ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Nie udał mi się początek roku wg kalendarza rzymsko-katolickiego, spóbuję wg kalendarza gregoriańskiego lub grecko-katolickiego. Według tych wierzeń sylwestra obchodzone jest 13stycznia a Nowy Rok następuje z dniem 14 stycznia. Może ten kalendarz w tym roku będzie szczęśliwszy. Trzeba czegoś próbować, a nie siedzieć i czekać na trzęsienie ziemi.

    Po „trzęsieniu ziemi” już w nic nie wierze i nikomu nie ugam . Nie, nie ryczeć nie będę ale wogóle to nie jest dobrze. Kuźwa kiedy nastąpi to dobre. Wydaje mi się, że nie zgrzeszyłam a ten krzyż który dźwigam jest zbyt ciężki.

    To nic. Postaram się i to udźwignąć. Ale przyjdzie moment, że to wszystko ładnie mówiąc zostawie. A po mnie mogą być i zgliszcza.

  • Nie ma tak, że lepiej i łatwiej. Wychodzenie z problemów i chorób jest procesem długotrwałym. Nie pstrykniesz z palca i już…. jest po problemie, i po słonecznej stronie naszego życia. Naprawa wszystkiego ciągnie się, stajemy się bardziej niecierliwi czekaniem na to LEPSZE. Już światełko w tunelu widzimy, a po mrugnięciu światełko znika. Niech jasna cholera weźmie to mrugnięcie, czy nie mogłam dostać wytrzeszczu bez mrugania?

    Zdrowieje, jak najbardziej, ale mam wrażenie, że covid umiejscowił mi się w jamie ustnej i ni jak nie chce ze mnie wyjść. Szorowanie zębów i płukanie nic nie pomaga. Zedre język do ostatniej żyłki jaką posiada i …. NIC nie pomaga. Gardło znów jakby bolące a nie bolące. Wiem, no wiem, że mam gardło przy każdym przełykaniu je czuję. A przecież już przez to przechodziłam!! Izoluję się!!!! Pomimo mojej izolacji i higieny, nie jest najlepiej.

    Po południuMM upiekł zamarynowanego przed świętami kawał mięsa wieprzowego. Kuchnia pachniała przyprawami, mięsem i sosem. Zmarłago by z grobu podniosło, żywi pootwierali okna i drzwi. Zapach zapachem ale smak? Smak unosił pod niebiosa. Syn ktory z osłabienia padał mi na podłogę. Nie mogł ustać na nogach z galarety, poruszać nogami pod kocem ekektrycznym, po skonsumowaniu skromnego obiadu, przewrócił się o własnych siłach na bok. Nie krzyknę CUD, ale to najmilszy widok od kilku dni. Lekarz zlecił zrobienie następnego testu na covid. A jeszcze z soboty wyniku nie mamy. Więc, jutro rano pojedziemy na test. Z 35 skoczyło na 36,5 to już dobry znak.

    Corcia zdrowieje, jutro na kolejny test też się wybiera.

    MM zmęczony dniem pracy zawodowej, usnął w fotelu.

    Jesteśmy zmęczeni covidem a raczej jego symptomami. Każdy z nas izoluje sie, maskę na twarzy nosi a jednak, covid nas meczy, przy braku potwierdzenia w przypadku dzieci. W moim przypadku brak symptomu ale pozytywny wynik.

    Zaczyna doprowadzać ta sytuacja nas do szaleństwa. Rozmowy tylko przez telefon. Uzgadniamy kto jest w kuchni i kiedy ją opuści. Ciągłe wietrzenie domu. Jakaś psychoza nas dopadła.

    Słodziutki

    Wypiłam pół butelki, popijając cappuccino. Próbuję zabić wirusa. Alkoholików żadne draństwo nie bierze oprócz alko więc ….. może przestawić się tak na alko? A nie być tą… ą. i. ę. Ta moja starsza była zawsze z tych ełyt hrabiowskich ą. Ę.

    Przestań być ą i ę bo idę do siebie… mówiłam. Madam to możesz sobie być ale nie przy mnie. Jak ona to robiła, źe się przestawiała, nie wiem, ale w sekundę była normalna. Taka swojska a nie wysoko postawiona.

    Wracając do alko. Wypiłam pół butelki, stało to od Thaksgivinga. Wystarczy się naczekało. No i wlałam w siebie. A jak j uż spożyłam, to…. poczułam, że mi brakuje tej Baśki i Haliny. Starszej i młodszej. Bo zawsze im serce swoje oddawałam a te mendy mnie wykorzystwały. Nie, no bez obawy, nie wchodze 2 razy do tej samej rzeki.

    Zaczęłam rozbierać choinkę.

    Christmas tree

    Nie idzie mi to sprawnie. Mam czas, dużo czasu. Teraz widać jakie to było chude. O matko i ojcze ja się upodabniam do tego czegoś. Wage musze wymienić bo źle się dzieje. Wirus wypił ze mnie wszystko co dobre i nie dobre, wypił nawet warstewkę mojego ulubionego sadełka. Nie, wagi wymieniać nie będę, nie będę na nią stawać. Lepsze wyjście i zaoszczędzę kilka $.

    To jest jeden z wielu świątecznych prezentów

    Zegarek do mojej kolekcji.

  • Samopoczucie moje nie było dziś w 100% dobre, ale zwalczyłam wszelkie osłabienia na tyle, aby w godzinach popoludniwych włączyć internet.

    Kilka godzin poświęciłam na obejrzenie wykładów profesora Jana Miodka. Polska to trudna języka – mogłabym powiedzieć, lub też język polski jest cool. Tak czy siak, polonistą nie jestem i daleko mnie do poprawności językowej wypowiadanej jak też pisanej, bliżej mi do rentowności i kapitalizacji. Pomimo tego śmiem stwierdzić, iż profesor Jan Miodek jest jedynym znawcą naszego ojczystego języka. Wykłady jego są przejrzyste i trafią do każdego językowego ignoranta.

    A więc, nie było czasu na nudę. Zawsze potrafię znaleźć coś dla siebie.

  • Jeśli chcę pozbyć się covida raz i definitywnie, musze przestrzegać jednej i najważniejszej zasady:

    IZOLACJA

    W moim przypadku izolacja od MM. Ktoś powie, że przyczepiłam się jego jak rzep psiego ogona. No niestety, siedzi w fotelu ze zjętą maseczką i kaszle. obraża się, że siedzieć z nim nie chce. A no, nie chcę i nie będę. Swoje posiłki konsumuję w swojej sypialni, gdzie tylko i wyłącznie zdejmuję maskę. Nie nudzi mi się samej. Uwiłam sobie gniazdko i jest mi milusio i dobrze. Tu otwieram okno i nikt mi nie mówi …. Oj wieje….

    Z rana zawiozłam syna na PCR test, dostał zwolnienie z pracy na następne 3 dni. Trudno powiedzieć na co choruje i od czego gorączka się utrzymuje, możliwe że jakiś szczep innej grypy.

    Ja czuję się dobrze i mam w planie odpoczynek przy czytaniu szeleszczących kartek książki. 😁📚

    Zanim wzięłam książkę do ręki, postanowiłam zrobić paznokcie. Włczyłam cudną nastrojową instrumentalną muzykę i bez pośpiechu opracowywałam paznokcie. Pomalowałam pomarańczowym kolorem o odcieniu pomidorowym. Między czasie delektowałam się popołudniowym cappuccino. Nic nie goni, nic nie pędzi, wszystko na luzie. Nawet głos MMa z drugiego pokoju byl mi obojętny i go zignorowałam ….ja się nudzęęę…

    Kamerka dokładnie nie oddaje koloru paznokcia jaki jest w rzeczywistości. Pomarańczowy pomidor najbardziej mi pasował.

    A ja się nie nudzę. Nareszcie, powtarzam, nareszcie mogę czas spędzić ze sobą. Nareszcie jest mi dobrze, spokojnie, miło i przjemnie. A tak martwiłam się co ja będę robić na emeryturze.

    Będę romansować ze sobą!!!!!

    Rozpieszczać siebie.

    Śpiewać dla siebie.

    Tańczyć ze sobą.

    Słuchać muzyki w swoim towarzystwie.

    Bardziej kochać siebie.

    Tylko muszę jeszcze trochę poczekać.

  • Telefon komórki mnie obudził. Na noc zciszam lub głośność całkowicie wyłączam. Tym razem był na minimalnej głośności ale się przebudziłam.

    Wiadomość dostałam od syna, że bardzo źle się czuje. Zeszłam na dół. Oczy i całe ciało bardzo go bolało. Zmierzyłam temp. 38,6. Podałam paracetamol. Zrobiłam zimny okład na głowę. Temp. opadła opadła na 30 minut i ponownie podniosła się do 38,6. Mimo gorączki poczuł się lepiej i zasnął. Z oddychaniem nie miał, żadnych problemów. Po 45 minutach tepm. Spadła do 37.8. Uspokoiłam się. Syn zapowiedział, że będzie spać. Jak coś złego się będzie dziać, da znać.

    Już za późno było na powrót do łóżka. Zrobiłam kawcie. Miałam nadzieję, że to pierwszi ostatni w tej chorobie skok temperatury i innych gorszych objawów nie będzie.

    Syn nie zaszczepił się jeszcze. Na samym początku szczepień był zapisany w kolejkę ale miał przeziębienie. Później inne sprawy były ważniejsze i tak odwlekał, zwlekał, odkładał, nie był do końca przekonany. Przed nowym rokiem miał to zrobić ale zaczął odczuwać zawroty głowy i w punkcie szczepień, poradzili wizytę u rodzinnego. Zanim doszedł do rodzinnego od 1-go dnia świąt chorował i już do pracy nie poszedł. Pobrał dni personalne, urlop i tak kolebał się ze złym samopoczuciem. W ten poniedziałek byliśmy na teście (wspominałam) u niego ujemny u mnie didatni wyszedł. Tylko on od tylu dni wala się po łóżku i wynik ujemny. Zmusiłam go wczoraj aby zrobił ponowny test. Oj jaki był oporny. Ale sam zdecydował ostatecznie … pojdę już do pracy, muszę się rozruszać ale bez testu to iść nie mogę… Po raz kolejny wynik, ujemny. Tylko fachowe oko lekarki coś wykryło, dostał zwolnienie i na poniwny test w sobotę.

    W nocy skok temperatury.

    Natomiast córcia, dopiero przedwczoraj dostała pozwolenie kardiologa na zaszczepienie się. Oprócz wysokiego ciśnienia ma problemy kardiologiczne. Na razie operacja na otwartym sercu nie jest wskazana. Ale zaszczepić się już może i z tego powodu zrobiła test na covida. Jutro powinna mieć wynik PCR. Mam nadzieję, że będzie ujemny. Już minął rok jak się do nas wprowadziła. Rynek nieruchomości w obecnej chwili przeżywa zastój. Nikt nie sprzedaje, więc i do oglądania nic nie ma.

    Ja czuję się wspaniale. MM pochrapuje to oznak lepszego samopoczucia. Partner córci również robił wczoraj PCR, podobnie jak mój syn z uwagi na charakter pracy sprawdza stan swojego zdrowia dość często. Pieski nie mają kontaktu z innymi pieskami, więc psiego covida mieć nie powinny.

    Wróciłam do sypialni. Spania już nie będzie 4 am. Poczekam do 6am, sprawdze co u syna i wtedy możliwe, że usnę.


    Kilkakrotnie schodziłam. Syn spał i oddech mial rownomierny. Dosłownie kilka minut przed 6am coś u syna stuknęło. Zbiegłam szybko. Nic się nie stało. Z szafki nocnej coś tam spadło z hukiem gdy po ciemku i na wyczucie poszukiwał butelki z wodą. Głos spokojny, oddech też, oczy i ciało już nie bolą. Poprosił abym się polożyła i odpoczęła bo u niego już wszystko, może nie dobrze ale lepiej niż było.

    Jak na razie to ja spać nie pójdę bo MM ma wciąż wyścigi do łazienki. Po „maratonie” przysiadł się do mnie i razem tak dyżurujemy. Dałam jemu czarną (nie mylić z rasizmem) czekoladę z 70%kakao, możliwe że pomoże.


    Za moment 7am. Moim zdaniem czas na odpoczynek. Spałam tej nocy tylko godzinkę. Jestem trochę zmęczona.


    Wkurzyłam się. Ciężko zachować ostrożność jeśli nie czujesz się chorym. Nic mi nie dolega. Maskę nawet podwójną w domu nakładam, rękawiczki też bardzo często, ręce wysuszone od alkoholu a to wciąż mało. Siedze w samochodzie i czekam na kolejkę do testu covidowego. I co z tego, że w poniedziałek robiłam? A może był jakiś felerny, omyłkowy, z błędem? Jeden więcej nie zaszkodzi. Jak na prawdę mam tego covida to nie będę kombinować żadnego sprzątania, pieczenia, gotowania. Jeśli nie mam to zacznę się martwić, żeby go nie złapać. W tej chwili jestem pomiędzy. No muszę być pewna.

    Mam covida-19!!!!

    Mam energii za 10 facetów a może i więcej. A mogę ją użyć do textowania, gadania przez drzwi, telefon. Przewracania kartek w książce, ale pranie muszę zrobić.

    Jestem zła, bo mój stan „chorobowy”jest bardzo mylący i złudny. Jestem zdrowo chora. Muszę trzymać odpowiedni dystans a nie leciec do rodziny bez maski czy bez, w objęcia. Przed wyjściem ze swojej sypialni, nakładać maskę. Z kuchni korzystać jedynie do przygotowania posiłku i won do siebie.

    Zaraz będę istalować się jak nie za bardzo prowizorycznie, jeśli mam konsumować posiłki w swojej sypialni. Eeee nie będzie tak źle, nie jestem chora tylko to coś mam. Tak ma być do środy. W środę na testa.

    Zabieram się za zorganizowanie mojego gniazda.

  • Nie kaszle, nie prycham ale mam na papierze czarno na białym, covida. A więc, nic nie robie, leże raz w łóżku a raz na. A miało być inaczej. Leczyłam się miksturami …… nie pomogło, wykryli. Mimo wszystko leże w łózku bo w sypialni mogę zdjąć maskę. Jak sypialnię opuszczam otwieram okna, robię przeciąg, żeby wszelkie wirusy wywiało.

    Syn zrobił dziś test rapid – negatywny. Ale czuje się strasznie źle. Lekarka z kliniki wystawila mu zwolnienie. Będzie chorować do soboty. W sobotę do tej samej kliniki ma się udać na test PCR i po dalsze zwolnienie.

    No już nie wytrzymam z tym swoim starym mężem. Zaplanował wyjście do restauracji na następny piątek, bo on czuje się jak w więzieniu, dusi się itd Moja odpowiedź …..jak tak ci nudno i marudno to idź teraz na ulicę potańczyć. Zamknął drzwi do mojej sypialni. 😁😁 No nie wiem, czy to mu covid tak miesza w głowie? 😁😁

    Ten MM jest jednak niereformowalny. U mnie ma upłynąć 10 dni a u niego 14 do zrobienia testa i następny test po upływie 5-10 dni. On czekać nie będzie. On jest zdrowy. No zobaczcie go, a jeszcze go sraczka wczoraj ganiała, zimne poty oblewały, rosołek do łóżka przynosiłam. Ręce opadają. Wiem jedno nawet gdyby dwa testy negatywne, do żadnej restauracji się nie wybieram. W domku jest mi milusio. Nic robić nie musze i poudaję osłabioną, chorowitą. Wprawdzie nikt mnie nigdy do roboty nie gonił, chyba że sama siebie.

    Teraz wiem jak smakuje lenistwo. Jak migdałowa landrynka, eukalipusowy cukiereczek, kisiel malinowy, lody familijne z Hortexu w PRL. No i jak tu nie ulec takim pokusom. Oj oj.

    Jutro w planach mam książeczek czytanie. Placki ziemniaczane usmaże. Tylko mleka za mało, to placków nie będzie. Zrobie ziemniaki smażone z kiełbaską do tego ogórek kiszony.

    To tylko plany. Może całkiem co innego wymyślę.

  • Zdrowie idzie na poprawę. Z rana tylko chrypiam, skrzypiałam, okropna chrypka. Na dobre rozkręciłam się po 10am.

    Jestem pozytywna.

    MM również.

    Reszta rodziny negatywna.

  • Mikstura pomogła, spałam snem nie przerwanym 9 godzin. To rekord!!!! Śpię najwięcej 7h.

    Jak się czuję?

    Bywało lepiej. Kaszel suchy mnie męczy. Mówiłam swojemu… jak kaszlesz zakrywaj usta. Mów do słupa…. Mam bardzo dobre tabletki do ssania. Bardzo dobre to one może i są w smaku ale pomagają na 10 minut. MM wciąż ma biegunkę i jednego razu nie dobiegł. Słaby z niego sportsman. 😁 Uparty jak sto wołów – do lekarza nie pójdzie, dziś 5 dzień sraczki. Przynajmniej chudnie. Dobrze, że biegunką nie zaraził.

    Trochę na kompie popracowałam ale ciągnie do łóżka. Z rana miałam tylko 37C. Mierzona własną dłonią.


    Mimo braku wysokiej temperatury ciała, czułam się osłabiona. Z łóżka wprawdzie nie wychodziłam. Spałam, drzemałam i coś tam czytałam. MM nie omieszkał ponarzekać, że jest mu nudno i samotnie. W przeciwieństwie do niego dzień spędziłam sam z sobą. Wstałam po 8pm. Zrobiłam herbatkę z Amaretto.

    Wspominałam o wczorajszym testowaniu się na covid-19. Przed świetami kiedy to z mężem testowaliśmy się Urgent Care, niepotrzebne było ustalanie terminu. Z synem podjeżdżałam w październiku było szybko i sprawnie. Obecnie bez ustalania terminu wyłącznie można w Maco Medical. Szybko to nie było, 2 godziny czekania w samochodowej kolejce. Gdy podjechałam w kolejkę w przeciągu kilku minut ustawiło się za nami ponad 50 samochodów.

    W tym miejscu staliśmy 30 minut.
    Stojąc w tym miejscu, już byliśmy dokumentowo spawdzeni i otrzymaliśmy naklejki na pojemniczki na patyczki, którym mieszali nam nosie.
    Pierwszy namiot przelotowo-informacyjny.

    Drugi namiot, pobór materiału do badań. Oczywiście kolejne sprawdzanie danych osobowych.

    Zajęło nam bez dotarcia na miejsce , jak na stoperze.

    Nie było tak tragicznie. Partner mojej córci spędził w kolejce 3 godziny.

    Jutro jeszcze w domu. Kaszel już ustaje. Pojutrze do pracy.

  • za siostrzyczkę, a teraz za braciszka.

    No wszystko rozumiem ale dlaczego za braciszka? Przecież nie mam

    Ale moglabyś mieć.

    Łyżeczka po łyżeczce wlewam w siebie miksture:

    Mleko

    Czosnek

    Masełko

    Miodzik

    Okropieństwo. Ratuję się czym mogę. Normalnie kładzie mnie na łopatki. I wcale nie wirus, przeziębienie.

    Dziś zrobiłam test, za 2-3 dni będę mogła odczytać na stronce rządowej

  • Spokój wewnętrzy i zewnętrzny.

    MM siedzi w fotelu na przeciw mojego. Ogląda coś tam na komórce. Wyjątkowo łagodny i ugodowy.

    Niestety, ale testów na covida nie zrobisz bez appointmenu, a wolnych terminów nie ma. Najbliższy wolny na 7 stycznia. Oczywiście można wybrać opcję płatną 199$. Można kupić test w pudełku za 99$ są i takie ponad 200$. Ktoś kasę musi przecież kosić. Ale dlaczego ludzie mają kupować? Wirus jest światowy, jeśli decydenci chcą zdrowych niewolników, powinni wyleczyć. Szczepionka nie jest lekarstwem na wirusa. Moim zdaniem jest odroczeniem choroby na czas późniejszy, z lżejszym jej przebiegiem. Więc, jak te ćmy z podpalonym jednym skrzydełkiem walamy się na łóżkach, krążymy po domu w poszukiwaniu żarełka w lodówce, popijamy sody ktorych żołądki nie lubią i ponownie w pierzyny.

    Ćma matka zdecydowała, że usmaży naleśniki. Nakarmiła wszystkich puszystmi naleśnikami z serowym i dżemowym nadzieniem. Na wierzch dodała kremu i posypała borówkami. Matka ćma wylizała swoje skrzydełka, otrzepała i poczuła przypływ energii. Wymyła płytkę gazową, blaty w kuchni i już, już miała ochotę na wymapowanie podłogi, wytrzepanie chodniczków, podmuchanie liści z decku. Przystopowała, usiadła na krzesełku w jadalni kuchennej, pomyślała. … mogę to wszystko zrobić ale….święto!!!January 1st!!!relax!!!!

    Ćma matka włączyła muzykę i usiadła wygodnie w fotelu. Latała w swoich wspomnieniach.

    No…..jestem kobieta samodzielna, wyzwolona. Taka byłam od urodzenia, taka moja natura. Nie było moim marzeniem wyść za mąż, mieć rodzinę, dzieci. Miałam inny pomysł na swoje życie. W pewnym okresie życia odkryłam, że nauka jest dla mnie wszystkim, praca jaka by ona była, moim powołaniem. Koleżanki z ulicy powychodziły szybko za mąż, bawiłam się na ich ślubach. Koleżanki ze szkoły szybko porodziły dzieci. Niczego i nigdy nikomu nie zazdrościłam.

    A ja? Wiele oświadczyn odrzuciłam a były to dobre partie. …zgłupiałaś on ciebie kocha… słyszałam. Każde odrzucenie było przemyślane. To nie był mój świat. Nie pasowałam do tego świata. Żeby nie ogromna miłość do rodziców, nie byłoby mnie już dawno na tym świecie.

    Rozważałam wstąpienie do klasztoru po zdaniu mtury.

    Nie miałam pustego życia. Miałam bardzo ciekawe dzieciństwo, szkolne lata również. Potrafiłam zająć się sobą i nigdy się nie nudziłam.

    W wieku 15 lat poznałam młodego człowieka. Od tamtego momentu byliśmy nierozłączni. Jeśli rozłączni to nie z naszej winy. Mieszkaliśmy po przeciwnych stronach miasta. On w dzielnicy blokowisk nowo pobudowanych, ja w dzielnicy domów jednorodzinnych. Komunikacja miejska nie była rozwinięta na takim poziomie jak obecnie. Spotykaliśmy się w niedzielę i to nie każdą. Moi rodzice nie pilnowali mnie jak starszej czy młodszej siostry. Mnie nie trzeba było pilnować, sama siebie pilnowałam. Wiedziałam co wypada a co nie, wiedziałam jak się zachować. Po skończeniu 18 moje kochanie poszedł do wojska.

    Kochałam młodego człowieka całym sercem z wzajemnością, czekałam, aż wyjdzie z wojska. Byliśmy jak dwie połówki, papużki nierozłczki zawsze razem i wszędzie. Gdy pracował na drugiej zmianie czekałam pod bramą.

    ….Krysieńku!!!! wsiadaj pojeździmy po mieście…wolał. Skuterkiem robiliśmy kilka okrążeń po mieście. Tak tak, wiatr we włosach a miałam długie.

    Na maturze to on czekał pod drzwiami auli. To on nauczyl mnie prowadzić samochód i dzięki niemu zdałam egzamin na prawo jazdy. Budowę silnika samochodowego, gaźnika i wymianę oleju w samochodzie on mnie uczył pokazowo.

    Ale…bałam się dnia kiedy się oświadczy. W tym dniu zerwałam z nim na zawsze. Ale to nie było zerwanie w zgodzie z sercem. Skrzywdziłam nas oboje. Nigdy, o sobie nie zapomnieliśmy. Aby po wielu latach się spotkać i przeżyć 5 cudownych lat. Znów przyszedł moment, że z nim zerwałam.

    Kochając całym secem znów zerwałam. Nie potrafię wyjaśnić ani wytłumaczyć, dlaczego.

    Przed drugim spotkaniem z Nim byłam w momencie rozwodu z mężem a On w momencie rozwodu ze swoją żoną. Nikogo nie krzywdziliśmy. Myślałam, że to będzie na zawsze. Po drugim jak pierwszym zerwaniu z nim bardzo przeżywałam lecz nie potrafiłam go przyjąć lub wrócić. Niby rozdział zamknięty ale wciąż niedomknięty. Nie pozwoliłam sobie na szczęście. A jeśli to nie miało być szczęście?

    Czy żałowałam? NIE! Tak musiałam postąpić. Nie ma odpowiedzi na pytanie … dlaczego musiałaś?…

    Musiałam i koniec.

    Jeszcze raz. Nie żałuję. Ale…. Kochałam i kocham tak samo silnie jak ON mnie.

    Nie szukałam i nie szukam żadnej winy. Po prostu się stało. A dziś taki relaksowy i nastrojowy dzień, że wspomniałam.


    Moje życie, było i jest ciekawe, czasami przeplatane jakimś dramatem.

     


     

  • Prawie mi się udało. Nie było domu pogrzebowego ale szpital to już się zrobił. Z rana MM mnie obsługiwał. Po polepszeniu się mego zdrowia obslugiwałam syna a za chwilę MMa.

    Koło 8 pm zdjęłam pidżame i ubrałam się bardziej przyzwoicieć. MMa zwaliło całkowicie włącznie z biegunką. Co je i podjada to ja nie wiem, bo te podjadane ukrywa. Wystąpił stan podgorączkowy takie 36,8 -37 nawet nie potrzebowałam podawać termometru. Syn podobnie przeszedł biegunkę, stan podgorączkowy i obaj pocenie się osłabienie, ból głowy. Nie jedzą tego samego, więc biegunka miała inną przyczynę. Stres?

    Zamowiłam pizze i skrzydełka w sosie miodowym BBQ. Picie procentowe i nie pozostało poświetach. Córcia kupiła szampany i sushi. No niestet MM nie był w stanie zejść na partet. Syn również nie był w formie ale przyszedł o 11:30pm. Petard mieliśmy na 30 minut nonstop strzelania. W tym roku wyjątkowo, więcej było strzelających.

    Było bardzo przyjemnie. Nie, nie zapomniałam o MM. Zaglądałam, ale on prawie cały dzień spał, podobnie jak ja.

    Nie ważne nastroje, bo nowy rok bez względu na nie, zawsze rozpoczyna sie 1stycznia.

  • Trudno jest mi usnąć. Wczorajszej nocy błyskawice z piorunami a teraz sowa wrzeszczy. Może wrzeszczy z radości lub smutku, że jest głodna.

    Kto to wie?

    Myśli krążą po głowie i nie są to miłe myśli. Utwierdzam się w przekonaniu, że sytuacja w tym domu nie jest przyjemna.

    Pewien starszy pan powiedział. – Krysztyna, żyj swoim życiem, masz pasje i hobby, zajmij się tym co lubisz. Zacznij żyć dla siebie.

    No niby prawda, ale czy to nie jest ignorowanie drugiego człowieka?


    Pomyślę o tym rano.


    16 godzin do nowego roku. W domu cicho jak makiem zasiał. Pisek który zrzygał sie na pluszowy dywan, za pozwoleniem MM, jest znów na piętrze pod drzwiami mojej sypialni. On się nie odzywa, nawet zamknął drzwi do swojej sypialni. A to co teraz robi to jest manifestacja obrażonego dziecka. Kuźwa zamiast zapieprzać do sklepu po kwiaty, czekoladki lub amerykańskie pączki i prosić o wybaczenie to bawi się w dziecko. Bo mamusia – Krysia przyjdzie i po główce pogłaszcze.

    Dość głaskania starego faceta, który nie chce być mężczyzną. Który bardziej kocha sowy na drzewie, niż ludzi.

    Dobra, dość narzekania i użalania się. Nikt mnie nie pogłaszcze i nikt nie powie durne … wszystko będzie dobrze, tylko trzeba czasu.

    Więc…. Krysia wszystko będzie dobrze, nie martw się, to jest twój dom i bierz się do roboty. Wyłaź z łóżka. Dziś jest Sylwester i będziesz się bawić.

    Nie pozwóle zamienić swego domu w dom pogrzebowy!!!!

  • Słyszę jak idzie po schodach. Ale dziś już skrzywdził mnie słowami, więc niczego dobrego nie oczekuję.

    Co oznacza słowo KOCHAM.

    Kiedy usłyszałam słowo kocham wypowiedziane przez moją bossową w kierunku do jej 5-letniego syna, zdębiałam. Nie miało żadnego znaczenia, nie przekładało się na czyny i zachowania. Oznaczało tylko słowo, wypowiedziane i ulotne. Wypowiadane kilkanaście razy dziennie skierowane do męża i dzieci. Dość długo zastanawiałam się jakie znaczenie ma słowo KOCHAM w amerykańskiej kulturze.

    Dawno zrozumiałam, że żadnego znaczenia nie ma, to taki przerywnik jak eeeee, aaaa lub u młodzieży kur…a. Po prostu nic nie znaczy.

    Nie idą za tym żadne dobre uczynki i szacunek dla kochanej osoby. Nic, po prostu NIC.

    Dziś Wigilja Nowego Roku, moje serce przepełnione jest żalem, smutkiem i samotnością. Nie wiem jak długo jeszcze będę dźwigać ten krzyż. Zrobiłam co mogłam dla swego męża ale to wciąż jemu za mało. On jest nienasycony jak gąbka. Chciałby mieć mnie na własność i oddzielić mnie od moich dzieci. Takim chamskim postępowaniem oddziela mnie od siebie.

    Moj MM zamienia się w potwora. Jego pasją i hobby jestem ja. Teraz wiem on zabiera moją energię i miłość do świata, wszystko co we mnie dobre zamienia w niechęć do życia. Mam wrażenie, że wypija ze mnie siły witalne.

    Sorry, mówi. Czy to, to samo co kocham? Wiem, że tak, jutro będzie to samo.

    Nigdy nie kłóciłam się z moimi dziećmi. Dziś wieczorem pokłóciłam się ze swoją córcią. Na prawdę o bzdety. Później w sms, napisał sorry, odpisałam że powinien być teraz dumny. Wszystko niszczy.

    Matka jego nie chciała, pierwsza żona jego nie chciała, więc – moja odpowiedź – zastanów się bo jestem wyjątkowo cierpliwą i wyrozumiałą osobą ale i u mnie się też wszystko kończy. Na ile zrozumiał nie wiem.

    Skończył 70-tkę i zaczął narzekać, marudzić i się nudzić. A ja wypiekam jemu chlebek turecki, przytulam na dzień dobry, całuję czółko, dbam o jego na ile mi pozwala. I nie mogę nic powiedzieć kiedy odpowiada na moje propozycje: poczytaj książkę – nudne, podmuchaj liście – nudne, przecież pracujesz -nudne, napraw drzwi – nudne, idź pobiegaj – nudne…..itd

    Kurcze, jest mi bardzo przykro, że mi się po raz drugi nie udało. Pomogłam, pomogłam mu spłacić 250 000$ dla IRS za jago oszustwa podatkowe za Afrykę. A było to jeszcze przed naszym ślubem . Nie, nie były by moje te długi bo podpisaliśmy intercyzę. Pomogłam w stosunkach ojciec – córki. Stoję nad nim jak anioł stróż a on odpowiada mi jak diabeł. Włożyłam mnóstwo pracy na nic. Tylko ja o tym wiem jak wiele i ile razy wycierałam jego łzy. Moich nikt nie wycierał, mam długie rękawy, tylko już one tak mokre, że łzy z rękawów już kapią na ziemię. Nie są to łzy radości więc ich nie zbieram do żadnego pojemnika.

    Jestem zmęczona.

    Nawet nadchodzący Nowy Rok już nie cieszy.

    Jak bardzo trzeba nienawidzić ludzi, żeby niszczyć co oni zbudowali.

  • wszyscy po pracy smacznie śpią…. koszmary i moje jęczenie mnie obudziło. W głowie została z koszmarów informacja….muszę przeczekać, muszę przeczekać. Ból ciała, głowy i ręki, aż do palców. Stękanie niekontrolowane. Poszłam do łazienki i tam to już leżałam na podłodze. Zawroty głowy i mdłości. Corcia przyszła ze swoim ciśnieniomierzem. Mój na parterze. Ciśnienie wzorowe , a ja, ja zdycham. Wszystko rozumiem, polecenia córci nie wykonuje, znaczy nie zdycham. Przestraszyłam córcie kolorem twarzy – prześcieradło białe.

    Godz 2:16 am będę próbować usnąć.


    Jestem wymęczona. Całą noc gorączka i ciągłe przemieszczanie się na łóżku to jak praca fizyczna ze szpadlem. Jestem chora.

  • Dzisiejszego poranka zaszczepiliśmy się po raz trzeci.

     

    Kiedy to było?

    17 grudnia poszliśmy na party z okazji świąt,  jakie organizował MMa klub sportowy CrossFit. A że nie bardzo MM był chętny do uczestniczenia w tej imprezie to i nic nie szykowałam. W ostatniej chwili ubrałam się i powiedziałam aby nie marudził i się szykowal. Na pytanie co zawieziemy – na przeciw jest alkoholowy, zawieziemy pełne butelki. Jak powiedziałam, tak zrobiliśmy.

    Ludzi było sporo. MM wszystkich nie znał, ale poznał. Jest z tych osób, że skutecznie unika ludzi, twierdząc, że woli zwierzęta niż ludzi. W wielu przypadkach popieram. Żyjemy wśród ludzi i trydno uniknąć kontaktów nawet w dobie cowida-19. Praca, mimo że zdalna, do wykonania zadań służbowych niezbędzni są współpracownicy, chociażby na video komunikatorach. 

    MM jeśli korzysta z GYM to we wczesnych godzinach porannych 4:30 pm. Poznałam kilka osób oraz kobietkę o nazwisku Papuga. Hahahahaha. Pradziadkowie polacy i tak nazwisko pozostało. Robiłam zdjęcia jedynie telefonem, aparatu jakoś mi się brać nie chciało. Miałam zdjęcia przesłać na emaila trenera ale…. 

    18 grudnia, sobota. Czekała na mnie niezbyt miła niespodzianka. Jedna osoba uczestnicząca w party ma covid-19. Była zaszepiona dwukrotnie, po imprezie poczuła sie na tyle żle, że zrobiony test okazał sie dodatni. 

    Kosternacja.

    Zaszczepiona i miała jakieś objawy. Chora!!!

    Sięgnęłam do telefonu i rozpoczęłam szukanie tej osoby. Bingo!!!!! Robiłam jej zdjęcie, wyszło ciekawie. Następne zdjęcie z nagrodą za osiągnięcie czegoś tam.  Robiąc pierwsze zdjęcie byłam 2-3 kroki od niej. Zdjęcie robione z profilu. Drugie już z większej odległości i nie byłam narażona na bezpośredni jej oddech. Muszę zaznaczyć, że wszyscy uczestnicy imprezy byli zaszczepieni co najmniej 2 razy  lecz  ….. nikt nie miał założonej maseczki. Moja też była na wysokości brody. 

    I co teraz? Pytanie. MM jako ten herod to jego nic nie weźmie, a mnie to nic nie odpuści. Każde kichnięcie, sapnięcie i pierdnięcie stawiało moich domowników na baczność. Z drugiego końca domu słyszałam…..mamusia wszystko dobrze? jak się czujesz? nie przemęczaj!!! nie spoć się!!!! Kryszia OK???????

    22 grudnia zapakowaliśmy swoje litery do samochodu i pojechaliśmy szukać punktu tesowego drive-thru inne tylko z appointmentem. Tylko, wszelkie umówinienia się były dopiero na po świętach. Zdecydowaliśmy na punkt który znajduje się obok nas, walking distance. Podjeżdzamy i …..kolejka, samochodów z 50. Zajęty prawy pas który prowadzi do skrętu w prawo. Ale żaden samochód nie odjeżdżał nie podjeżdżał. To była kolejka do punktu testowego na covid-19. Nie trzeba było mi się dziwić, święta tuż tuż, ludzie udający sie podróż potrzebowali testu. Mój negatywny wynik testu również miał zapewnic bezpieczństwo moim domownikom. Wróciliśmy z MM do domu z niczym. 

    Odczekałam ponad godzinkę i tak bliżej lunch, postanowiłam się przejść i zorientować jaka sytuacja jest po kilku godzinach. Porozmawiałam z kilkoma kierowcami z pracownikiem punktu i postanowiłam wrócić po samochód. 

    Ustawiłam się w kolejkę, a MM doszedł do mnie po 1 godzinie. Po około 3 godzinach otrzymaliśmy negatywne wyniki. Mogłam zacząć przygotowania do świąt. 

    Po powrocie z pracy zakładałam fartuch i pracowałam w kuchni. Przygotowanych potraw nie będę wymieniać. Wszystko było podane na stół w tym samym momencie. 

    W miłej i wesołej atmosferze zjedliśmy kolację i po 8pm przeszliśmy do salonu aby zrywać kolorowy papier z prezentów i prezencików. Obdarowywani  cieszyli się z prezentów a ja byłam najbardziej szczęśliwa z panującej atmosfery. 

    Lodówka jeszcze zapełniona ale do sylwestra pozostaną resztki, które podejrzewam trafia do śmietnika. 

    Czasami ramię pobolewa, podałam do szczepienia lewe ramię. Będzie dobrze i mam nadzieję, że nie będzie jak ostatnim razem. 

    __________________________________________

    Każdego roku składam życzenia siostrze i jej dzieciom mieszkającym w NY. Do 2018 roku zawsze dzwoniłam do Polski i składałam życzenia młodszej siostrze. 

    W tym roku …. już jestem na tyle dorosła i doświadczona nie lekkiego życia, że darowałam sobie dzwonienie w miejsca gdzie mnie nie potrzebują. Byłam potrzebna do wykorzystywania a ja obecnie  się nie daję,  to poszłam w zapomnienie, odstawkę. Nie, nie cierpię i nie mam żalu z tego powodu.

    Piszę aby nie zapomnieć, a zapamietać. Jestem z tych osób, co złe wypiera z głowy a pozostawia wszystkie dobre zdarzenia. 

     

    Wszystkim czytającym    

     

     

  • W domu cichutko wszyscy śpią, tylko ja jak zwykle się krzątam.

    Uwielbiam pierwszy dzień świąt i pierwszy dzień nowego roku. Emocje opadły i można na spokojnie wypić poranną kawcie lub ppopołudniowe piwo. U mnie piękna pogoda od rana +20C. Przez otwarte okna wpada wietrzyk tześki, pachcący i milusi. Wczoraj raniutko jeszcze piekłam dodatkową podwójną porcję serowych ciasteczek a dziś z braku zajęcia znalazłam, zajęcie. Lepiłam dodatkową podwójną porcję pierogów. Jedna porcja z pieczarkami, druga na słodko z borówkami. Wyszło 100×100 szt. Z pieczarkami pracowało się sprawniej, natomiast z borówkami nieco dłużej, uciekały mi na wszystkie strony.

    Wieczorkiem, relax przy świątecznej muzyce i lampce wina.

    Bardzo długo dyskutowaliśmy o sylwestrze i marcowym wyjeździe na Arubę. Decyzja została podjęta jednomyślnie – rezygnujemy. Nowo kupioną kreacje założę na sylwestrową domówkę. Będzie jak w ubiegłym roku, w domu. Strzelanie petardami na ulicy. W tym roku nie będzie pieczenia pizzy, zamówimy.

    Czas jest wciąż bardzo niespokojny. Ryzykować wprawdzie mogłabym ale myślę, że na tej szali nie warto kłaść zdrowia.

  • Miniony miesiąc nie należał do dobrych, cały rok również nie był dobry. Miniony i ten tydzień, lepiej nie wspominać i niech odejdzie w zapomnienie. Niełatwo a wręcz niemożliwe do wykonania, wykreślenie minionego dnia, tygodnia, miesiąca. Wszystkie dni przeszły do historii.

    Cieszę z drobnostek, nawet bałagan jaki w domu stworzyłam napawa mnie radością. Jeszcze potrafię coś zrobić oprócz ukradkowego wycierania łez.

    Świąteczby bałagan 1
    Świąteczny bałagan 2

    Nie jest łatwo. Każdy z nas inaczj przeżywa i każda sytuacja może być podobna ale jednak inna.

    Robię więc bałagan. Choinkę kupiłam, inna niż dotychczas. Choinka Art. Nie ma za wiele gałązek ale za to grube igły.

    Choineczka

    Nie wiem, ale stanęłam przed nią i bardzo długo ją oglądałam. Takie coś a zapach powalający, cena również 250$. Zdecydowałam i kupiliśmy. Teraz wyzwaniem będzie dekoracja tego fajnego, uroczego wiechecia, roztrzepańca.

    Lampki powiesiłam i zdjęłam. Zastanawiam się jakie bąbki i ile. Więcej na nią patrzę niż wkładam pracy. Siedzę, patrzę i widzę tylko kilka bombek, sznur światełek, łancuch błyszczący i koraliki. Myślę, że to będzie dobry pomysł. Czym dłużej na nią patrzę, tym bardziej mi się podoba. Inna, smukła a za razem roztrzepana. W dotyku mięsista aż palce w delikatne i długie igiełki wchodzą.

    Cudo, wspaniałe nie spotykane cudo natury. Urosła ale nie rozwinęła się, zabrakło … słoneczka. A może za dużo człowiek ingerował w dna i przedobrzył. Żywot zakończy w moim domu i oby jej dobrze było w tych ostatnich dniach jej bytności.

    Wsztstko się kończy aby nowe mogło nastąpić.

  • Zdjecie ze strony overblog

    Bardzo boję się trzeciej szczepionki covida. Drugą przeszłam boleśnie i z halucynacjami. Boję się też zachorować na covida. Maseczkę nakładam wszędzie, oprócz domu i poruszania się na świeżym powietrzu i w odpowiedniej odległości od człowieków.

    Wczorajszej nocki przyjechała młodsza mego MM na „wakacje”. Będąc już w pidżamie, zeszłam na parter aby ją przywitać i bez żadnych uścisków tak jak to ona lubi. Zerwała się z krzesła, zastopowałam ją…. Tylko bez uścisków proszę…. Na zadane pytanie dlaczego, otrzymała wyjaśnienie, samolot, lotnisko. Że ona zaszepiona 3 dawką itp. Nie dyskutowałam. Wróciłam do sypialni.

    Nie słyszałam kiedy MM się położył, spałam snem kamiennym.

    Przy śniadaniu MM niemrawy, ale lotem sokoła poszybował do sklepu po bułeczki bo czerstwego chleba ja nie jadam. W czasie “lotu sokoła” MMa do sklepu, wstała jego młodsza. Zeszła do mnie do kuchni i na odległość odbyło się powitanie. Dziwne taka wylewna, a w oczy nie patrzyła.

    Ona wróciła do sypialni. MM wrócił z zakupami. Sprawę uścisków przedyskutowaliśmy. Osoba zaszczepiona chroni siebie (jeśli chroni), a nie osoby z otaczającego go kręgu ludzi. A wiedząc, że amerykanie to bardzo „odważny” kraj, w moim stanie zniesiono obowiązek noszenia maseczek.

    Młodsza strzeliła focha i spakowała się proszą o odwiezienie jej do apartamentu starszej, pod pretekstem nakarmienia kota. Starsza MMa była na wyjeździe. Ale nie omieszkała powiedzieć, że łóżko niewygodne. MM odwiózł i wrócił podminowany. Młodsza ojcu zrobiła pranie mózgu i MM jak niewypał. Gadał od rzeczy.

    -Mogę zadać pytanie? spytałam

    Pozwolenie uzyskałam

    – jeśli materac czy też łóżko było niewygodne, a wiesz, że ja jestem bardzo delikatna i spałam na tym łóżku ponad sześć miesięcy, dlaczego ona spakowała się rano i nie poczekała do świątecznej kolacji. Mogła poczekać do wieczora. Więc o co chodzi z tym łóżkiem i kotem? Bo kota pod nieobecność starszej dokarmia sąsiadka? Co się tak na prawdę stało?

    Niestety MM nie rozumiał tej sytuacji. Ale zadając pytanie wyjaśniłam, że to nie o łóżko chodzi. To nie materac zawinił.

    Zastanawiam się, czy wogóle przyjedzie na kolację. Jak zadrinkuje to zwali się nie na łóżko a pod.

    Poczekamy, zobaczymy.

    Przyjechała. Zjadła i pojechała. MM był niezadowolony.

    Nie moja córka i nie mój problem. Jeśli ma problem niech rozwiązuje.

    Już od dawna, nie wtrącam się w cudze sprawy.

    ________________

    UPDATE

    FEB 5,2024 8:23PM

    Młodsza córka MMa całkiem zdurniała powiedziała, że nienawidzi tego miasta i jej noga w tym mieście nie stanie.

    A ja wiem swoje. Koleżanki wyszły za mąż, koledzy pożenili się mają swoje rodziny. Przestali clać litrowymi butelkami bo ich nikt nie sponsoruje jak ją MM i jej matka. Może sobie pozwolić, przez ponad 6 miesięcy nie pracować i spać od nocy do nocy, bo nie może zostać dyrektorem teatry jakiejś firmy filmowej czy coś w tym rodzaju. Ale wszyscy wiemy, że kiedy jej matka i ojciec proponowali opłatę dodatkowych studiów to odmówiła, że się jej nie chce. Ojciec w dalszym ciągu zamawia online żarcie pod jej apartament w LA. Sama nazwa LA i Hollywood nie zrobiła z nikogo aktora ani dyrektora, nawet jeśli ona widzi szyld HOLLYWOOD z okien apartamentu nie pomogło jej w zostaniu szefem firmy castingowej. Do tego trzeba mieć nie tylko wykształcenie, doświadczenie ale dużo szczęścia i sprytu a do tego kusą spódniczkę i cycki na wierzchu.

    No nie udało się dziewczynie, a lata lecą i 40stka na nosie. Została sama z butelką przy piersi. Szkoda mi jej, bo fajna dziewczyna ale rozpieszczona do granic wytrzymałości.

    Jednego nie rozumiem dlaczego kobiety 40 i 40+ śpią z misiami i maskotkami pluszowymi?

    Sumując: młodsza nie przyjedzie i w tym roku nie przyjechała na święta, starsza MMa to inna piosenka ale wciąż śpi z misiem.

    Mówią, pociąg odszedł. Tak odszedł z chwilą kiedy ogłosiły na fejsie, że zaręczynowy pierścionek ma być powyżej, chyba 50k. Jak MM przeczytał to aż za głowę się złapał. Młodzi panowie się rozpierzchli jak przestraszone wróbelki. Nawet żadna wrona rodzaju męskiego nie została na polu bitwy o rękę pań.

    Jak można skutecznie odstraszyć człowieka rodzaju męskiego.

  • bo nikt nawet poszukiwań nie rozpoczął.

    Nie wiem co jest ważne a co mniej.

    Wiem, że przetrwam, przeżyję.

    Dla mnie też zaświeci jeszcze słoneczko.

    Tylko….. ta góra za którą się skryło, jest bardzo wysoka. Nie mam już siły iść w stronę tych pagórków tam daleko, gdzie słońce zachodzi.

    Zachód słońca również jest piękny, a jakże odległy.

  • Z zapowiadanych -2C było 0C. To jest już zima!!! Wniosłam do domu donice z alpejskimi fiołkami i gerberami. Te pierwsze kwitną, drugie mają pąki. Szkoda mi było zostawiać na przymrozki, a nadchodzącej nocy ma być -1C. Azalia pogubiła już kwiat, uroczo zakwitła tej jesieni.

    Liście z drzew spadają już hurtowo, chociaż na gałęziach jeszcze ich miliardy. MM w domu, mimo że nienawidzi prac podwórkowych ( chyba nie ma takiej pracy fizycznej którą by lubił ) wychodzi każdego dnia na podwórze i pakuje liście do wora. Jego limit jest 6 worków. I to jest wielkie osiągnięcie, cieszę się, nie komentuję.

    Sobotkę poświęciłam na ozdabianie domu wewnątrz. Prawie na ukończeniu są moje prace ozdobnicze. Możliwe, że dziś ukończę, jeśli ochota nie przejdzie na niedzielne prace. Wiem wiem. Niedziela jest siódmym dniem, w którym powinniśmy odpoczywać. Na zewnątrz jeszcze nie ukończyłam wszystkiego z tą piłam jedynie schody zewnętrzne Poręcze kolumny narazie to tylko tyle. Wiele ozdób jeszcze leży w garażu czeka, ja też czekam teraz przychodzę jakieś przymrozki które nie powinny wyskoczyć w listopadzie. Dobrze, że przynajmniej deszcz przestał padać.

    W każdym roku MM powtarzał, że nie trzeba ozdabiać christmasowo domu jeśli Thanksgiving nie minął. W tym roku zapowiedziałam, ozdabiać będę wcześnie bo chcę się nacieszyć świętami. Wczoraj i dziś, mimo niedzieli ozdabiałam dom wewnątrz. Robiłam przerwy, na kawę, pogaduszki, rozmowy na komunikatorach.

    Nic mnie nie goni, nie muszę się spieszyć, więc wszystko ma swój rytm.

  • Nic złego nie podejrzewam i nic grożnego ale….muszę udać się do lekarza. Wiadomo upadłam kiedyś tam, ale zaczął mi boleć oczodół. Mruganie jest już odczuwalne, przy dotyku powieki również czuję dyskomfort. No coś się dzieje. Córcia twierdzi że jest sinak ale ja go ujrzeć nie mogę. Narośl po upadku rozmasowywałam i się zmiejszyła ale, to ale mnie zaczyna trochę niepokoić. Tym bardziej małe dzieci mi się śnią. A to już bardzo źle. Dzisiejszego popołudnia było już za późno na ustalenie wizyty lekarskiej, tel. milczały lub … bla bla bla dzwonic po karetkę bla bla bla. Zanim jutro ja wstanę mąż sprobuje zadzwonić. Może się uda na jutro, byłoby dobrze. Z przychodni dzwonili w tygodniu, że mam przyjść na kontrolę ciśnienia krwi. W takim razie upiekłabym dwie pieczenie, oko i serce.

    Od dzisiejszego popołudnia rozmawiamy z MM tak (90%z mojej strony) bardziej normalnie, nie przez zęby czy służbowo. Za wcześnie jest dla mnie na poufności i otwieranie się mentalne. No, zranił mnie i jeszcze to przeżywam, przeżuwam, memłam. A tak naprawdę, analizuję. Życie nie jest białe i czarne, ma jeszcze mnustwo innych kolorów i te kolory mi się zamieniły w różne oddcienie szarości. Jeszcze troszkę a odzyskam równowagę.

    Kiedyś pisałam o pracy jaką wykonuję na podwórzu i w domu. Praca fizyczna to moje lekarstwo, pozwala mi zapomnieć o bólu, rozterkach, problemach które urastają w mojej głowie do tragedii. Nie, nie wybucham, zawsze tłumię w sobie i praca pomaga mi wyzwolić się z tego dynamitu jaki w sobie noszę. Bo co ludzie zawinili, że jestem jaka jestem. Teraz mamy ponownie więcej dni deszczowych i z przymusu po pracy, jestem zamknięta w domu.

    Oooo mam pomysł. W następną sobotę muszę iść poskakać/potańczyć. No i zapisać się na GYM w końcu. Medytacje? Próbowałam, to nie dla mnie, ja muszę spalić ten dynamit a nie przez dziurki w nosie wypuszczać.

    Jutro podobno nie będzie padać, będę kontynuować świąteczne ozdabianie. Plany planami a jak wyjdzie zobaczymy.

  • A to dobre😁

  • udał mi się😁

    W niedzielę byłam z MM w Madeleine na kawie. Zawsze pod przykryciem serwowane jest ciasto lub chlebek na spróbowanie. Nie preferuje takiego podjadania ale MM wziął 3 kromki chleba na zakwasie. Pierwsze co wyczułam to ocet, pierwszy gryz i szok zamiast składnika jakim jest woda w cieście chlebowym dodano octu. Zrezygnowałam z dalszej degustacji.

    Dziś upiekłam swój chlebek na zakwasie. Już nic nie mierzę i nie ważę. Sypię i wlewam na oko. Zakwas pół na pół żytni z pszennym, ciepła woda, sól. Wymieszać, przelać/przełożyć do foremki. Wyrasta, to zależy 2-4 godziny i dłużej. Jak mi się spieszy dodaję łyżeczkę suchych drożdzy. Dziś ciasto opadło ponieważ wyjmując z worka foliowego, folia wyślizgnęła mi się z dłoni i przykleiła do ciasta. Było ehhh i uhhhh. Ale zakalca nie ma!!!!

    Chlebek na zakwasie

    Zawsze kiedy jestem zdenerwowana, zła, wścekła jak pies, moje wypieki się nie udają. Dziś byłam tylko nieszczęśliwa, więc chlebek nie podrósł jak oczekiwałam. Smak? Kucharz z kawiarni Madeleine nie ma bladego pojęcia, co to jest zakwas. A zakwas chlebowy, na pewno, nie jest ocetem.