Dziś po pracy nie polecę na skrzydłach do domu, bo MM czeka. No nie czeka, pracuje przy komp, podświadomie czeka.
Od wczoraj coś między nami iskrzy. Mamy newralgiczny temat…moje dzieci… Konkretnie to oznacza tylko moje, nie jego dzieci. Od momentu przyjazdu do stanów mego syna, jest tylko krytyka, czepianie się, wywracanie oczu pod czaszkę.
Jestem w tej chwili surowa w ocenie, tak czuję i to są moje odczucia.
Żenił się: wiedział o dzieciach. Sponsorował, więc?
Nic nie ukrywałam.
Pierwsze oświadczyny odrzuciłam. Nie było moim marzeniem, wychodzenie zamąż. Nie ważne chińczyk, niemiec czy amerykanin.
Nie chciałam. Byłam ja i moje dzieci. Było mi dobrze. Gdzieś tam…w świecie krążył mój ex.
Nie oczekiwałam drugich oświadczyn.
Przyleciał syn….
Gdyby nie był taki grzeczny to bym go wypier…ł. Brzmi to w moich uszach i będzie brzmiało, zanim starość rozum odbierze.
Syn usłyszał te słowa, w progu swojego pokoju. Kilka dni wcześniej skończył 18lat. Był w cudzym kraju, bez kolegów i swojej matki nie widział w sumie 5lat. Dla mojego dziecka byłam obcą kobietą. Byliśmy na początkowym etapie poznawania.
Spytaliśmy z synem… jak się powinien mój syn do Ciebie zwracać… może tato?…
W nerwach mój MM wykrzyczał w moją stronę ….jaki ja jestem dla niego ojciec?!!!!!!…
Szukałam jakiejś nici porozumienia MM i mój syn. Coś co ich zbliży. Właściwie MM miało zbliżyć do mego syna. Mój syn był otwarty na wszelkie porozumienia.
Próby się nie powiodły.
MM nie pozwolił mi zbliżyć się do swoich córek.
MM “pobudował” mur.
Ja “pobudowałam swój”.
To twoje dzieci, to moje dzieci, a tutaj jesteśmy my.
Nauczyłam się tak żyć.
Tylko, i teraz łza się w oku kręci, chciałabym porozmawiać i pocieszyć się z sukcesów moich dzieci, posmucić się z ich porażek, bo i tak bywa.
Jestem sama!!!! Sama się cieszę, sama się smucę, sama niepokoję.
Zrobił głupio bo jego córki miały by, tak jak my, ty mamuś, jak kochasz to kochasz całym sercem…po przylocie i obserwacji sytuacji, moja córcia stwierdziła.
Jeśli MM opowiada o swoich córkach, nie oceniam, nie krytykuję. Namawiam do pomocy kiedy on jest przeciwny, a one tej pomocy potrzebują.
Ja takiego zrozumienia nie otrzymuję od MM, więc milczę.
Czasami MM coś zauważy i leci krytyka.
Jestem zmęczona 12 letnią krytyką moich dzieci.
Nie miałabym nic przeciwko gdyby… jego dziewczyny były wzorem dla moich dzieci. Ale palenie marychy i jedzenie ciasteczek przy ojcu, to uważam, że nie tędy droga.
Bicie się matki z dziećmi – to porażka dla matki. No cóż, exowej MM od nadmiaru kasy, mózg zamienił się zgniłe siano.
Niedokończona szkoła u jednej córki. Skończona u drugiej lecz … kierowca w Uberze to nie jest marzeniem moich dzieci. Moje dzieci mają ukończone collage, studiują na stanowym uniwersytecie. Mają inne priorytety.
Między moją córcią a MM najstarszą jest 5 lat różnicy.
Tak, jestem zła i wściekła. Nic mnie nie ciągnie do domu.
Siedzę w pracy i się nie spieszę. Nie chcę, rozmawiać o pogodzie i udawać, że nie ma problemu.
Problem był i jest, można było go ominąć. MMa swędziała buzia, od piątku pracuje w domu o te kilka dni za długo.
Nie ma łatwego charakteru. Pracowałam nad nim ale już passuję. Nie chcę już nad MM pracować. Niech sam zastanawia się co mówi i jak się zachowuje.
Spójrz w okno, tutaj jest ameryka, tu rozmawia się po angielsku – nie raz i nie dwa, słyszałam.
Nie trzeba było żenić sie z polką, z amerykanką powinieneś – odpowiadałam.
Po polsku będę rozmawiać z dziećmi i wcale nie na przekór, jest wygodniej i nie chcę aby MM rozumiał.
Nikt MM nie obgaduje bo, sprawy małżeńskie są sprawami małżeńskimi i nie podlegają dyskusji w relacji matka-dzieci.
Nie spieszno mi do domu i tak myślę, pojadę po zakupy. Poszukam bieżnika na komodę do sypialni. Może znajdę ładną lampę stojącą.
Oczywiście MM będzie się niepokoić. Dobrze mu to zrobi. Jeśli bym pierwsza umarła, to pies z kulawą nogą go nie odwiedzi. Może moje dzieci. Dobrze wie, że jego dziewczyny są tylko wtedy, kiedy chcą kasy.
Pewnego roku dostały kasę przed MM urodzinami. Na urodzinach się nie pojawiły. Ja z moimi dziećmi stawaliśmy na głowie aby jego rozweselić.
Czy to jedno takie zdarzenie? NIE.
Kocham swego męża. On też mnie kocha. Dogadujemy się. Czasami jest tak jak opisałam.
Jesteśmy z różnych krajów, środowisk, rodzin. Najgłówniejsze! On facet a ja kobieta.
I jak to wszystko pogodzić, aby lis był syty i kura cała.
Szkoda czasu na rozgrzebywanie. Kwoką nie jestem, złotego jajka nie zniosę i złotego ziarenka nie znajdę.
Muszę opracować plan.
W pracy długo siedzieć przecież nie mogę.
Nie jestem z tych kobiet co łazi po sklepach bez celu.
Kupię bieżnik – załóżmy. Zajadę na kawę i co dalej.
Będzie około 5pm.
Tak czy siak, przyjdzie czas powrotu do domu.
Mówią: nie ma chatki aby nie było zwadki.
Gorzej jest, jak ze zwadki robi się wojna i za sztachety chwytają.
A mój płot jest ze sztachet!!!!!😁
Update 30/11/2021
Stosunki MM – mój syn. Nic się nie zmieniło.
MM – moja córcia. Komentuje i ocenia moją córcię. Swoje dziewczyny stawia na piedestał.
Jego córek nie krytykuje, nie oceniam. Jestem w każdej chwili gotowa do pomocy.
MM – JA, jestem zmęczona. Z przybywaniem lat, przybywa braku kultury.
Więcej milczę.
Chodzę na terapię. Muszę z kimś pogadać, MM płaci i łaski nie robi w końcu to przez niego mam problemy.






Przedobrzyłam, a właściwie zrobiłam wielką pomyłkę, (mogłam zastąpić olej kokosowy olejem np. rzepakowym) oleju kokosowego nigdy nie używałam i nie wiedziałam, że powinnam to coś białego po prostu rozpuścić i zrobić z tego olej. Przy pieczeniu ciekło mi z blaszki i przypalało się w piekarnku. Zapaszek palonego smalcu rozchodził się po całym domku. Nie pomagało wietrzenie. Wycierałam piekarnik papierem, ściereczkami, to coś ciągle kapało, już później do podstawionego naczynka. W przepisie nikt nie zamieścił informacji dot. użycia oleju kokosowego. No cóż, nauczka na przyszłość. Należę do uparciuchów. Ciasto pomarńczowe zrobię już w nowym roku. Nauczka numer 2 – ciasto filo zamiast samej wałkować do białego rana, kupię w sklepie (sprawdziłam jest w Targecie). Ciasto było zbite jak … no nie kamień, ale ciężko się kroiło. Było smaczniutkie bo słodziutkie.



Restauracja w stylu i tutaj musze rzec, nie znam się na stylach, wewnątrz stoliki, gdzieś tam w głębi ukryty stolik. Muzyka nastrojowa. No i wchodzi Sanda!!!!!! Ta sama jak kiedyś, nic się nie zmieniła, nawet wyładniała. Kilka lat temu zrobiła operację plastyczną. Podniosła powieki. Po zabiegu jedna powieka jej całkiem opadła, musiała poddać się poprawce. Wygładziła zmarszczki, podniosła piersi. Byłam tam, widziałam jej cierpienie po zabiegu, zapach opatrunków był straszny. Drapałam jej plecy, pomagałam zmieniać opatrunki. Obecnie wygląda normalnie, noooo zmarszczeczki jakieś tam są, ale …. czego oczekiwać? Że zabieg będzie działał w nieskończoność.? Wygląda fantastycznie i nie omieszkałam powiedzieć. Spotkanie odbyło się w radosnej atmosferze, bo właśnie takie jesteśmy, szczęśliwe, pomimo że nie zawsze idzie po naszej myśli, jesteśmy szczęśliwe. Zamówiłam kawę, zanim Sandra dojechała i później zupkę pomidorową. Kawa jak kawa, czarna mocna. Zupa?Chyba gorszej nie jadłam. Jak wybrałam tak miałam. Nastrój miejsca niesamowity, więc tam wrócę, z menu wybiorę inne danie. Opowiadała o występach w NY i Las Vegas, to było dla niej bardzo pozytywne przeżycie. Brała udział w minionym i tym roku w wielu występach taneczno-baletowych oraz konkursach. Miło było patrzeć na jej ekscytację podczas opowiadań o osiągnięciach. Podoba mi sie jej, moja filozofia jak to powiedziała. Czy to moja? nie wiem, kiedyś gdzieś czytałam i w większości stosuję.
Super.