ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Podaruję sobie spokojniejszy dzień. Bez ciśnienowego mycia. Jak bym wiedział, że tak zrobię, bo od maszyny poodkręcałam węże, jeden doprowadzający wodę, drugi odprowadzający lecz już z ciśnieniem. MM za chwilę przwiezie mały bak benzyny ale przecież nie zmarnuje się jeśli postoi.

    Nie, nie jestem chora czy zmęczona pracą, na dziś znajdę sobie pracę. Tylko przy tym myciu, dni niepostrzeżenie uciekają, nawet nie mam czasu na podziwianie wschodzących tulipanów. Nie mam czasu na spokojne wypicie kawy. Nie mam czasu, tak normalnie, na życie. A ono przecież nie będzie na mnie czekać, kiedy skończę mycie, szorowanie podjazdów, ono mi przeleci między palcami.

    Trzy dni, tak zwyczajnie przeleciały. Oczywiście, że przyjemnie posiedzieć na czystym tarasie, kiedy wiaterek powiewa a ptaki ślicznie śpiewają ale przez te ostatnie dni nie czułam wiaterku a ptaki na pewno śpiewały, tylko nie słyszałam.

    Kilka krzewów mi wymarzło. Wielka szkoda bo jak tak patrzę, to w tych krzewach zawarta jest moja praca. Posadzenie lub przesadzenie. Doły na posadzenie same się nie wykopały. Podlewanie i pielęgnowanie to też praca. Mróz przyszedł, zmroził a ja teraz czekam z nadzieją ogrodnika, że odżyją, puszczą pąki, a przecież te krzewy były z gatunku „zawszezielone”. Okazało się, że nie zawsze.


    Oczywiście, że przykrywałam folią. Ale z tym wiąże się pewna historia. A był to tak.

    Nie zawsze mam ochotę jechać po pracy do sklepu. Wiadomo korki i tłoki w slepach. Ludzie poczuli wiosnę i wyruszyli do sklepów ogrodniczych i budowlanych. Podobnie jak ja i to zjawisko jest normalne i naturalne. Ale spędzić w sklepie +2h (z dojazdem) nie chciałam, w tym czasie mogłabym innych pożytecznych rzeczy zrobić dla domu i ogrodu. Padło na MM, pojedzie kupi folię. Zrobił zdjęcie pudełka z resztką foli z lat poprzednich. Nie pojechał. Któregoś dnia nad ranem wyskoczył mróz -7C( tulipanów jeszcze nie sadziłam). Byłam zła, że przecież mógł pojechać i kupić folię. No cóż nie pojechał. Kilka dni po mrozie krzewy zgubiły wszystkie listki. Byłam niepocieszona. Przed następnym mrozem, poprosiłam ponownie.

    Chcę zaznaczyć, że nie zawsze moje samopoczucie jest wyśmienite, ja siebie dosłownie zmuszam, napędzam aby nie zastygnąć,

    MM w telefonie ma zdjęcie pudełka z folii więc problemu z wyborem być nie powinno. Kiedy wrócił, płakać ze złości mi się chciało. Miał zdjęcie w telefonie, telefon miał ze sobą…- tam tyle tych folii, że nie wiedziałem którą kupić, ta chyba będzie dobra…..powiedział

    Próbowaliśmy przykryć tulipany, listeczki wyszły ponad ziemię. Ciężko a nawet, ciężko i trudno przykryć „blachą” powierzchnię która nie jest w linii prostej i nie przydusić tego, co dopiero wychodzi z ziemi. Wkurzał się i ostatecznie skwitował…

    – nikt z sąsiadów nie przykrywa kwiatów i krzewów tylko my – te słowa wypowiedział ze złością bo folia do elastycznych nie należała

    – u ilu sąsiadów byłeś na back yardzie i ilu sąsiadów znasz? spytałam – zostaw to i idź do domu nie potrzebuję twojej pomocy, idź już- krzyknęłam

    Nie miał pomysłu na folię którą kupił. Nie miał wogóle żadnego pomysłu na pomoc w przykrywaniu.

    Po chwili wyszedł z domu stanął w oddali i przyglądał się jak mocuję się z krzewami. Nie udawało mi się, folia ciągle mi się zsuwała z krzewów, jak nie z jednej to z drugiej strony. MM stał wciąż w oddali z rękoma schowanymi w kieszeni spodni. Spojrzałam i już nie wytrzymałam. Bo kto wytrzyma, brakowało jeszcze wykałaczki w buzi i językiem jej przewracania.

    Mimo wszystko przeanalizowałam co mogę powiedzieć, aby tego mego męża z gołębim sercem za bardzo nie urazić a jednocześnie żeby zrozumiał.

    – nie mogę pracować jak patrzysz mi na ręce jak superwizor, idż do domu – krzyknęłam

    – i pójdę – odpowiedział i na pięcie odwrócił się, podążył w stronę domu.

    Faktycznie, takie gapienie się na moje ręce w trakcie wykonywania czynności, przeszkadzało mi bardzo. Suprewizora nie było i prace ruszyły z kopyta.

    Niestety, zmarzniętym krzakom już nic nie pomogło, ale tulipanom jak najbardziej. Robi się na moim back yardzie KOLOROWO😁


    Już po mrozach ale przy 0C i +1C podjechaliśmy do ogrodniczego sklepu aby sprawdzić co mają nowego. MM stanął jak wryty i patrzył. Gapił się na przykryte kwiaty i krzewy.

    – jak widzisz nie tylko ja przykrywam, sklep również. Nie wiem co z tego zrozumiał, chyba nic bo to nie on pielęgnuje kwiaty i wszelkie nasadzenia w ogrodzie.

    – zimno to przykrywają – odpowiedział.

    Gdy patrzył na nasze zmarznięte krzewy ( dziś o poranku)

    – trzeba wyrzucić i nowe posadzisz – powiedział

    – czy ty wiesz ile one mają lat? Czy ty wiesz jak kupisz nowe to trzeba czekać z 7 lat aby wyrosły do tej wysokości? A takich wysokich nie ma, nie sprzedają bo one bardzo ciężko się przyjmują. Odpowiedź była jedna – idę do domu…


    Zdecydowanie, dziś nie będę myła ciśnieniowo. Kawcię już pod parasolem wypiłam. Zajmę się czymś co nie będzie potrzebowało nakladu ciężkiej pracy fizycznej.

  • Pod ciśnieniem😀

    Po dwutygodniowych skokach wysokiego ciśnienia krwi (pomimo brania tabletek przypisanych przez lekarkę) dzisiejszego poranka mam 121/63, najważniejsze uporczywy ból głowy również minął. Ilością prochów jakie przyjęłam można było by obdzielić pół szpitalnego oddziału. Starałam się jakoś  funkcjonować ale mogę powiedzieć, nie było łatwo. Głowa bolała non stop. Nie była to migrena. Znam bóle migreny.

    Dziś obudziłam się i w pierwszym momencie nie odczułam braku bólu głowy.

    Życie bez bólu jest o wiele bardziej komfortowe.

    Od wczoraj do poniedziałku mam wolne.

    Nawet z bólem, wczoraj myłam ciśnieniowo taras.


    Mycie ciśnieniowe rozpoczęłam już na początku marca. Tylko, że po 2 godzinach, trzecia (jaką miałam w swoim posiadaniu) ciśnieniówka padła.

    Byłam bardzo wkurzona bo tym razem pozwalałam maszynie na odpoczynek. Nie mordowałam jej 5 godzin non-stop. Tylko dziwiłam się i dziwię jak może maszyna przepalić się kiedy ja po 5 godzinach fizycznej pracy nie jestem zmęczona a maszyna pada. Tym razem robiłam przerwy. Maszyna nie wyraziła zgodny na współpracę ze mna i przestała produkować ciśnienie wody. Koniec i kropka. MM przyszedł z pomocą. Pozaglądał tam i siam i nic nie znalazł. Zadzwonił do firmy. Ostatecznie zwrócili koszt zakupu ciśnieniówki i zaproponowali kupno nowej. Tak też MM uczynił, dokupując dodatkowy  dłuższy sznur i inne gadżety. Nowa w sumie kosztowała nas 100$ a stara poszła do kosza na śmieci. A że w Ameryce są ogromniaste kosze na śmieci, więc się zmieściła. Wprawdzie rączka wystawała ponad pokrywę kosza ale to nie był problem.


    Wczoraj rozpoczęłam ponownie ciśnieniowe mycie już następną z kolei fabrycznie nową maszyną. Ból głowy nie ustępował, więc przyjmowałam przeciwbólowe i pracowałam. Zagłuszałam ból?

    Wymyłam cały taras z balustradami. Trochę chodnika i patio do połowy. Rozpoczęłam też myć murek z drewnianych beli.  Meble ogrodowe i pokrowce. Teraz pyli więc zakurzone pyłkami. Mycie rozpoczęłam na back yardzie. Nie byłam strasznie wymęczona ale na pewno zadowolona. Bardzo mi dużo zostało od strony północnej, schody z drewnianych bali i następne patio i mebelki ogrodowe. Od północy bardziej brudno ponieważ bardzo mało słoneczka tam dochodzi i dwa wielgachne drzewa liściaste które śmiecą liśćmi i innymi odpadami.


    Dziś ładna pogoda będzie dopiero od 12pm, więc mam czas na przygotowanie obiadu i upieczenie ciasta biszkoptowego z jabłkami.

     


    Dokończyłam patio i zaczęłam chodnik z płyt kamiennych który to sama ułożyłam/zbudowałam wraz z krawężnikami.

    Na tym moje prace zakończyłam ponieważ ochłodziło się około 6pm. Nie potrzebuję następnej choroby to co mi dolega w zupełności wystarczy.

    Praca fizyczna daje mi satysfakcję i czyni mnie szczęśliwszą oraz … powoduje, że mam bardzo pokłady energii na dość długo.


    Planowany wyjazd w kwietniu do Savannah, został przełożony na maj. Hotel zarezerwowany na 4 nocki. Oczywiście, że cieszę się na ten wyjazd, bo dlaczego nie. Potrzebuję spędzić kilka dni z dala od domu i spędzić je beztrosko. Nawet gdybym miała cały dzień nie wychodzić z pokoju hotelowego, to byłby najpiękniejszy dzień. Hotel z aneksem kuchennym to już zupełna rozkosz. Nie planuję gotowania ale…zawsze więcej przestrzeni.


    Jutro mnie czeka również ciśnieniowe mycie i kiedy dokończę a pogoda ze mną będzie współpracować, położe specjalną folię na ziemię aby wstrzymać zielsko przed ukorzenianiem. Mam taki kawałaczek ziemi chyba 4×4 gdzie nic nie rośnie i nie urośnie oprócz zielska. Kiedys planowaliśmy postawić tam szopę ale nie byłoby to wygodne w korzystaniu. Więc jest jak jest.

    Mam ochotę na kieliszek % ale jako osoba ciśnieniowa😁😁 muszę zmierzyć moją krew. No i krew mnie zalewa, że nie mogę wypić tak normalnie. W wypić lampkę wina bez mierzenia to mógłby być mój ostatni błąd jaki bym popełniła na tej ziemi.

    A jeszcze tulipany wszystkie nie zakwitły, naparstnice trzeba kupić i posadzić, dokończyć mycie podjazdów i miejsc parkingowych. Wymyć skrzynkę pocztową i zmienić numerki domu, stare wyblakłe i już w nocy nie świecą. Pomalować schody frontowe…..co ja będę wymieniać. Mam bardzo dużo jeszcze pracy do wykonania. Zapomniałam o rozbabranej łazience. Wena już tuż, tuż.

    Nie mam czasu umierać.

    Trzeba iść mierzyć ciśnienie.

    145/63

    A rano tak fajnie było.

    To nic picie lampki wina przełoże na godziny poranne🤣🤣🤣😁

     


  •  

    Rozpadało się już na dobre. Deszczowi towarzyszą głośne grzmoty. No cóż, niedzielkę spędzę na organizacji łazienki i ślęczeniu przed laptopem.

    Wszystkich serdecznie pozdrawiam 🌷

  • Chciałam wyglądać szałowo, więc czekałam cierpliwie na umówioną wizytę u fryzjera. Miałam już zdjęcie z internetu jak ma wyglądać ścięcie i kolor pasemek. Nawet nie pomyślałam, że ułatwiłam zadanie mojej Nicoli. Pomalowałam kilka dni wcześniej włosy na ciemniejszy kolorek. Byłam ciut podekscytowana, nie, nie miało być nic drastycznie zmieniane. Ot, podcięcie i jak zwykle pasemka. Pasemka i nie 5 kolorów, jedynie dodać dwa a ten mój ciemniejszy wkomponować. Kilka już lat chodzę do jednej fryzjerki, zawsze proszę … troszkę szersze te pasemka. No nigdy nie zrobiła szerszych, takie cieniutkie ale podobały mi się i tak to już zostało. Ja proszę a ona robi swoje.

    Tym razem, pokazuje zdjęcie troszkę inne uczesanie ale … oczywiście, wiem , rozumiem, zrobię. Pasemka zrobione, włosy wymyte i zabieramy się do obcinania. Już widzę, że się spieszy, już nie mam nadziei, że coś z tego wyjdzie. Z tyłu zostawiła długie. Za długie i nie postopniowane. Czy ja jestem natrętną klientką czy ona robi na “odwal się”? Następna klientka już czeka na fotelu… już kończę… rzuca dwa słowa w stronę nowej klientki czekającej na fotelu. Nikola łapie za suszarkę, macha w pośpiechu …nie jestem zadowolona, zostawiłaś mi za długie włosy z tyłu, pokazywałam zdjęcie, powiedziałaś, że pamiętasz, trzeba je postopniować….Obcinała i stopniowała już suche włosy. Ułożyła ładną fryzurkę, ale aby ją ułożyć używała jakiś dziwnych preparatów, pryskała, wcierała we włosy. Zapłaciłam jeszcze bez podwyżki 270$.

    Wróciłam do domu, rodzinka orzekła że ładnie ale coś mi ciągle nie pasowało. Mam prawo być wymagającą bo w zasadzie to ja za malowanie włosów zapłaciłam 270$. Na ścinanie i powiedzmy stopniowanie poświęciła 10-15 minut. Zgarniałam włosy na prawo na lewo, do tyłu ale one nie chciały mi się ułożyć. I co najdziwniejsze, miałam jakieś złe przeczucie. Moje włosy są bardzo łatwe do ułożenia, a tu ani ani. Więc wlazłam pod prysznic aby ułożyć je o swojemu.

    Mam masę zmiękczaczy, szamponów i innych maseczek ale wyszłam z pod prysznica z włosami zniszczonymi. Użyłam do delikatnych i farbowanych włosów, zawsze sprawdzały się kiedy sama maluję. Wyszło normalne siano. Zawołałam MM, orzekł spalone. Pasemka zeszły i zostały biało-żółte zniszczone, łamliwe, spalone włosy. Dwa dni pochodziłam z tym sianem, zastanawiając się co robić. Do sądu nie chciałam iść, do gabinetu również nie, co ja po kilku dniach bym udowodniła. Szkoda mego cennego czasu i nerwów na szarpanie się z fryzjerką.

    Po tych kilku dniach postanowiłam odżywić moje spalone włosy, na ile mikstura z oliwy z oliwek + miody na to pozwoli. Siedziałam tak z tym mazidłem na głowie godzinę. Po zmyciu mikstury i po użyciu delikatnych szamponów, kondycja włosów znacznie się poprawiła. Wczoraj zdecydowałam zmienić kolor włosów z biało-zółtych na jasny brąz. Oczywiście miałam obawy, ale nawet na pole do wybierania ziemniaków nikt by mnie nie zatrudnił.

    Jest zdecydowanie lepiej, spalone końcówki widać w blasku słońca ale włosy poddają się ułożeniu.

    Nie wrócę już nigdy do tego zakładu fryzjerskiego. Można wytłumaczyć Nikolę: mała zły dzień, szefowa nałożyła na jej grafik za dużo klientek itp. A ja odpowiem …CO TO MNIE OBCHODZI… Zniszczyła włosy i o tym wiedziała, wcierając we włosy mnóstwo paskudstwa, ratując to co zostało, po prostu mnie oszukała. To nie jest tak, że dałam się oszukać, nie!!! Dałam za dużo zaufania osobie, która na to nie zasłużyła. Ukryła oszustwo i zażądała zapłatę za te oszustwo.

    Jeszcze jedno. Po bokach mi nie postopniowała włosów, sama to zrobiłam i nikt z domowników tego nie zauważył.

    Teraz jestem na etapie poszukiwania fryzjerki.

    One wszystki są jakie są (brzydko pisać nie będę).

  • Niedzielne smaki

    Ponownie “chodzi” za mną, coś słodkiego ale nie sklepowego. W moim stanie nie ma wyboru ciast, ciasteczek i innych słodkości. W Polsce mamy makowce, serniki, ptysie. Ciasta zebry, piaskowe, pierniki i ciasta mokre z kremem, dżemem itd. Jest ogromny wybór. Tutaj jeden deseń i nie ważne idziemy do kawiarenki czy sklepu z wypiekami lub z masową/sieciową sprzedażą. Różnią się ceną bo smak identyczny. Za dużo, a nawet za bardzo dużo cukru. W NY są polskie sklepy, które mają w swoim asortymencie ciasta typowo polskie. I tego mi brakuje.

    Aby nie popaść w “depresję” :),  rozpuściłam już galaretki truskawkowe i mam w planie upiec roladę, Jedna z kremem, druga będzie z galaretką i kremem. Możliwe, że upiekę 3 bo chciałabym z przecierem jabłkowym (sklepowym, lubię).

    Możliwe, że … nic nie będę piekła i galaretkę zjem a miseczki wyliżę. Kto to wie. Nasza, nawet ta bliska przyszłość jest nie odgadniona.


    Upiekłam trzy placki na rolady. Pierwsza z kremem i galaretką truskawkową a pozostałe dwie z galaretką, kremem i amerykańskimi borówkami. Takiego smaku ciasta nie uświadczysz kupując najdroższe torty amerykańskie. Miałam obawę czy udadzą mi się placki na rolady, użyłam mąki amerykańskiej przeznaczonej na torty. Wcześniej kupowałam mąkę rosyjską lecz mąka ulubionej firmy, już nie jest mąką, firma przedobrzyła, aby mąki było mniej ale waga się zgadzała zaczęli dosypywać czegoś podobnego do piasku, nie przypominało kaszy manny ani innej kaszy, ponieważ w smaku było nijakie i nie dało się przegryźć. Przed użyciem musiałam 3-krotnie przesiewać. Ostatecznie zapas 3 kg wyrzuciłam do kosza. Przed covidem nie miałam zastrzeżeń, podczas przesiewania mąki nie było żadnych niespodzianek. Byłam zadowolona a bułeczki drożdżowe rosły jak na drożdżach. Covid namieszał i dosypał do tej mąki czegoś podobnego do piasku, kolor identyczny, jak mąka. Nie mąka i nie kasza. Oczywiście, że to oszustwo ale komu i gdzie zgłaszać?

    Nie podoba się, nie kupuj.

    Kupujesz milcz.

    Nie podoba mi się, nie kupuję.


  • do domu po pracy wpadłam jak burza… mało, że na zewnątrz wilgoć sięga zenitu, to i w domu to samo. Pozmieniałam ustawienia na termostacie a MM nałożył bluzę. Chłodziłam i grzałam, dalej mi dosłownie śmierdziało wilgocią. Złapałam jednego psa, później drugiego, wykąpałam, wysuszyłam. Za parę dni mają termin na ścinanie i kąpiel, ale …. moje psy maja włosy a one od wilgoci wydzielają okropnie nieprzyjemny zapach.  Dom spryskałam kwiatowymi zapachami. Trochę pomogło.

    Za mało pracy? Położyłam farbę na włosy a hennę na brwi. No przeważnie tak robię, że przed wizytą u fryzjera (mam w następny czwartek), zmieniam kolor włosów. Umówiona jestem na obcinanie i pasemka. Zaczynam się zastanawiać, nad długością. Obciąć do wysokości koniuszków uszu czy też tylko podciąć. Ale ten problem rozwiąże mi fryzjerka.

    W końcu, o 8:30pm z lampką wina w dłoni, przysiadłam. Włosy pod czepkiem się farbują a ja już wyciszona, odpoczywam na swojej sypialnianej kanapie. W międzyczasie zamówiłam pantofelki 2 pary naraz. Jedne są o pół numeru większe. Jak dotychczas, zawsze mi się udawało trafić w numerek. Tym razem, nie wiem dlaczego ale nie byłam pewna. Te które nie będą pasować, odeślę. Seledynowych niestety nie zamawiałam, ale nic straconego.

    Jutro będzie deszczowy dzień, co mnie bardzo cieszy. Ponad 1000 posadzonych cebulek tulipanów potrzebuje wody z nieba. Zanim ostatnie cebulki posadziłam, te pierwsze już delikatnie wysuwały listeczki z ziemi.

    Deszczowy dzień zatrzyma mnie w domku, możliwe, że ciasto upiekę. Jakie? Jeszcze nie jestem zdecydowana. Truskawki nie mają smaku. Mango tylko ja w tym domu lubię. Maliny, również bez smakowe. Borówki? Daleko im do jagód. Mam w zamrażalniku amerykańskie dzikie jagody.

    Kolorek włosów jest bardzo ładny.


    A dziś już sobotka. Jak zapowiadano, pogoda deszczowa. Szaro i buro na podwórku ale nie za zimno bo 17C. Prawie cały dzień spędziłam przed komputerem, podobnie jak MM. Mimo wypitych kaw zachciało się nam do ludzi i innej kawy niż domowa.

    Mieliśmy wyskoczyć do la Madeleine na Créme Brûlée oraz Vanilla Cappuccino ale… o 4pm zamknęli. Nie sprawdzaliśmy w internecie godzin otwarcia, ponieważ po covid wrócili do normalnych godzin tj. 7pm. Niestety chyba ponownie mają problem z pracownikami. Szkoda, może jutro tam wyskoczymy….może.

    W planach mieliśmy podjechać do Paris Baguette caffe. Ta kawiarenka ma inny wystrój i nastrój oraz za gwarno. Kawa jest serwowana w jednorazowych kubkach. Ehhh. A nam chciało się wypić cappuccino w filiżance.

    Plany, planami a inaczej wyszło, cappuccino nie było.

     

  • Prognozy nie wskazywały na słoneczko ale ono wzeszło i zaświeciło. Roztańczyłam się na powitanie słoneczka na parkingu siłowni. Rozśpiewałam się gdy je zobaczyłam.

    Cudny dzień nadchodzi.


    Słoneczko się skryło i zapowiadane zachmurzenie się spełni lecz moje serducho śpiewa. Z ogromną radością wychodzę na yard sadzić ostatnie 300 szt cebulek tulipanów.


    Będzie pięknie, będzie kolorowo i wesoło.

  • Nie zwracałam uwagi na ceny. Ot, czasami patrzyłam lecz jeśli coś było potrzebne lub mniej potrzebne, kupowałam. Nowa pościel – prosze bardzo, nowe zasłony – prosze bardzo, nowy dywan – prosze bardzo, brak w baryku wina – prosze bardzo, sukienka nowa – prosze bardzo, kosmetyczka – prosze bardzo, itd. Nie będę wymieniać. Przy zakupach oprócz swojej karty debetowej lub kredytowej, zawsze mam MM karty. Mam też zapowiedziane, zawsze używać tylko jego kart. Patrzyłam na ceny i bez przesady ale nie nadużywałam zaufania MM i nie kupowałam rzeczy nie potrzebnych, zbytecznych. Używałam i używam swoich kart. Tylko te ceny mnie tak bardzo nie interesowały.

    Dziś pojechaliśmy do sklepu hurtowego. Zdębiałam, normalne załamanie psychiczne. Wzięłam opakowanie borówek w dłonie i nabiegły mi łzy do oczu….dlaczego takie małe opakowanie tyle kosztuje, dlaczego tak drogo….pytam. MM na spokojnie odpowiada – wszystko Krysia podrożało. Patrzę na opakowanie borówek – nie ja ich nie chcę – i odkładam. MM patrzy na mnie a ja ze łzami – idziemy. Jeszcze mówił, że chciałam przecież …ale mi się odechciało. Podeszliśmy do lodówki z męsem. Przewracałam te karkówki i niech to ich szlag trafi za kawałek karkówki płacić 40$. Ale tym razem MM nie ustąpił, musiałam wybrać. Przy papierze kuchennym i toaletowym przeżyłam szok. Nie pomogły tłumaczenia …. że pracuje, że na takie rzeczy to my na pewno mamy pieniądze i nie będziemy oszczędzać. Kiedy namówił mnie na hot doga ….Krysia to tylko 1,50$ jeden kosztuje…zgodziłam się.

    Siedząc przy stoliku, kiedy MM poszedł zamówić tego hot doga, rozpłakałam się na dobre. Nie mogłam powstrzymać łez. Wycierałam całą dłonią z policzków, żeby jak MM wróci nic nie zauważył.

    Zmienię sposób zakupów i będę starała się kupować rozsądniej. Nie jak do tej chwili. Całe opakowanie jogurtów i z tago opakowania trafiało kilka do śmieci. Szynek w opakowaniu do koloru do wyboru w lodówce a jem tylko jeden gatunek. Z pieczywem podobnie.

    Przez wiele żyłam pod „ kloszem”, a od któregoś dnia poczułam pęknięcie na „kloszu”, przy kupowaniu bułecze zwróciłam uwagę na cenę. Dziś podjechaliśmy do tego samego spożywczaka, te same bułeczki były droższe o 1$. Ale byłam zadowolona z ceny świeżej kapusty 1 pound za 0,96 też kupiłam i się do tej kapusty uśmiechnęłam.

    Do tej pory nie było takiego znacznego skoku cen, więc nie przejmowałam się, obecnie to jest wprost niemożliwe. Niemożliwe stało się możliwe.

    Jednym słowem zostałam rozpieszczona przez MM, nie powiem, że źle się z tym czułam ale cieszę się że „klosz” zbiłam.

    Mam mieć oczy otwarte i patrzeć co i ile kupuję nie tylko w spożywczym.

    MM niech dalej mnie rozpieszcza ale kwiatami.

  • MM jednak zmobilizował się i był na crossfit. To się chwali. Ja również swoje ćwiczenia zaliczyłam. Mam wolne od ćwiczeń do poniedziałku.

    Po prysznicu i śniadanku, wskoczyłam do cieplutkiego łóżeczka, z tej racji, że kocyka elektrycznego nie wyłączałam. Ehhh, 1minutkę się pogrzałam i szkoda mi się zrobiło tak pięknego zimnego (na zewnątrz) dnia.

    Rozpoczęłam sprzątać ozdoby świąteczne.

    O zmroku, MM pojechał po sałatki i po jednym kawałeczku pizzy do Fellini’s a ja międzyczasie, resztę pudełek z ozdobami zaniosłam na poddasze. Nie zdecydowałam się na uporządkowanie oświetleń i innych ozdób świątecznych z powodu zimnego i silnego wiatru. Jeśli pogoda jutro dopisze, to posprzątam.

    Kolację zjedliśmy przed tv oglądając film „ Sweet home in Alabama” . Piękny film z wspaniałą obsadą aktorów. Obejrzałam go z radością po raz kolejny.

    Polecam😁

  • Zadzwoniłam do Urzędu Miejskiego o umówionej godzinie. U mnie 6 godzin do tyłu a wiec 3:50am musiałam już się przebudzić. Panie z urzędu bardzo sympatyczne i pomocne. Przeksięgowały już kwoty z konta mego ex na odpowiednie konta. Wczoraj jak dowiedziałam się, że sprawa nabrała inny bieg, komorniczy, to aż włosy na głowie mi stanęły. Nie chcę wskazywać winnych ale u mnie było wszystko opłacone. Jakie numery kont bankowych mój adwokat otrzymał z urzędu na takie wpłacałam, z księżyca nie wziął. Gdyby nawet próbował sam wymyślić to by się nie udało takich mi podać. Na stronie internetowej urzędu są podane numery kont na jakie trzeba wpłacać podatek od nieruchomości lecz takiego jaki mi podano i wpłacałam podatek przez dwa ostatnie lata, nie znalazłam.

    Ogólnie cieszę się, że zostało wyjaśnione bo walka z komornikiem nie należy do przyjemnych i krótkich.

    4:26 am leżę w łóżku i słucham odgłosów deszczu za oknem. Bez względu na to czy MM jedzie ze mną na moją siłownie czy nie, ja pojadę. MM jest dopisany do mojego karnetu i zawsze mogę wprowadzić go jako gościa.

    Zeszłam na dół juz przyszykowana do wyjścia. MM nawet nie wspomiał, żebym poczekała lub coś w tym rodzaju. Pomyślałam jak nie to nie. Sama pojechałam. Nie lubię takiego gadania o siłowni, bezsensownego liczenia kalorii, unikania wagi jakby to pomogło w odchudzaniu. Każdy jest inny. Dziś po powrocue z pracy usłyszałam, że MM źle się czuje. Na piętro nawet nie miał siły wejść po schodach aby wziąć baterie aby wymienić w ciśnieniomierzu.

    Ciśnienie dobre, ok, może być, ale nie takie żeby miał zawroty głowy. Office nie wietrzy no to trudno żeby nie zemdlał. A może szuka wymówki, żeby jutro nie jechać na crossfit. Ale jeśli nie chce i nie ma ochoty, nie musi. W takim razie niech nie je całego kurczaka o 8pm.

    Ręce opadają z bezsilności.

    Chce ładnie wyglądać ale bez wyrzeczeń i wysiłku. Każdy chce, ja też coś tam chce ale to nie zależy odemnie ale od MM. No i czego się czepiam swego MM?

    A tego, że przy śniadaniu mówi już o kolacji… Ja tak nie potrafię. Komsumując jedno myślę o drugim jedzeniu co będzie za 7-8 godzin, tym bardziej że to będzie następne żarcie. Cieszę się, że MM ma hobby, ale to hobby doprowadzi go do rozmiarów 600 pound. Oglądałam wcześniej program 600pound ale przyznam, oczy bolą patrzeć na żarłaczy i brudasów. Wszystko i w największych ilościach pożerali, aby jednego mężczyznę zabrać do szpitala musieli zburzyć ścianę, później okazało się, że aby go stamtąd wyciągnąć potrzebny jest specjalistyczny wysięgnik i transport. Jego waga była około tony. Niestety ale mężczyzna ten już jest w niebie. Serduszko nie wytrzymało. MM jest słusznego wzrostu i postury, wagę swoją kontroluje. W tej chwili jego waga oscyluje 130-140kg( a może + 20kg) ale jego hobby jak też wieszości amerykanów jest żarcie. 18 lat tłumaczę …. Jedz obfite śniadanie i lunch, skipnij kolację….aha, aha, dlatego amerykanie są najbardziej tłustm narodem. Tłuszcz wszędzie leje się strumieniem.

    Wcześniej słyszałam …. Jedz bo zachrujesz…dziwne

    Zachorujesz na co? Na brak oleju w głowie? Wystarczy mi tego oleju aż do śmierci i nie dam się skusić na kurczaka o 8pm.

    Jak widać jestem wkurzona. Jutro jadę na siłownie. Może moja mobilizacja, zmobilizuje MM?

    Muszę próbować.

    Jednak MM zostawił upieczonego kurczaka, na jutro. Widząc moją minę to i tak dziwię się, że zielona sałatka mu smakowała

    Ja to potrafię zepsuć człowiekowi apetyt o 8pm 😬


    Pamietam, a było to bardzo dawno. Obchodziliśmy w moim domu w Polsce hakąś imprezę. Jak to mężczyźni zaczęli rozmowę o wadze swego kochanego ciała. Ex stanął na wadze – no większy kogut, szwagier – kurczak, moj Tatuś – waga zdrowego faceta, ostatni był mój Teść. Wiedziałam, no wiedziałam, że Teścua wagi nie ma na skali. Uwziął się, że nie jest gruby, nawet swego syna a mojego męża nie posłuchał. Waga zagruchotała i wskazała 0. Teść i tak nie przyją do wiadomości, że zepsuł wagę bo waży poza skalę wagi.

    Tak to jest z grubaskami, wszystkich grubasków wokół widzą i komentują ale siebie nie widzą, jakby w w danym momencue wzrok stracili.


    Czasem ludzie myślą, że kobiety nie traktują grubasów serio, lecz to wierutna bzdura. Prawda jest taka, że kobieta traktuje poważnie każdego mężczyznę, który zdoła jej wmówić, że ją kocha.

    George Orwell,

  • Byłam dziś na słowni i coraz więcej od siebie wymagam. Dziś przydałby się mały ręczniczek do otarcia czoła z więcej niż 15 kropli potu, ale zapomniałam wrzucić do malusieńkiego plecaczka. Czoło wytarłam brzegiem rękawiczki, no wiem, że nie higienicznie ale zadzierać bluzkę aż do czoła, to byłoby bardzo nie estetyczne. Ciutkę więcej niż godzinę poświęciłam na ćwiczenia plecków, bioderek, klatki piersiowej, nóżek i stópek. Wspomagałam się urządzeniami.

    Nie planowałam jutrzejszej gimnastyki na siłowni ale jeśli mam wstać o 3:50 am ( już nastawiłam budzenie) i wykonać tel do Urzędu Miejskiego w sprawie podatku od nieruchomości, bezsensem byłoby wracać do łóżka, jeśli w pracy mam być jutro o 7 am. Poćwiczę jutro i chyba odpuszczę ćwiczenia w piątek. Nie wiem dokładnie, bardzo lubię ćwiczyć. To nadaje mojemu życiu większej wartości, radości i sensu. Ćwiczę dla siebie, nie rozglądam się kto, gdzie i co robi. Skupiam się na swojej osobie, na swoim ciałku. Dalekie jest ono od doskonałości, ale to co mnie pokrywa na zewnątrz, całkowicie mnie satysfakcjonuje. Życzyłabym sobie aby było zdrowsze. Jeśli być nie może, to trudno, jakoś będę sobie radzić z tym co mam.


    Rozszalałam się, zamówiłam 1000 cebulek tulipanów. Najpóźniej będą dostarczone w środę. To mi pasuje, w sobotkę prognozują u mnie temperaturę minusową, wprawdzie tylko w nocy ale …. piękniusie krzaki runianki japońskiej, które pielęgnowałam przez wiele lat niestety przymarzły. A właściwie zamarzły. Czy odżyją? Nie daję im większej szansy niż 40%. Myślałam, że tylko te zamarzły które rosną na otwartej przestrzeni. Zdarzyło mi się to pierwszy raz od 8 lat. Niestety krzew na back yardzie osłonięty z każdej strony płotem również pogubił już zmarznięte liście.     Jednej nocki temperatura była do -8C. Wszystkie krany na zewnątrz osłoniłam, zabezpieczyłam lecz uważałam, że krzewy są już na tyle odporne (około 2m wysokości), że nie potrzebują już zabezpieczania przed mrozem folią ogrodową. Rozumiem, żebym nie miała ale leży cała duża rolka w garażu. Nie tyle, że mi się nie chciało, wierzyłam, że krzaki podołają zwalczyć ten mróz. No niestety. Moja wiara w cuda, doprowadziła do przemarznięcia liści i łodyg.

    Zdjęcie z internetu

    Ale mogę pochwalić się, wiosną w moim ogródeczku.

     

     

    Wiosenne pozdrowienia!

     

  • Wiosna idzie, więc należy zadbać o urodę, co nie znaczy, że nie należy dbać o nią przez cały rok.

    Moje problemy zdrowotnie nigdzie nie zniknęły, aby w miarę dobrze się czuć, poświęcam około 2 godzin dziennie na specjalistczną gimnastkę wraz z masażami. Do tego dołączyłam w tej chwili 1h gimnastyki na siłowni, którą uwielbiam i daje mi wiele radości. Miałam też kosmetyczkę co 3 dni. Od następnego tygodnia przechodzimy na 1 raz w tygodniu. Zaczynając masaże twarzy i szyji nie wiedziałam jak zareaguję, wszelkie masaże nie są przeze mnie tolerowane, każdy obcy dotyk jest dla mnie bolesny psychicznie i duchowo. Powyżej wspomniałam o specjalistycznej gimnastyce i masażu, masaż wykonywany jest przez odpowiednie maszyny i urządzenia.

    Zapisując się do kosmetyczki zrobiłam bardzo dokładne rozeznanie miejsca. Gdy po raz pierwszy pojechałam na masaż temperaturą, ogromną niespodzianką była właścicielka zakładu. Przed przystąpieniem do zabiegów rozmawiałyśmy w j.angielskim, po wyjaśnieniu sobie kraju pochodzenia, przeszłyśmy na nasz język ojczysty. Moje imię Krystyna jest w Ameryce również nadawane dla nowo urodzonych dziewczynek. Przyjęłam przy śubie nazwisko męża, więc nie jest to takie oczywiste skąd pochodzę.

    Poinstruowałam V o moich obawach, że mogę wstać i wyjść i już nigdy w to miejsce nie wrócę. Nie będę żądała zwrotu pieniędzy za już zapłacone zabiegi lecz nie wykorzystane. Uprzedziłam, że nie wiem, dosłownie nie wiem jak mogę zareagować na dotyk. Chciała spróbować.

    Trudno, bardzo trudno się pracuje z taką klientką jak ja. Kilka razy głośniej powiedziałam …proszę tu nie dotykać …. Stara się, na prawdę się stara ale najważniejsze jestem ciutkę po tym zabiegu twarzy zrelaksowana. Czerwone światła mieszają tak w umyśle, że 10 minut mija jak 1-2 minuty. Chcę napomknąć, że „moja” fryzjerka wie jak mi myć głowę, a to wogóle nie łatwa czynność. Potrafię głowę zabrać z lejącą się wodą z włosów aby zaczerpnąć powietrza bo tam w mojej głowie ktoś grzebie. Nie ważne jest, że będę przemoczona, zawsze do fryzjerki idę w takim zwykłym ubraniu (roboczo-domowym) bo nie wiem, no nie wiem co może się przydażyć. Czasami sama suszę włosy. Ale za to mamy ( ja, ona i właścicielka) ubaw.

    Pani V bardzo zgrabnie omija moje punkty na twarzy lub mnie zagaduje i je dosłownie trąca. Postanowiłam, że jeszcze wykupię 1,5 pakieciku a bedzie to do połowy kwietnia, w każdy poniedziałek. Jeśli mam z tego jakąś radość i relax to dlaczego nie przedłużyć. Zaproponowano mi korzystanie z sauny ale świetlnej, no oczywiście, że odpłatnie. Możliwe, że skorzystam.

    Tylko, doba ma 24 godziny. Jak powiedziałam wiosna idzie, a z nią prace polowe, które też lubię.

    Będę musiała poszukać sroki z kilkoma ogonami.

    😁

  • Bardzo źle spałam, podobnie MM. Pomimo nie wyspania on pojechał o 4:30am na Crossfit a ja wyjechałam godzinę później na GYM. Po ponad godzinie spotkaliśmy się w domu.

    W dalszym ciągu bez większych wysiłków ale już pot pokazał się na czole ale ćwiczyłam bardziej intensywniej.

    Teraz szykowanko i do pracy na 9am. Nie lubię jeździć w deszczową pogodę ale jak mus to mus. Po pracy wracałam już ziewająca ale nie zmęczona. Miałam jeszcze silę na ugotowanie zupki na nakarmienie MM.


    Wtoreczek, ostatni dzień stycznia 2023

    Planowaliśmy ale plan zmieniłam. Nie mam takiej potrzeby aby ganiać na siłownie każdego dnia. Co drugi dzień dla zdrowia, jak najbardziej. A więc, jutro.

    Mężczyźni, młodzi mężczyźni pracują ( możliwe że 2 razy na dzień) nad bicepsami, króre nigdy mnie nie zachwycały. Wysportowane ciało jak najbardziej ale nie zniekszałcone „prężnymi” muskułami.

    Nie wszystko dla każdego.

  • Zerknęłam dziś na mapę pogody i nie wiem, czy dziękować niebiosom za ten tygodniowy deszcz , który właśnie się rozpoczął, czy zasznurować usta żeby nie bluźnić. Oczywiście powinnam do tej wody lejącej się z chmur przyzwyczaić ale co za dużo to i koń nie pociągnie.

    Wyszliśmy dziś z MM z domu. On zmęczony pracą przy komp nawet w niedzielkę pracuje. Wyskoczyliśmy do nowej kafejki. Było nawet przyjemnie. Na pewno tam wrócimy.

    Na koncert bluesa nie trafiliśmy w piątek a w sobotkę też zrezygnowałam. Po sprzątaniu ozdób choinkowych już nie miałam chęci na żadne kulturalne rozrywki. Może w następny weekend wyskoczymy na jakiś koncert.

    Już znalazłam!!! W piąteczek wypad, MM przyklasnął!!! Obejrzałam zespól na youtube. Podoba mi się.

    Dziś nie zaliczyłam GYM, po wczorajszych lampkach wina zwlokłam się z łóżka dość późno, za późno na gimnastykę w tłumie ludzkiego zapachu potu.

    Jutro rano przed pracą muszę się rozruszać. Zakwasy powstałe po ostatnim naprężaniu mięśni już nie bolą. Znak, że czas odwiedzić siłownie.

    Tak więc jutro będę rzeźbić swoje ciało. A tak prawdę mówiąc, poćwiczę bezsiłowo, porozciągam się lecz z bierzni jeszcze nie będę korzystać. MM ma umówionego trenera CrossFit na 5am po przeciwnej stronie ulicy mego GYM. Ja natomiast planuję zacząć swoje zmagania 5:30-6am.

    Zobaczymy czy plan mój zostanie wykonany czy tylko zostanie w fazie gadania. 🦾🤸🏋️

  • Gdy otworzyłam oczy wczorajszego poranka, było już za późno jechać na siłownie. Przez szparki w żaluzjach zagladał już świt. Nastawiłam tel na budzenie na 5:15pm zamiast na 5am. No cóż, i mi się też przytrafia pomylić. Lubię gimnastykę po 5am, o poranku jest nie wiele korzystających. Sala LaFitness jest duża, maszyn do ćwiczeń bardzo dużo ale w godzinach szczytu (przed covid) trzeba było być szczęśliwcem aby dopaść wolną na której chcesz wyrzeźbić swoje ciało.

    Podjechałam do kosmetyczki. Godzina masażu i 10 minut naświetlania minęło bardzo szybko.

    Dziś nie potrzebowałam budzika o 5am byłam na nogach. Wolniutko szykowałam się do wyjścia.

    Tak, tak reaktywowałam wstęp na siłownie. Mimo że przez okres covida nie korzystałam to utrzymywaliśmy opłaty, w ten sposób wspomagając bussines gimnastycznno-siłowy.

    O godz. 6am „zameldowałam się”, że już jestem. Rozejrzałam się, stwierdzają że to nie oni są nowi tylko ja. Stwierdziłam też, że przybyło maszyn do ćwiczeń oraz że, większość maszyn jest w złym stanie. Ruszają się ale przydałoby się rdzę wyczyścić i naoliwić. W innych gąbkę wymienić itp. Nie do mnie to należy więc, korzystałam z nowszego sprzętu.

    W dniu dzisiejszym postawiłam na rozciąganie się. Nie dopuściłam aby się spocić, temp minusowa na zewnątrz i nie chciałabym chorować. Godzina szybciutko zleciała.

    W domku czekały już na mnie cieplutkie bagelsy. MM nie był zainteresowany jechać ze mną do GYM ale też, nie spodziwałam się że, zechce mu się wychodzić z domu i jechać po pieczywo. Zrobił mi tym zakupem niespodziankę.

    Po śniadanku wskoczyłam jeszcze do łóżeczka.

    Czekała na mnie jeszcze praca i robota związana z wyrzuceniem choinki świątecznej.

    Domek na sobotę będzie lśnił czystością. 😁

    Po pracy wyskoczyliśmy do lokalnej meksykańskiej. Miał być bluess w downtown ale ta atrakcja będzie jutro. Jeśli nam się zechce. Bluessa mają grać dopiero od 9pm i czy MM to wytrzyma śmiem wątpić.

  • Człowiek („ bongo” ) ma dwie drogi, w przepaść i pod górę. Kiedy jest maciutkim człowieczkiem, kochający rodzice zdmuchną każdy pyłek z jego dróżki. Oj oj bo pupcie ubrudzi, oj oj bo kolanko skaleczy, oj oj rączki skaleczy. Zanim maleńki człowieczek postawi pierwszy kroczek, nie zazna nawet jak kloc w pieluszce parzy w dupcie, siusiu wypudrowane, dupka wykremowana. a wszystkie szafki i szuflady zawiązane na supły. Nie wiązałam nie blokowałam, nic z dolnej półki nie chowałam. Nie, było NIE. Moje dzieci nigdy nie były poparzone. Pijesz matko jedna z drugą kawę, czy herbatę, stawiaj daleko aby twoje siusiumajtek nie mogło sięgnąć. Zabierz ze stołu, stolika serwetę, serwetkę, ceratę, aby siusiumajtek nie ściągnął całej zastawy stołowej wraz z jej zawartością oraz gorących napojów.

    Maleństwo ma się dobrze, rośnie, rozwija i poznaje siebie i swoje możliwości. Skacze z kanapy, sofy, tapczanu, folela, a ty rodzicu asekurujesz jego, podrzucając poduszki pod główkę, plecki i całą kołdrę ciągniesz, żeby jemu nie daj Boże zabolało. A żeby siusiumajtek walnął się łbem o podłogę, to by przestał skajać i wykorzystywać ten ochronny parasol.

    Miłość do własnego dziecka nie ma granic, jest bezwarunkowa. „Rozkładamy parasol” kiedy wsiada na pierwszy rower i wsiada do pierwszego samochodu…. jako kierowaca. Trzymamy „ parasol” kiedy laweta ściąga grata, a nie samochód, do kasacji. Mówimy …. moj po wypadku to był prawdziwy złom, nie martw się. Aby pocieszyć siusiumajtka, skrobią ostatnie zaskórniaki i fundują następne cztery koła. Siusiumajtek mając już 20+ wciąż zachowuje się jak 13-14latek. Mamusia tatuś, wszystko załatwią. Przecież szkołę wybrali, pracę też znają. Siusiumajtek bez pampersa, bryluje sobie przez życie bezproblemowo a wiadomo, że bezproblemowo dla pampersa bez pampersa, ale problemowo dla jego starych. Życie nie jest bezproblemowe.

    Pampers bez pampersa, starając się uniknąć nadgryzionego zębem czasu „parasola”, próbuje swojej drogi życia. Stare zerdzewiałe rodzicielstwo już mu nie pasuje. Jego kompani są na czasie, dragi, szlugi i dziary to jest to czego chce doświadczyć. To jest prawdziwy odlot/ekstaza. Pampers bez pampersa ale z garścią prezerwatyw rusza na podbój świata.

    No co? Jest już po szkołach i edukacja zakończona, praca satysfakcjonująca, teraz …. czadddddd!!!! Starzy patrzą na siusiumajtka jak dawniej. Nasze ukochane dziecie. Dziecie emeryturkę podkrada.

    – będzie dobrze, musimy poczekać, wyszumi się – po cichaczu rozmawiają

    A guzik, a to dziecie/pamers wyrzucił już papmersa i zakupił beonga/ bongo i …. puszcza dymka na całą dzielnicę. Nowy awans zawodowy i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przed domem stanąl nowoutki samochód, bieluśki jak śnieg bez opadów węglowych z kominów.

    Bongo bryluje między oparami a rzeczywistością, mając zwykłych śmiertelników za śmieci. Starzy emeryci pytają….co dalej? co jeszcze?

    Ze strachu ryglują się w sypialni, bo po takim jednym wdechu beonga/bongo świat widziany jest zupełnie inaczej. „Bongo” może być agresywne, kochające aż za brardzo, uległe lub śpiące, w zależności co wdychało, chemie czy „zioło”.

    Emeryci jak głuptaski cieszą się, że „bongo” jeszcze samochodu nie skasowało i stołuje się za swoją kasę. Ale …. „bongo” nie płaci za mieszkanie i używanie mediów. Nieśmiało napomknęli

    – aj tam, aj tam – tyle im „bongo” odpowiedziało

    Teraz emeryci zastanawiają się, czy powinni oddać sprawę do sądu jak to uczynili emeryci w ameryce aby wyeksmitować 43 letniego syna. Tylko tutaj jest inny kraj inne prawo, czy się uda. Przyszłości dalekiej już nie mają, chcieli by tylko spać w swojej sypialni bez ryglowania drzwi.

    Co myśli o tym wszystkim „bongo” ?

    Ma to wszystko w dupie. Będzie korzystać doputy dopóki się da. Żadnych dróg wybierać nie będzie. To dla idiotów … w przepaść i pod górę.

    On pójdzie swoją własną drogą, a jeśli jej nie ma, to sobie utoruje. Można? No kuźwa można!!!!

  • Gdy siedzę za kierownicą, nakładam białe skórzane rękawice, to tak jakby sam diabeł w mnie wstępował. Naciskam na gaz i tyle mnie widać. Zakręty prawie biorę na dwóch kołach. Tak wjeżdzam na naszą górę, to garaż nie nadąża się otworzyć. Czasmi MM mi wcześniej otwiera a ja z rozpędem wjeżdzam i za chwilę tylko zapach opon i hamulców.

    – oj Krysza, Krysza….

    – wszystko ok? pytam

    – yes, yes …. słyszę odpowiedż.

    A dzisiejszy powrót z pracy był taki jakiego od dawna oczekiwałam. Oczekiwałam adrenaliny, rozpędu do 140km/h. Mijam, wyprzedzam, aż tu nagle…fura sportowa bzyknęła i już jej nie widziałam. W tamtym momencie nie zryzykowałam bo 140, to już mamdat do 750$. Zmniejszyłam prędkość do około 130, przedemną trochę samochodów i tak zbliżyłam się do smochodu sportowego. Zmieniłam pas aby zobaczyć kto za kierownicą. Blond 40tka spojrzała na mnie ja na nią i …..depnęłyśmy na pedały. To był slalom pomiędzy samochodami, później wleciałam na pas który za chwilę się kończył. Wykorzystałam ten odcinek, jadąc z prędkością dochodzącą do 140, bardzo szybko myślałam … muszę wyprzedzić samochody po mojej lewej stronie bo przekoziołkuje. Zdążyłam. Wygrałam, wzięłam prawy zwężający się pusty pas. Blond była na pierwszym lewym tuż za mną po przeciwnej stronie, przyblokowana samochodami. Trasa miała 4 pasy. Za ściganie się, kajdanki. Oczy miałam wokół głowy i zdawałam sobie sprawę, co mnie może czekać.

    Czy warto było?

    TAK !!!

    Już takie coś się nie powtórzy.

    Już MM wcześniej prosiłam, żeby pojechać na tor wyścigowy. Ale …. boi się o mnie.

    Wiem, ryzykowałam. No wiem, ale to coś siedziało we mnie od dawna.

    Ludzie skaczą ze spadachronem, bungee, wspinaczki skałkowe urządzają itp. to też jest ryzyko. Roztrzaskać się można o ziemię i zostanie kotlet schabowy. Ze mnie będą bitki.

    Jeździć szybko lubię i z tym nawet nic robić nie będę. Ścigać się już nie będę to wiem, chyba na torze w kasku i innych ochraniaczach. Teraz wiem, że na tor muszę trafić.

    To było niezapomniane wrażenie.

    Czasami warto zaryzykować aby przeżyć coś niepowtarzalnego.

  • tak ten rok mi się rozpoczął. Niezbyt ciekawie. Ale cóż, rozpocznę nowy rok w grekokatolickim obrządku. 14 Sycznia będzie Nowy Rok i może się w końcu uda. Jesli nie, to mam czas się załapać na chiński Nowy Rok który obchodzoby w tym roku będzie 22 stycznia.

    Nie znam się na chińszczyźnie ale kurczaka po chińsku jadam. Podobno ten rok będzie pełen nadziei i energii. Mam pierwszego i drugiego pod dostatkiem aż mi się przelewa, więc jest nadzieja na lepszy rok i dla mnie. 😊No …. nie zaczął się najlepiej. Tak bywa, że ryba w wodzie pływa, ale też umiera. Plywać nie umiem a między problemami robić uniki lub fikołki mogłabym ale to by bardziej wróżyło na podwojenie problemów.

    Więc, oczekuję 14 stycznia i nawet kupię fajerwerki. Wystrzelę sobie w sobotę w południe, żeby sąsiadów nie płoszyć. Do tego czasu muszę jakoś żyć.

    Zobaczymy…czy coś zmieni się 15,16 …..czy na 22-go też będę strzelać. A może, nie żadne zobaczymy, tylko strzelać! Może obchodzić wietnamski Nowy rok, żydowski ( trochę się spóźniłam) lub perski. Jak szaleć to szaleć, któryś nowy rok w końcu wykmini, że czekam…


    Zamiast, po fajerwerki, pojechałam z MM po spray do gardła. Narosła mi gula w gardle po lewej stronie. Czułam w pracy jak mi rośnie i utrudnia przełykanie no i oczywiście boli. Nie pomogło mi lizanie miodu z imbirem. Wylizałam pół słoiczka, nie pomogły tabletki do ssania. Nie pomógł mi syrop. MM, przed moim wyjazdem do pracy odwiedził dwa punkty apteczne, niestety spreya nie było. Półki puste. I w drugiego sylwestra zamiast pić pojechaliśmy po 9pm na poszukiwanie spraya bo tylko on mi może pomóc. 3 pierwsze punkty puste. Został na keszcze Walmart. No i na półce stały 2 buteleczki. Tyle też kupiliśmy. Oczywiście, że pomógł. Czuje się znacznie lepiej.

    A co z wozem i płozem??? Zmieniłam nastawienie i myślenie.

    Jak jest tak fest!!! Zdrówko najważniejsze!

  • Gdzie i kiedy przewiało, trudno powiedzieć. Pogoda bardzo zmienna. Z rana może być pięknie do 20C ale wieczorem szybko spada nawet do 5C. Wchodzę do sklepu w bluzeczce z krótkim rękawem a przy wyjściu z niego przydałby się parasol, gumowce i jakiś płaszcz lub ocieplana kurtka.

    Pogody nie przewidzisz ale i za mało czasu daje na przystosowanie się do niej. Trudno wozić w samochodzie całą szafę ubrań oraz obuwia.

    Pomimo witamin jakie przyjmuję, dopadło mnie przeziębienie. Przecież kaszlać nigdzie nie można, bo wszystkie oczy skuerowane są wtedy na ciebie. Tylko spróbuj kaszlnąć, kichnąć lub chrząknąć, ludzie przechodzą obok ciebie jak trędowatej względnie nie zbliżają się na co najmniej kilka metrów.

    Kaszel zbudził mnie dzisiejszego poranka o 4am. Tabletki do ssania, miód z imbirem i syrop od wszelkich bakterii zaaplikowałam. Temp 36,1 nie wygląda to najlepiej. MM pojechał (teraz 7am) do CVS (apteka) po jakiś spray na moje gardełko, do pracy muszę jechać, w względnie dobrym stanie.

    Jutrzejszy dzień widzę siebie w łóżku.

  • Niestety nie potrafiłam napisać.

    Wszystko do mnie wróciło ze zdwojoną siłą.

    Po dwóch zdaniach, rozpłakałam się.

    Schowałam ponownie w swoich szufladkach mózgowych głęboko, bardzo głęboko.

  • Wprawdzie to nie były końskie zaloty. Podczas pierwszej rozmowy o pracę spotkałam sekretarkę, która była bardzo wylewna i nie omieszkała mnie poinformować o tym, że śpi z właścicielem firmy. Czy to jej spanie z właścicielem firmy, miałam traktować jako spanie po bożemu, jedno na jednym brzegu, drugie na drugim brzegu ewentualnie on na jednym łóżku ona na drugim łóżku, ewentualnie po raz kolejny, on w jednym pokoju na jednym łóżku, ona w drugim pokoju na drugim łóżku, trudno mi było to ocenić ale za dużo tam było szczegółów i w to nie wchodziłam zostałam poinformowana i ok przyjęłam do wiadomości i można powiedzieć i wiadomości wywaliłam z mojej głowy. Poczułam, że stałam się dla niej zagrożeniem, ona młodziutka ledwo skończyła średnią szkołę. Facet miał być po czterdziesce, i to dziewczę wyjeżdżało z nim tak jak powiedziała mi na konferencję, wyjazdy służbowe i inne wypady. Czym młode dziewcze kierowało się obarczając mnie swoją histeryczną historią romansową, nie wiedziałam i nie wiem. Ooo rzekomo mieli się pobrać.

    Weszłam do gabinety właściciela firmy. Facet przystojny, urodziwy, dobrze ubrany, znający swoją wartość i wiedzący o swoich atutach w stosunku do płci przeciwnej. Kulturalny i szarmancki, delikatny i zdecydowany. Patrzący w oczy i oczekujący uległości i niepewności u romówcy. Po rękach nie całuje ale dłoń dłużej niż etykieta nakazuje, przytrzymuje.

    Przed podjęciem decyzji o spotakniu z p. C. zrobiłam rozeznanie czego mogę się spodziewać i co ukrywa. To pierwsze wiedziałam lecz co ukrywa….nikt nie wiedział. A powiązania miał z UM. Co ukrywał nikt nie wiedział i nie powiedział. W późniejszym okresie dowiedziałam się i trzeba było szybko z tamtąd po niebezpiecznym incydencie uciekać. Ale o tym później.

    Firma działała prężnie i wciąż w trakcie rozwoju. Posiadała swoje oddziały w dwóch województwach, więc musiałam to wszystko ogarnąć. Zadał mi kilka pytań z zagadnień typowo finansowych. Przyjęłam propozycję objęcia stanowiska dyrektora finansowego jak też wynagrodzenie było nad wyraz satysfakcjonujące. Po zaakceptowaniu warynków pracy i płacy, zjawiła się myśl…..czy on mnie kupił?…..Kupił, zniewolił, omamił?……czułam przez skórę, że coś się dzieje.

    Pominę, wszelkie zaloty, dogadzanie, czekoladki, kawcie i sam na sam w gabinecie. Gdzie tylko było trzymanie mojej dłoni. Propozycje odebrania dzieci z przedszkola, zawiezienie dzieci do domu, bycie niańką dla moich dzieci kiedy ja sprawdzałam bilans. Nigdy przenigdy w pracy (zadnej) alkoholu nie piłam, na te wszystkie propozycjie słyszał odmowy. Pięknie opowiadał, że kocha dzieci, że będzie dobrym ojcem. Radził się, jaki samochód kupić. Po zakupie aby się z nim przejechać. Ale nigdy nie wypowiedział słowa…kocham cię…

    Żyć bez Ciebie nie mogę…usłyszałam parę razy ale ignorowałam. Nie ukrywam, podobał mi się bardzo, ale nie mogłam pozwolić na romans to pierwsze, drugie: żaden mężczyna nie będzie dla moich dzieci ojcem, kiedy ich własny ojciec je zostawił.

    Z czasem był bardziej natarczywy, zdenerwowany ale do niczego ze strony zawodowej nie mógł się przyczepić.

    Pasujemy do siebie, stworzymy imperium, na mnie nie działało.

    Jego imieniny. Żadnej odmowy nie przyjmuje. Muszę być, koniec i kropka. Wiedział. Alkoholu nie piję i u mnie też to był koniec i kropka. Rozumiał. Piłam wodę. W pewnym momencie na stole pojawił się sok pomarańczowy, a że stał trochę dalej ode mnie, poprosiłam o nalanie. C. mnie obsługiwał, C. we własnej osobie. Ponownie zaproponował, że pojedzie po moje dzieci a później zobaczymy. Co to znaczy on pojedzie po moje dzieci do przedszkola i co to ma znaczyć, później zobaczymy?

    Sama jadę do przedszkola i później nic nie zobaczymy. Taka dziwna relacja z czasem pomiędzy nami powstała. Jak byłam wściekła bo nabałaganił z jakimiś zakupami a później ja niby miałam się martwić i ukryć przed kontrolą z US to był dla mnie panem. A ogólnie Zwracaliśmy się do siebie po imieniu. Na uroczystości imieninowej długo nie byłam, ponieważ dzieci mogły być w przedszkolu jedynie do 5pm. Wyszłam, pamiętam dokładnie, 4:15pm. Jeszcze przy moim samochodzie mi marudził, abym nie jechała, żebym została, że on to i tamto.

    Moją drogę do przedszkola dokładnie pamiętam i dziś pamiętam jak sprawdzałam buciki u dzieci. I to wszystko co pamiętam.

    CIEMNA DZIURA. NICOŚĆ.

    Obudziłam się w domu na kanapie w kożuszku i botkach. Nademną był pochylony mój 3 letni synek i pytał….mamusia chcesz jajeczko…(miałam automat do gotowania jajek, bezpieczne urządzenie). Była godzina 21. Głowa nie bolała, zawrotów też żadnych nie było, jedynie pić mi się bardzo chciało.

    Co to było? Dzwonię do Tatusia, opowiadam.

    – Krysia, narkotyk, zwalniaj się – słyszę.

    Jak dojechałam do domu. Jak zmknęłam garaż i dom, nie pamiętam. Szczęście, że nie spowodowałam wypadku, nikogo nie rozjechałam i cali i zdrowi dojechaliśmy do domu. Moim zdaniem, nie przewidział, że to co mi wsypał zadziała z opóźnieniem. Sukinsyn.

    Wcześniej już dowiedziałam się, że jakiś czas był lekarzem. To mi wystarczyło i do układanki pasowało.

    Na drugi dzień w pracy, C. wita mnie już w drzwiach pytając o moje samopoczucie. Przeszłam na granie na zwłokę. Moje wszystkie styki w głowie były na czerwonym światełku. W pracy nic nie jadłam i nie piłam. Był pierwszy raz i będzie następny.

    Nie było tak łatwo zwolnić się przed końcem roku podatkowego. To nie profesjonalnie. Tym bardziej, jeden oddział został sprzedany. Kto zrobi dokumentację, bilanse, posprawdza rozliczenia. Przecież to nie sklep z używaną odzieżą.

    Zostałam.

    Oddział sprzedany potrzebował również pomocy. Jak dobrze pamiętam to był luty. Do kwietnia szykowałam dokumentację. Nie uprzedzając C. Złożyłam wypowiedzenie. Wszystko zawodowo było zapięte na ostatni guzik. C. rozszalał się. Podania nie chciał podpisać.

    To był darmowy cyrk dla pracowników. Ale jeszczewtedy nie wiedziałam co dla mnie szykuje. Zaczął mnie śledzić.

    Chował się za płotami, przyjeżdzał pod moją posesję i straszył mnie i moje dzieci. Bałam się wyjść z domu, przed wyjściem na ulicę rozglądaliśmy się na wszystkie strony. Dzwonił. Na domowy tel i komórkowy. Nie odbierałam. Nie chciałam jego słuchać i słyszeć.

    Pamiętam taki jeden z wielu dni, kiedy stał w oddali i patrzył. Wysiadałam z samochodu. Słońce zachodziło a on stał w tych żółtych promieniach słońca. Zorientował się, że go widzę, odwrócił się i poszedł w stronę zchodzącego słońca. Jeszcze bardzo długo czułam jego obecność, ”oddech na szyi”, długo przed wyjściem rozglądałam się.

    – mamusia, mamusia!!!!on tam jest!!!!krzyczały moje dzieciaczki. To była bardzo niebezpieczna sytuacja. Ja i moje dzieci byliśmy zagrożeni.

    Wtedy zdecydowałam, że zawiadomie prokuraturę. Wysłałam do C. list z zawiadomiem/pismem o przestępstwie jakie miałam zamiar złożyć w prokuraturze.

    Kiedy otrzymałam z poczty potwierdzenie, że list odebrał. Nastąpiła cisza. Po kilku tygodniach otrzymałam listem poleconym, świadectwo pracy.

    Kiedy kilka lat (5-7) później będąc w Polsce, zbiegając po szerokich marmurowych schodach UM wpadłam prosto w ramiona C.

    Sprzedał firmę, ożenił się, ma dziecko i wyglądał na szczęśliwego. Mieszka we Francji.

    Cieszę się, że ułożył sobie życie.

  • To było w czasach kiedy z internetem łączyło się za pomocą modemu, a on wykonywał takie dziwaczne dżwięki. W czasie kiedy korzystało się z internetu,  nikt nie mógł skorzystać z telefonu. Zatrudniona byłam na stanowisku dyrektora finasowego dobrze prosperującej prywatnej firmy. Wykształcona i jeszcze młoda, zgrabna i powabna, kusiłam nie jednego faceta. Nie w głowie mi były jednak igraszki i figle, miałam na utrzymaniu dwoje dzieci, one były u mnie najważniejsze. Nie przewidywałam romansu oraz zamążpójścia. Jeden  ex był wystarczającą nauczką. Nie potrafili tego zrozumieć moi żonaci “zalotnicy”.  Krążyli jak osy wokól ula. Pierwszy dzień w pracy minął bardzo miło. Poznałam współpracowników, załogi mi nie przedstawiono bo i nie było ku temu powodów.

    Obowiązki swoje traktowałam i wykonywałam z należytą powagą lecz nadszedł czas, że po 2 latach cierpień musiałam się zwolnić. Dziś nazywałoby się stalkingiem i molestowaniem, w tamtych czasach zalecaniem się. Pytanie – jak może zalecać się żonaty mężczyzna? Dbałam o swój wygląd, zewnętrzy i wewnetrzy. Chciałam żyć w zgodzie ze sobą, tą równowagę chciał i próbował zburzyć właściciel firmy.  Ponad rok odpierałam jego ataki łapania za pośladki i piersi, próby pocałunków w szyję, ponad rok gdy wchodził do mego pokoju, próbowałam  uciec i uciekałam ze swego gabinetu. Uciekałam również za swoje biurko, a ona ganiał mnie jak kot myszkę. Kategorycznie uprzedzałam właściciela, który zwracał się do mnie po imieniu bez mojego pozwolenia, że zawiadomię odpowiednie władze o jego zachowaniu. Śmiał się mi prosto w twarz, miał prawie wszystkich w urzędzie miejskim i nie tylko, w swojej dłoni. Nikt mi nie pomógł, nikt nie powiem powstrzymał, nie próbował powstrzymać tego chorego człowieka. Przecież słyszeli moje wołanie, jego krzyki… zostaniesz moja!!!!!…

    Walczyłam sama z chorym człowiekiem. Zwyciężyłam, przegrywając. Z chwilą znalezienia nowej pracy zwolniłam się. Nie mogłam odejść z dnia na dzień, miałam na utrzymaniu dzieci, a bez zabezpieczenia finansowego, życie nasze zostało by zrównane z zerem.  W dniu mego odejścia. Prezes … żałuję, bardzo żałuję ale rozumiem, dyrektor techniczny…nie dałaś się, szacunek, trzymaj się ale nie będzie tobie łatwo, dzwoń.  Pozostali…  pokiwali głowami. Właściciela w dniu mego odejścia nie było. Zrozumiałam, że każdy walczył o swój stołek i trzymał swój stołek. “Igraszki” właściciela firmy  traktowali jako rozrywkę, urozmaicenie do nudnej biurowej pracy.

    Przecież nic mi się nie stało, dałam sobie radę, a Stasio przecież 
przystojny facet i ....nie rozumieli dlaczego go nie chciałam.

    Banda psycholi, którzy nie rozumieli co to jest GODNOŚĆ. 

    Poczucie własnej wartości i szacunek dla samego siebie.

    Wiele lat upłynęło od tamtego zdarzenia, a wciąż jego wspomnienie wyzwala we mnie emocje.

  • W sobotkę rano jeszcze układałam ciuchy i obuwie w closet (szafie). Patrzyłam jakie pantofelki będą pasować do sukienki. Srebrne czy złociste, czy też czarne z obcasem złotym. Przymierzałam i ostatecznie padło na złociste z torebeczką w tym samym kolorze. Córcia doszła do mnie aby założyć sztuczne rzęsy ale….przyklejanie ich nie szło nam za dobrze, zostało na rzęsach naturalnych. Nie mam pojęcia jak te panie na youtube.com przyklejają rzęsy w ciągu kilku sekund. Jeśli nawet i godzinę byśmy poświęciły, nic by nie wyszło.

    Nad nasze jeziora nie jest daleko, nie musiałam jakoś specjalnie się ubierać. Jeans, czerwony golf i moje krótkie kowbojki. Co ja będę nakładac jak się zużyją a ich czas się powoli kończy. Oglądać nie było co bo w tym kurorcie nie byliśmy pierwszy raz. Woda w jeziorze taka sama, jelonki chodzą po trawnikach takie same. Jedynie ozdób świątecznych na drodze dojazdowej niestety, ale ubyło. Nie tylko takie oszczędności w budżecie kurortu za chwilę mieliśmy zauważyć. A przecież kurort Lanier słynął z najpiękniejszych oświetleń świątecznych w naszym stanie, trzeba też zauważyć, że wstęp do kurortu jest strzeżony i opłacany. Podobnie jak do Parku Botanicznego, czy innych mniejszych parków w moim mieście. Po sprawdzeniu personaliów na strzeżonym przejeździe byliśmy już na rozległym terenie kurortu, mogliśmy podziwiać wysepki na jezioże Lanier, tereny golfowe, wypoczynkowe, przystań różnych łodzi, motorówek wodnych itd. Sarny i maleńkie sarenki chodzące bez strachu, że stracą życie przez nieodpowiedzialnego kierowcę. Widoki i mgła, jedno i drugie a może to drugie zapierało dech w piersiach i nadawało temu miejscu tajemniczej atmosfery. Fotek nie robiłam bo… zdjęcia rzadko oddają to co czujemy, kamera jest bezduszna w porównaniu do naszego oka. Nie rzadko widzimy to, co chcemy widzieć, natomiast oko kamery jest tylko szklem i migawką. A szkoda, że technika jest nad wyraz rozwinięta, latamy na księżyc, satelity robią niecodzienne zdjęcia, a wciąż jesteśmy w tyle z naszym uduchowieniem. Może i dobrze, że tak się dzieje, cos musi zostać nie odgadnione.

    Podziewiając widoki, przejechaliśmy nasz wjazd do hotelu. W końcu zameldowaliśmy się w recepcji. Tak jak wspomniałam wyżej. Pokój, jak pokój hotelowy w kurorcie wypoczynkowym. Daleki od 5⭐️ ale to przecież tylko na chwilę. Po drinkach wróciliśmy do pokoju, przebraliśmy się i … poszliśmy na podbój Nowego Roku. Zatrzymałam się w holu aby MM pstryknął szybko zdjęcie pamiątkowe.

    Sukienka była w kolorze, ciemnym szmargdowym. Niestety kamera tel nie oddaje tego koloru. Paznokcie miałam pomalowane identycznym kolorem. Niespodziwanie dla mnie w CVS był taki lakier do paznokci.

    W skrócie. Zabrakło chyba finansów organizatorom. Skromniutke ozdoby, brak girlandów, bukietów. Jedzonko też skromniutkie. Kasza? Amerykanie nie jedzą kaszy! Makaron i ryż, ale kasza kukuma i jęczmienna? To ślepy strzał. Wybór słaby, z deserów wyboru nie było na dwie osoby, jedno ciasto, mus jako budyń i ptyś. Wybór alkoholi był owszem owszem. Mój barman( od kliku lat jeden z kilku zawsze jest na sylwestra) a jakże był tam od razu go poznałam a on mnie. Serwował mi Martini Cinzano. Oj różni się smakowo od Rosso ale…piłam. Nie upiłam się. Za to tańczyłam i swego MM ciągałam, żeby nie siedział.

    Muzyka jak muzyka, lepsza od blues. Nie pozwoliłam MM na nudę przy stole i na parkiecie.

    Ogólnie, zadowoleni po zakończonym wieczorze po godz 1 am udaliśmy się na odpoczynek.

    Raniutko bo 10 am poszliśmy jeszcze na śniadanko i z powrotem do domku.

  • Wigilia minęła spokojnie. Wieczorne otwieranie prezentów również. Pierwszy dzień świat przespałam. Wstawałam jedynie na posiłki. Wprawdzie jadłam ale troszeczkę, wszystkich potraw nie zdążyłam spróbować, a przecież sama pichciłam. Pierożków zostało kilka, na palcach dwóch dłoni można było policzyć, a to z tej przyczyny… że na 3 dni przed wigilią córcia stwierdziła że jest głodna. Zaproponowałam pierogi, które były w zamrażarce. Zapach pierogów doszedł do office MM, zbiegł na dół z pytaniem, czy on też dostanie, Sama też kilka zjadłam, syn z pracy zawitał i jemu również ugotowałam. Zawsze tak jest, jak jest mało to smakuje jakby to był nieziemski rarytas.

    Drugi dzień świąt też przespałam i cały dzień włuczyłam się w podomce po domu. Nie pochwalałam takiego „postępku” jakim jest łażenie w szlafroku caluśki dzień. Wciąż nie pochwalam ale i nie ganię, na ta chwilę. laziłam w podomce bo … za jakis moment właziłam do łóżka jak stałam i …..w spanko. Więc, nie było sensu w tym nonsensie przebierania.

    Dopiero trzeci dzień świąt ( grudzień 27-go) , byłam gotowa do powitania następnego dnia. Nareszcie wyspałam się, odpoczęłam, można powiedzieć zrelaksowałam. Nikt mnie nie potrzebował. MM stanął na wysokości zadania jakim było… dać mi spokój i nie zamęczeć swoim kochaniem…I love my Kryszia…i ciągłymi pytaniami ….Czy moja Kryszia mnie kocha???

    Tak można i kota zagłaskać na śmierć.

    W piatek wysokczyły u mas przymrozki, a właściwie mróz -14C. Opatulona wyskoczyłam wieczorem na zewnątrz aby opatulić wszystkie zewnętrzne krany. MM dziwił sie moim poczynaniom… po co to robić? ..pytał, nie otrzymał odpowiedzi, jedynie uciekaj stąd bo bardzo zimno a ty w koszulce z krótkim rękawem. Takiej pomocy nie potrzebowałam, która nawet nie potrafiła przynieść mi srebrnej taśmy. Dałam radę z opatulaniem na zewnątrz i nastepne hasło padło z mojej strony. Pralka i suszarka!!! Odsunęlismy pralkę, zakręciłam krany opatuliłam je, a rure odprowadzającą ciepłe powietrze z suszarki na zewnątrz, zatkałam ręczniczkami. Kazałam na noc odkręcić wszędzie krany aby woda leciała ciut ciut. Moglismy pójść spać. Tak było do dzsiejszego poranka. Od dziś temperatura jest +11C i z każdym dniem będzie wyższa aż do +21C do środy. Nic nie wskazuje, że mrozy przyjdą ponownie.

    Pytanie MM … po co to robić…otrzymał bardzo szybko odpowiedż od sąsiadów. Popękane rury. Brak wody. Na internetowej grupie sąsiadów z osiedla, narzekanie na popękane rury i szukanie hydraulików, którzy w mrozy nie przyjadą przecież, bo nie wiadomo w którym miejscu rura pękła. Dziś sąsiedzi maja już wodę. Miałam przez okres mrozów w moim całym domu wode zimną i ciepłą. Można było używac pralki oraz suszarki.

    Co to znaczy mieć żonę Kryszie polkę.

    Teraz mam następne zadanie. Wyglądać na sylwestra na więcej niż 1mln$. Kreację miałam, ale będąc na zakupach świątecznych postanowiłam zmienić swój styl. Czy będę wyglądać na 1mln$ nie wiem ale będę sobie na pewno się podobać. Wiem, że będę się bardzo dobrze czuła i dla siebie samej będę jak, więcej niż 2 mln$.

    To jest najważniejsze i to sie liczy.