotnie. W przeciwieństwie do niego dzień spędziłam sam z sobą. Wstałam po 8pm. Zrobiłam herbatkę z Amaretto.

    Wspominałam o wczorajszym testowaniu się na covid-19. Przed świetami kiedy to z mężem testowaliśmy się Urgent Care, niepotrzebne było ustalanie terminu. Z synem podjeżdżałam w październiku było szybko i sprawnie. Obecnie bez ustalania terminu wyłącznie można w Maco Medical. Szybko to nie było, 2 godziny czekania w samochodowej kolejce. Gdy podjechałam w kolejkę w przeciągu kilku minut ustawiło się za nami ponad 50 samochodów.

    W tym miejscu staliśmy 30 minut.
    Stojąc w tym miejscu, już byliśmy dokumentowo spawdzeni i otrzymaliśmy naklejki na pojemniczki na patyczki, którym mieszali nam nosie.
    Pierwszy namiot przelotowo-informacyjny.

    Drugi namiot, pobór materiału do badań. Oczywiście kolejne sprawdzanie danych osobowych.

    Zajęło nam bez dotarcia na miejsce , jak na stoperze.

    Nie było tak tragicznie. Partner mojej córci spędził w kolejce 3 godziny.

    Jutro jeszcze w domu. Kaszel już ustaje. Pojutrze do pracy.

  • za siostrzyczkę, a teraz za braciszka.

    No wszystko rozumiem ale dlaczego za braciszka? Przecież nie mam

    Ale moglabyś mieć.

    Łyżeczka po łyżeczce wlewam w siebie miksture:

    Mleko

    Czosnek

    Masełko

    Miodzik

    Okropieństwo. Ratuję się czym mogę. Normalnie kładzie mnie na łopatki. I wcale nie wirus, przeziębienie.

    Dziś zrobiłam test, za 2-3 dni będę mogła odczytać na stronce rządowej

  • Spokój wewnętrzy i zewnętrzny.

    MM siedzi w fotelu na przeciw mojego. Ogląda coś tam na komórce. Wyjątkowo łagodny i ugodowy.

    Niestety, ale testów na covida nie zrobisz bez appointmenu, a wolnych terminów nie ma. Najbliższy wolny na 7 stycznia. Oczywiście można wybrać opcję płatną 199$. Można kupić test w pudełku za 99$ są i takie ponad 200$. Ktoś kasę musi przecież kosić. Ale dlaczego ludzie mają kupować? Wirus jest światowy, jeśli decydenci chcą zdrowych niewolników, powinni wyleczyć. Szczepionka nie jest lekarstwem na wirusa. Moim zdaniem jest odroczeniem choroby na czas późniejszy, z lżejszym jej przebiegiem. Więc, jak te ćmy z podpalonym jednym skrzydełkiem walamy się na łóżkach, krążymy po domu w poszukiwaniu żarełka w lodówce, popijamy sody ktorych żołądki nie lubią i ponownie w pierzyny.

    Ćma matka zdecydowała, że usmaży naleśniki. Nakarmiła wszystkich puszystmi naleśnikami z serowym i dżemowym nadzieniem. Na wierzch dodała kremu i posypała borówkami. Matka ćma wylizała swoje skrzydełka, otrzepała i poczuła przypływ energii. Wymyła płytkę gazową, blaty w kuchni i już, już miała ochotę na wymapowanie podłogi, wytrzepanie chodniczków, podmuchanie liści z decku. Przystopowała, usiadła na krzesełku w jadalni kuchennej, pomyślała. … mogę to wszystko zrobić ale….święto!!!January 1st!!!relax!!!!

    Ćma matka włączyła muzykę i usiadła wygodnie w fotelu. Latała w swoich wspomnieniach.

    No…..jestem kobieta samodzielna, wyzwolona. Taka byłam od urodzenia, taka moja natura. Nie było moim marzeniem wyść za mąż, mieć rodzinę, dzieci. Miałam inny pomysł na swoje życie. W pewnym okresie życia odkryłam, że nauka jest dla mnie wszystkim, praca jaka by ona była, moim powołaniem. Koleżanki z ulicy powychodziły szybko za mąż, bawiłam się na ich ślubach. Koleżanki ze szkoły szybko porodziły dzieci. Niczego i nigdy nikomu nie zazdrościłam.

    A ja? Wiele oświadczyn odrzuciłam a były to dobre partie. …zgłupiałaś on ciebie kocha… słyszałam. Każde odrzucenie było przemyślane. To nie był mój świat. Nie pasowałam do tego świata. Żeby nie ogromna miłość do rodziców, nie byłoby mnie już dawno na tym świecie.

    Rozważałam wstąpienie do klasztoru po zdaniu mtury.

    Nie miałam pustego życia. Miałam bardzo ciekawe dzieciństwo, szkolne lata również. Potrafiłam zająć się sobą i nigdy się nie nudziłam.

    W wieku 15 lat poznałam młodego człowieka. Od tamtego momentu byliśmy nierozłączni. Jeśli rozłączni to nie z naszej winy. Mieszkaliśmy po przeciwnych stronach miasta. On w dzielnicy blokowisk nowo pobudowanych, ja w dzielnicy domów jednorodzinnych. Komunikacja miejska nie była rozwinięta na takim poziomie jak obecnie. Spotykaliśmy się w niedzielę i to nie każdą. Moi rodzice nie pilnowali mnie jak starszej czy młodszej siostry. Mnie nie trzeba było pilnować, sama siebie pilnowałam. Wiedziałam co wypada a co nie, wiedziałam jak się zachować. Po skończeniu 18 moje kochanie poszedł do wojska.

    Kochałam młodego człowieka całym sercem z wzajemnością, czekałam, aż wyjdzie z wojska. Byliśmy jak dwie połówki, papużki nierozłczki zawsze razem i wszędzie. Gdy pracował na drugiej zmianie czekałam pod bramą.

    ….Krysieńku!!!! wsiadaj pojeździmy po mieście…wolał. Skuterkiem robiliśmy kilka okrążeń po mieście. Tak tak, wiatr we włosach a miałam długie.

    Na maturze to on czekał pod drzwiami auli. To on nauczyl mnie prowadzić samochód i dzięki niemu zdałam egzamin na prawo jazdy. Budowę silnika samochodowego, gaźnika i wymianę oleju w samochodzie on mnie uczył pokazowo.

    Ale…bałam się dnia kiedy się oświadczy. W tym dniu zerwałam z nim na zawsze. Ale to nie było zerwanie w zgodzie z sercem. Skrzywdziłam nas oboje. Nigdy, o sobie nie zapomnieliśmy. Aby po wielu latach się spotkać i przeżyć 5 cudownych lat. Znów przyszedł moment, że z nim zerwałam.

    Kochając całym secem znów zerwałam. Nie potrafię wyjaśnić ani wytłumaczyć, dlaczego.

    Przed drugim spotkaniem z Nim byłam w momencie rozwodu z mężem a On w momencie rozwodu ze swoją żoną. Nikogo nie krzywdziliśmy. Myślałam, że to będzie na zawsze. Po drugim jak pierwszym zerwaniu z nim bardzo przeżywałam lecz nie potrafiłam go przyjąć lub wrócić. Niby rozdział zamknięty ale wciąż niedomknięty. Nie pozwoliłam sobie na szczęście. A jeśli to nie miało być szczęście?

    Czy żałowałam? NIE! Tak musiałam postąpić. Nie ma odpowiedzi na pytanie … dlaczego musiałaś?…

    Musiałam i koniec.

    Jeszcze raz. Nie żałuję. Ale…. Kochałam i kocham tak samo silnie jak ON mnie.

    Nie szukałam i nie szukam żadnej winy. Po prostu się stało. A dziś taki relaksowy i nastrojowy dzień, że wspomniałam.


    Moje życie, było i jest ciekawe, czasami przeplatane jakimś dramatem.

     


     

  • Prawie mi się udało. Nie było domu pogrzebowego ale szpital to już się zrobił. Z rana MM mnie obsługiwał. Po polepszeniu się mego zdrowia obslugiwałam syna a za chwilę MMa.

    Koło 8 pm zdjęłam pidżame i ubrałam się bardziej przyzwoicieć. MMa zwaliło całkowicie włącznie z biegunką. Co je i podjada to ja nie wiem, bo te podjadane ukrywa. Wystąpił stan podgorączkowy takie 36,8 -37 nawet nie potrzebowałam podawać termometru. Syn podobnie przeszedł biegunkę, stan podgorączkowy i obaj pocenie się osłabienie, ból głowy. Nie jedzą tego samego, więc biegunka miała inną przyczynę. Stres?

    Zamowiłam pizze i skrzydełka w sosie miodowym BBQ. Picie procentowe i nie pozostało poświetach. Córcia kupiła szampany i sushi. No niestet MM nie był w stanie zejść na partet. Syn również nie był w formie ale przyszedł o 11:30pm. Petard mieliśmy na 30 minut nonstop strzelania. W tym roku wyjątkowo, więcej było strzelających.

    Było bardzo przyjemnie. Nie, nie zapomniałam o MM. Zaglądałam, ale on prawie cały dzień spał, podobnie jak ja.

    Nie ważne nastroje, bo nowy rok bez względu na nie, zawsze rozpoczyna sie 1stycznia.

  • Trudno jest mi usnąć. Wczorajszej nocy błyskawice z piorunami a teraz sowa wrzeszczy. Może wrzeszczy z radości lub smutku, że jest głodna.

    Kto to wie?

    Myśli krążą po głowie i nie są to miłe myśli. Utwierdzam się w przekonaniu, że sytuacja w tym domu nie jest przyjemna.

    Pewien starszy pan powiedział. – Krysztyna, żyj swoim życiem, masz pasje i hobby, zajmij się tym co lubisz. Zacznij żyć dla siebie.

    No niby prawda, ale czy to nie jest ignorowanie drugiego człowieka?


    Pomyślę o tym rano.


    16 godzin do nowego roku. W domu cicho jak makiem zasiał. Pisek który zrzygał sie na pluszowy dywan, za pozwoleniem MM, jest znów na piętrze pod drzwiami mojej sypialni. On się nie odzywa, nawet zamknął drzwi do swojej sypialni. A to co teraz robi to jest manifestacja obrażonego dziecka. Kuźwa zamiast zapieprzać do sklepu po kwiaty, czekoladki lub amerykańskie pączki i prosić o wybaczenie to bawi się w dziecko. Bo mamusia – Krysia przyjdzie i po główce pogłaszcze.

    Dość głaskania starego faceta, który nie chce być mężczyzną. Który bardziej kocha sowy na drzewie, niż ludzi.

    Dobra, dość narzekania i użalania się. Nikt mnie nie pogłaszcze i nikt nie powie durne … wszystko będzie dobrze, tylko trzeba czasu.

    Więc…. Krysia wszystko będzie dobrze, nie martw się, to jest twój dom i bierz się do roboty. Wyłaź z łóżka. Dziś jest Sylwester i będziesz się bawić.

    Nie pozwóle zamienić swego domu w dom pogrzebowy!!!!

  • Słyszę jak idzie po schodach. Ale dziś już skrzywdził mnie słowami, więc niczego dobrego nie oczekuję.

    Co oznacza słowo KOCHAM.

    Kiedy usłyszałam słowo kocham wypowiedziane przez moją bossową w kierunku do jej 5-letniego syna, zdębiałam. Nie miało żadnego znaczenia, nie przekładało się na czyny i zachowania. Oznaczało tylko słowo, wypowiedziane i ulotne. Wypowiadane kilkanaście razy dziennie skierowane do męża i dzieci. Dość długo zastanawiałam się jakie znaczenie ma słowo KOCHAM w amerykańskiej kulturze.

    Dawno zrozumiałam, że żadnego znaczenia nie ma, to taki przerywnik jak eeeee, aaaa lub u młodzieży kur…a. Po prostu nic nie znaczy.

    Nie idą za tym żadne dobre uczynki i szacunek dla kochanej osoby. Nic, po prostu NIC.

    Dziś Wigilja Nowego Roku, moje serce przepełnione jest żalem, smutkiem i samotnością. Nie wiem jak długo jeszcze będę dźwigać ten krzyż. Zrobiłam co mogłam dla swego męża ale to wciąż jemu za mało. On jest nienasycony jak gąbka. Chciałby mieć mnie na własność i oddzielić mnie od moich dzieci. Takim chamskim postępowaniem oddziela mnie od siebie.

    Moj MM zamienia się w potwora. Jego pasją i hobby jestem ja. Teraz wiem on zabiera moją energię i miłość do świata, wszystko co we mnie dobre zamienia w niechęć do życia. Mam wrażenie, że wypija ze mnie siły witalne.

    Sorry, mówi. Czy to, to samo co kocham? Wiem, że tak, jutro będzie to samo.

    Nigdy nie kłóciłam się z moimi dziećmi. Dziś wieczorem pokłóciłam się ze swoją córcią. Na prawdę o bzdety. Później w sms, napisał sorry, odpisałam że powinien być teraz dumny. Wszystko niszczy.

    Matka jego nie chciała, pierwsza żona jego nie chciała, więc – moja odpowiedź – zastanów się bo jestem wyjątkowo cierpliwą i wyrozumiałą osobą ale i u mnie się też wszystko kończy. Na ile zrozumiał nie wiem.

    Skończył 70-tkę i zaczął narzekać, marudzić i się nudzić. A ja wypiekam jemu chlebek turecki, przytulam na dzień dobry, całuję czółko, dbam o jego na ile mi pozwala. I nie mogę nic powiedzieć kiedy odpowiada na moje propozycje: poczytaj książkę – nudne, podmuchaj liście – nudne, przecież pracujesz -nudne, napraw drzwi – nudne, idź pobiegaj – nudne…..itd

    Kurcze, jest mi bardzo przykro, że mi się po raz drugi nie udało. Pomogłam, pomogłam mu spłacić 250 000$ dla IRS za jago oszustwa podatkowe za Afrykę. A było to jeszcze przed naszym ślubem . Nie, nie były by moje te długi bo podpisaliśmy intercyzę. Pomogłam w stosunkach ojciec – córki. Stoję nad nim jak anioł stróż a on odpowiada mi jak diabeł. Włożyłam mnóstwo pracy na nic. Tylko ja o tym wiem jak wiele i ile razy wycierałam jego łzy. Moich nikt nie wycierał, mam długie rękawy, tylko już one tak mokre, że łzy z rękawów już kapią na ziemię. Nie są to łzy radości więc ich nie zbieram do żadnego pojemnika.

    Jestem zmęczona.

    Nawet nadchodzący Nowy Rok już nie cieszy.

    Jak bardzo trzeba nienawidzić ludzi, żeby niszczyć co oni zbudowali.

  • wszyscy po pracy smacznie śpią…. koszmary i moje jęczenie mnie obudziło. W głowie została z koszmarów informacja….muszę przeczekać, muszę przeczekać. Ból ciała, głowy i ręki, aż do palców. Stękanie niekontrolowane. Poszłam do łazienki i tam to już leżałam na podłodze. Zawroty głowy i mdłości. Corcia przyszła ze swoim ciśnieniomierzem. Mój na parterze. Ciśnienie wzorowe , a ja, ja zdycham. Wszystko rozumiem, polecenia córci nie wykonuje, znaczy nie zdycham. Przestraszyłam córcie kolorem twarzy – prześcieradło białe.

    Godz 2:16 am będę próbować usnąć.


    Jestem wymęczona. Całą noc gorączka i ciągłe przemieszczanie się na łóżku to jak praca fizyczna ze szpadlem. Jestem chora.

  • Dzisiejszego poranka zaszczepiliśmy się po raz trzeci.

     

    Kiedy to było?

    17 grudnia poszliśmy na party z okazji świąt,  jakie organizował MMa klub sportowy CrossFit. A że nie bardzo MM był chętny do uczestniczenia w tej imprezie to i nic nie szykowałam. W ostatniej chwili ubrałam się i powiedziałam aby nie marudził i się szykowal. Na pytanie co zawieziemy – na przeciw jest alkoholowy, zawieziemy pełne butelki. Jak powiedziałam, tak zrobiliśmy.

    Ludzi było sporo. MM wszystkich nie znał, ale poznał. Jest z tych osób, że skutecznie unika ludzi, twierdząc, że woli zwierzęta niż ludzi. W wielu przypadkach popieram. Żyjemy wśród ludzi i trydno uniknąć kontaktów nawet w dobie cowida-19. Praca, mimo że zdalna, do wykonania zadań służbowych niezbędzni są współpracownicy, chociażby na video komunikatorach. 

    MM jeśli korzysta z GYM to we wczesnych godzinach porannych 4:30 pm. Poznałam kilka osób oraz kobietkę o nazwisku Papuga. Hahahahaha. Pradziadkowie polacy i tak nazwisko pozostało. Robiłam zdjęcia jedynie telefonem, aparatu jakoś mi się brać nie chciało. Miałam zdjęcia przesłać na emaila trenera ale…. 

    18 grudnia, sobota. Czekała na mnie niezbyt miła niespodzianka. Jedna osoba uczestnicząca w party ma covid-19. Była zaszepiona dwukrotnie, po imprezie poczuła sie na tyle żle, że zrobiony test okazał sie dodatni. 

    Kosternacja.

    Zaszczepiona i miała jakieś objawy. Chora!!!

    Sięgnęłam do telefonu i rozpoczęłam szukanie tej osoby. Bingo!!!!! Robiłam jej zdjęcie, wyszło ciekawie. Następne zdjęcie z nagrodą za osiągnięcie czegoś tam.  Robiąc pierwsze zdjęcie byłam 2-3 kroki od niej. Zdjęcie robione z profilu. Drugie już z większej odległości i nie byłam narażona na bezpośredni jej oddech. Muszę zaznaczyć, że wszyscy uczestnicy imprezy byli zaszczepieni co najmniej 2 razy  lecz  ….. nikt nie miał założonej maseczki. Moja też była na wysokości brody. 

    I co teraz? Pytanie. MM jako ten herod to jego nic nie weźmie, a mnie to nic nie odpuści. Każde kichnięcie, sapnięcie i pierdnięcie stawiało moich domowników na baczność. Z drugiego końca domu słyszałam…..mamusia wszystko dobrze? jak się czujesz? nie przemęczaj!!! nie spoć się!!!! Kryszia OK???????

    22 grudnia zapakowaliśmy swoje litery do samochodu i pojechaliśmy szukać punktu tesowego drive-thru inne tylko z appointmentem. Tylko, wszelkie umówinienia się były dopiero na po świętach. Zdecydowaliśmy na punkt który znajduje się obok nas, walking distance. Podjeżdzamy i …..kolejka, samochodów z 50. Zajęty prawy pas który prowadzi do skrętu w prawo. Ale żaden samochód nie odjeżdżał nie podjeżdżał. To była kolejka do punktu testowego na covid-19. Nie trzeba było mi się dziwić, święta tuż tuż, ludzie udający sie podróż potrzebowali testu. Mój negatywny wynik testu również miał zapewnic bezpieczństwo moim domownikom. Wróciliśmy z MM do domu z niczym. 

    Odczekałam ponad godzinkę i tak bliżej lunch, postanowiłam się przejść i zorientować jaka sytuacja jest po kilku godzinach. Porozmawiałam z kilkoma kierowcami z pracownikiem punktu i postanowiłam wrócić po samochód. 

    Ustawiłam się w kolejkę, a MM doszedł do mnie po 1 godzinie. Po około 3 godzinach otrzymaliśmy negatywne wyniki. Mogłam zacząć przygotowania do świąt. 

    Po powrocie z pracy zakładałam fartuch i pracowałam w kuchni. Przygotowanych potraw nie będę wymieniać. Wszystko było podane na stół w tym samym momencie. 

    W miłej i wesołej atmosferze zjedliśmy kolację i po 8pm przeszliśmy do salonu aby zrywać kolorowy papier z prezentów i prezencików. Obdarowywani  cieszyli się z prezentów a ja byłam najbardziej szczęśliwa z panującej atmosfery. 

    Lodówka jeszcze zapełniona ale do sylwestra pozostaną resztki, które podejrzewam trafia do śmietnika. 

    Czasami ramię pobolewa, podałam do szczepienia lewe ramię. Będzie dobrze i mam nadzieję, że nie będzie jak ostatnim razem. 

    __________________________________________

    Każdego roku składam życzenia siostrze i jej dzieciom mieszkającym w NY. Do 2018 roku zawsze dzwoniłam do Polski i składałam życzenia młodszej siostrze. 

    W tym roku …. już jestem na tyle dorosła i doświadczona nie lekkiego życia, że darowałam sobie dzwonienie w miejsca gdzie mnie nie potrzebują. Byłam potrzebna do wykorzystywania a ja obecnie  się nie daję,  to poszłam w zapomnienie, odstawkę. Nie, nie cierpię i nie mam żalu z tego powodu.

    Piszę aby nie zapomnieć, a zapamietać. Jestem z tych osób, co złe wypiera z głowy a pozostawia wszystkie dobre zdarzenia. 

     

    Wszystkim czytającym