ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Nie ma co ukrywać, z MM śpimy oddzielnie. Jego chrapanie jest za głośne aby zastawić otwarte drzwi do jego sypialni, nie mówię o spaniu w jednym łóżku. Wiele razy przenosiłam się w ciągu nocy do sypialni na wprost lub na dół do gościnnej. Mam tak, że nie zasnę na nowym miejscu. Kiedy gdzieś wyjeżdżamy, mam ogromne kłopoty z zaśnięciem. Kiedy jestem w swoim  domu w Polsce wałkuję książki do 3 na ranem. Wiele razy wyłączam lampkę myśląc, że jest pora na Morfeusza, tylko że on gdzieś odchodzi w ciemnościach, zapalam lampkę powracam do lektury.

    Słyszałam jak MM zszedł na parter i za chwilę słyszę tup, tup takie drobniutkie. W sypialni ciemno ale wiem że to Zima przyszła mnie odwiedzić. Zatrzymała się na holu bo tup tup ustało. Powolutku zbilżyła się do łóżka, nie widzę lecz słyszę. Odezwałam się do niej, oparła przednie łapki o mój materac, pogłaskałam i kazałam zejść do kuchni. Pobiegła. Usnęłam ponownie.

    Podmuchałam paprochy i przygotowałam kącik na śniadanie. Kawcia i becon z MM przy akompaniamencie świergotu ptaszków. Niekończący się repertuar, niezmordowane struny głosowe.

    Dziś wykopię wyschłe i wymarzłe krzewy. Muszę się sprężać od poniedziałku do pracy. Nie narzekam, zawsze cieszę się na powrót do pracy. Coś się dzieje no i przypływ gotówki. Bez pieniędzy jest ubogo, chociaż w zasadzie to ja nic nie potrzebuję. Jedyne to jakiś prezent siostrze na jej 60te urodziny. Myślę o bransolecie z diamentami, jeszcze nie sprawdzałam w jakich cenach. Możliwe że nastąpi zmiana prezentu. Mamusia dostanie kwiaty cięte na 88 urodziny.

    Skrzynkę na listy z obu stron przyozdobiłam większymi odblaskowymi numerkami domu. Na razie będą świecić, z biegiem czasu literki czarne na białym tle blakną i nie świecą już tak intensywnie jak nowiuśkie.

    Przyjechała pani z firmy szafek kuchennych. Wymierzyła, naniosła szkice w swoich papierach, pogadała, dała wizytówkę, uścisnęła rękę i pojechała. Zaproponowala zostawić moją witrynę włocławkową w takim stanie jak jest, rzekomo to jest już antyk. Nie są spotykane a to się ceni. OK. Zostawię. Nie znam się na amerykańskich antykach, zaufam fachowcom.

    Poprzednia firma z HumeDepot zaśpiewała za zrobienie kuchni 50 na wstępie ze wszystkim byłoby tak do 80k. Za taką kwotę można kupić domek z piękną kuchnią, w gorszej dzielnicy bo z multikulti, ale zawsze alternatywa.

    Przyjęłam Zyrtec, tabletki antyalergiczne, leci z nosa, kaszlę i kicham. Wiadomo chemia, bez niej jednak nie da się normalnie funkcjonować na podwórzu. Komarów nie ma, muszki latają też sporadycznie, chemia je wytruła. Wszędzie chemia, jedzenie, powietrze, ziemia, woda i żeby było do rymu, pogoda też.

    Dwa uschnięte lub zmarznięte krzewy puściły zawiązki listeczków, tylko na jednej gałązce co oznacza że część korzeni jest jeszcze do uratowania. Obcięłam gałązki suche krócej i włożyłam do wiaderka z wodą, zamiast do pojemnika na śmieci. Krzew był śliczny. Może da się uratować, muszę zastanowić się gdzie posadzić i pamiętać aby na zimę okryć. Jaka u nas zima, śmiech😀😀😀😀🙃, widocznie i taka zima im nie odpowiada.

    Wykopując suche tuje i krzewy, odkryłam, że one wyschły z jakiejś innej przyczyny niż pogodowych. Ukorzenione bardzo dobrze, trudno było ke wykopać, nasłonecznienie odpowiednie, nie za dużo i nie za mało słońca. Nawadniałam wystarczająco, muszę poszukać przyczyny.

  • Jest popołudnie, zapracowana zapomniałam o śniadaniu i obiedzie. Jedna kawa to za mało i trudno liczyć jako posiłek. Nie mam pomysłu na obiad, jak często można jeść jajka, bekon, ryby, shrimpy, i wszystko akwariowe obrzydło. Coś bym zjadła ale co? Następna kawa i …. cottage cheese wymieszałam z winogronem i odrobiną miodu. MMowi wyjęłam jednak udko kurczacze. Napracowałam się i nie będę miała siły robić sałatki, na kolację zjem kilka pomidorów albo żółtą papryczkę.

    Cieplutki wiosenny deszczyk mnie wygonił i zanim wszystkie narzędzia pozbierałam, wiaderka i worki plastikowe z zielskiem uporządkowałam, przykryłam meble ogrodowe, złożyłam parasolkę, zmoknięta ociekająca kroplami deszczu zauważyłam, że deszczyk ustał. Już nie wróciłam na swoje “pole”. Na dziś wystarczy prac polowych, mimo że słoneczko cudnie świeci i nie jest upalnie. Jutro też będzie dzień, pojutrze również.

    Zeszłam na dół na gimnastykę terapeutyczną. 1,5 godziny ćwiczyłam swoje  ciało i kości.

    No i jak nie wyjść na podwórze, kiedy słoneczko cudne. Wyrywałam zielsko, zbierałam gałązki, śpiewałam, tańczyłam nawet na kuckach. Ot i w takim momencie rozkosznym,  moja córcia zadzwoniła. Rozmawiając przez tel jedną ręką zbierałam resztę gałązek.

    Odwiedziła w szpitalu swoją bossową. Kobieta upadła i złamała biodro. Też tak robię jak ona robiła. Kładę gałąź z jednej strony ma być wyżej i z całej siły stukam stopą  w gałąź, czasami od takiego stuknięcia cała noga boli. Kobieta niestety się przewróciła. Nie będę tak już robić, to niebezpieczne. Córcia w szpitali spędziła ponad 2 godziny, bossowa uczyła ją niektórych spraw księgowo-kadrowych. Córcia była bardzo cierpliwa, wysłuchała całą historię zdarzenia, zabiegu i rehabilitacji jaka nastąpi. To to chyba ma po mnie 😀😀😀.

    Moje ”pole” jest ładnie posprzątane. Jestem zachwycona.
    Cierpliwość  jest towarzyszką mądrości.

     


    Update:

    19 październik 2023

    Córcia przepracowała w pierwszym zakładzie ponad 7 lat, w obecnym ponad 5. Obecny zakład był bardzo pomocny, ponieważ wspomagał finansowo w opłatach studiów MBA. Chciałaby się wspinać po szczeblach kariery, niestety ale zamrozili zatrudnianie nowych pracowników i przemieszczanie się starych pracowników. Jeden raz w tygodniu jeździ do biura. Czasami ktoś jest, czasami jest samiutka. Ale, lunch i napoje są bezpłatnie dostarczane, mimo iż jest tylko jedna osoba w biurze.

  • Usnęłam po 2am, obudziłam się 9:20am – prawidłowo, 7 godzin snu, wystarczająco. Nie mogę zmarnować dzisiejszego dnia, muszę zrobić coś pożytecznego, dla siebie i domu. Pogoda słoneczna, słoneczko wpada przez okno i cieplutko, sprawdziłam na internecie. W pierwszej kolejności zrobię terapię bo zaniedbałam, takiego lenia dostałam. Oj nie dobrze.

    A może tak długo siły regeneruję?  Ciało domaga się odpoczynku, spowolnienia.

    Psince wpóściłam krople do uszka, jest na tyle dobrze, że nie mogłam rozpoznać które uszko chore. Muszę zrobić się na “bóstwo”, położyłam na twarz i szyję, jeden i drugi kremik, poklepałam. Włoski ułożyłam, kolczyki założyłam, naciągnęłam sportowe odzienie i jestem gotowa na kawcię, ćwiczenia i prace na “polu”. Nastąpiła zmiana planów, przed kawcią podmuchałam paprochy, ćwiczenia będą przed pracami “polowymi” i przed ukropem lejącym się z nieba.

    Zmierzyłam spodnie, te które były moją miarką, czuję się komfortowo!!!! Myślę, że dokończę te 11 dni diety i zastopuję. MM zadzwonił jak zawsze i….chyżby już nie jest na dziecie? Mam wyjąć udko kurczaka z zamrażarki, oj oj, tego nie zrobię raczej sałatkę jakąś wykombinuję. O godzinie 9pm jeść mięso jest nie zdrowo. A przecież rozmawiałam z nim, no rozmawiałam, musi zrzucić nie parę a kilkanaście kilo. Zapomniał. Nie szkodzi, ja dziś jemu wieczorkiem przypomnę, kiedy dam sałatkę do zjedzenia. Przyzwyczajenia amerykanów są nie zdrowe, restauracje oblegane od 7-10:30pm, jedzą kolację. Pytam, jaką kolację? 10:30pm to czas wyciszenia a starszym ludziom spania. Tak też uczą małe dzieci, które są z nimi w restauracjach, jedzenia prawie do północy. Więc MM żreć nie będzie, chrupać marcheweczki, pomidorki i inne warzywka przez ten weekend będzie i wcale nie dlatego, że ja jestem na diecie, dlatego, że za chwilę będę miała 2xMM.

    Zrobiłam porządek na rabatce, wycięłam wszystkie liście tulipanów, w tym roku cebulki zostawiam w ziemi, jesienią dosadzę więcej.  Zbieram suche gałęzie i wyrywam zielsko, rozpleniło się chyba wszędzie, podlewam, przesadzam. Gorczyca polska rośnie i niedługo będzie kwitła. Niezapominajki jedne kwitną inne za kilka dni zakwitną. Kupionym liliom trzeba znaleźć miejsce na mojej rabatce, od soboty cierpią w plastikowej doniczce. W innych donicach widać wschodzące piwonie. Ptaszki świergocą w oddali szum samochodów, pieski burczą, obwąchują i biegają od jednej strony płotu do drugiej. Gdzieś w oddali słychać przesuwaną drabinę, to u sąsiada na przeciw, firma reperuje dach.

    Synuś na mój sms odpowiedział natychmiastowo i z zapytaniem o moje samopoczucie. Czuję się wyśmienicie, pracowicie, radośnie i szczęśliwie. Szkoda, że jak człowiek umrze, nie usłyszy świergotu ptaków, nie zobaczy kolorów kwiatów i słoneczka, bo jeśli jak nie wypalą oczu i uszu to robaki to wszystko wyjedzą. Brrr

    Jednym słowem: cieszyć się wszystkim póki żyjemy.

  • Goście już się rozjechali 😩😥😢😥😢. MM schował się w domku, zostałam na zewnątrz, piękna letnia pogoda, szkoda mi każdego dnia. W tym tygodniu będzie słonecznie i ukropnie, więc wykorzystuję, kiedy jeszcze nie trzeba się kryć w domu przed słońcem. W ubiegłym tygodniu specjalna firma od komarów i innego robactwa opylała ziemię, drzewa i krzewy, teraz mogę siedzieć na podwórzu bez spryskiwania całego ciala chemikaliami.

    W czwartek po pracy, jadąc samochodem byłam bardzo zmęczona i nie przewidywałam żadnych prac przygotowawczych do świąt. Zawsze ale to zawsze, podczas jazdy samochodem moje ciało się regeneruje i poczas zbliżania się do domu, zaczynam obmyślać plan działania. Tym razem też tak było. Przyszykowałam liście kapusty na gołąbki. To jest bardzo pracochłonne zajęcie. Zadowolona zrobiłam i pojechałam odebrać MM, oczywiście jak zawykle powrót z pracy. Cieszę się na jego powrót. Nie lubię sama zostawać.

    W piątek po pracy, też wracałam już nie tylko zmęczona ale wykończona. Nic nie planowałam. Myślałam o świętach ale jakby one były nie w tym ale za kilka tygodni. Weszłam do domu, na chwileczkę musiałam się położyć na kanapie, żeby wstać po paru minutach, aby zacząć walkę z gołąbkami, chlebem na zakwasie, sałatką jarzynową, sernikiem, kurczakiem i już nie pamiętam z czym tam jeszcze. Z kurczakiem to jest cała “zabawa”, trzeba wyciąć wszystkie kosteczki od środka, zostawić udka i skrzydełka nie naruszone. Trzeba to robić maleńkim wąskim ostrym nożykiem. Zajęło mi to trochę czasu ale…. przyjechała córcia z Ivanem i przy piwie i pizzy jakoś mi tym razem sprytnie poszło. Najgorsze!!!! Zapomniałam dodać ryżu do mięsa na gołąbk!!

    Chlebek podchodził całą noc, ale po upieczeniu pychotka. Gołąbki bez ryżu wyśmienite. Kurczak nadziewany mięsem mielonym (dodałam parmezanu) palce lizać. To nie moje relacje, goście stwierdzili, że wszystko wspaniałe…oprócz sernika. No i miałam wpadkę. Co mnie tym razem podkusiło, żeby zmienić ser biały, no nie wiem? Zawsze kupuję litewski lub polski, tym razem kupiłam farmerski. Upiekł się ładnie ale….za słony. No cóż, czasami tak mam, że na same święta coś zmieniam. Pamiętam kilka lat temu, zmieniłam farsz do pieczonych pierożków, wszystkie trafiły do śmietnika, a się napracowałam.

    Było miło patrzeć na uśmiechnięte twarze moich dzieci i ich osoby towarzyszące. Dyskutowali, przekomarzali się i chichotali. Tego mi trzeba, ciepła i radości. Po obiedzie przenieśliśmy się pod “parasolkę”. Syn umawiał się wcześniej z Valerią na tenisa ale posiedzieli dłużej, wprawdzie kort jest oświetlony, więc problemu nie będą mieli. Córcia z Ivanem, też była zmęczona bo po pracy ale nie chciało się im ruszać z miejsca. Cieszy mnie, że wszyscy czują się u mnie dobrze. MM również, mimo że zmęczony dał sie wciągnać w dyskusję.

    Cieszy mnie radość i szczęście innych, bo na smutek zawsze jest czas, przychodzi tak niespodziewanie.

  • Ten weekend nie był trudny w utrzymaniu diety. Piątek rano MM postanowił, dołączyć się do moich dietetycznych posiłków. Przez trzy dni dieta dla MM nie była łatwa, jednakże dał sobie radę. Nie czuł głodu, jedynie ciągnęło go do zjedzenia lub pochrupania czegoś, spoza diety. Gdy potrzebował coś “na ząb” proponowałam marcheweczki. Posiłki były co 3,5-4 godziny. Jeśli jedliśmy coś tłuszczowego odstęp między posiłkami był i musi być dłuższy. Należy dać żołądkowi czas na  przetrawienie. Podwieczorek i kolacja składała się z warzyw z dodatkiem dressingu lub owoce. Jedząc jajka rozmącone na śniadanie, MM stwierdził, że smakują jak najlepsza czekolada. Uśmiałam się, bo faktycznie, ja również tak czuję. Nie odczuwamy głodu lecz warzywa i owoce już obrzydły. Na obiad będą krewetki z masełkiem. Kolację zjem już sama, cóż to za kolacja? Seler naciowy.  Cukru wciąż nie używam i robię 1godzinną fizykoterapię. Nie są to jakieś wyszukane ćwiczenia, najważniejsze, że pomagają na mój kręgosłup.

    Widać, widać efekty, już mogę zapiąć letnie spodnie i lepiej wyglądam. Wciąż nie to o co mi chodzi, ale mogę zapiąć. Po Wielkanocy znów przejdę na 11 dni diety. Wtedy zadecyduję, czy zaprzestać i  czy zastosować jeszcze raz 11 dni.

    MM obiecywał, że będzie ostrożny z jedzeniem posiłków na wyjeździe, chociaż jest to utrudnione, kiedy na kolację do restauracji idzie grupa ludzi z którymi pracuje. Dobrze chociaż, że widzi różnicę w pracy żołądka.

    Poprawia się metabolizm i o to chodzi.

  • Wczoraj po pracy, zajechałam do córci aby pomóc jej w praniu wykładziny i dywanu. Córcia ma 2 kotki, jeden jej chłopaka,  drugi jest jej. Fajne kociaczki, czyste i ten młodszy jest milusiński, starszy zapomniał już mnie. Mieszkał z nami lecz niestety zapomniał. Jak to z kotkami i sierściuchami jest sierść i się jej nikt nie pozbędzie. Czesanie zwierzaczków częściowo  wyeliminuje wypadanie lecz… tak jak mówię częściowo. Moje pieski mają włosy,  które również znajduję nie tylko na podłodze, a kotki mają sierść. Z przyjemnością pomogłam, myłam wykładzinę pod łóżkiem gdzie kotki się chowają. Nie przeuwałyśmy łóżka, zdjęłyśmy materace. Dywan miał dłuższy włos ale dało się również wyprać. Zapachniało świeżością, a właściwie zapachniało wodą z specjalnym szamponem do mycia dywanów i wykładzin. Córcia była zadowolona z pomocy. Chłopak jej wysłał mi smsa z podziękowaniem.

    Przyjemnie jest pomagać.

  • W nocy wiało, padało i grzmiało. Trochę gałęzi tez połamało. Dziś też bardzo ale to bardzo wietrznie. Do 1pm padało lecz wiać nie przestało. Patrząc na czubki drzew, miało się wrażenie, że za chwilę drzewo przełamie się w pół. Nic takiego się nie stało.

    MM powinien już zajmowac miejsce w samolocie lecz nic takiego się nie wydarzyło. Wszystkie loty w moja stronę zostały odwołane do jutra rano. Jednym słowem koszmar.

    Dogadał się z jakimś podróżnym, który mieszka w sąsiednim county, że wynajmą samochód i będą jechać. Podróż będzie trwc 6-7 godzin, lepsze to niż czekać do jutra co nikt nie daje gwarancji, że pogoda się ustabilizuje i samoloty jutro rano wystartują.

    Nic nie ma pewnego, nic nie można przewidzieć.


    Nie było tak późno, kiedy MM podjechał pod garaż. Podróż trwała 5 godzin. Mężczyzni podjęli słuszną decyzję. Loty zostały odwołane do piątkowego popłudnia. Najbliższy lot miał się odbyć w piątek o 4pm.

    To są uroki pracy na wyjazdach.

  • (more…)

  • Miałam dziś wolny dzień. Dobrze, że wolny bo samopoczucie nie najlepsze. Ogólne osłabienie i w ciągu dnia tak mną telepało, że w mieszkaniu podniosłam temp do 26. Myślałam, że dłonie od zimna mi odpadną. Wczoraj nałożyłam rękawiczki, dziś leżałam owinięta w kocach na kanapie i nie chciało mi się iść na piętro do sypialni gdzie je wczoraj zostawiłam. Przysypiałam kilka razy, przy włączonym TV. Noga ( od chorego kręgosłupa ) zaczęła mi dokuczać, zeszłam na dół do siłowni. Dobrze mieć własną siłownie w domu. Można poćwiczyć w papciach, tak też zrobiłam. 30 minut ćwiczeń znacznie poprawiło kondycję mojej nogi. Tabletek nie przyjmuję lecz…za często daje mi ta noga znać o sobie. Martwię się, czeka mnie długa podróż do DOMU, od momenty wyjścia z jednego do wejścia do drugiego domu jest ponad 24 godzin. Przed wyjazdem muszę odwiedzić mego lekarza. 

  •  

    Miałam 3 dni “żarcia”. Nie to nie było, żadne żarcie, miałam ochotę na placki i inne specjały kulinarne lecz jak przyszło co do czego, to jadłam małe porcje.

    Kawa lub herbata z cukrem lub słodzikiem jest za słodka.  Wszystko wydaje mi się za słone. Żoładek się skurczył, smak się zmienił. Oczami zjadłabym dużo, w rzeczywistości dużo, dużo mniej.

     

    Od wczoraj, drugi etap.

    Dziś owocowy dzień, zaczęłam śniadanie od jabłka. Później zobaczę na co będę miała ochotę.

     

     

  • Nie smakuje mi już kawa z dodatkiem słodzika i cukru. Nie smakuje tylko ze słodzikiem, jest za słodka i nie da się jej pić. Kawa z mleczkiem smakowym i zwykłam, posiada wystarczającą ilość cukru i jest słodziutka.

    Smak jednak się zmienił.

    Mniejsza ilość cukru dobrze wpłynie na mój system metaboliczny. Nadmierna ilość spożywanego cukru wstrzymuje spalanie tłuszczu. Tak więc, mniej cukru, więcej ruchu i efekty widoczne.

    Jestem zadowolona ze swego dotychczasowego osiągnięcia. Nie było łatwo ale należy mi się medal.

  • Do godziny 2pm nic nie jadłam. W pierwszej kolejności musiałam podjechać do sklepu zrobić zakupy choremu synowi. Później całą torbę zapakować. Aby zupa mi się nie zepsuła w samochodzie, wstawiłam pojemniki z zupą do torby lodówka. Niestety ale nie miałam zamrożonych specjalnych kostek do tej torby, jedyne co mi wpadło do głowy to….włożyłam zamrożoną kaczkę. Tym spodobem zupa miała odpowiednią temperaturę a kaczka w połowie się rozmroziła. 

    2w1

    Po pracy podrzuciłam synowi jedzenie, nie wchodząc daleko do mieszkania i szybko w drogę powrotną aby zdążyć przed korkami. 

    Dziś jestem bardzo zmęczona. Praca to jeden, drugie nie jadłam śniadania. 

    Lanch: cattage cheese fat free 340g z 2 łyżkami miodu.

    Kolacja: zostały z ciasta 2 białka więc dodałam do pieczonej papryki, pora i cebuli. Pychotka😀

    Upiekłam dziś bułeczki maślane posypane sezamem i makiem. 

    Próba bułeczek będzie jutro. 

  • Wczoraj pomarzyłam, dziś wróciłam na ziemię.

    Zupa ogórkowa stoi w lodówce i czeka.  Zawiozłam garnuszek mojej córci.

    Śniadanie: dwa jabłuszka. Nie miałam czasu na śniadanie, więc dobrze, że zjadłam dwa jabłuszka.

    Obiad: porcja krewetek na masełku. Mam ich dość!!!!!

    Kolacja: marcheweczki

    To całe moje dzisiejsze menu. Miałam ochotę na batona proteinowego, ale czy zjadłabym całego, to nie jest pewne. Nic mi się już nie chce jeść. Mogę jajka przecież, na samą myśl o nich, robi sie nie dobrze. Ryby nie mam ochoty smażyć, sałatki wychodza bokiem, podobnie z boczkiem. Jutro sie przemęczę, ale widzę, że na nastepne 11 dni,  muszę wyciągnąć moją wydrukowaną dietę na papierze, bo na razie to stosowałam “dietę” z pamięci.

    Samopoczucie? Nie czuję głodu i mogłabym już, nie jeść. Jem marcheweczki bo coś trzeba, najlepsze…one są słodkie!!!! 😄

    Trudno, żeby przy takim jedzeniu sadła nie ubyło.

     

    /nie mam zielonego pojęcia co zrobić jutro na śniadanie/

  • Można marzyć o wszystkim, osobiście o wszystkim nie umiem. Po prostu myślę, nie planuję. Może to jest jakiś gatunek marzeń, nie wiem.

    Dziś właśnie pomarzę,  bo te marzenia są do osiągnięcia. Nie będzie zawodu.

    Zbliża się piątek, będę mogła jeść wszystko, na co będę miała ochotę.

    Placki ziemniaczane cieniutkie i chrupiące.

    Buraczki tuszone

    Marchewka tuszona

    Ziemniaki puree z masełkiem, serem żółtym i mlekiem.

    Kotlety mielone maciutkie tak na 2 ugryzienia.

    Naleśniki z serem polane śmietaną z cukrem.

    Bułeczki i chlebek mojego wypieku.

    Jest w tym coś dziwnego, nie myślę o lodach, słodkich batonach i cukierkach.

    Z zup to będzie oczywiście ogórkowa, poczeka na mnie w lodówce i chyba zjem ją w piątek na ….. śniadanie. 😀

    To cały mój “repertuar jedzeniowy”.

  • Od rana piłam soki, świeżo wyciskane z owoców i warzyw. 

    Rzodkiew, por, kalarepa, jabłko, marchweka. 

    Nie których nie dało się pić bez dodatku soku z cytryny. 

    Zjadłam też jedno wielgachne jabłko i kilka malutkich marcheweczek.

    That it!!!

    Samopoczucie? Dobre
    W popołudnie – bawiłam  się w ogrodnika.

    Jednak lubię siebie torturować, gotuję zupę ogórkową, nie tylko na rozdanie dzieciom. Zostawie sobię garnuszek (gotuję w wielkim garze) na piątek. Już czuję smak, zapach? rozchodzi się po mieszkaniu. Może samym zapachem dziś się najem. 

    Tak, jestem dziś głodna. 

  • Ósmy dzień diety

    Śniadanie:

    Jeśli można brać po uwagę zjedzone dwie łyżeczki sałatki z tuńczyka – to zjadłam śniadanie.

    Nie miałam chęci na jedzenie. Krewetki bym zjadła ale były zamrożone. Do pracy, pojechałam prawdę mówiąc bez śniadania.

    Lunch: godzina 2pm wciąż nie jestem głodna. Zrobiłam sałatkę z trzech pomidorów i kawałeczka białej cebuli. Przyprawy: pieprz, sól i olej orzechowy.

    A że trzeba coś jeść, zjadłam wszystko.

    Trochę popracowałam na podwórku. Posadziłam kupione kwiatki i od razu mi buzia się uśmiechnęła.

    Kolacja: porcja krewetek na masełku i dwie garści mini marcheweczek.

  • Jeszcze nigdy tak mnie nie kusiły bułeczki, jak tego wieczoru. Zostawiłam do ostudzenia i ucieklam do łóżka już o 9pm. 

    Tak, tak schowałam się do sypialni. Wiem, że dałabym radę, ale po co siebie tak torturować? 
    Zapach byl, niesamowity, tym bardziej, że od tygodnia nie jadłam pieczywa, ziemiaków, żadnych makaranów i ryży. Co zjem w piątek? Upiekę bułeczki. Ziemniaki puree, takie moje puree, (masło, ser żółty i mleko). Może kilka łyżeczek lodów. Jak dużo nie trzeba, aby pomarzyć o jedzonku, wystarczy dieta. 

  • Śniadanie: 

    8 plastrów smażonego bekonu, kawa z mlekiem z dodatkiem jednej paczuszki słodzika. 

    Nie mam ochoty na jedzenie. Czuję się dobrze. Może trochę lżejsza? Fałdki tłuszczu jak były, tak i są, nie ma czego oczekiwać po 5 dniach diety. Chociaż …oj chciałoby się zauważyć zmianę. Nie, nie zniechęca do stosowania diety. 

    Po tym tygodniu, coś drgnie. 

    Śpię dobrze, nie zauważyłam większych zmian. 

    Lunch: wyszliśmy z MM do baru. Zamówiłam sałatkę bez kurczaka. Warzywa z suszonym jabłkiem, pokruszonymi orzechami włoskimi i troszkę fety.  Dodatkiem do sałatki był kawałek bagietki i jabłko. Z jabłka zrobię sok z dodatkim marchewki. Bagietkę zużyję na kanapki synowi. 

    Uważałam, że na takie danie mogę sobie pozwolić. 

    MM szykuje się do wyjazdu😢
    Kolacja: shrimp w maśle i dwa jajka na twardo.

    Plus dwie lampki Martini Rossi Bianko podczas oglądania filmu “Anything for love”.

  • Po zmianie czasu 2 tygodnie temu, nareszcie mogę stwierdzić, że organizm się przyzwyczaił. Przebudziłam się o przyzwoitej porze, nie mając pomysłu na śniadanie.

    Po otwarciu lodówki, zakomunikowałam MMowi, że chcę boczek. Oczywiście, że upiekł, to jest jego zajęcie, jak w domu przebywa.

    Śniadanie: kawa rozpuszczalna z mlekiem i słodzikiem. 6 plastetków boczku.

    Przed południem wyszłam na yard, powciągać ostatnie liście, które powinny być dawno uprzątnięte.

    Po około godzinie, zrobiłam przerwę, maszyna hałasuje i liście pod warstwą suchych były mokre. Mokre liście zapychają maszynę i ziemia osadza się na ściankach rury do wciągania. Przerwa jak najbardziej mi się należy. Zdjęłam jedną dłuższą część rury i jak wsadzam rękę żeby wyciągnąć  zapchnięte liście, muszę uważać aby ręki nie wsadzić za daleko, bo mi zmieli palce jak mieli liście, na drobne kawałeczki. Wprawdzie druga ręka będzie sprawna, jeśli uniknę zakażenia i nie amputują mi obu rąk.

    OK, to koszmarny scenariusz.

    Przed południem MM wyszedł na yard.

    Hurrrrra!!!!!Mam pomocnika!!!! Będzie zbierać gałęzie!!!!!!
    Lunch:

    sałatka warzywna z dodatkiem jogurtu i majonezu light.

    Składniki sałatki: pomidor, sałata, biała cebula, żółta papryka, ogórek szklarniowy, por naciowy, potarkowana na grubrch oczkach marchewka, listeczki szpinaku. Sól i pieprz.

    Smakowało? Oczywiście!!!!

    Po lunchu wyszliśmy dokończyć dmuchanie. SKOŃCZONE!!!!

    MM pomógł mi bardzo, żeby nie pomoc, zostałoby na cały dzień pracy, ciężkiej pracy. W nagrodę wyszorowałam mu plecki. 😀🚿🚿🚿🚿🚿🚿🛀🏽😀

    Kolacja: sałatka z lunchu.

    Warzywa pokrojone na sałatkę nigdy nie doprawiam wcześniej. Nabieram do salaterki tyle ile planuję do zjedzenia i dodaję dodatki. Wiadomo, nawet sałata doprawiona śmietaną po godzinie pływa w wodzie powstałej ze śmietany.

    Zawsze lepiej warzywa przyprawić przed samym jedzeniem lub podaniem.

    Czuję się wyśmienicie.

  • I jak wiewór nie katrupić? Jeśli odbierają chęć pracy w ogrodzie. Wykopalisko wszędzie, nawet zdjęć nie chce się robić. Przegryzły siatkę również siatkę plastikową. Jestem bezsilna. 

  • Czuję się fizycznie bardzo dobrze, nic mi nie dolega. Wczoraj za dużo wypiłam wody, więc miałam “niespokojną noc”. Wędrówki do łazienki odrobiłam, dłuższym spankiem. Ujemnym skutkiem diety jest marznięcie. Byłam zmarzlakiem, ale żeby kocyk elektryczny nastawiać wczesnym latem z 20 na 9 pozycję, to trochę niepokojące. Mimo, że w domu temperatura lekko przekracza 22°C, nałożyłam pod ciepłe długie spodnie rajtuzy, pod ciepły golf włożyłam, koszulkę bez rękaw i koszulkę jedwabną z długim rękawem, ciepłe skaprety i ciepłe długie papcie. Ręce mam lodowate. Dietę oczywiście, wciąż stosuję.

    Śniadanie: trzy jajka na twardo z odrobiną majonezu. Czarna kawa.

    Tak to było wszystko, co zjadłam na śniadanie. Nastawiłam timer na 4 godziny.

    Przymierzyłam sztruksowe długie spodnie, kolor trudno określić, ciemny róż z dodatkiem truskawki? No coś takiego. Jeszcze nie mogę nakładać, niestety. Wciągnąć, wciągnęłam, zapiąć zamek też mogę, lecz wygląda to wciąż tragicznie. Inne spodnie o kolorze lekkiego różu, wciągnęłam lecz do zapięcia zamka brakuje mi ze 4-3 cm. DUŻO!!!!!
    Może w następnym tygodniu w tych pierwszych spodniach będę wyglądać przyzwoicie, nie sądzę abym zapieła te drugie.
    Jednym słowem tragedia. Całą zimę nakładałam spodnie sztruksowe w kolorze śliwkowo-pururowym, pasowały bo zawsze były większe, po praniu miałam troszkę problemów.
    Sukienkę na córci urodziny (styczeń 2017) nałożyłam bez problemowo, brzuszek gdzieś tam mi się ukrył, fałdeczki dodawały uroku, można powiedzieć było ok. Przez 2 miesiące przybyło jeszcze więcej ciałka. Ot i klops.

    Lunch: przyszykowałam dwa kawałeczki wieprzowinki. Po ugotowaniu, zjadłam jeden, drugim podzieliłam się z MM.
    Nie sposób było to jeść. Przyprawy w jakich ugotowałam to mięsko, dodawały smaku lecz samo mięso,  przypominało trawę, jeszcze raz trawę. A że na nic innego ochoty nie miałam, zjadłam. Nastawiłam timer na 4 godziny. Nie, nie czekam z niecierpliwością kiedy one upłyną, ponieważ regularne posiłki zaspakają uczucie głodu na 4 godziny, chociaż już go nie mam. Baton snickers, również nie robi na mnie wrażenia, odsunęłam jedynie dalej, nie ma potrzeby patrzeć, już nie kusi.

    Poćwiczyłam dziś godzinkę, czym zmobilizowałam MM. Pobiegał na bieżni i pojeździł na rowerku. Cieszę się, siedząca praca przed komputerem nie tylko jest męcząca ale i nie zdrowa.

    Kolacja:

    Trochę nie typowa. Wyskoczyliśmy z moją córcią i jej chłopakiem do meksykańskiej restauracji. Dwa wypite piwa i cocktail shrimp. Shrimpy były smaczne ale za dużo. No cóż, i tak powstrzymałam się od jedzenia przystawek. Piwo? Oh wiem, dużo, bardzo dużo kalorii. Jutro pobiegam albo poćwiczę.

    Menager podszedł do stolika i spytał, czy dziś zatańczę. O Matkko Boska, to obsługa pamięta!!! Kilka tygodni temu,  nie był to mój pierwszy występ solo w tej restauracji. W piątki gra orkiestra, samba, rumba, tango i inne kawałki, a ja usiedzieć nie mogę. Moi biesiadnicy, nigdy nie chcą tańczyć, to sama przebieram nogami, wiruję i wiruję. Dziś darowałam sobie występ taneczny.

    Samopoczucie? Głowa kłuje, ciśnienie krwi jak u noworodka, nie czuję się przejedzona i nie mam wyrzutów sumienia.
    Mężuś spytał niepewnie, … może jutro na śniadanie donuts (amerykańskie pączki)…

    Nie ma mowyyyyy‼️‼️‼️‼️😩😩😩😩

    MM jest dumny ze mnie. 🏆🥉🥈🥇🎖🏅😀

  • Wstałam wcześnie,  przecież do pracy.  Po osłabieniu ani śladu. Do pracy szykowałam się w “podskokach”.

    Śniadanie: łosoś wędzony (z wczoraj) , herbata owocowa-jabłkowa. Nie zjadłam przyszykowanej porcji, herbatę też zostawiłam.

    Obiad: sałatka z tuńczyka. Ugotowałam więcej jajek, od razu na kolację.

    Kolacja: jajka na twardo z nie dużą ilością majonezu.

    ____________

    Dziś MM wraca i będzie trudno utrzymać dietę. Postaram się. Będzie proponować wyjście na śniadanko, lunch lub kolację. Zazwyczaj wychodzimy, oczywiście obiadam się, słodkościami również. Muszę to jakoś przetrwać do następnego weekendu, który to będzie wolny od diety. W następny piątek, sobotę i niedzielę będę mogła jeść do woli. No, nie tak do końca…do woli… umiarkowanie ale wszystko, nawet słodycze.

    Dzisiejsze samopoczucie było super, po południu byłam śpiąca, nie zwalam na dietę, bo przecież jem co 4 godziny, kilka dni wstawałam około południa, organizm przyzwyczaił się do leniuchowania. Nie oczekuję, że waga spadnie natychmiast, ale by się chciało.  Tak, tak, tyłam miesiącami, oczekuję cudów po 3 dniach. 😄 Dlaczego nie?  W TV nie raz pokazują utuczoną świnkę,  za chwilę chudziutkiego prosiaczka. Też bym chciała, schudnąć w chwilkę. Trzy dni stosuję dietę i coś tam drgnęło, drgnięcie mnie nie pociesza. Tym razem przy stosowaniu diety jestem niecierpliwa. Któregoś roku, schudłam jak szczypiorek, stosowałam 4 razy po 11 dni. Już nawet nie chciało mi się jeść, kiedy było można. Mózg pracował inaczej, musiałam zmuszać się do jedzonka. Teraz 2×11 dni, ewentualnie 3x. Dłużej nie można.

     

     

  • Spałam do późna, śniadanie łączyło się z obiadem. Nie miałam apetytu, nie chciało mi się wstawać z łóżka. Cieplutko (podgrzewam się kocykiem elektrycznym..tak , tak, wciąż) i przyjemnie. Żeby nie dieta to została  bym w łóżku na cały dzień. Chora nie byłam, ale …nie czułam się entyzjastycznie. Po przejściu kilku kroków, poczułam jakby osłabienie, trudno powiedzieć, w każdym razie odczucie nie było normalne. Z lodówki wyjęłam warzywa, bo na nic innego nie miałam ochoty. Zrobiłam sałatkę warzywną, podobną do wczorajszej. Wczoraj zjadłam całą salaterkę sałatki, dziś wcisnęłam jedynie połowę. Po około 2 godzinach od śniadanio-obiadu, poczułam że chce mi się coś pochrupać.  Jabłko które było tylko z wyglądu, trochę poobgryzałam i kilka marcheweczek ca…łkowicie zaspokoiły moje uczucie….nie powiem, że głodu…pochrupania.

    MM zadzwonił międzyczasie z pytaniem, czy jem jakieś mięsiwo. No nie, nie jem. więc na późniejszy obiad zjadłam wędzonego łososia w klonowym miodzie. Nasyciłam się tym łososiem, że mogłabym nie jeść i kolacji.

    ____________

    Na kolację przewiduję zjeść resztę sałatki ze śniadania, jeśli jeszcze jest zjadliwa. Stoi w lodówce.

    Ogólnie czuję się lżejsza. Poudów ubyło. Witaminki i wodę piję.

    Myślałam, że dzisiejszy dzień będzie trudny, jak zwykle gdy stosuję tą dietę. Tym razem wczorajszy był gorszy od dzisiejszego dnia.

  • Nareszcie wykasowałam starego bloga. Przenosiłam do worda wszystkie posty,  a następnie do Dropboxa.  Wiadomo komputer ma prawo się zepsuć, nie chcę stracić mojej “historii”. Czytając posty z przed wielu lat, zastanawiałam się, czy to możliwe, że takie coś zaistniało w moim życiu. Jak najbardziej, bo w pamięci wyszperałam szufladkę, w której to zdarzenie leżało.  Kiedyś mojej córci powiedziałam, że piszę sobie blogo-pamiętnik ….pisz, pisz, jak umrzesz to poczytamy… Temat śmierci w mojej ścisłej rodzinie, mąż i  moje dzieci,  nie jest tematem tabu. Miałam na starym blogu swoich czytelników, jeden był ze mną od (prawie początku). W soboty i niedziele robił przerwę w odwiedzinach. W jakieś lato nie było ponad tydzień, wyjechał na wczasy – tak sobie tłumaczyłam.

    Przenosząc bloga dałam tajemniczemu czytelnikowi możliwość, napisania do mnie. Niestety za długo czytelnik zastanawiał się , blog wykasowany.

    Czy żałuję przenosin? To był MUS.

    Zmieniamy szkoły, wyprowadzamy się z domu rodzinnego, wyprowadzamy się do innego miasta i kraju, przeprowadzki towarzyszą nam wszystkim, jedną więcej też przeżyję. Nie, nie żałuję, zaczynam coś od początku lecz ze starym bagażem, jak to w życiu.

    Od swego cienia nikt jeszcze nie zdołał uciec.

    (mam nadzieję, że pozbędę sie 15milinów  spamów z dwóch ostatnich lat)

    ____

    Update Jan 7, 2024

    Udało się uciec od spamu, możliwe, że apple mi pomogło.  W tamtym okresie na prawdę byłam bardzo przerażona bo 15 milionów spamu, to jest bardzo bardzo dużo. Mój adres emailowy był emitowany w internecie i każdy mógł nie tylko zobaczyć ale i wysyłać wiadomości. Wiadomości były wysyłane na mojego bloga i emaila,  z każdego zakątka świata gdzie był zasięg internetowy. Jedynym ratunkiem była zmiana adresu emailowego, całkowita zmiana adresu bloga, dostawcy internetu oraz producenta laptopa z innym systemem  operacyjnym. Było trochę pracy ale było to warte.

    Dlaczego zostałam w ten sposób “wyróżniona” jest do dnia dzisiejszego zagadką.

  • Godzina jeszcze wczesna, kilka minut po 5pm a ja wskoczyłam do łóżka. Nie wiem czy to wina diety, czy wczorajszego przemęczenia. Może wszystko razem? Może nie powinnam się przemęczać, stosując dietę. Witaminki piję, ciśnienie krwi jest w normie, więc gdzie tkwi błąd.

    Nic mi się nie chce. Jednak wolne dni mi nie służą. Dobrze, że jutro jadę do pracy to się rozruszam. Pojemników z dołu ulicy, nie chce mi się zabierać. Jutro po powrocie z pracy to zrobię. Nie chciało mi się, znieść do skrzynki pocztowej listów z kartkami wielkanocnymi. Nic mi się nie chce. A o jedzeniu mogę myśleć, bo też mi się nie chce jeść, o słodyczach mogę również myśleć, nic się nie dzieje. Na nic chęci. Puste są dni. Jak MSJ mieszkał ze mną, zawsze coś się działo. MCD przyjechała, to podwójnie się działo. Dom był pełen życia, teraz cisza i w uszach szumi. Wiem, że już nie wrócą, że nic nie będzie jak dawniej, tylko co raz częściej dokucza mi samotność. Wymyśliłam wymianę szafek w kuchni i wszelkich urządzeń, tylko…czy na pewno chcę bałaganu. Możliwe, że wymyśliłam to, aby coś się działo.

    Życie moje staje się monotonne i przewidywalne. Straszne. Ale prawdziwe.

    Nie zapiszę się do koła seniorów. Nie chcę być jak oni, dłubać na drutach lub gadać o wnukach. Wnuków nie mam i wcale o nich nie myślę. Jeśli będą, to będą dzieci u moich dzieci, nie u mnie. Mogę popilnować ale nie mogę wychowywać teraz inne czasy, jestem wprawdzie na bieżąco ale teoretycznie. Praktycznie to sklep, dom, praca czasami wyskok gdzieś do ludzi. Jak zawsze jajko jest mądrzejsze od kury. Teraz wychowuje się dzieci inaczej. Co będę udawać światową. Jeśli ja w wieku 4 lat nie wiedziałam co to jest tv, teraz mojej starszej siostry wnuk(jeszcze samodzielnie nie stoi), włącza komputer. 😁

    Nowe pokolenie,  nowe prawa.

    ____________

    Głowa boli, na pewno nie z głodu. Dziś z rana kaszlałam, może wczoraj się przegrzałam i choroba idzie? Wczoraj  około  7 pm wietrzyk był chłodniejszy, a ja miałam całe plecy spocone. Chciałam dokończyć pakowanie 4 wora liśćmi. Możliwe, że choroba podąża w moim kierunku, może chandra, a może jestem tylko wiosenne przemęczenie.

    ____________

    Tak jestem zmęczona.