ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Gdy przebudziłam się (2:27am) było tylko 7C. Teraz 9C i jak ma cokolwiek rosnąć w takiej temperaturze, jeśli jest ciepłolubne. Wszędzie zmienia się klimat. W Indiach topi się asfat, do Polski idą chłody a u nas, nie ciepło i nie zimno. W poprzednich latach biegaliśmy w klapkach, sandałach, w krótkich spodenkach. Oczywiście, że i przy minusowej temperaturze można nałożyć klapki, ale to jest słaby zaklinacz pogody.

    Źle spałam, za późno było na przyjęcie nasennego syropu lub tabletki. W pracy za to będę nieustannie ziewać.


    Pogoda polepszyła się, ale na yard nie wyszłam. Miałam jeszcze troche pracy na kompie.

    Późnym popołudniem podjechaliśmy po środek czyszczący do basenów. Basenu nie mamy, moim zdaniem dobrze, nie umiem pływać i zaliczyłam jedno topienie się z ratowaniem. Nie pamiętam tego ratowania.

    Środek czyszczący prawdopodobnie bardzo pomocny przy ciśnieniowym myciu, Jutro wyprobuję.

    Dzień mija leniwo i powoli, oby takich dni było więcej.

  • Chcialabym, tak wybiec przed ŻYCIE, jak wybiega się przed szereg. Zobaczyć, co mnie czeka dobrego, jeśli nie ma dobrego. Niech będzie to złe, tylko żeby mocno nie bolało i żebym w tym złym, znalazła odrobinę dobrego, usłyszała muzykę i zobaczyła kolory. To by mnie na pewno uszczęśliwiło.

    Bo jak można, żyć bez muzyki, radości, uśmiechu i nadziei. Może można, ale tak nie chcę. Wiem, że dziś mam ogomny smutek w sercu. A przecież mam obowiązki: męża przytulić i pogłaskać, miłe słowo powiedzieć, z córcią zagadać z uśmiecem na twarzy, z synem posiedzieć w milczeniu ocierając łzy i szukać w pustej głowie rozwiązania.

    A jutro do pracy i tam poszczebiotać, bo przecież dziś się nie urodziłam. Każdy ma problemy mniejsze lub większe. Znajoma w pracy jest niepoprawną kociarą. Ma 3 koty, a jak się nie ma dzieci, to jej koty są dla niej jak dzieci. Koty nie tylko psocą, śpią i mruczą ale i chorują. Wydaje na leczenie ogrome kwoty., mniejsze sumy kasy wydaje na zabawki. Zawsze ma w torebce jakieś piórka lub piszczałki, no i obowiązkowo na biurku zdjęcia kotków i męża siedzącego z kociątkami. Jeden kotek w minionym tygodniu się rozchorował i odmawiał jedzoka. Znajoma miała problem, może mniejszy dla nas, ona autntycznie przeżywa każde kociaczków nawet pierdnięcie. Podobno miała pójść z kociaczkiem do psychologa. Wchodząc do mieszkania kociaczek wyszedł na korytarz apartamentowca a tam został obszczekany przez psa. Co pies powiedział/wyszczekał kotkowi nikt nie wie, ale zapewne użył nie cenzuralnych słów i kotek, jest podobno w stresie.

    Za moich czasów, koty żarły się po nocach. Nie było domowych kotów, które nigdy nie były na zewnątrz. Łaziły dniami a na noc do domu wracały albo w nocy łaziły a w dzień spały. Niejeden kotek zaciążył i z urodzeniem potomstwa nikt nie pomagał. Teraz zapewne jest już i ginekolog i położna, bo jeśli jest psycholog….

    Nasza weterynarz zaproponowała zrobienie naszemu pieskowi implanty 2 zębów. MM był w szoku. Był w szoku kiedy powidziano, że piesek potrzebuje opercji na serce. MM odmówił. Jakimś trafem serce samo wyzrowiało. Starsza córka MM wozi swojego psa do kręglarza na masaże.

    Zstanawiam się jak można wymasować jeża lub żółwia. To byłby duży czy mały problem?

  • Ciemno jeszcze za oknami, kiedy otworzyłam oczy. Niedziela, a wczoraj miałam przez cały dzień wrażenie, że jest niedziela. Byłoby pięknie mieć dwie niedziele w tygodniu.

    Pogodowe prognozy są bardzo dobre, będzie słonecznie. Planuję odpoczynek na tarasie. Tylko …tulipany już przekwitają i większość z nich straciła płatki. Posadziłam od frontu około +/-250. Tylko jeden zakwitł, reszta cebulek została zjedzona przez sarenki? wiewiórki? chipmunks? kojoty? Wiatr rozwiewał jedynie brązowe łupinki po cebulkach tulipanów. Zakwitł tylko jeden jedyny żółty tulipan.

    Na back yardzie posadziłam 700 cebulek, minus z 20 szt, bo były suche. Wzeszło +/- 300? A może i mniej. Tutaj to wiewiórki cebulki wykopywały, ale nie jadły tylko wykopane cebulki zabierały.

    Większość tulipanów była koloru żółtego, inne kolorowe były z innego gatunku, ponieważ łodyga była z 10 cm nad ziemią i … rozłożysty kolorowy kwiat.

    Nie jestem i nie byłam zadowolona z nasadzeń. Nawet zdjęć nie robiłam wiele, nie mogłam dojrzeć uroku w moich tulipanach. To co wyrosło, zakwitło, było jedynie OK.

    A więc, wyjdę na deck z kawcią i będę przyglądać się, bo nie podziwiać, resztkom co zostało z tulipanów.

    Nie był to dobry rok na tulipany


    Nie wyszłam na taras z kawcią. 5C to nie jest dobra temeratura na przebywanie na zewnątrz. Zrobiłam parę zdjęć tulipanom, a właściwie co z nich zostało. Patrząc na resztki kwiatów, zaczynam myśleć o wiośnie. Wiem, wiem, jeszcze ta się nie skończyła. Muszę obrać jakąś strategię, może nie jakąś, ale taką, żeby doprowadziła mnie do sukcesu i satysfakcji. Poprzednie tulipanowe wiosny były kolorowe i piękne. Ta wiosna….małe ok. Następna powinna być WOW!

    Nie mogę opóźniać się z zakupem cebulek. Przyszykować odpowiednie skrzynie, piasek, trociny na ich przechowanie do wiosny, jeśli kupię cebulki jesienią. Najważniejsze, nie kupować od jednego producenta. Pierwszy raz tak zrobiłam i mam to co mam. No i na razie tyle o tulipanach. Temat „tulipany” zamykam do jesieni.


    Dziś już nie zadzwonie do Mamusi z nadzieją, że tel podłączony, że łaskawcy pozwolą na chwilę rozmowy. Mój (starszy wujek) ostatni raz odwiedził Mamusię około 10 stycznia. Było ok, jeszcze chodziła, siedziała ale mało rozmawiała. Tak zastanawiam się, że w ciagu około 3 miesiący, tak szybko organizm, mózg uległ dewastacji. Wiem, że nie ma bólów. To jest najważniejsze. Wiele rozmów przeprowadziłam z Mamusią, na temat, śmierci, umierania, nieba i piekła, samego pochówku. Wiem, że Mamusię odpowiednio psychicznie przygotowałam do tej Ostatniej Podróży.

    Niech Bóg ma Ją w swojej opiece.


    Ot, taka ta niedzielka. Myślę, wspominam, analizuję, przekonuję siebie, już nie płaczę.

    Obwiniać? Tak robię to!

    Człowiek powinien być człowiekiem.

  • Na Wielkanoc nie dodzwoniłam się do mojej Mamusi, więc postanowiłam zadzwonić dziś po południu polskiego czasu, do Mamusi brata a mojego wujka. Co jakiś czas dzwoniłam i dowiadywałam się o stan zdrowia mojej Mamusi. To co usłyszałam to mnie zaszokowało, ale podpowiedział, żebym zadzwoniła do najmłodszego brata Mamusi, on kilka dni temu był u Mamusi i ma najświeższe wiadomości, a one nie są dobre. Pierwszy wujek naświetlił mi sytuację, ale z pierwszego źródła zawsze są wiarygodniejsze. Tak też zrobiłam. W Polsce była godzina 6pm, więc byłam pewna, że go złapię.

    Mamusia jest leżąca, nikogo nie poznaje, nie chce jeść, nie chce pić. Leży w pampersach, jeśli one nie są zmienione na czas to …cała Mamusia jest ubabrana własnymi odchodami. Brudny pampers musi jej przeszkadzać i stara się go wyciągnąć. Wyciągając …wiadomo ubrudzi się po pachy. Ogólnie jest w stanie agonalnym. Młodsza staje na wysokości zadania i opiekuje się Mamusią na ile siły jej pozwalają. Z drugim wujkiem dość długo porozmawiałam i doszliśmy do wniosku, że zaproponuję młodszej pomoc. Miałam na myśli pomoc w zakupie podciągnika/podnośnika aby nie dźwigać, materaca przeciwodleżynowego, może materaca z masażem, większą ilość pampersów lub wynajęcie pomocy aby odciążyła młodszą.

    Zadzwoniłam do Polski do siostry, odebrał szwagier – cześć Adaś, czy mogę rozmawiać z Halinką? Widzi ten szwagier mój numer na wyświetlaczu komórki (dzwoniłam na komórkę młodszej ale on odebrał) ale pyta

    • a kto mówi? – pyta
    • Krysia – odpowiadam
    • Aha, Halinuś jakaś pani do ciebie – krzyczy

    Słyszę jakieś szepty, rozumiem wymiana zdań. Bo czego może chcieć amerykanka?

    • Nooo kto mówi? – słyszę w słuchawce. Poczułam się jak w jakimś kabarecie. Ludzie wykształceni, ale…na ciągłym wolnym zapomnieli kultury. Może chceli pokazać swoją wyższość, “szacunek” dla mojej osoby? Bez znaczenia.
    • Czego? – pyta szkoda, że nie spytała..czego ona chce????

    Naświetliłam z czym przychodzę i skąd mam takie informacje. Po prostu oferuję swoją pomoc. To co słyszałam po drugiej stronie to była salwa z karabinu maszynowego.

    – nie potrzebuję pomocy, nie potrzebuję pomocy i tak ze sto razy

    Wysluchałam “salwy armatniej” i nie przerywając, jakby do siebie mówiąc …dziękuję, rozłączam się ….

    ROZŁĄCZYŁAM się.

    Nie robiłam tego dla siebie, bo nie jestem niczemu winna, nie potrzebuję uśpić sumienia bo niczego na sumieniu nie mam.

    Starości i śmierci nikt nie zatrzyma. Jeśli Mamusia będzie żyła do końca roku, pojadę i się z nią pożegnam. Wiem, że na mnie czeka, ale nie mogę jechać bo wiem. dokładnie wiem, nie pozwolą mi się z Mamusią spotkać i pożegnać. Szybciej wezwą policję.

    Nie wiem czy Mamusia pamięta to co jej przekazałam, mówiła

    – Krysia ale ja zapomnę

    – Mamusia nie zapomnisz bo to będziesz miała w sercu

    A teraz, mózg, serce i całe ciało uległo drastycznym zmianom.

    Nie wiem. Na prawdę nie wiem, czy pamięta co ma powiedzieć kiedy stanie przed obliczem BOGA.

    Młodsza chce być w tej chwili Matką Teresą, ale zapomina, Matka Teresa jest tylko jedna, nawet gdyby tak się stało byłaby numerem 2.

    Komu chce pokazać, swoje poświęcenie? Poświęcenia nie trzeba pokazywać, trzeba dawać serce. Serce w którym jest miłość do bliźniego swego, miłość do własnej Matki. A nie wyganiać z domu, bo Matka umierać nie chce a psychiatra nie chce wydać zaświadczenia, że jej Matka psychiczna.

    Wszystkie tragiczne zdarzenia doprowadziły Mamusię do takiej sytuacji jaka jest teraz.

    Ktoś spyta gdzie ja byłam.

    Wysyłałam chodziki, wózki dla starszych osób kiedy w Polsce jeszcze nie było. Wiozłam z Ameryki naterace Tempur-Pedic, po prostu ręce mi urywało, żeby odebraç z lotniska i zawieźc do domu. Na Alegro zamawiałam paczki z żywnością i lekarstwa w aptekach w Polsce. Ustalałam wizyty z Ameryki w Polsce do lekarzy. Gdy przyjeżdżałam do Polski, młodsza zawsze wyjeżdżała na wczasy do Włoch, które niejednokrotnie opłacałam.

    Robiłam to dla mojej Mamusi. Tylko dla niej i nie na pokaz. Nie musiałam się tym chwalić. Jestem już na tyle dojrzałą osobą, że znam życie z tej najgorszej strony. O czym również nie muszę pisać.

    Oferta pomocy była skierowana tylko i wyłącznie do młodszej. Niestety nie pozwoliła mi na wypowiedzenie słowa.

    Chciałam jej ulżyć i nic po za tym. Gdyby powiedziała, przyjeżdżaj, jutro bym tam była. Honor nie pozwala? Ale honor pozwolił wziąć Mamusi testament i czekać nazajutrz, czy aby nie zwinęła się z tego świata. Mam notarialną kopię tego testamentu, jak by nie było, dom rodzinny młodszej się należy. I tego dopilnowałam, pomimo że nawet herbaty mi nie zrobiła.

    Tak, mam żal, ale o to. Kiedy byłam ostatni raz w 2019 roku. W moim mieście byłam około 23 godziny. Zadzwoniła na komórkę moja Mamusia, a ja dopiero otwierałam drzwi do mojego domu.

    – Krysia a co ty robisz?

    Więc mówię, że wchodzę właśnie do domu.

    – A ty przyjedziesz do mnie bo ja tutaj sama, wszyscy wyjechali na wakacje.

    Matko Boska!!!

    Wzywam taxi i jade do mamusi.

    Boże mój kochany, jak trzeba dokuczyć swojej Matce, żeby chciała popelnić samobójstwo. tylko boi się, że się nie uda, że przeżyje.

    Płakałyśmy obie w tym ogromnym pustym domu.

    Te wszystkie zdarzenia, sytuacje skutkowały w szybszym rozwoju demencji.

    Gdzie te dwie żmije były wcześniej?

    Teraz młodsza gra Matkę Teresę a starsza otrzymawszy z majątku 0, najpierw Mamusie ganiała po posesji wydzierając się, że nabije i zabije, a teraz zapomniała, że ma Matkę.

    Oczywiście, że mam żal!!! Bo starsza całe życie grała damę i jej się wszystko należało, młodszej się należało bo młodsza.

    A ja głupia dzwonię do bogatych polaków i chcę im pomóc, wspomóc.

    Bo jeśli pomogę.wspomogę młodszą to mam nadzieję, że mniej będzie szarpać Moją Mamusię.

    Rozumiem czym jest opieka nad leżącym chorym, sama kiedyś byłam leżącą, świadomą wszystkiego. Chciałam tylko i wyłącznie pomóc, ale nie pozwolono mi przedstawić moich propozycji.

    Jest mi bardzo ciężko.

    Nie mam nadzieji, że Mamusia by mnie poznała ale ja na prawdę mam coś ważnego do przekazania.

    Jest mi bardzo ciężko, że jestem tutaj. Wierzyłam, że będę przy swoich rodzicach zawsze i że zawsze będą mogli liczyć na mie.

    Zawiodłam ich. Nie ustrzegłam ich przed siostrami-żmijami.

    Tego sobie nigdy nie daruję.

    Moi rodzice wiedzieli, że muszę wyjechać, a los zadecydował za nas ciąg dalszy.

    Bardzo, bardzo mi przykro.😢😢😢

  • Dziś miałam wolne od pracy zawodowej oraz ciśnieniowego mycia podjazdów i chodników. Przeforsowałam się przez środowe popołudnie, wczoraj jedynie pojechałam do pracy, a dziś….odpoczywam. Mam jeszcze wiele dni do zimy na ciśnieniowe mycie, a jak zima bez minusowych temperatur, to będzie można szaleć.

    Pojechałam z córcią obejrzeć nowo kupiony domek. Nie można jeszcze wejść do wewnątrz, starzy właściciele jeszcze pakują swoje rzeczy do samochodów MOVERS. Do 10 maja a nawet wcześniej dom ma być opuszczony, a więc nikt się nie spieszy.

    Dzielnica zadbana, ładnie usytuowana. Obejrzałam dzielnicę i przez opuszczoną szybę w samochodzie obejrzałam dom. Podoba mi się. Miała wprawdzie objekcje co do opłaty na HOAs (Homeowner associations (HOAs), Stowarzyszenia właścicieli domów) oraz pewnych regulacji prawnych, a z nich wynikających ustalonych wymogów z góry nałożonych na właścicieli domów, ale uważam, że to ma również plusy. Domy i obejścia mają być schludne, panuje cisza nocna, przeprowadzanie prac budowlanych na zewnątrz jest uregulowane statusem itp. Nie tylko są ograniczenia ale są i dobrodziejstwa takie jak: basen i kort tenisowe oraz świetlica.

    Dom ma 190 mkw 3 łazienki, 3 sypialnie, jadalnię gościnną, salon, kuchnia z jadalnią. Pralnię. Garaż na dwa samochody. Za domem taras.

    Jestem bardzo zadowolona. 😁

    Teraz mogę odpocząć.

  • Dostałam lenia i przeleżałam w łóżku do momentu, kiedy to było już po „dzwonku”. Skoczyłam na równe nogi i wyszystko robiłam w pośpiechu. W takich momentach czas ucieka i 5 minut robi się jedną i tą jedyną, chciałoby się rozciągnąć ją jak gumę do żucia. Nie, nie gadałam na siebie, że mogłam to zrobić wcześniej, że wczoraj nie przygotowałam itp

    Czas spędzony w łóżeczku po przebudzeniu był wspaniałym czasem, na powole przebudzanie, przeciąganie się i nie myślenie. To niemyślenie jest mi bardzo ale to bardzo potrzebne. Mój mózg ciągle przetwarza jakieś myśli, natrętne myśli.

    Szybka jazda była hamowana przez światła, tak było na drogach poza autostradą. Na autostradzie: rozpędzę się do 125 i ktoś zajeżdża mi drogę. Wiem, że nie jest to przypadkowe. Anioł wysyła kogoś abym zwolniła. Wtedy jadę spokojnie bez żadnych zrywów. Wczoraj np: samochód zajechał mi drogę na moim pasie, zerknęłam w lusterko, a na drugim pasie w oddali samochód policyjny. Ufff tylko dziękować temu kto mnie przystopował.

    Powrotna droga była bardzo trudna. Z nieba lała się woda, a widoczność była na odległość 3-4 metry. To było bardzo niebezpieczne. Zanim wyjechałam spojrzałam na mapkę i musiałam zmienić trasę powrotnej jazdy. Na pierwszej autostradzie korek i pokazane były 2 wypadki względnie stłuczki. Nie chciałam ryzykować bo stanie mogłoby przeciągnąć się do kilku godzin, ze względu na warunki atmosferyczne. Wczoraj również były korki na tej autostradzie i w ostatniej chwili zjechałam. Ludzie jeżdżą bardzo niebezpiecznie.


    Zmieniając opatrunek na palcu MM widziałam druty wystające z palca. Niemiły widok, aż ciarki przeszły mi po plecach. Ma ogromne utrudnienie pisania na klawiaturze. Musi podnosić palec do góry, a taka gimnastyka skutkuje bólem po zakończonej pracy. Projekt nad którym pracują jest na ukończeniu, więc nie ma mowy o zwolnieniu lekarskim, wolnym, czy urlopie. Niestety ale musi się pomęczyć. Zdawałoby się….co tam palec…ale teraz to zauważa, no i ja mam trochę więcej pracy w kuchni. Wystarczy, że robi sobie kawę, kanapkę czy coś robi na płytce kuchennej. Po powrocie z pracy, najpierw sprzątam kuchnię, a zaczynam od podłogi. Podłoga w kuchni musi być czysta, w przeciwnym razie wszystkie dywany będą brudne bardzo szybko. Nic nie poradzę tylko sprzątając gadam po polsku do siebie bo najnormalniej się denerwuję.

    Bo ileż można czyścić i czyścić. Chyba 6-go lub 7-go maja wyjmą druty, co nie znaczy, że będzie od razu dobrze. Terapia paluszka, bo od razu, ot tak nie będzie się zginać. To zejdzie trochę czasu zanim nie będzie kruszyć, brudzić, smarować.

    Najważniejsze, że się goi i opuchlizna zeszła.

  • Nie wiem, czy za dużo potraw przygotowałam czy mniej już jemy. Pamiętam z domu rodzinnego, stół był nakryty wszelkimi potrawami a jajka były na pierwszym miejscu. Zrobiłam o połowę mniej potraw, a i tak zostało bardzo dużo, jajka również trafiły do lodówki. Okazało się, że przydałaby się na takie okazje jeszcze jedna lodówka.

    Drugi dzień świąt i pojawiło się w mojej głowie. Takie oto przesłanie.

    Jedzmy zanim jesteśmy zdrowi!!

    Nie wiem, czy to jest dobre przesłanie, ale w tym coś jest. Aby nikt z domowników nie narzekał na brak żarełka, wstawiłam do piekarnika karkowinkę do pieczenia, a dla tych co tłustego mięska nie jedzą, kurczaczki w marynacie na patelnię wrzuciłam.

    Moje dzisiejsze menu jest za bardzo obszerne i nie będę tutaj opisywać.

    Wszelkie ciasta i wafelki są na ukończeniu, a myślałam, że jak wrócę po pracy to załapię się chociaż na jednego wafelka. Wafelki sama robiłam, okazały się pyszniutkie.

    Tak, tak, u mnie dziś był dzień pracy. Nie ma zmiłuj się. Ci co zdalnie u mnie w domu pracują, również pracowali. Nie było śmingusa dyngusa, i nie było 3 dnia świąt, w moim stanie, nie rozumieją co to za tradycja. A ja wspominam, jak byłam ochlapana wodą. Nikt wtedy nie latał z wiadrem po ulicy ale…. węża ogrodowego miał w gotowości. Troszkę lat ubyło gdy na samochody lała się woda z wiader😖. Starałam się śmingusa spędzać w domu.


    Dziś przycinam krzaki które przymarzły. Niestety, ale krzaki wyglądają na gołe, zostawiłam gałęzie na których pojawiły się maciutkie listeczki.

    Przycięcia krzewów zrobiłam bardzo duże, ze wszystkich stron. Zostawiłam gałęzie z już wypuszczonymi listkami. Mrozu już na pewno nie będzie, więc krzewy z wiosennymi chłodami dadzą już radę.

    Tulipany również, zaczynają się bardziej rozwijać. Im też mróz zaszkodził, pomimo przykrycia. Wiele z nich jeszcze nawet nie wzeszło, a niektóre zalane przez ulewne deszcze, jedynie pokazały listeczki. Tak zostaną w ziemi i wygniją. Nie mam na to wpływu. Ta wiosna nie jest przyjazna dla przyrody.

    Już mam na co patrzeć i podziwiać.

  • Śniadanie świąteczne było dość późno. 11:30am to bardziej lunch, tylko MM zerwał się na równe nogi o świcie. Reszta domowników nie była taka szybka, przed 11 dopiero było jakieś poruszenie. Ja zeszłam do kuchni po 10am i po kawce rozpoczęłam nakrywanie do stołu. W zasadzie, święta są po to, żeby świętować a nie wyprówać sobie żyły.

    Po ulewnej sobocie, mamy słoneczny lecz chłodny dzień. Po obejrzeniu moich tulipanów, przebrałam się w pidżamkę i wsunęłam się pod kołdry. Cudny dzień, nastrój bardzo dobry, głowa bezstresowa to i oczy zamknęły się do snu. Prawie nigdy nie robie takich drzemek. Zrobiłam i się spodobało, co wogóle nie znaczy, że drzemki w ciągu dnia będą częściej.

    Czas na przygotowanie obiado-kolacji.


    Nie, nie przygotowywałam obiado-kolacji😁 wszyscy obżarci do granic możliwości. Nie wolno się jeszcze bardziej zapychać.

    Potrzebny był mi taki dzień świąteczny, kiedy myśli są spokojne i serce nie kołacze.

    Wesołego Śmingusa-Dyngusa‼️

  • Nie ma tak, żeby ingerencja w ciało i kosteczki została nie zauważalna przez system nerwowy. W końcu, zostały wywiercone 2 dziurki w kościach palca i wprowadzone zostały dwa pręciki metalowe. Ścięgno zostało przecięte w 85%, też trzeba było zszyć, a w palcu ono nie miało metrowej szerokości. To była bardzo misterna praca. MM marudzący, cierpiący i drażliwy.

    Z pracy wróciłam późno, po 7pm, ale wystarczyło dosłownie kilka sekund aby na siebie syczeć jak węże. Ożesz ty, taki owaki myślałam.

    Żeby mężczyzna miałby przeżyć miesiączkę przez kilkanaście lat i nie taką trzy dniową, ale ponad tygodniową z bólami, że można obgryzać palce, czy wytrzymał by to, co by powiedział. Co by powiedział gdyby jedna bolesna miesiączka się nie skończyła a już druga nadchodziła i prawie każdego miesiąca wzywane było pogotowie?

    A żeby mężczyzna miałby chodzić w ciąży i przeżyć poród naturalny lub cesarkę podczas której się budzisz i czujesz taki ból, że chcesz umrzeć żeby nie cierpieć. Piekło to mało powiedzieć.

    A tutaj paluszek, który sam se pocharatał. Bo musi pracować? Kobiety z bolącymi miesiączkami muszą chodzić do pracy. Po cesarce po 24 h każą wstawać!! Moja 1 cesarka bolała ponad 1 rok, a w szpitalu po niej leżałam cały miesiąc w bólach i gorące dochodzącej do 40 stopni. A tu paluszek. Nie bolałby gdyby obcią całkowicie.

    Jak mówie siedź i nic nie dotykaj, to jak nigdy przedtem rwie się do pomocy. Po co? Po 18 latach małżeństwa zmienia mój system zarządzania i rytm pracy. Po co mi facet cierpiący do pomocy, przy zwykłych i prostych czynnościach. Gdzie on był wcześniej?

    No pogadałam sobie.

    Uważam, że teraz ja cierpię bardziej niż on. Nie fizycznie ale umysłowo. Muszę znosić jego marudzenie, minę cierpiętnika i drażliwość. Powiedziałam, że milczeć będę. Mogę zamilknąć na lata. Mam to przepracowane. To nie jest trudne.

    W Ameryce Wielkanoc jest tylko dla dzieci. Przynajmniej w moim stanie, nikt w sobotę nie szykuje świątecznego koszyczka i udaje się z nim do kościoła na święcenie. W niedzielę oczywiście jest śniadanie po którym dzieci biegają po yardach szukają jajek, słodyczy i małych zabaweczek schowanych przez rodziców w trawie, pod drzewami i w krzakach. Tutaj jest tyle religii, że się w głowie nie mieści. Każdy wyznaje swoje albo nic. Nikt wojny religijnej ze sobą nie prowadzi.

    Dlatego na święta Wielkanocne lub Bożego Narodzenia, najbardziej tęsknię do naszych polskich tradycji. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy w Ameryce na stole wigilijnym zobaczyłam mięsiwo, to omal z krzesła nie spadłam. Co kraj to obyczaj.

    Dziś po pracy, pójdę na zakupy, kupie nie kupie, ale połażę po sklepach. Święta Wielkanocne odbędą się ale czy atmosfera świąteczna będzie, trudno przewidzieć.

    A wracając do nieszczęsnego paluch mężowskiego. Wiem, że obudził się o 3am. Nie pobiegłam i nie pytałam czy wszysto OK. Burczenia jak pies nie potrzebuję. Przebudziłam sie przed 6am i nie pobiegłam do kuchni na kawę.

    Klikam sobie literki w telefonie i marudzę.

    Co mi przyniesie dzisiejszy dzień?

    Same niespodzianki. Zła czy dobra, zawsze niespodzianka.

  • Po obudzeniu o 6:14 wiedziałam. Że MM już musiał pojechać do szpitala bo miał tam być o 6am. Zostałam w łóżku. Nie wstawałam, nie szukałam. Jedynie co zrobiłam to sprawdziłam na app nego lokalizację.

    I zanim zeszłam na dół na kawę pi 7am, było już po zabiegu i otrzymałam zdjęcie na potwierdzenie tego zdarzenia.

    Będzie mój inwalida za chwilę wracać do domu.

    MM 2 ma druty wsadzone wzdłuż palca i przechodzące przez kość. Ścięgno przecięte w 85%. To usztywnienie drutami ma pozostać na 30 dni. Oczywiście, na kontrolę ma się udać po 10 dniach. Dłoń spuchnięta i palec bolący.

    Wyjazd do Savannach na 10 maja się nie odbędzie. Z kwietnia przełożyliśmy na maj, obecnie całkowita rezygnacja z hotelu i wyjazdu. To nic, pojedziemy w sierpniu i chyba wybierzemy inny kierunek.

  • W sobotkę zrobiliśmy zakupy w Costko. Dużą karkóweczkę też załadowaliśmy do koszyka. No co, jak święta to święta. Kawał tego mięsa trochę ważył. Zaliczyliśmy cappuccino no i do domku, rozpakować zakupy i podzielić mięsko. Mięska nie podzieliłam bo się rozleniwiłam i tak przeleżało w szczelnej fabrycznej foli zapakowane do poniedziałku.

    Poniedziałek

    Po powrocie z pracy nawet zapomniałam, że mięsko czeka na mnie w lodówce. Po godzinie 8pm wielka niespodzianka. Mięso w lodówce!! Już miałam zostawić na dzień następny ale … zdecydowaliśmy, że MM mi pomoże i szybko dzielenie mięska zakończymy. Tak myśleliśmy, tak planowaliśmy. Co wyszło?

    MM sprytnie wyjął kawał mięsa i rach ciach przjechał nożem po środokowym palcu. Krew lała sie ciurkiem. Szybko i jak najszybciej straliśmy się zatamować potop krwi. Przeciąl na samym zgięciu kosteczek i stwów. No niby nic ale krew się lała. Bardzo mocno ścisnęłam bandażem, wcześniej położyłam gazę. Zatamowaliśmy, MM postanowił że usiądzie, poluzował troche bandaż a później jeszcze bardziej ścicnęłam, ale krew już tylko się sączyła. Z zaskoczoną miną stwierdził, że palec jest giętki nie ma możliwości samodzielnego zginania albo też może wyginać jak mu się chce, we wszystkie strony. Wtedy zrozumiałam, że trzeba jechać na pogotowie. Jak nigdy, spanikowałam a przecież nigdy nie panikuję. Możliwe, że nasze wcześniejsze, sobotnie rozmowy o śmierci spowodowały reakcję paniki. Przestałam myśleć trzeźwo. Panika ogarnęła mój umysł doszczętnie. Zadzwoniłam do córci na piętro, że trzeba jechać z MM do szpitala. W kilka sekund byli już w kuchni. Córcia obejrzała i stwierdziła przecięcie ścięgna. Kazali mi zostać w domu, nie matwić się i dla odprężenia zająć się karkówką, A oni pojadę z MM na pogotowie.

    Na poczekalni było bardzzzzooo dużo ludzi, więc MM został i kazał im wracać do domu bo to najmniej 2 godziny czekania na lekarza. Ale po kilkunastu minutach MM wysyła nam zdjęcie, że jest już w pokoju oczekującym na wszelkie badania. Dla niego było to również zaskakująco szybko, kiedy podjechali wózkiem i zabrali go z poczekalni do pokoju zabiegowego. Procedury jak zwykle u każdego, wstępny wywiad, podłączenie do wszelkich maszyn medycznych, RTG, pobranie krwi, zmienienie opatrunku itd.

    Niestety ale nie było odpowiedniego lekarza na wykonanie zabiegu to otrzymał wszelkie informacje do lekarza ortopedy.

    Córcia go odebrała z pogotowia z usztywnieniem dużego palca u lewej ręki. Zastanawiałam się jak będzie pisać na keyboard, używa przecież wszystkich palców. Nie to co ja ( w Polsce na maszynie do pisanie w regionalnym konkursie pisania zajęłam 2 miejsce w szybkości i z ortografii, bez patrzenia na klawiaturę) stukam 4 palcyma. Czasami staram się więcej tych 4-ech palców używać ale …. po co? Nie muszę się sprężać.

    Wtorek

    Wstaję raniuśko, no może później niż raniuśko i po 8am pytam, czy już dzwonił pod wskazane numery telefonów prze EMS. No i usłyszałam , że on ma czas i to nie jest takie pilne, przecież tylko trochę boli a on ma tabletki przeciwbólowe (OPIATY). Tego mi było za wiele. – czy pokazać ci zdjęcie mego Tatusia z palcem wskazującym sztywnym jak kijek? Ty nie będziesz miał kijka tylko cos wachającego się między innymi palcami. Pokazać Ci zdjęcie?

    _ nie chcę zdjęcia – odburknął.

    – to dzwoń !!!!!

    Oczywiście, że zadzwonił, tak dla odczepnego ( a niech ma). Nagrał się na sekretarkę i czekał na odzew z drugiej strony. Tylko nie ze mną takie numery!!! Jeden raz zadzwonił i czeka? Trzeba tyle razy dzwonić aby automatyczną sekretarkę zablokować a nie żartować ze swego stanu zdrowia. Znów jemu nagadałam i wyszłam, myśląc… co ci faceci mają w mózgu? Żartować sobie ze zdrowiem? To jest pilne a nawet bardzo pilne. Wpadłam do jego biura. … masz dzwonić aż się dodzwonisz i to nie są żadne żarty. Nie wiem co ten mój bohater zrozumiał ale dodzwonił się i umówił się na …..PIĄTEK!!!

    WHAT!!!!! Jaki piątek !!!! To ma być już. Zostawiłam go i pojechałam do pracy. Ale długo w pracy nie wysiedziałam. No kurcze, czy MM rozumie co on robi?

    Znów wpadam na piętro do jego office….- jutro mam wizytę u lekarza ale w innej miejscowości – poinformował mnie uprzedzając moją frustrację. Myślę sobie…. wielkie mi coś inna miejscowość ( ale dla amerykanina to tak jak lot na księżyc) 45 minut jazdy i autostradą bez korków bo szkoły mają spring break). Ale byłam zadowolona, Bo MM nie umie nic załatwić. Dać przykład? Ależ nie ma problemu.

    MM postanowił pokryć czymś zabezpieczjącym, na podobno około 5-8lat, nasz dach. Przyszli panowie pomyli ciśnieniowo dach i odjechali. Jednym słowem good-blues. Po 2 tygodniach przyjeżdza właściel firmyi MM płaci całą należną kwotę czekiem. No byłam w tym czasie w pokoju. Na nastepny tydzień, przyjężdzają ci samie panowie nałożyć jakąś zabezpieczającą powłokę na ten dach. Stanęli w oddali i dyskutują… tam źle pomyte, ooooo zobacz tam też trzeba domyc…a ja to słyszę ale się nie wtrącam. Nie chcę być mądrzejsza. Kurna to ci sami faceci myli ćiśnieniowo ten dach a nie inna brygada!!! Gady dadu i z MM doszli do porozumienia, że przyjadą ponownie myć ciśnieniowo ten nieszczęsny dach. POJECHALI. Drugi tydzień nikt nie dzwoni nikt nie przyjeżdża, po jaką cholerę mają przyjeżdzać, spieszyć się jak kasa już dawno zapewne się ulotniła. MM jakby zapomniał. I to jest takie załatwianie sprawy. NIe sądzę, że się brygada budowlana ulotniła, ale kto płaci przed wykonaniem pracy? Mój Mąż!!!

    To tylko jeden przykład.

    Środa

    No nareszcie sprawy palca poszły do przodu.

    JUTRO BĘDZIE OPERACJA!!!!!!

  • Tatuś nie żyje

    Z Mamusią nie mam kontaktu

    Siostry nie są już moimi siostrami

    Bądźcie dziś moją rodziną, proszę.

    Moja córcia kupuje dom!!!

    Tą wiadomością chciałabym się podzielić dziś z Wami.

    Jestem szczęśliwa!!!!!!

  • Tak świątecznie i wspomnieniowo🐣🐥🐔

    Sobotkę zrobiłam również wolną od ciśnieniowego mycia. Najpierw deszcz do południa a po nim szalone wiatry urywały gałęzie z maciutkimi listeczkami. Szkoda tych gałązek, ale zawsze powtarzam, Matka Natura wie co robi.

    Dopiero późnym popołudniem, zdecydowałam poodkurzać parter i piętro, a drewniane podłogi pomopować, no i oczywiście pomyć łazienki, sprzątanko zakończyłam po 9pm, po czym zmierzyłam ciśnienie, a że było ciśnienie możliwe, urządziłam ”popijawę”. MM już zniknął po kołderką i nic mi nie zostało jak balować w samotności. Wyszłam na deck z kieliszeczkiem wina, uruchomiłam muzykę taneczną i zaczęłam pląsać i śpiewać. Z tym kieliszkiem tańczyłam do północy, pogoda w nocy była bardzo ale to bardzo przyjemna, wykorzystałam do swoich oberków, walców i krakowiaków. 😀 Po północy poczłapałam i ja do łóżka. Nawet nie pmiętam kiedy usnęłam. Nie ma co się dziwić, że szybko usnęłam, okno w sypialini było otwarte całe popołudnie i spałam również przy otwartym.

    Tak jak kiedyś pisałam wyjechałam do Ameryki kiedy moje dzieci miały 14 i 12 lat. To czego zdołałam je nauczyć do tego wieku, to pozostało, po moim wyjeździe były zdane właściwie tylko na siebie. Wielkanoc była w moim domu bardzo ważnym świętem. Szykowałm się do niego około 2 tygodni. Każdy zakamarek w domu miał być wyczyszczony, okna, zasłony i firanki pomyte. Okien miałam do wymycia 4 dużych 3 skrzydłowych, 2 szt 2 skrzydłowych i 7 jednoskrzdłowych oraz 2 szt drzwi balkonowych. Oczywiście moje dzieci zawsze mi pomagały. Córcia przy pracach sprzątających, syn przy gotowaniu i pieczeniu. Pościel nakrochmalona i wymaglowana. Ogród jeśli trzeba wygrabiony a schody frontowe z płyt kamiennych wymyte. Wszystko musiało być u mnie gotowe do Wielkiej Soboty. Sobota była na przygotowanie święconki, ubrania się i wyjście do kościoła. Mimo że mieliśmy kościółek w dzielnicy z przyzwyczajenia zawsze jechaliśmy do centrum. W zależności od wieku dzieci, szliśmy na mszę lub też jedynie na święcenie pożywienia. Miałam zwyczaj jechania ze święconką do rodziców i dzielenia się z nimi jajkiem, pomimo że w niedzielę zawsze jechaliśmy na śniadanie.

    Popołudnie było już nasze, zastawialiśmy stół jadłem i nie sprzątaliśmy do wieczora. Śmingus dyngus to była frajda dla dzieci i drzwi w domu się nie zmykały. Dzieci w woreczki foliowe nabierały wody i zrzucały z balkonu na ulicę. Jak były mniejsze to miały jedynie jajka psikawki lub pistolety mciutkie na wodę. Dzieci miały ogromną frajdę nawet kiedy były przemoczone, syn czasmi marudził, że jest mokry i brzydko wygląda, o taki piękniuś był z niego i taki pozostał.

    Wielkanoc była i jest dla mnie szczególnym świętem ale okien myć nie będę, mimo że są bardzo wygodne w myciu. W sypialni mam nowiuśkie zasłony wraz z tiulowymi firankmi, więc mycia nie potrzebują. W reszcie domu styl typowo amerykański tylko żaluzje harminijkowe lub drewniane otwierane w stylu drzwiowym. Nie mam zasłon ani firanek. Trudno mi było się przyzwyczaić ale może być.

    Zbierając ozdoby christmasowe na ich miejsce ustawiłam wielkanocne, więc jakiś czas leżą na ławach bieżniki i serwery wielkanocne na stole w jadalni. Można powiedzieć to już mam z głowy. Menu jeszcze nie mam ale jak wpadnę do Farmers Market lub Whole Food, będę wiedziała co chcę i co mi będzie potrzebne.

    MM już kupił świąteczne białe lilje doniczkowe, są śliczne. Tylko jeszcze to i owo upitrasić i upiec, pozostnie oczekiwanie na Wielkanoc.

  • Podaruję sobie spokojniejszy dzień. Bez ciśnienowego mycia. Jak bym wiedział, że tak zrobię, bo od maszyny poodkręcałam węże, jeden doprowadzający wodę, drugi odprowadzający lecz już z ciśnieniem. MM za chwilę przwiezie mały bak benzyny ale przecież nie zmarnuje się jeśli postoi.

    Nie, nie jestem chora czy zmęczona pracą, na dziś znajdę sobie pracę. Tylko przy tym myciu, dni niepostrzeżenie uciekają, nawet nie mam czasu na podziwianie wschodzących tulipanów. Nie mam czasu na spokojne wypicie kawy. Nie mam czasu, tak normalnie, na życie. A ono przecież nie będzie na mnie czekać, kiedy skończę mycie, szorowanie podjazdów, ono mi przeleci między palcami.

    Trzy dni, tak zwyczajnie przeleciały. Oczywiście, że przyjemnie posiedzieć na czystym tarasie, kiedy wiaterek powiewa a ptaki ślicznie śpiewają ale przez te ostatnie dni nie czułam wiaterku a ptaki na pewno śpiewały, tylko nie słyszałam.

    Kilka krzewów mi wymarzło. Wielka szkoda bo jak tak patrzę, to w tych krzewach zawarta jest moja praca. Posadzenie lub przesadzenie. Doły na posadzenie same się nie wykopały. Podlewanie i pielęgnowanie to też praca. Mróz przyszedł, zmroził a ja teraz czekam z nadzieją ogrodnika, że odżyją, puszczą pąki, a przecież te krzewy były z gatunku „zawszezielone”. Okazało się, że nie zawsze.


    Oczywiście, że przykrywałam folią. Ale z tym wiąże się pewna historia. A był to tak.

    Nie zawsze mam ochotę jechać po pracy do sklepu. Wiadomo korki i tłoki w slepach. Ludzie poczuli wiosnę i wyruszyli do sklepów ogrodniczych i budowlanych. Podobnie jak ja i to zjawisko jest normalne i naturalne. Ale spędzić w sklepie +2h (z dojazdem) nie chciałam, w tym czasie mogłabym innych pożytecznych rzeczy zrobić dla domu i ogrodu. Padło na MM, pojedzie kupi folię. Zrobił zdjęcie pudełka z resztką foli z lat poprzednich. Nie pojechał. Któregoś dnia nad ranem wyskoczył mróz -7C( tulipanów jeszcze nie sadziłam). Byłam zła, że przecież mógł pojechać i kupić folię. No cóż nie pojechał. Kilka dni po mrozie krzewy zgubiły wszystkie listki. Byłam niepocieszona. Przed następnym mrozem, poprosiłam ponownie.

    Chcę zaznaczyć, że nie zawsze moje samopoczucie jest wyśmienite, ja siebie dosłownie zmuszam, napędzam aby nie zastygnąć,

    MM w telefonie ma zdjęcie pudełka z folii więc problemu z wyborem być nie powinno. Kiedy wrócił, płakać ze złości mi się chciało. Miał zdjęcie w telefonie, telefon miał ze sobą…- tam tyle tych folii, że nie wiedziałem którą kupić, ta chyba będzie dobra…..powiedział

    Próbowaliśmy przykryć tulipany, listeczki wyszły ponad ziemię. Ciężko a nawet, ciężko i trudno przykryć „blachą” powierzchnię która nie jest w linii prostej i nie przydusić tego, co dopiero wychodzi z ziemi. Wkurzał się i ostatecznie skwitował…

    – nikt z sąsiadów nie przykrywa kwiatów i krzewów tylko my – te słowa wypowiedział ze złością bo folia do elastycznych nie należała

    – u ilu sąsiadów byłeś na back yardzie i ilu sąsiadów znasz? spytałam – zostaw to i idź do domu nie potrzebuję twojej pomocy, idź już- krzyknęłam

    Nie miał pomysłu na folię którą kupił. Nie miał wogóle żadnego pomysłu na pomoc w przykrywaniu.

    Po chwili wyszedł z domu stanął w oddali i przyglądał się jak mocuję się z krzewami. Nie udawało mi się, folia ciągle mi się zsuwała z krzewów, jak nie z jednej to z drugiej strony. MM stał wciąż w oddali z rękoma schowanymi w kieszeni spodni. Spojrzałam i już nie wytrzymałam. Bo kto wytrzyma, brakowało jeszcze wykałaczki w buzi i językiem jej przewracania.

    Mimo wszystko przeanalizowałam co mogę powiedzieć, aby tego mego męża z gołębim sercem za bardzo nie urazić a jednocześnie żeby zrozumiał.

    – nie mogę pracować jak patrzysz mi na ręce jak superwizor, idż do domu – krzyknęłam

    – i pójdę – odpowiedział i na pięcie odwrócił się, podążył w stronę domu.

    Faktycznie, takie gapienie się na moje ręce w trakcie wykonywania czynności, przeszkadzało mi bardzo. Suprewizora nie było i prace ruszyły z kopyta.

    Niestety, zmarzniętym krzakom już nic nie pomogło, ale tulipanom jak najbardziej. Robi się na moim back yardzie KOLOROWO😁


    Już po mrozach ale przy 0C i +1C podjechaliśmy do ogrodniczego sklepu aby sprawdzić co mają nowego. MM stanął jak wryty i patrzył. Gapił się na przykryte kwiaty i krzewy.

    – jak widzisz nie tylko ja przykrywam, sklep również. Nie wiem co z tego zrozumiał, chyba nic bo to nie on pielęgnuje kwiaty i wszelkie nasadzenia w ogrodzie.

    – zimno to przykrywają – odpowiedział.

    Gdy patrzył na nasze zmarznięte krzewy ( dziś o poranku)

    – trzeba wyrzucić i nowe posadzisz – powiedział

    – czy ty wiesz ile one mają lat? Czy ty wiesz jak kupisz nowe to trzeba czekać z 7 lat aby wyrosły do tej wysokości? A takich wysokich nie ma, nie sprzedają bo one bardzo ciężko się przyjmują. Odpowiedź była jedna – idę do domu…


    Zdecydowanie, dziś nie będę myła ciśnieniowo. Kawcię już pod parasolem wypiłam. Zajmę się czymś co nie będzie potrzebowało nakladu ciężkiej pracy fizycznej.

  • Pod ciśnieniem😀

    Po dwutygodniowych skokach wysokiego ciśnienia krwi (pomimo brania tabletek przypisanych przez lekarkę) dzisiejszego poranka mam 121/63, najważniejsze uporczywy ból głowy również minął. Ilością prochów jakie przyjęłam można było by obdzielić pół szpitalnego oddziału. Starałam się jakoś  funkcjonować ale mogę powiedzieć, nie było łatwo. Głowa bolała non stop. Nie była to migrena. Znam bóle migreny.

    Dziś obudziłam się i w pierwszym momencie nie odczułam braku bólu głowy.

    Życie bez bólu jest o wiele bardziej komfortowe.

    Od wczoraj do poniedziałku mam wolne.

    Nawet z bólem, wczoraj myłam ciśnieniowo taras.


    Mycie ciśnieniowe rozpoczęłam już na początku marca. Tylko, że po 2 godzinach, trzecia (jaką miałam w swoim posiadaniu) ciśnieniówka padła.

    Byłam bardzo wkurzona bo tym razem pozwalałam maszynie na odpoczynek. Nie mordowałam jej 5 godzin non-stop. Tylko dziwiłam się i dziwię jak może maszyna przepalić się kiedy ja po 5 godzinach fizycznej pracy nie jestem zmęczona a maszyna pada. Tym razem robiłam przerwy. Maszyna nie wyraziła zgodny na współpracę ze mna i przestała produkować ciśnienie wody. Koniec i kropka. MM przyszedł z pomocą. Pozaglądał tam i siam i nic nie znalazł. Zadzwonił do firmy. Ostatecznie zwrócili koszt zakupu ciśnieniówki i zaproponowali kupno nowej. Tak też MM uczynił, dokupując dodatkowy  dłuższy sznur i inne gadżety. Nowa w sumie kosztowała nas 100$ a stara poszła do kosza na śmieci. A że w Ameryce są ogromniaste kosze na śmieci, więc się zmieściła. Wprawdzie rączka wystawała ponad pokrywę kosza ale to nie był problem.


    Wczoraj rozpoczęłam ponownie ciśnieniowe mycie już następną z kolei fabrycznie nową maszyną. Ból głowy nie ustępował, więc przyjmowałam przeciwbólowe i pracowałam. Zagłuszałam ból?

    Wymyłam cały taras z balustradami. Trochę chodnika i patio do połowy. Rozpoczęłam też myć murek z drewnianych beli.  Meble ogrodowe i pokrowce. Teraz pyli więc zakurzone pyłkami. Mycie rozpoczęłam na back yardzie. Nie byłam strasznie wymęczona ale na pewno zadowolona. Bardzo mi dużo zostało od strony północnej, schody z drewnianych bali i następne patio i mebelki ogrodowe. Od północy bardziej brudno ponieważ bardzo mało słoneczka tam dochodzi i dwa wielgachne drzewa liściaste które śmiecą liśćmi i innymi odpadami.


    Dziś ładna pogoda będzie dopiero od 12pm, więc mam czas na przygotowanie obiadu i upieczenie ciasta biszkoptowego z jabłkami.

     


    Dokończyłam patio i zaczęłam chodnik z płyt kamiennych który to sama ułożyłam/zbudowałam wraz z krawężnikami.

    Na tym moje prace zakończyłam ponieważ ochłodziło się około 6pm. Nie potrzebuję następnej choroby to co mi dolega w zupełności wystarczy.

    Praca fizyczna daje mi satysfakcję i czyni mnie szczęśliwszą oraz … powoduje, że mam bardzo pokłady energii na dość długo.


    Planowany wyjazd w kwietniu do Savannah, został przełożony na maj. Hotel zarezerwowany na 4 nocki. Oczywiście, że cieszę się na ten wyjazd, bo dlaczego nie. Potrzebuję spędzić kilka dni z dala od domu i spędzić je beztrosko. Nawet gdybym miała cały dzień nie wychodzić z pokoju hotelowego, to byłby najpiękniejszy dzień. Hotel z aneksem kuchennym to już zupełna rozkosz. Nie planuję gotowania ale…zawsze więcej przestrzeni.


    Jutro mnie czeka również ciśnieniowe mycie i kiedy dokończę a pogoda ze mną będzie współpracować, położe specjalną folię na ziemię aby wstrzymać zielsko przed ukorzenianiem. Mam taki kawałaczek ziemi chyba 4×4 gdzie nic nie rośnie i nie urośnie oprócz zielska. Kiedys planowaliśmy postawić tam szopę ale nie byłoby to wygodne w korzystaniu. Więc jest jak jest.

    Mam ochotę na kieliszek % ale jako osoba ciśnieniowa😁😁 muszę zmierzyć moją krew. No i krew mnie zalewa, że nie mogę wypić tak normalnie. W wypić lampkę wina bez mierzenia to mógłby być mój ostatni błąd jaki bym popełniła na tej ziemi.

    A jeszcze tulipany wszystkie nie zakwitły, naparstnice trzeba kupić i posadzić, dokończyć mycie podjazdów i miejsc parkingowych. Wymyć skrzynkę pocztową i zmienić numerki domu, stare wyblakłe i już w nocy nie świecą. Pomalować schody frontowe…..co ja będę wymieniać. Mam bardzo dużo jeszcze pracy do wykonania. Zapomniałam o rozbabranej łazience. Wena już tuż, tuż.

    Nie mam czasu umierać.

    Trzeba iść mierzyć ciśnienie.

    145/63

    A rano tak fajnie było.

    To nic picie lampki wina przełoże na godziny poranne🤣🤣🤣😁

     


  •  

    Rozpadało się już na dobre. Deszczowi towarzyszą głośne grzmoty. No cóż, niedzielkę spędzę na organizacji łazienki i ślęczeniu przed laptopem.

    Wszystkich serdecznie pozdrawiam 🌷

  • Chciałam wyglądać szałowo, więc czekałam cierpliwie na umówioną wizytę u fryzjera. Miałam już zdjęcie z internetu jak ma wyglądać ścięcie i kolor pasemek. Nawet nie pomyślałam, że ułatwiłam zadanie mojej Nicoli. Pomalowałam kilka dni wcześniej włosy na ciemniejszy kolorek. Byłam ciut podekscytowana, nie, nie miało być nic drastycznie zmieniane. Ot, podcięcie i jak zwykle pasemka. Pasemka i nie 5 kolorów, jedynie dodać dwa a ten mój ciemniejszy wkomponować. Kilka już lat chodzę do jednej fryzjerki, zawsze proszę … troszkę szersze te pasemka. No nigdy nie zrobiła szerszych, takie cieniutkie ale podobały mi się i tak to już zostało. Ja proszę a ona robi swoje.

    Tym razem, pokazuje zdjęcie troszkę inne uczesanie ale … oczywiście, wiem , rozumiem, zrobię. Pasemka zrobione, włosy wymyte i zabieramy się do obcinania. Już widzę, że się spieszy, już nie mam nadziei, że coś z tego wyjdzie. Z tyłu zostawiła długie. Za długie i nie postopniowane. Czy ja jestem natrętną klientką czy ona robi na “odwal się”? Następna klientka już czeka na fotelu… już kończę… rzuca dwa słowa w stronę nowej klientki czekającej na fotelu. Nikola łapie za suszarkę, macha w pośpiechu …nie jestem zadowolona, zostawiłaś mi za długie włosy z tyłu, pokazywałam zdjęcie, powiedziałaś, że pamiętasz, trzeba je postopniować….Obcinała i stopniowała już suche włosy. Ułożyła ładną fryzurkę, ale aby ją ułożyć używała jakiś dziwnych preparatów, pryskała, wcierała we włosy. Zapłaciłam jeszcze bez podwyżki 270$.

    Wróciłam do domu, rodzinka orzekła że ładnie ale coś mi ciągle nie pasowało. Mam prawo być wymagającą bo w zasadzie to ja za malowanie włosów zapłaciłam 270$. Na ścinanie i powiedzmy stopniowanie poświęciła 10-15 minut. Zgarniałam włosy na prawo na lewo, do tyłu ale one nie chciały mi się ułożyć. I co najdziwniejsze, miałam jakieś złe przeczucie. Moje włosy są bardzo łatwe do ułożenia, a tu ani ani. Więc wlazłam pod prysznic aby ułożyć je o swojemu.

    Mam masę zmiękczaczy, szamponów i innych maseczek ale wyszłam z pod prysznica z włosami zniszczonymi. Użyłam do delikatnych i farbowanych włosów, zawsze sprawdzały się kiedy sama maluję. Wyszło normalne siano. Zawołałam MM, orzekł spalone. Pasemka zeszły i zostały biało-żółte zniszczone, łamliwe, spalone włosy. Dwa dni pochodziłam z tym sianem, zastanawiając się co robić. Do sądu nie chciałam iść, do gabinetu również nie, co ja po kilku dniach bym udowodniła. Szkoda mego cennego czasu i nerwów na szarpanie się z fryzjerką.

    Po tych kilku dniach postanowiłam odżywić moje spalone włosy, na ile mikstura z oliwy z oliwek + miody na to pozwoli. Siedziałam tak z tym mazidłem na głowie godzinę. Po zmyciu mikstury i po użyciu delikatnych szamponów, kondycja włosów znacznie się poprawiła. Wczoraj zdecydowałam zmienić kolor włosów z biało-zółtych na jasny brąz. Oczywiście miałam obawy, ale nawet na pole do wybierania ziemniaków nikt by mnie nie zatrudnił.

    Jest zdecydowanie lepiej, spalone końcówki widać w blasku słońca ale włosy poddają się ułożeniu.

    Nie wrócę już nigdy do tego zakładu fryzjerskiego. Można wytłumaczyć Nikolę: mała zły dzień, szefowa nałożyła na jej grafik za dużo klientek itp. A ja odpowiem …CO TO MNIE OBCHODZI… Zniszczyła włosy i o tym wiedziała, wcierając we włosy mnóstwo paskudstwa, ratując to co zostało, po prostu mnie oszukała. To nie jest tak, że dałam się oszukać, nie!!! Dałam za dużo zaufania osobie, która na to nie zasłużyła. Ukryła oszustwo i zażądała zapłatę za te oszustwo.

    Jeszcze jedno. Po bokach mi nie postopniowała włosów, sama to zrobiłam i nikt z domowników tego nie zauważył.

    Teraz jestem na etapie poszukiwania fryzjerki.

    One wszystki są jakie są (brzydko pisać nie będę).

  • Niedzielne smaki

    Ponownie “chodzi” za mną, coś słodkiego ale nie sklepowego. W moim stanie nie ma wyboru ciast, ciasteczek i innych słodkości. W Polsce mamy makowce, serniki, ptysie. Ciasta zebry, piaskowe, pierniki i ciasta mokre z kremem, dżemem itd. Jest ogromny wybór. Tutaj jeden deseń i nie ważne idziemy do kawiarenki czy sklepu z wypiekami lub z masową/sieciową sprzedażą. Różnią się ceną bo smak identyczny. Za dużo, a nawet za bardzo dużo cukru. W NY są polskie sklepy, które mają w swoim asortymencie ciasta typowo polskie. I tego mi brakuje.

    Aby nie popaść w “depresję” :),  rozpuściłam już galaretki truskawkowe i mam w planie upiec roladę, Jedna z kremem, druga będzie z galaretką i kremem. Możliwe, że upiekę 3 bo chciałabym z przecierem jabłkowym (sklepowym, lubię).

    Możliwe, że … nic nie będę piekła i galaretkę zjem a miseczki wyliżę. Kto to wie. Nasza, nawet ta bliska przyszłość jest nie odgadniona.


    Upiekłam trzy placki na rolady. Pierwsza z kremem i galaretką truskawkową a pozostałe dwie z galaretką, kremem i amerykańskimi borówkami. Takiego smaku ciasta nie uświadczysz kupując najdroższe torty amerykańskie. Miałam obawę czy udadzą mi się placki na rolady, użyłam mąki amerykańskiej przeznaczonej na torty. Wcześniej kupowałam mąkę rosyjską lecz mąka ulubionej firmy, już nie jest mąką, firma przedobrzyła, aby mąki było mniej ale waga się zgadzała zaczęli dosypywać czegoś podobnego do piasku, nie przypominało kaszy manny ani innej kaszy, ponieważ w smaku było nijakie i nie dało się przegryźć. Przed użyciem musiałam 3-krotnie przesiewać. Ostatecznie zapas 3 kg wyrzuciłam do kosza. Przed covidem nie miałam zastrzeżeń, podczas przesiewania mąki nie było żadnych niespodzianek. Byłam zadowolona a bułeczki drożdżowe rosły jak na drożdżach. Covid namieszał i dosypał do tej mąki czegoś podobnego do piasku, kolor identyczny, jak mąka. Nie mąka i nie kasza. Oczywiście, że to oszustwo ale komu i gdzie zgłaszać?

    Nie podoba się, nie kupuj.

    Kupujesz milcz.

    Nie podoba mi się, nie kupuję.


  • do domu po pracy wpadłam jak burza… mało, że na zewnątrz wilgoć sięga zenitu, to i w domu to samo. Pozmieniałam ustawienia na termostacie a MM nałożył bluzę. Chłodziłam i grzałam, dalej mi dosłownie śmierdziało wilgocią. Złapałam jednego psa, później drugiego, wykąpałam, wysuszyłam. Za parę dni mają termin na ścinanie i kąpiel, ale …. moje psy maja włosy a one od wilgoci wydzielają okropnie nieprzyjemny zapach.  Dom spryskałam kwiatowymi zapachami. Trochę pomogło.

    Za mało pracy? Położyłam farbę na włosy a hennę na brwi. No przeważnie tak robię, że przed wizytą u fryzjera (mam w następny czwartek), zmieniam kolor włosów. Umówiona jestem na obcinanie i pasemka. Zaczynam się zastanawiać, nad długością. Obciąć do wysokości koniuszków uszu czy też tylko podciąć. Ale ten problem rozwiąże mi fryzjerka.

    W końcu, o 8:30pm z lampką wina w dłoni, przysiadłam. Włosy pod czepkiem się farbują a ja już wyciszona, odpoczywam na swojej sypialnianej kanapie. W międzyczasie zamówiłam pantofelki 2 pary naraz. Jedne są o pół numeru większe. Jak dotychczas, zawsze mi się udawało trafić w numerek. Tym razem, nie wiem dlaczego ale nie byłam pewna. Te które nie będą pasować, odeślę. Seledynowych niestety nie zamawiałam, ale nic straconego.

    Jutro będzie deszczowy dzień, co mnie bardzo cieszy. Ponad 1000 posadzonych cebulek tulipanów potrzebuje wody z nieba. Zanim ostatnie cebulki posadziłam, te pierwsze już delikatnie wysuwały listeczki z ziemi.

    Deszczowy dzień zatrzyma mnie w domku, możliwe, że ciasto upiekę. Jakie? Jeszcze nie jestem zdecydowana. Truskawki nie mają smaku. Mango tylko ja w tym domu lubię. Maliny, również bez smakowe. Borówki? Daleko im do jagód. Mam w zamrażalniku amerykańskie dzikie jagody.

    Kolorek włosów jest bardzo ładny.


    A dziś już sobotka. Jak zapowiadano, pogoda deszczowa. Szaro i buro na podwórku ale nie za zimno bo 17C. Prawie cały dzień spędziłam przed komputerem, podobnie jak MM. Mimo wypitych kaw zachciało się nam do ludzi i innej kawy niż domowa.

    Mieliśmy wyskoczyć do la Madeleine na Créme Brûlée oraz Vanilla Cappuccino ale… o 4pm zamknęli. Nie sprawdzaliśmy w internecie godzin otwarcia, ponieważ po covid wrócili do normalnych godzin tj. 7pm. Niestety chyba ponownie mają problem z pracownikami. Szkoda, może jutro tam wyskoczymy….może.

    W planach mieliśmy podjechać do Paris Baguette caffe. Ta kawiarenka ma inny wystrój i nastrój oraz za gwarno. Kawa jest serwowana w jednorazowych kubkach. Ehhh. A nam chciało się wypić cappuccino w filiżance.

    Plany, planami a inaczej wyszło, cappuccino nie było.

     

  • Prognozy nie wskazywały na słoneczko ale ono wzeszło i zaświeciło. Roztańczyłam się na powitanie słoneczka na parkingu siłowni. Rozśpiewałam się gdy je zobaczyłam.

    Cudny dzień nadchodzi.


    Słoneczko się skryło i zapowiadane zachmurzenie się spełni lecz moje serducho śpiewa. Z ogromną radością wychodzę na yard sadzić ostatnie 300 szt cebulek tulipanów.


    Będzie pięknie, będzie kolorowo i wesoło.

  • Nie zwracałam uwagi na ceny. Ot, czasami patrzyłam lecz jeśli coś było potrzebne lub mniej potrzebne, kupowałam. Nowa pościel – prosze bardzo, nowe zasłony – prosze bardzo, nowy dywan – prosze bardzo, brak w baryku wina – prosze bardzo, sukienka nowa – prosze bardzo, kosmetyczka – prosze bardzo, itd. Nie będę wymieniać. Przy zakupach oprócz swojej karty debetowej lub kredytowej, zawsze mam MM karty. Mam też zapowiedziane, zawsze używać tylko jego kart. Patrzyłam na ceny i bez przesady ale nie nadużywałam zaufania MM i nie kupowałam rzeczy nie potrzebnych, zbytecznych. Używałam i używam swoich kart. Tylko te ceny mnie tak bardzo nie interesowały.

    Dziś pojechaliśmy do sklepu hurtowego. Zdębiałam, normalne załamanie psychiczne. Wzięłam opakowanie borówek w dłonie i nabiegły mi łzy do oczu….dlaczego takie małe opakowanie tyle kosztuje, dlaczego tak drogo….pytam. MM na spokojnie odpowiada – wszystko Krysia podrożało. Patrzę na opakowanie borówek – nie ja ich nie chcę – i odkładam. MM patrzy na mnie a ja ze łzami – idziemy. Jeszcze mówił, że chciałam przecież …ale mi się odechciało. Podeszliśmy do lodówki z męsem. Przewracałam te karkówki i niech to ich szlag trafi za kawałek karkówki płacić 40$. Ale tym razem MM nie ustąpił, musiałam wybrać. Przy papierze kuchennym i toaletowym przeżyłam szok. Nie pomogły tłumaczenia …. że pracuje, że na takie rzeczy to my na pewno mamy pieniądze i nie będziemy oszczędzać. Kiedy namówił mnie na hot doga ….Krysia to tylko 1,50$ jeden kosztuje…zgodziłam się.

    Siedząc przy stoliku, kiedy MM poszedł zamówić tego hot doga, rozpłakałam się na dobre. Nie mogłam powstrzymać łez. Wycierałam całą dłonią z policzków, żeby jak MM wróci nic nie zauważył.

    Zmienię sposób zakupów i będę starała się kupować rozsądniej. Nie jak do tej chwili. Całe opakowanie jogurtów i z tago opakowania trafiało kilka do śmieci. Szynek w opakowaniu do koloru do wyboru w lodówce a jem tylko jeden gatunek. Z pieczywem podobnie.

    Przez wiele żyłam pod „ kloszem”, a od któregoś dnia poczułam pęknięcie na „kloszu”, przy kupowaniu bułecze zwróciłam uwagę na cenę. Dziś podjechaliśmy do tego samego spożywczaka, te same bułeczki były droższe o 1$. Ale byłam zadowolona z ceny świeżej kapusty 1 pound za 0,96 też kupiłam i się do tej kapusty uśmiechnęłam.

    Do tej pory nie było takiego znacznego skoku cen, więc nie przejmowałam się, obecnie to jest wprost niemożliwe. Niemożliwe stało się możliwe.

    Jednym słowem zostałam rozpieszczona przez MM, nie powiem, że źle się z tym czułam ale cieszę się że „klosz” zbiłam.

    Mam mieć oczy otwarte i patrzeć co i ile kupuję nie tylko w spożywczym.

    MM niech dalej mnie rozpieszcza ale kwiatami.

  • MM jednak zmobilizował się i był na crossfit. To się chwali. Ja również swoje ćwiczenia zaliczyłam. Mam wolne od ćwiczeń do poniedziałku.

    Po prysznicu i śniadanku, wskoczyłam do cieplutkiego łóżeczka, z tej racji, że kocyka elektrycznego nie wyłączałam. Ehhh, 1minutkę się pogrzałam i szkoda mi się zrobiło tak pięknego zimnego (na zewnątrz) dnia.

    Rozpoczęłam sprzątać ozdoby świąteczne.

    O zmroku, MM pojechał po sałatki i po jednym kawałeczku pizzy do Fellini’s a ja międzyczasie, resztę pudełek z ozdobami zaniosłam na poddasze. Nie zdecydowałam się na uporządkowanie oświetleń i innych ozdób świątecznych z powodu zimnego i silnego wiatru. Jeśli pogoda jutro dopisze, to posprzątam.

    Kolację zjedliśmy przed tv oglądając film „ Sweet home in Alabama” . Piękny film z wspaniałą obsadą aktorów. Obejrzałam go z radością po raz kolejny.

    Polecam😁