ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Starsza siostra jeszcze jest w NY, zapomniała zapłacić OC za samochód. Korzystanie z banku w Polsce przebywając za granicą jest troszeczkę skomplikowane, jeśli do danego konta bankowego jest przypisany numer telefonu, który został w Polsce. Nie może wprowadzić, żadnego nowego odbiorcy na swoim koncie, taka operacja wiąże się z potwierdzeniem smsowym. Poprosiła abym to ja zapłaciła, a ona zapłaci na równowartość moje inne rachunki. Odpowiada mi taka zamiana.

    W NY pada dziś śnieg z deszczem. Wszyscy zostali w domach, podobnie jak u mnie, jeśli pada śnieg i mrozi, nie wolno wyjeżdzać, chyba że to jest na prawdę niezbędne. U mnie dziś, również jest chłodno bo +6°C to nie jest za gorąco.

    Dziś mam dzień wolny, wstałam jeszcze wg starego czasu (z soboty na niedzielę przesunięto godz do przodu), kładę się również do łóżka wg starego. Mam nadzieję, że za kilka dni organizm się przystosuje. Jedna godzina wprawdzie to nie wiele, ale utrudnia mi funkcjonowanie.

    W dalszym ciągu będę kopiować moje posty ze starego bloga i przenosić do Worda. Później po dokładnym przeanalizowaniu, umieszczę na nowym blogu. Nie będą one wszystkie dostępne dla czytających. Kto z zaglądających na bloga czyta historyczne posty?

    Nikt.

    Oczywiście znajdzie się osoba, która nie mając co z czasem zrobić, przeczyta wszystko od deski do deski. U mnie nie będzie wiele do czytania z historii.

  • Podobno bo… ja jestem tutaj, oni tam lub jak kto woli,  oni tu a ja tam. Żeby, nie koleżanki z mego “świata” to nawet bym o tym nie wiedziała. W “tamtym świecie” imienin nie obchodziłam, jeśli już to były wymuszane, przez znajomych i rodzinę. W szkole, studiach i pracy nie obchodziłam i wszyscy wiedzieli, życzeń nie składali. Bo jakie to życzenia, kiedy się kogoś mało zna lub się pracuje w dużym zakładzie, nie sposób wszystkich poczęstować, kawy zabrakłoby i godzin pracy również. Nie lubiłam oklepanych życzeń, nie chciałam w dniu moich imienin być kucharką, kelnerką i sprzątaczką. W szkole i na studiach miałam wymówkę, że obchodziłam imieniny w lipcu, w pracy ogłosiłam wszem i wobec, że nie obchodzę.

    Dziś nie wiem, jak to się stało,  ale po powrocie z pracy jakiś dziwny nastrój mnie dopadł. Nie wiedziałam z jakiego to powodu. Raptem na messangerze koleżanka składa życzenia, skype też.

    Mogę stwierdzić, że nie czułam nastroju imieninowego, życzenia przyjęłam lecz …nie pamiętam życzeń.

    Na prawdę, nie przywiązuję wagi do życzeń imieninowych.

    Trzeba być miłym dla drugiego człowieka, każdego dnia nie tylko raz do roku.

  • Od jakiegoś czasu nie padało. Pogoda była słoneczna i gooorąącoooo. Mój organizm już przyzwyczaił się do upałów. Wczoraj przy ciut powyżej 37ºC pracowałam na zewnątrz. Nic nie zapowiadało, że dziś będzie padać i błyskać. Błyska i grzmi upiornie. 3sek od błysku do grzmotu, to 1 km. Nie zdążyłam policzyć do 1 i jak pierdyknęło, że podskoczyłam. Spojrzałam jedynie, czy to nie w sąsiadów dom piorun uderzył.

    MM ugrzązł na lotnisku i wciąż zmieniają godzinę odlotu. Tylko nie ma czym odlecieć, bo samolotu nie ma. Powinien już być w domu a on, gdzieś tam na lotnisku, gdzie piękne słońce świeci.

    Córcia też ugrzęzła w Downtown. Pojechała zapłacić za studia. Nie chciała przelewem, bo potrącają prawie 100$. Wzięła gotówkę, a to nie zła kasa, schowała w ….majtki. Bo gdzie można schować.

    Downtown nie jest bezpieczne, dużo bezdomnych krążących po ulicach, parkach i stacji metra. Wprawdzie policja patroluje skwery i ulice, ale nie ma prawa bez powodu aresztować. Tym bardziej, że zapewne zna każdego bezdomnego. W większości są to alkoholicy i ćpuny, którym nie należy się nawet nocleg w przytułku, jeśli jest na haju oczywiście. Nie wiem jak z zupą pod kościołem, ale tam ustawia się bardzo długa kolejka, więc ćpun czy alko nie wystoi 2-3h.

    Najgorzej, że tacy zaczepiają ludzi. Brudne ręce tak daleko wyciągnięte w co łaska, że gotowi za gardło schwycić. Przecież mogą z biegu chwycić za plecak lub torebkę, biegnąc dalej oddać innej umówionej osobie. Taką sytuację widziałam w swoim mieście w Polsce. Autobus podjechał w zatoczkę przystanku. Ludzie ruszyli w kierunku autobusu, jeden drugiego popychał, każdy chciał wsiąść. Zauważyłam chłopaka biegnącego w kierunku autobusu. Miałam wrażenie, że biegnie, aby zdążyć, ale tylne otwarte drzwi autobusu minął, nabrał prędkości w tym czasie przy drzwiach środkowych autobusu stało kilka osób. Jedni na schodkach inni jedną nogą na schodkach a chyba 3 osoby na zewnątrz. Ci na zewnątrz popychali osoby stojące na schodkach. Chłopak przyspieszył, wyrwał kobiecie torebkę, którą miała przewieszoną na ramieniu i …pobiegł dalej. Zanim wszyscy stojący na przystanku i przechodzący obok zorientowali się, chłopaka już nie było.

    Poszkodowana kobieta była w szoku, ja też, ponieważ to był ułamek sekundy i jakby nic się nie stało. A jednak się stało. Kobieta zaczęła krzyczeć. Ale gdzie i kogo szukać.

    Należałam do osób przechodzących obok przystanku. Nie znam dalszej historii.

    Gdy ten chłopak biegł zrównał się ze mną, gdybym wiedziała, że sytuacja tak się rozwinie to przynajmniej zapamiętałaby profil, ubranie, buty. Niestety to było coś niespotykanego i niespodziewanego, że nie zwróciłam uwagi. Byłam święcie przekonana, że biegnie, aby zdążyć na stojący autobus w zatoczce.

    Po prostu trzeba być ostrożnym.

  • Prawie każdy próbował z NK i na pewno wciąż są wierne osoby tej społeczności internetowej. Wzajemne odnajdywanie się po latach, wiele emocji z tym związanych, lecz po kilku miesiącach następowało wypalenie. Drogi i dróżki życiowe, szły w przeciwnych kierunkach, zabrakło wspólnych tematów, żarty z przed wielu lat już nie śmieszyły i znajomość została jedynie w kontaktach. W sercu i myślach całkowita pustka. Zmieniliśmy się wszyscy nie tylko wizualnie, nie chcę być porównywana do kogoś w ilości posiadanych zmarszczek lub narośli na palcach. Jeden ma narośl, inny przygarbiony, trzeci już chodzi o lasce lub…nie ma go wśród nas.

    Potrzeba jedynie większego zrozumienia wśród „znajomych z klasy”. Już nie trzeba się licytować kto jaką szkołę skończył, wszyscy jesteśmy jacy jesteśmy i mamy już tylko jedną drogę do przebycia. Można mieć marzenia, nikt nie zabrania, można mieć również i plany, możemy startować w maratonie, lecz teraz trzeba brać pod uwagę, czy nam sił wystarczy i czy aby serce się nie zbuntuje przy większej radości ze zdobytego „szczytu” lub przegranej.

    Nie jestem zwolenniczką siedzenia w oknie z przyklejonym do szyby nosem, jeśli ktoś tak lubi spędzać dzień i jest jemu tak dobrze, to oczywiście niech tak czyni i tego szczęścia nikt nie powinien tej osobie odbierać.

    Facebook to jest następna o szerszych rozmiarach społeczność internetowa. Można przyjąć do grupy „friendów”  z Afryki lub Australii. Tylko pytanie czy na pewno będzie przyjacielem. Nigdy nie stawiałam na ilość lecz jakość. Przez lata szkolne przeszłam bez przyjaciółki, może za młoda byłam na takie relacje, chociaż nie sądzę. Były koleżanki, nieduże ich grono, nigdy o to nie zabiegałam. Nastał szał fejsbukowy,  i ja założyłam konto. Inni mogą to i ja też. Tylko nie mając friendów jak funkcjonować? Najpierw mąż…i tak powolutku poszło. Nie mam wielu, bo w ilości 26 osób.

    Kuzynka mojej koleżanki została przyjęta w poczet moich znajomych. Przyjemnie nam się rozmawiało, można powiedzieć, że podążałyśmy w kierunku przyjaźni. Tylko…zaczęła narzekać, że jest jej tak ciężko, nie wiąże końca z końcem. Zdegradowali ją i z kierownika spadła na stołek referenta. Za jakiś czas już nawet nie pracowała, była na etapie poszukiwania pracy. Mąż tyran pieniędzy jej nie daje a palić się chce jak diabli. Sukienkę też by sobie kupiła,  a nie ma za co. Autentycznie płakała mi w słuchawkę, aż tu nagle widzę na fejsie zdjęcia z Emiratów, później Australii, wykasowała mnie ze swoich znajomych, mimo, że nie komentowałam zdjęć. Czyżbym za dużo zobaczyła?

    Dwa lata temu, pewna kobieta zaprosiła mnie do grona swoich znajomych. Nie zareagowałam, nie lubię takich znajomych. Po kilku miesiącach ponowiła zaproszenie, mimo że mój profil nie jest upubliczniony. Z ciekawości zajrzałam na jej profil, spodobały mi się jej posty i zdjęcia  miasta w którym mieszkała.. Wydawała mi się na miłą, ciepłą osobą-emerytką. Polska szykowała się do wyborów a moja ”znajoma” z ciepłej osoby zamieniała się w drapieżnego zwierza. Nastał prezydent Duda, a ”znajoma”, nienawidziła wszystkich i tej nienawiści wcale nie ukrywała, kto miał inne zdanie niż jej ulubiona partia beretów. Ziajała nienawiścią, zwróciłam jej uwagę, na tydzień zawiesiła swoją ”działalność ” na fejsie, żeby wrócić i nikomu już nie popuścić. Uprzedziłam, że nie akceptuję jej zachowania, czy zrozumiała? Wykasowałam z facebookowych znajomych i zablokowałam. Ta pani nie chciała odpuścić, napisała do MM, w j.polskim. Nie czytałam, kazałam mężowi wykasować. Szok.

    Ostatnie zdarzenie z przed kilku dni. Jak to na fejsie, są propozycje grup i osób, które możemy przyjąć do grona znajomych. Grupa zamknięta, z mojego miasta. Proszę o przyjęcie do grupy. Spodobało mi się, ludzie zamieszczają zdjęcia miasta lat 60tych, wcześniejszych i późniejszych. Komentujemy. Rozpoznajemy ulice lat wojennych. Zabawa trwa, jest przyjemnie, do grupy dołączają nowe osoby. Ktoś zamieścił zdjęcie mojej ulicy z lat dziecięcych. Rozpoczęła się dyskusja, w wyniku której zostałam ja i p.T. mój sąsiad. Zaczęliśmy wspominać, i żeby nie pisać na stronie grupy, przeszliśmy na messangera. Nie było to nic złego. Już nie pamiętam kto ja czy p.T zaproponował przyjęcie w poczet znajomych fejsbukowych. Od tej chwili p.T mógł obejrzeć moje udostępnione posty na fejsie, jak również ja jego. Nie mam nic szczególnego, jakieś zdjęcia z wyjazdów, jakiś quiz, polubienia postów znajomych. Po prostu zabawa. Rozmowa na messangerze – z której wynika, że p.T oczekuje, abym pomogła jemu rzucić palenie, właściwie nalega abym kazała jemu rzucić. To był pierwszy sygnał – ktoś nakłania mnie do czegoś, czego nie tyle nie chcę zrobić, ale mnie to nie interesuje. W krótkiej rozmowie, wyłapuję, że jakoby ja jestem tą osobą, która MA zmienić jego życie. Pan T. Zaczyna zwracać się do mnie zdrobniale i stwierdza, że ….uczy się mnie….

    Jeszcze nie wiedziałam co to oznacza, nie zadawałam żadnych pytań. Moja czerwona lampka już bardzo szybko migała. Wchodzę na facebooka i …widzę, p.T ściągnął niektóre moje zdjęcia na swój komputer, na swoim profilu fejsbukowym ich nie ma. Zagotowałam się. Stwierdziłam, że jest złodziejem, bo nie spytał o pozwolenie. Nie rozumie. Wytłumaczyłam najdokładniej jak potrafiłam…jeśli zostawię drzwi od swego domu otwarte, to znaczy, że każdy może wejść do mego domu i wziąć sobie to co się podoba? Czy jeśli zostawię samochód z kluczykami wewnątrz, czy to oznacza, że ktoś może samochodem moim odjechać?

    Jesteś złodziejem!!!!! Stwierdziłam po raz drugi.

    Nie odzywał się jeden dzień. Zapytał …czy uważasz, że użyłem twoje zdjęcia do niecnych celów?

    Dlaczego pyta? gdyby nie robił, to by nie pytał.

    Zastanawiałam się przez chwilę i widziałam oczami wyobraźni, tego faceta nad moimi zdjęciami. Bo w takim razie po jaką cholerę je ściągał na swój komputer, jeśli miał zawsze możliwość obejrzenia na moim profilu?

    Odpowiedziałam…szczerze? TAK

    Dziś wykasowałam „sąsiada” i zablokowałam. Nie ma dostępu do mojego facebooka.

    Następna nauczka dla mnie.?

    Przesłanie dla złodziei:

    Nie sięgaj po cudze, cudze nie tuczy.

    ————————-

    UPDATE 9 września 2024

    Na dzień dzisiejszy, korzystam z nieprawdziwego konta fejsbukowego. Nie jestem aktywna, służy jedynie do przeglądania informacji z kraju i ze świata, oglądania głupiutkich filmików i opowieści różnych treści. Na moje prawdziwe konto w zasadzie nie zaglądam, chyba że koleżanka napisze …zajrzyj…

  • Co za poranek!

    Szalony wiatr za otwartym oknem obudził mnie przed 6am. Deszcz zaczął bębnić o rynny i już nie usnęłam, a przecież mogłabym pospać. Nigdzie się nie spieszyłam dzisiejszego poranka. To był drugi dzień wolnego.

    Internetowa prasówka w łóżku przy deszczowej muzyce za oknem.

    Media manipulują jak się da i na ile potrafią. Szkoda mi młodego chłopaka z Oświęcimia. Nikt już nie pisze, że rozproszona kolumna jechała na drugim pasie, a więc pod prąd. Jeśli są dwa pasy jezdni w różnych kierunkach to skręcając w lewo mam obowiązek przepuścić pojazd jadący z naprzeciwka. Podobno kolumna miała włączoną sygnalizację, podobno jechali 50km/h , (połamania jak przy 100km/h) podobno powinni mieć rejestrator prędkości, podobno powinni mieć kamery, podobno jechali samochodem pancernym. Dlaczego wyprzedzali młodego? Spieszyło się? To znaczy, że depnęli na gaz. Jeśli pancerniak jechał pod prąd i wyprzedzał młodego jadącego prawidłowym pasem powinien włączyć swoje szare komórki, że może być niedostrzeżony. Że wyprzedzany samochód może wykonać jakiś manerw, którego nie będzie się on spodziewał, ponieważ jedzie nieprawidłowym pasem. Teraz jedynie pozostała manipulacja, jak udowodnić winę i  skazać młodego. Cały elektorat pisowski w Kanadzie skazał młodego na więzienie bez wyroku. Relacja mojej przyjaciółki. Gdzie Kanada a gdzie Polska. Jeśli w Kanadzie skazali na więzienie, to co może dziać się w Polsce? Czy aby nie skażą młodego chłopaka na dożywocie?

    Czytałam o celebrytce, która swego czasu żyła ponad stan, a obecnie narzeka na brak gotówki.  Mam nadzieję,  że chociaż w wieku 68 lat zrozumie, że pieniądze przychodzą i odchodzą, a kredyty bankowe trzeba spłacać.

    I tak przeleciałam przez informacje internetowe w kraju j za granicą i ponownie doszłam do wniosku, że trzeba czytać między wierszami oraz dozować te info, w przeciwnym wypadku człowiek w to wszystko uwierzy i zawał serca murowany.

    W łóżku przeleżałam do 9 am, czasami drzemałam i kiedy nie był słyszalny deszcz, a słoneczko w oknie się pojawiło, nabrałam chęci na całkowite przebudzenie i kawę.

    Czekał na mnie pracowity dzień. Syn poprosił o pobranie dokumentów z urzędu na zmianę nazwiska. Przy zdawaniu dokumentów na obywatelstwo jest możliwość zmiany nazwiska i imienia bezpłatnie. Długo zastanawialiśmy się nad nazwiskiem, ostatecznie syn zmienił imię a drugie imię całkowicie wykreślił,  nazwisko zostawił, mówiąc jak coś wymyśli to zmieni sądownie. Opłata nie jest wygórowana.

    Dziś więc podjechałam do urzędu i odsyłana z pokoju do pokoju, trafiłam na urzędniczkę, która to ostatecznie dała mi wszystkie namiary na urząd oraz stronę internetową. Syn był z moich informacji zadowolony. Chce mieć zmienione nazwisko przed ukończeniem uniwersytetu.

    W dniu dzisiejszym moja córcia miała wyznaczoną wizytę na pobranie linii papilarnych do dokumentów ubiegających się o obywatelstwo. Również długo zastanawiała się nad zmianą nazwiska i mimo, że mogła dokumenty zdawać prawie rok temu, uczyniła dopiero w tym roku. Dwa imiona zostawiła, nazwisko zmieniła … nazwisko chyba z kosmosu. Podoba mi się, najważniejsze, że córcia jest z tego pomysłu zadowolona.

    Nie przywiązuję większej wagi do rodowego nazwiska. W Polsce miałam panieńskie, po mężu, po rozwodzie zmieniłam na panieńskie nazwisko mojej mamy, obecnie mam również mężowskie.

    W urzędzie emigracyjnym nie było kolejki, jak kilka lat temu. Panowały pustki, sześciu interesantów, pozostałe osoby to obsługa. Córcia miała wizytę na 2 pm, byłyśmy 15 minut wcześniej, cały proces trwał niecałe 10minut i o 2 pm byłyśmy w drodze na lunch.

    Po lunchu wstąpiliśmy do kilku sklepów na drobne zakupy i odwiozłam córcię do domu.

    Teraz musi przygotować się do testu na obywatelstwo. Dostała książkę ze 100 pytaniami z historii Ameryki w której również zawarte są odpowiedzi do tych pytań.

    Pamiętam…. na 100 pytań znałam 100 odpowiedzi. Żeby teraz ktoś zadał mi, chociaż jedno pytanie z tego testu, nie jestem pewna czy odpowiedziałabym prawidłowo.

    ____________

    Czas na fizykoterapię.

  • Ciekawe ułożenie daty. Co dziś dzień przyniesie?

    Poranek 7:36am. Jeszcze w łóżeczku

    ________________

    Więcej czasu poświęciłam na wklepywanie kremu na twarzyczkę oraz ułożenie włosów. Upiękniona zeszłam na parter. Pieski przewitały, za to dostały większą i smaczniejszą porcję jedzonka.

    Jedząc śniadanko, przejrzałam internetowe wiadomości. Pomalowałam paznokcie.

    Wyjechałam na spotkanie pięknemu i słonecznemu dniu.

    _________________

    Dzień pracy minął pracowicie. Po powrocie do domku, powitał mnie pieski. Skakały z radości, czarna w uśmiechu pokazała swoje zęby.

    Zrobiłam herbatkę mango i coś na szybko do przegryzienia ( krakersy, ser z żurawiną i salami). Nie miałam ochoty na robienie obiadu. Nie powiem, że to co zjadłam można było nazwać obiadem, ale…zapchałam żołądek na chwile.

    Rozpoczęłam porządki. Trzeba było się pospieszyć z resztkami choinki, jutro zabierają śmieci.

    Później układałam pudełeczka z bąbkami i ozdobami do plastikowego pudła.

    W międzyczasie upiekłam bułki dla córci.

  • Wczoraj spałam do około 2pm. Gdy obudziłam się ujrzałam Zimę śpiącą obok mnie. Czyżby pies wyczuwał moje złe samopoczucie? Nie uczyłam i wręcz nie pozwalam wskakiwać na łóżko. Nie przepadam również, za spacerami psów po sypialni.

    Popołudniu samopoczucie się poprawiło na tyle, że już do łóżka nie ciągnęło.

    Zakwas wyjęłam dzień wcześniej a wczoraj przed wyjazdem na rehabilitację dokarmiłam – postanowiłam upiec chlebek. Pieczenie chleba nie jest czymś nadzwyczaj trudnym i ciężkim.

    A o to co mi wyszło

    Smakuje również wyśmienicie.

  • Posted August 2, 2016

    W oddali grzmiało kiedy kończyłam malować paznokcie. Nie czekałam aż wyschną, grzmoty szybko się zbliżały, to nie były pojedyńcze grzmoty, odgłosy zwiastowały coś groźnego. Kilka grzmotów na raz … nie liczyłam sekund. Pakowałam się. Zdjęcia rozłożone na biurku – od kilku dni skanowałam, szybko zsunęłam do walizki. Dokumenty te ważniejsze do drugiej walizy. Grzmoty co raz bliżej a ja jeszcze pakuję i biegając, mam już plan działania. Jak uderzy w dom, szybko wszystko do samochodu i wyjeżdzać w dół na ulicę. Walizy i torby ciężkie ale dam radę. Nie zapomnieć baniaka z benzyną wynieść z garażu i gaz zakręcić. Pieski wrzucić do samochodu, nie zapomnieć! Wyłączyć elektrykę. Znów walnęło trzykrotnie, tu nie daleko.  Torba z komputerami, aparatami itp . Wciąż biegam i pakuję.  O czym zapomniałam? Co jeszcze będzie potrzebne i co bardziej kosztowne, czego nie da się po stracie odtworzyć. Myślę szybko i szybciej pakuję. Myślę o MM – co zabrać, co zostawić.

    Jestem nad wyraz skoncentrowana lecz przerażona odgłosami, zdaję sprawę z powagi sytuacji. Bo jeśli uderzy będę miała bardzo mało czasu, bo pali się bardzo szybko. Spojrzałam w biegu na pieski, leżą skulone w bezruchu  na swoich poduchach.

    Grzmoty odchodzą, powoli ale odchodzą. Siadam na krzesełku.

    Już spokojnie oddycham, patrzę na pomalowane paznokcie. Lakier zdrapany. Jutro pomaluję jeszcze raz.

    Widziałam w życiu płonące domy. Pierszy był doszczętnie spalony. Dom drewnaiany na mojej starej dzielinicy (tam gdzie się urodziłam i wychowałam). Miałam około 7 lat, tatus biegł do pomocy w gaszeniu pożaru, a ja za nim. W oddali słyszałam glos mamusi abym w domu została. Nie zostałam. Pobiegłam. Zanim dobiegliśmy a nie było tak daleko, z domu zostały tylko zgliszcza. Dom drewniany i malutki to i szybko spłonął. Straszny widok. czułam wtedy ogromne przerażenie ismutek. Ludzie ocaleli ale zostali jak wybiegli z domku. Płakali. To było dla mnie ogromne przeżycie. Wciąż mam przed oczyma zgliszcza a nad nimi syczące płomienie.

    Boję się grzmotów i błyskawic. Młodsza siostra miała z 4 latka to ja jeśli dobrze licząc 9. Nie pamiętam z jakiego powody byłam w domu z młodszą, gdzie była mamusia ze starszą nie wiem. Wiadomo, tatuś był w pracy. Na podwórzu szalała burza z piorunami i błyskawicami.  Jako starsza nie mogłam pokaza młodszej siostrze, że się boję. Wprawdzie nic nam nie groziło, dom murowany ale w tamtym czasie dach pokryty był czarną papą. A że byłam z tych córek co swemu tacie wciąż pomagała i krązyła wkoło niego, mogłam wiedzieć co może sie wydażyć w razie pioruna który ewentualnie uderzy w komin. Piorunochrony jeszcze nie były instalowane. Byłam z siostrą na piętrze i prosiłam o pomoc w pakowaniu pościeli, ubrań i co w razie straty/spalenia się domu,  może się przydać do dalszego życia. W tamtym okresie nie było tv ale mieliśmy duże radio.Bardzo często sąsiedzi przychodzili do nas i gromadzili się przy radiu, oczywiście byłu i rozmowy. Widocznie usłyszałam, co należy robić w razie pożaru. Poduszki pierzyny związywałam prześcieradłem i znosiłam na parter na korytarz. Obuwie i kalosze ustawiałam bliżej drzwi aby w razie czego można było wyrzycić na zewnątrz. Wydarzyło się to przy trzecim schodzeniu po schodach na parter, kiedy byłam na podeście a licznik elektryczny był na wysokości moich oczu piorun – ogień w postaci grybego postrzępionego sznurka wyskoczył z tego licznika zrobił kuko w odległości 1 1/2 metra i paląc korki elektryczne na czarny węgiel zniknął wewnątrz licznika. Stałam jak zamurowana. Większość pościeli była już niesiona z piętra (tam były nasze sypialnie). Po tym zdarzeniu nie myślałam o niczym, jedynie krzyknęłam do siostry żeby zeszła na dół i siedziałyśmy w pokoju na parterze,  oczekując mamusi.

    Dwa razy palił się mój nowo pobudowany dom w Polsce.

    Teraz pada deszcz a ja nie mogę zasnąć.

  • Co w lewej nodze wierciło, to się na razie nie dowiem. Przestało. Biodro również boleć przestało. Może to nerwobóle? Jak widać chcę być dla siebie lekarzem.

    Dziś również nie wyszłam na yard, przy 38 stopniach, niebezpiecznie pracować na zewnątrz. Przesiedziałam przed komputerem prawie całe popołudnie. MM kupił mi duży monitor do laptopa. Oczywiście świetna zabawka, ale mam kłopot. Za daleko odsunę monitor muszę zmienić okulary, za blisko też niewygodnie. Przeszkadzają mi dwa monitory. MM tak pracuje, ale on pracuje i jest przyzwyczajony, potrzebuje większego ekranu.

    Zdecydowałam zwrócić, jeśli nie jest za późno.

    Mogę wprawdzie oglądać filmy, ale mamy TV.

    Nie chciałam robić przykrości MM i zwlekałam z decyzją, a i siebie przekonywałam, że jednak potrzebuję.

    Nie potrzebuję.

    Zdjęcia kwiatów i owadów są ooogrooomneee. Przy dobrze wykonanym zdjęciu widać każdy szczególik.  No po prostu cudo, z tym, że z tego cuda rezygnuję.

    Tak to jest, jeszcze taki się nie urodził, żeby kobiecie dogodził.

  • Jak można uwierzyć w moją pracowitość? Po pracy i zjedzeniu lanchu w postaci zaległego leczo i rozmowie z MM o wyjściu do kawiarenki, wlazłam w ubraniu do łóżka i zasnęłam. Spałam snem nieprzerwanym 2 godziny.

     

    Deszcz dziś nie pada i nie ma temperatury na zewnątrz gotującej wodę w kubku.

    Zasnęłam, a śniłam o tym, jak powoduję spięcie elektryczno-telekomunikacyjne na słupie którego nie widzę. Korzystałam z laptopa, podczas pisania uruchomiałam jakąś funkcję która było odpowiedzialna, za te spięcia. Nie miałam dostępu do internetu, fachowcy przyjeżdzali naprawiali (nie widziałam tych osób). 

    Po naprawie internet działał. Znów korzystam i używam tej funkcji, tak było kilkakrotnie. Teraz słyszę głos w oddali…nie rób tego, ochrona!!!..Ochrona miała przyjść do mnie i zabrać mi laptopa. Widzę w oddali moją córcię …nie rób tego…krzyczy. Obudziłam się ze strachem, że przespałam godzinę o której powinnam wstać i jechać do pracy. Ułamek sekundy i powróciła świadomość. Dziś jest czwartek!!!! Ufff

    Pierwszy sen był jakby o pogrzebie. Ludzie wchodzili i zajmowali miejsca w auli. Wszyscy mieli smutne miny. Komuś zabrakło miejsca, więc miałam zapewnić tej osobie dodatkowe krzesełko. Gdzieś na podłodze naleciało dużo wody, miałam zakręcić tę wodę.  Ot takie, byle co.

    Lepiej, żeby pogrzebu nie było. Moja młodsza siostra jest chora. Ma problemy kobiece, chorą tarczycę i … trudno mi powiedzieć jakie jeszcze, lecz rosną jest guzy  w tej chwili są wielkości małego jabłuszka.

    Pierwszy jest na czole z prawej strony, którego ukrywa pod grzywką, drugi na karku pod długimi włosami. Jakiego typu są guzy nikt nie wie,  bo nigdy się nie badała. Oczywiście, że powodowały bóle głowy, ale to nie zmusiło siostry do odwiedzenia lekarza. Od kilku lat zmaga się z problemami kości. Kości są na tyle w złym stanie, że miała częściowe odbudowywane kości szczęki, aby można było wstawić implanty, ponieważ jej własne zęby powypadały. 

    W tej chwili utrzymanie implantów zębów równa się z cudem. Ma ogromne problemy.

    Rzekomo cuda się zdarzają, więc w dniu imienin życzyłam nie cudu,

    lecz dużo zdrowia.

    ______

    UPDATE

    Dziś jest październik 2021 r.   



    Zdrowie końskie to ona ma, a większość chorób jest
    wyimaginowanych.  

    To tylko zwrócenie uwagi na siebie.

    O czym definitywnie dowiedziałam się w 2019 roku




  • nie trafię do więzienia, ale zrobiłam to nieświadomie. W pół drogi do sklepu, zorientowałam się, że prowadzę samochód “wesolutka”, a więc po dwóch lampkach wina.  Jestem wierna jednemu gatunkowi( od 16/17 roku życia) Martini Rosso. Miałam trudności z odnalezieniem w Ameryce, udało się. Więc jadę, a przede mną samochód police, wtedy zorientowałam się, że moje postrzeganie jest ciutkę inne. Mózg włączyłam na szybki restarter, oczy wytrzeszczyłam,  okulary przeciwsłoneczne na nosie.

    Policyjny pojechał dalej, skręciłam na parking sklepowy. UFFFFF!!!

    Nieświadoma, co robię !!!

    wsiadłam za kierownicę!!!!! pierwszy raz w swoim życiu!!!!! pod wpływem!!!!!!

    Tylko w łeb sobie strzelić!!!!

  • Z uwagi na czekające nas prace ogrodowe, dziś nie wybraliśmy się z MM na niedzielne śniadanko do Einstein BrosBagels.

    Zrobiliśmy w domu podobne.

    Pracowaliśmy do 2pm

    Umęczeni podjechaliśmy do Panery na lunch-dinner.

    Żeby nie było tak cudownie, to wrzucając betony do kontenera, uderzyłam się w kolano.

    Nie tak mocno, żeby z bólu paść na ziemię nieprzytomna, ale zabolało i powstał krwiak. Chodzić mogę, z przykucaniem gorsza sprawa.

    Więc…. postanowiłam, zrobić okład z …moczu.

    Tak, zgadzam się ohyda, ale pomaga. Może nie we wszystkich przypadkach, ale przy skaleczeniach i siniakach jak najbardziej. Pamiętam mój pierwszy okład. To nie był mój mocz, mojej mamy. Myślałam, że padnę z obrzydzenia, miałam może z 9 lat. Mama przekonała, pomogło. Później już przekonana o skuteczności, z mniejszymi oporami stosowałam te okłady. Kiedyś skaleczony miałam palec, trzeba było na niego nasikać.

    To dopiero były manewry w toalecie. Wstrzymywałam się od sikania hahahahahah… aż w końcu.

    Palec został obsikany.

    Jako już panienka wiek 19-20 i później, robiąc manicure, nie raz się zacięłam, biegiem do toalety. Nie było syczenia z bólu i długotrwałego gojenia.

    Dzieci swoje też nauczyłam, robią podobnie, mimo że już dorosłe.

    Teraz mam troszkę utrudnione chodzenie z tym, że nigdzie się nie wybieram, na żaden bal. Do jutra ma się zagoić, muszę jechać do pracy.

    Wczoraj kupiłam maciejkę i inne nasionka kwiatów, dziś sobie odpuszczę. Jutro zabiorę się za sianie nasionek..

  • Wczorajszy dzień miałam wolny od pracy zawodowej. Siedziałam, odpoczywałam, poczytałam, przesuwałam, przenosiłam-przekładałam, biegałam, chodziłam, ogladałam, dzwoniłam…Byłam w sklepie i ups.

    Co robiłam?

    NIC!!! Nic pożytecznego. Zmęczona padłam do łóżka i zasnęłam jak zabita, obudziłam się dość późno nawet nie słysząc kwilenia psów.

    Tak żyć,  nie można!! Bez żadnego planu i bez pracy zawodowej. To był zmarnowany dzień, którego nawet nie powinnam pamiętać.  Z tym, że chcę zapamiętać, bo to był mój dzień, dzień mojego życia. Lepiej, żeby takich bezowocnych dni więcej nie było. Szkoda dnia na włóczenie się po domu.

    Dziś zastanawiam się, jak wiele jest osób na świecie, które zaczynają dzień, bez żadnych planów. Nic nie robiąc w ciągu dnia, padaja na łóżko wieczorem wycieńczeni całym minionym dniem. Dniem pozbawionym jakiegokolwiek sensu.

    Łatwiej mi się zorganizować, kiedy wstaję rano, lecę do pracy, po niej mam pełne ręce roboty. Wieczorem jeszcze wiele do zrobienia i wcale nie zmęczona, jeszcze w łóżku pooglądam film lub w końcu książka mnie uśpi. Lubię takie dni gdzie jestem w ciągłym ruchu z głową pełną pomysłów. Myślami przelatującymi w niej z prędkością komety.

    To wtedy czuję, że żyję, że to jestem JA, żywa i sprawna.

    Nadająca swemu życiu sens!!!

  • Kopia z poprzedniego mojego bloga, który był moim jedynym przyjacielem.

    November 23, 2014

    Jak wyjść z łóżka kiedy cieplutko, za oknem słychać kapanie deszczu i szum wiatru. Sprawdziłam temp, nie ma mrozu bo +7C a będzie -17C. Przy ładnej pogodzie o tej godzinie jest widniutko, dziś szaro i ponuro. Zostanę jeszcze troszkę pod kołdrą, mimo że zapach kawy parzonej przez męża drażni moje zmysły.

    Och tak, tylko kawa w deszczowy poranek może postawić na nogi. Żeby się jej napić, muszę wyjść ze swoich pieleszy i zejść na dół. A mi się nie chce wstawać, kawy bym się napiła.

    Niedzielny poranek, lubię. Nie muszę pędzić do mojej zwierzyny. MM wypuścił psiaczków a ja mogę jeszcze poleniuchować.

    ——

    Leje i grzmi. Psy nawet ciężko wypędzić na podwórze. W kominku z lenistwa jedynie gaz zapaliłam. Patrząc na pieski one też dziś leniuchują.

    UPDATE: Septeber 28, 2014

    Miło powspominać. Amber już rok jak nie ma. Dywan inny i jakaś skóra sztuczna przed kominkiem leży. Ten na zdjęciu dywan jest w jadalni kuchennej a dywan z jadalni trafił do garażu.

    Dużo się zmieniło. Odmalowałam cały tv room. Kupiliśmy nowa kanapę, zabezpieczenie do kominka oraz inna dekoracja na półkach. Oczywiście gdzież mam zdjęcia ale….wciąż pracuję nad organizacją katalogów ze zdjęciami. Jak zwykle mówię… ręce nie sięgają.

    Bardzo tęsknię do poprzedniego bloga, on był jak moje dziecko i mój jedyny przyjaciel.

  • Kopia z poprzedniego mojego bloga, który był moim jedynym przyjacielem.

    September 24, 2014

    Mam maciutkiego pieska, białego mini pudelka.

    Zima wymawiamy z naciskiem na Z .

    Zima jest moim drugim pieskiem. Amber podobnie jak i Zima są mini pudelkami, panienkami.

    No cóż, nie lubię sierści przemieszczającej się przy najmniejszym ruchu, jak i piesków ponoszących nogę i obsikujących wszystko i wszędzie.

    Mam prawo nie lubić, więc nie lubię. Zima jest u mnie od 13-tego września. W chwili zakupu miała 9 tygodni. Była za maleńka aby treningi wprowadzić w jej życie. Mimo to od pierwszego dnia wzięłam się solidnie za tresurę. Najważniejsze aby nie siusiała i …coś tam jeszcze w domu. Pierwszy tydzień był dla mnie bardzo pracowity. Z uwagi, że jeszcze piła mleczko, potrzeby wyprużniania miała co 15 minut. Więc, co 15 minut z zegarkiem w ręku, wynosiłam Zimę na zewnątrz. Powoli czas się wydłużył do 20 minut. Nie potrafiła wyjść sama, potrzebowała mego towarzystwa, bo z chwilą zabrania jej od rodzeństwa i rodziców ja stałam się mamą, tatą, siostrą i bratem, a więc całym jej światem. Oczy miała skierowane w moją stronę, śledziła każdy mój ruch, przebudzała się na każde moje próby wyjścia do drugiego pomieszczenia, pokoju. Niezadowolenie oznajmniała piszczeniem i popiskiwaniem. Powolutku odzwyczałiam i w dalszym ciągu odzwyczajam.

    To nie jest takie tam siup, to jest proces.

    Teraz, sama wychodzi na podwórze nie potrzebuje mojego towarzystwa lecz… jeśli zniknę z jej pola widzenia, zaczyna szukać. Najłatwiej jest odejść, kiedy śpi lub jest dalej ode mnie i zajęta poszukiwaniem czegoś.

    Niezadowolenie z pozostawienia jej w kojcu na czas mojej nieobecności w domu, objawia cichutkim popiskiwaniem już po powrocie i gdy jest w moich objęciach.

    Moja Amber nie jest zadowolona z towarzystwa. Do tej pory była jedynaczką. Wszystko i wszyscy byli dla niej. Nikt jej nie denerwował, nie tarmosił za uszy, nie obwąchiwał, nie podchodził do jej miski i posłania. Była panią domu. W dalszym ciągu jest panią domu i to się nie zmieni. Chyba, że się zestarzeje.

    To ona oznajmnia mnie, że coś się dzieje na zewnątrz. To ona staje na baczność w chwili zagrożenia.

    Takim to sposobem..”nie miała baba kłopotu, kupiła sobie pieska…” 

    Tak wygląda zwierzaczek po prysznicu z węża ogrodowego. No przeszkadzała polewać posianą sałatę, odganiałam strumieniem wody co wcale ją nie zniechęciło, a wręcz zachęcało do zabawy.

    Update: 27 wrzesień 2024 rok

    Minęło 10 lat i teraz jest pozbawiona towarzystwa Amber. Z dniem kiedy MM rozpoczął pracę z domu, odsunęła się ode mnie. Nie jestem osobą która karmi psa ze swego talerza, pod stołem podaje smakołyki i pozwala dosłownie na wszystko włącznie siadaniem pupą na czoło. Oczywiście starałam się zwracać uwagę, więc MM robi co chce pies kiedy mnie nia ma w pobliżu. Ja wchodzę do pokoju, to oni jak na baczność udają, że nie na broili. Toż widać, że pies je swoje ciasteczka na kanapie, tego nie ukryjesz.

    Teraz ona przejęła stróżowanie i robi to na prawdę wspaniale,

  • Nie było tak strasznie jak się MM spodziewał. Na początku weszłam do jacuzzi. Woda mokra, ale cieplutka jak rosołek. Ostrożnie trzymając się kurczowo poręczy zeszłam schodkami aż do dołu. MM podtrzymując mnie posadził na ławeczce. Serce to miałam w piętach. Woda sięgała mi do piersi. Kilkakrotnie wstawałam i siadałam trzymając się dłoni MM. Po około 10 minutach oswajania się z wodą zdecydowałam, że czas na basen. Miałam do pokonania 5 kroków. Drżące nogi ciągnęłam po mokrej posadzce. Chciałam odwlec moment wejścia do wody. Kilka schodków w dół. Trzymałam się kurczowo poręczy i wydawało mi się, że zaraz ją wygnę, mimo że metalowa. Stopień w dół i za chwilę stopień w górę, gotowa do ucieczki. Powtarzałam ten scenariusz kilka razy. Musiało wyglądać to dość zabawnie, kiedy spojrzałam na głowę wystającą z wody z promienistym uśmiechem.

    Łatwo powiedzieć…zrób to, jeszcze jeden stopień… gorzej z wykonaniem. Nabrałam powietrza w płuca, zacisnęłam zęby i przymrużyłam oczy i weszłam. Byłam w basenie pełnej mokrej wody do momentu,  aż mi zabrakło powietrza. Ale… MM pozwolił na ucieczkę jedynie stopień wyżej, wciąż byłam zanurzona w wodzie, do pępka.

    Męczyłam się przy tej poręczy i tych schodach i za nic w świecie, nie mogłam się od nich uwolnić. Czułam się bezpieczna. Bałam się, że MM się utopi i nie pozwalałam jemu na żadne głębsze zanurzania i pokazywanie, że woda człowieka unosi. Jakoś mnie wiele lat temu nie uniosła jak chłopcy mnie wrzucili. Obudziłam się nad brzegiem jeziora. A teraz MM mi coś takiego pokazuje. I co z tego, że inni pływają. Ale mogą się utopić. Mój kolega był wspaniałym pływakiem i nurkiem i się utopił, normalnie się utopił.

    Przezwyciężyłam strach, opuściłam w końcu tą poręcz. Zeszłam niżej. Musiałam znów wyglądać dość komicznie. Facet pływający obok pokazał mi swoje białe zębiska.

    Nie do śmiechu mi było i nie do oddychania, bo wciąż nabierałam powietrza w płuca i przesuwałam się brzegiem basenu, tuż za mężem. To nabieranie powietrza do płuc miało zapewne mnie uchronić przed utonięciem. Na zasadzie bańki powietrza unoszącej się na tafli wody, tylko moja waga jest niecoooo większa.

    Przesuw wzdłuż brzegu basenu był na odległości około trzech kroków nie więcej. Zdecydowałam wracać. Za wiele stresu.

    Kiedy usiadłam na najwyższym schodku, MM przyniósł pałki z pianki. Wsadziłam je pod pach i próbowałam się unosić. Namowy MM abym opuściła niżej głowę unosząc się na plecach, nie poskutkowały. Nie dały również zamierzonego celu, abym zanurzyła głowę chociaż do brody stojąc w wodzie. To nie ten etap mojego oswajania się z wodą. Może następnym razem.

    Spodobało mi się w tej wodzie, z tym, że jestem spięta jak agrafka. Może to za którymś razem minie. Dziś odniosłam sukces!!

    Weszłam do wody, powyżej kostek!!

  • Dzień jeszcze świąteczny


    Nie było tak jak sobie planowałam.
    Chciałam mieć śniadanko w gronie rodziny lecz niestety się nie udało. Niektórzy członkowie rodziny pracowali lub po pracy smacznie spali, aby w godzinach południowych udać się do obowiązków służbowych. Inni mieszkają po drugiej stronie stanów, a jeszcze inni, zmęczeni podniebną podróżą nie myśleli o śniadaniu i obiedzie.

    Śniadanko jak i obiad zjedliśmy z mężem tylko we dwoje. Ciesząc się ze swojej obecności. Radość również nie trwała długo, MM zaczął się szykować do wyjazdu i wylotu do innego stanu w którym pracuje. Zostałam z pieskiem.

    Za chwilę syn wrócił z pracy, jak również córcia. Miałam w końcu ich dwoje przy jednym stole, a nie jak zwykle to bywa, gdzieś tam po drugiej stronie linii telefonicznej.
    Musiałam szybko cieszyć się ich widokiem, bo już za chwilę miało ich nie być. Ostatnie egzaminy i trzeba sie uczyć.
    Znów ja i piesek.

    Pomimo tych szybkich i urywanych chwil, poczułam ciepło i radość w sercu. Że mam kochanych ludzi przy sobie.

    Mam dla kogo żyć i na kogo czekać.

     


     

  • Zasypało i zamroziło. W tej chwili już odtajamy. Dziś trzeci dzień siedzenia w domu. Wczorajszego wieczorka byłam tak bardzo umordowana siedzeniem, że poszłam spać wczesniej niż zwykle. Sklepy przemysłowe, urzędy, szkoły,  banki i mniejsze ośrodki medyczne zamknięte. Niektóre sklepy spożywcze również są zamknięte. Przed wyjściem na spacer do sklepu, nakazują sprawdzić w internecie godziny pracy sklepu lub przychodni zdrowia. Kilkanaście tysięcy ludzi pozbawionych jest elektryczności. U mnie na szczęście wszystko jest dobrze, wszystkie drzewa stoją.

    Dzisiejszego poranka wybrałam sie na spacerek. Oczywiście znów wzięłam kijek od szczotki tak jak dwa tygodnie temu. A oto moje fotograficzne polowania.

     


    UPGRADE 01/03/2023

     

    Nie ma śniegu i jak narazie to mamy ulewę z grzmotami w dniu dzisiejszym.

    Pogoda butelkowa lub jak kto woli łóżkowa.

  • Już od najmłodszych lat rodzice starają się znaleźć zajęcie i nim zaciekawić małego brzdąca. Podtykają zabaweczki – a może laleczkę, sukieneczkę, autobusik, samolocik? Nie?

    To czym go zainteresować? Książeczki, kredeczki i cukiereczki.

    Jaka radość w domu. Dzidziuś sięgnął po strzykawkę. Będzie lekarz!! Okrzyknięto.  Och, jak dobrze mieć lekarza w rodzinie. Darmowe badania i lekarstwa z wyższej półki za półdarmo, wizyta u specjalistów za darmo.

    Od tej chwili kochani rodzice prześcigają się w zakupach zabawek typu medycznego. Nie zwracają uwagi, że dzidziuś już ma inne zainteresowania, bo z szafki kuchennej wysypał wszystkie przyprawy i zioła na podłogę. Wącha, łzy lecą, ale wącha. Och toż to będzie jakiś znawca ziół, a może degustator win!

    Sugerowałabym, że raczej będzie narkomanem.  Zioła, strzykawka.

    W drugiej rodzinie nie zwracają uwagi na to, że mały brzdąc nakłada sukieneczki siostrzyczki. Pomagają pomalować mu usta i położyć trochę koloru na policzki.

    Jaki on jest śliczny w tej sukieneczce – no zobacz, spójrz kochanie.

    Jaka nasza Adasiowa prześliczna.

    Niewinne zabawy. Czerwona lampka rodziców jest wyłączona.

    Śmieszne zabawy w malowanie córci wąsów, również mogą skończyć się nieciekawie.

    Nakłaniamy dzieci do różnych zabaw, lecz kontrola nasza nad przebiegiem jej jest prawie wyłączona.

    Nie staramy się prostować kierunku myślenia i zainteresowania dziecka. Przecież to tylko zabawa i my rodzice też się wspaniale bawimy.

    Uczymy dziecko korzystania z nocniczka dla naszej wygody, dlaczego nie uczymy, żeby chłopczyk nie malował paznokci?

    Mama z tatą będą musieli dzieckiem się zająć, a tak maluch sobie bawi się dowoli w dziewczynkę lub z chłopczykiem w tatusia i mamusię.

    Dla własnej wygody, zostawiamy dzieci samym sobie, nie zwracamy uwagi na ich zainteresowania, bo to nie jest w naszym interesie.

    Interes jak zostanie lekarzem, adwokatem, politykiem, generałem itp.

    Dziecko rośnie i zauważamy, że coś nie pasuje. Chce zmienić płeć lub podoba się ta sama płeć.

    Nie mieliśmy czasu na zainteresowanie dziecka jego własną płcią. Przecież dzidziuś nie rozumie, kim są dziewczynki a kim chłopcy. Z czasem odkrywa, że dziewczynki mają to a ja nie mam tego.  Nikt nie wytłumaczył, a w maleńkiej główce powstaje bunt.

    Chcę być jak ona, chcę być jak on, jak dorosnę wyjdę za mąż za mamusię. To nie są wcale niewinne zabawy, takie zachowania powinniśmy zacząć kontrolować.

    Dorosły potrafi przerwać zabawę w każdym momencie.

    Małe dziecko uważa, że życie jest zabawą.

  • Kopia z poprzedniego mojego bloga, który był moim jedynym przyjacielem.

    October 14, 2014

    Bardzo rzadko, ucinam popołudniową drzemkę. Dziś był ten dzień, kiedy poczułam się niezmiernie zmęczona. Nie przeszkadzała mi nawet ilość poduszek pod głową. Zasnęłam.

    To był dobry, naprawdę dobry odpoczynek.

    _________________

    Mimo, że późno, pomalawał odrosty. Szybko włosy rosną jak się ich nie sprawdza co chwilę. Kolor wyszedł, powiem, taki o jaki mi chodziło.

    Z położoną farbą przeszłam się z MM do sąsiadów, aby powiesić kartkę na skrzynce pocztowej o wyciszenie swoich psów.

    Psy niczemu nie są winne, ludzie nieodpowiedzialnie się zachowują. Mam teraz pogodę do siedzenia na decku lub otwarcia drzwi. Siadasz i co słyszysz? Ujadanie psów. Drzwi otwierasz i co słyszysz? Ujadanie psów. Dziś przeszły siebie. Wydrukowałam kartkę z czerwonymi dużymi literami i wykrzyknikami i…. przykleiłam. Na kilka tygodni będzie spokuj, jak co roku, po jakimś czasie znów trzeba ponowić prośbę. To wyjątkowo oporni sąsiedzi.

    UPDATE: October 14 ,2024

    Jedenaście lat minęło i po głośnych sąsiadach słuch zaginął. ale co nerwów napsuli to ja wiem. Od dnia wprowadzenia się do tego domu, szczekanie i wycie po nocach 3 trzech psów nie dawało spokoju. Najgorzej było w weekendy gdy, jak śmiałam przypuszczać zostawiali je na zewnątrz a sami swoim camperem wyruszali w “rejs”. Wzywałam policję prawie każdej soboty od 2011 roku. Na kilka weekendów był spokój, i następowało całodzienne i nocne ujadanie.

    Obchodzili imieniny dość hucznie z głośnikami na całą dzielnicę i całą noc. Nie przestrzegali ciszy nocnej bo widocznie ich nie dotyczyła. Podobno pochodzili z dawnej Jugosławii. Hodowali świnki, kury i króliki. Tym się nie martwiłam, to było zmartwienie ich bliższych sąsiadów. Hodowla w dość szybkim tempie była zlikwidowana. Pianie koguta o poranku było z tego wszystkiego najurokliwsze.

    Czasami ale sporadycznie coś dzieje się w tym domu, leci muzyka trochę głośniej ale nie zwracam uwagi bo wiem, dzieci które miały 10 lat teraz mają 24. Rodzice nie są już dla nich towarzyszami do zabawy czy pluchania się w basenie. Rodzice również mogą mieć bliżej 50-tki lub po. Teraz jest spokój. Lubię słuchać radosnego pokrzykiwania dzieci innych sąsiadów. Słuchając ich wiem, że to jest dziecięca radość i szczęście.

    Wszystko się zmienia i nic nie stoi w miejscu, Wszystko ma swój koniec tylko należy poczekać i przeczekać.

  • Dziś po pracy wybraliśmy się we czwórkę do pizzerii. Och… zdałam się na swoje wyczucie i… zamówiliśmy pizzę, ja wybrałam. Później okazało się, że wybrałam tragicznie. No wiesz? żeby do pizzy dodawać sos BBQ to pierwszy raz się z tym spotkałam. Zamówiliśmy pierwszy i ostatni raz taką pizzę. Pizza musi, powtarzam musi być z keczupem.

    Po kolacji pojechałam z MM oglądać samochody. Musimy kupić samochód dla MM.

    Niestety dwóch dilerów odwiedziliśmy, ale żeby coś tak naprawdę wpadło w oko, niestety nie było. Szoku nie doznaliśmy, niestety.

    Obsługiwał nas szybki i bardzo sprawny Fin. Ku naszemu zdziwieniu nie zapytał, czy mamy ID lub coś w tym rodzaju, ale… wręczył nam kluczyki i …w drogę na próbną przejażdżkę. W jedną stronę prowadził MM, powrotna należała do mnie. Samochód sportowy z dachem odkrywanym ale….siedzenia to były strasznie sztywne i proste. Cena dostępna, przejechane mile 70tys. też może być, OK ale… te siedzenia to tylko dla maciutkich ludzików. Nie było zadowolenia z jazdy trzeba było prostować zdrętwiały kręgosłup.

    Samochodu nie kupiliśmy

  • Posted on Marzec 23, 2012

    Staram się być dobrą żoną. Myślę, że jestem. Gotuję, a przecież nie muszę. MM niejednokrotnie sam sobie przygotowuje posiłki i nigdy nie wspomniał, żebym coś ugotowała. To jest moja dobra wola. Gotuję, nakładam na talerz i podaję, zmywam po posiłku. Zawsze przygotowuję dom na jego przyjazd.

    Chcę aby wracał do czystego i wysprzątanego domu. Można na palcach jednej ręki policzyć kiedy nie posprzątałam lecz nie z tej przyczyny, że mi się nie chciało lecz byłam zmęczona innymi pracami. Robię pranie i składanie.

    Kiedy chrapie jak w tej chwili to wychodzę z sypialni, pozwalam jemu się wyspać, rozumiem, że tydzień spędzony w pracy i w hotelu jest męczący. Wiem, że dzisiejsza i nie pierwsza moja noc będzie spędzona na kanapie. Wymorduję się strasznie. Jutro nie będę miała humoru ale… MM będzie wypoczęty i to jest dla mnie najważniejsze.

    W każdej sekundzie jestem gotowa na pomoc jego córkom. Nie krytykuję jego postępowania i postępowania jego córek w jego i ich obecności.

    Co jeszcze można robić?

    Pracuję jak głupia w ogrodzie, a jest cholernie duży. Wyrywam te kadzu-Ivy aż palce puchną i bolą. Boli złamane rok temu ramię. Dlaczego tak ciężko pracuję?

    Zagłuszam swoje myśli, bo wiem, że nie mam swojego miejsca na tym świecie. Polska … tam jest mój dom, niezamieszkały. To jest już inne miejsce i inni ludzie. Sąsiedzi nie postrzegają mnie jako jednej z nich lecz jako amerykankę. Nie mamy już wspólnych tematów. Inne spojrzenie i inne zdanie…nie łączą. Przyjaciółki i koleżanki jakie miałam już nie są te same. One i ja zmieniłyśmy się bezpowrotnie. Oczywiście utrzymuję kontakty ale podobnie jak u wszystkich, życie nas zmieniło.W Ameryce życie zaczęłam zbyt późno. Tak jak mówią …starych drzew się nie przesadza… to jest prawda. MM nie ma grona przyjaciół. Jednego kolegę z którym też się nie spotyka,  ponieważ kolega ma problemy natury rodzinnej. Żona nie pozwala na spotkania jest bardzo zaborcza.

    Tak więc nie mamy dokąd pójść z kim grilla zrobić, oczywiście z dziećmi. Ale tak się składa, że tego grilla robimy jedynie z jego dziećmi. Oni rozmawiają o swoich sprawach a ja… jestem znów sama. Uśmiecham się ale tak naprawdę nawet czasami nie wiem do czego. MM może mi opowiadać o problemach swoich córek, staram się jego wspomagać duchowo lecz… o swoich dzieciach nie mogę wspominać. Wspominanie mego syna, wciąż działa na MM jak czerwona (może kiedyś to się zmieni) płachta na byka, córcia jest ok… nie robi jak na razie żadnych komentarzy bo i ja nic nie mówię.

    Jestem bardzo samotna. Czasami chciałabym się komuś tak poprostu wyżalić. Nie mam nikogo!!!!

    Nie mam z kim porozmawiać!! Moja starsza siostra ?? byłoby dobrze lecz…. ona chyba nigdy nie spytała co u mnie słychać? Jak ja się czuję?

    Przecież ostatnio jak powiedziałam, że przyjeżdżam to usłyszałam … a po co ty jedziesz?? … Było mi bardzo przykro. A przecież nie jechałam do jej domu, mam swój. Tego się nie zapomina. Mamusia? Nie mogę z nią rozmawać o moich sprawach. Mamusia ma swoje zdrowie do omówienia.

    Tak mi bardzo brakuje mojego Tatusia. Zawsze wiedział kiedy coś się ze mną działo, zawsze potrafił pomóc, a przecież tak niewiele potrzeba. Żeby po prostu, ktoś powiedział… nie martw się , wszystko będzie dobrze…

    No cóż, mego Tatusia nie ma. Bardzo za nim tęsknię.

    ___________

    UPDATE

     Październik 18, 2021 r. 
    
    Kadzu dawno, wyrwane i palce powykręcane. 
    Back yard ukończony. 
    Z frontem nie było większych problemów,
    
    Mój syn wciąż działa na MM jak czerwono-bordowa płachta.  
    Syn się już dawno przyzwyczaił do takiego traktowania, 
    córcia równiez.  
    Do samotności się przyzwyczaiłam.
    
    Mniej gotuję bo i mniej jem. 
    MM gotuje sam sobie w mokrofali. 😁
    
    Wrzesień 19, 2023r. 
    
    Z siostrami nie utrzymuję, żadnych kontaktów. Z mamusią nie mam kontaktu. 
    Ostatni raz w Polsce byłam w 2019 roku. Możliwe, że w następnym roku pojadę. 
    MM jak to MM, jest bardziej marudzący, czasami wręcz docinający. 
    Przynajmniej  ja tak odbieram,  ale podobno to są amerykańskie żarty.
    MM z wiekiem robi się drażliwy, więcej unikam rozmów i znikam z jego w pola
    widzenia. 
    
    
  • 2:55 am

    wyrwana przez sygnał s-msa ze snu w środku nocy, przyczłapałam do komputera. Dziś czeka mnie pracowity poniedziałek i powinnam mieć oczy i ręce szeroko otwarte, ale nic tego nie zapowiada. Dochodzi 3 nad ranem a ja spałam zaledwie 2 godzinki. Oczywiście, że spróbuje sie położyć i pospać jeszcze kilka godzin, lecz czy mi się to uda? Awaria kanalizacyjna w domu w Polsce, nie pozwala na wyciszenie myśli. Nie sposób naprawić cokolwiek przez telefon. Miałam już podobne zdarzenie parenaście lat temu. Po spuszczeniu wody, wypływała wszystkimi możliwymi kanalikami. Początkowo nie była to czysta woda, ohyda. Myślałam że to g..no mnie zaleje. Nie pamietam jak uchroniłam się przed zatopieniem, ale teraz jest podobna sytuacja. Co robić i jak poradzić na odległość?

    Samo sie nie naprawi.

    Uciekam złożyć zmęczone ciało na łożu.

    ——————————————————————————

    8:15 am

    Rozbudzona przez przeraźliwy warkot silnika kosiarki zwlokłam sie z łóżka. Po raz piewszy od kiedy tutaj mieszkamy, ktoś kosił trawę po 7 am. Nie przeszkadzało by mi, gdybym miała przespaną noc, przegadałam z córcią i dopiero po 5 am, kazała mi sie rozłączać.

    Nie wiem jak poszło ciśnieniowe czyszczenie rur. Powinno zadziałać. Zaprzyjaźniony majster budowlany niewiele pomógł, ponieważ rura niedrożna jest pod garażowa posadzką.

    Kłopotliwe jest to niezmiernie, ale córcia może korzystać z toalety i zlewu w piwnicy. Prysznicu nie weźmie niestety, jeśli fachowcom nie udało się wyczyścić rur kanalizacyjnych, będzie więcej niż źle.  Po godzinie udrożniono wszystkie niedrożne rury. Hurra. Będę miała spokojny poniedziałek.

    U mnie pachnie kawusią.

    ————————————————————-

    6:35 pm

    Nie był to pracowity dzień jak zakładałam. Plany uległy zmianie. Popracowałam troszkę w kuchni, a więcej czasu spędziłam jeżdżąc z synem, szukając jakiejs kliniki która wystawi dokument szepień,  niezbędny do collage.

    W dwóch klinikach byliśmy i dwie nie miały szczepionek odpowiednich. Zdecydowałam sie więc, pojechać do mojej doktór. Mimo, że nie miałam umówionej wizyty, zostaliśmy przyjęci przez recepcjonistkę bardzo miło, moja doktorka, też nie była dłużna w uprzejmościach. Synowi pobrali krew do sprawdzenia, czy miał brakujace szczepienia i na pojutrze będą dokumenty.

    MATERAC TRUCICIEL

    Dwa tygodnie temu zakupilismy z mężem king size tempurpedic materac. Wprawdzie opłaciliśmy 5 tygodni wcześniej, ale dostarczono nam tak jak u góry napisałam. Zabawa była wspaniała, mamy z podnoszeniem nóg i głowy oraz masażem. Z rana wstawałam nie czując wogóle, że spałam. Żadna kosteczka nie wymagała rozciagnięcia. Pierwszą noc przespałam na plecach. Po obudzeniu nie czułam ich bólu. Można powiedzieć spanie w powietrzu. Wszystko co dobre szybko się kończy. Tylko… żeby nie ten zapach. poczatkowo tłumaczyłam sobie, że nowy wyjęty z folii, jak wszystko potrzebuje wietrzenia. Ustawiłam więc ogromny wiatrak na podłodze, drugi włączyłam przy suficie. Przez dwa tygodnie zdejmowałam pościel każdego poranka, zostawiona na materacu, nasiąkała niesamowitym odorem. Klej budaprem?, jakis gaz? i coś niedobrego w zapachu. Dziś mnie podkusiło aby zdjąć pokrowiec. Odór jaki się wydobywał gotowy był mnie zabić. Poleciałam do komputera, szperać, co jest złego z moim matracem. Teraz pytam siebie. Dlaczego nie zasięgnęłam opinii wcześniej? Odoru może się pozbędę, choć watpię. Posypałam cały materac sodą oczyszczoną, którą należy zostawić na 24 godziny. Nastepnie odkurzyć i …to wszystko?

    Za łatwy sposób pozbycia sie odoru. Może na kilka dni tak, ale nie wierzę, że zadziała po 24 godzinach.. Bóle głowy, wysypki i inne dolegliwości mogą wystapić dopiero po dłuższym jego korzystaniu. Wiem dokładnie, że materac zostanie zwrócony do sklepu. Nie mogę dopuścić do takiej sytuacji, że na zwrócenie będzie za późno. Teraz boje sie na nim spać. A był taki wygodny. Pójdę zrobić zdjęcie na pamiątkę.

    A oto mój truciciel posypany sodą.

     

     

     

     

     

     


    UPDATE

     

    Marzec 15, 2017

    Materac nie oddaliśmy do sklepu. Walczyłam z nim dość ostro. Wynosiłam na deck, ciężko bo ciężko ale ciągałam po schodach. W ładną pogodę, trzymałam go, aż do zmroku. Wiertzyłam przy otwartym oknie i wiatrakach. Pościel prałam prawie każdego dnia, podobnie przesypywałam sodą. Nie pamiętam dnia kiedy przestał śmierdzieć. Nie pamiętam dnia kiedy przyzwyczaiłam się do tego smrodu. _______

     

    Dziś jest 21 październik 2021
    
    Po 10ciu latach mogę stwierdzić, że teraz jest 
    po prostu bezzapachowy. 
    
    Wygodny, a podczas choroby bardzo wygodny.
  • Od pewnego czasu poszukiwałam w internecie czegoś, co mnie wciągnie, przyciągnie i zainteresuje. Blogów jest tak wiele, że nie sposób wszystkie przejrzeć i przeczytać. Wpisywałam w googlach różne opcje wyszukiwań, mniej więcej w granicach mojego wieku. Wyskakują różne dziwadła. Z mniejszą lub większą ilością tekstu jak również, zamieszczanych zdjęć. Przedrzeć się przez to wszystko nie sposób. Łatwiej założyć swojego bloga i klepać w nadziei, że komuś się to przyda lub pomoże w samotności.

    Patrycja prowadziła blog od 2008 roku. Przeczytałam wszystkie wpisy, niektóre dwa razy aby nic mi nie umknęło. Kim jest? Krucha, spokojna i skromna osoba, lubiąca ciszę, zieleń i książki. Cierpliwa w dążeniach. Nie należy do żywiołowych i wylewnych osób. Uczucia swoje lubi skrywać czego, niejednokrotnie żałuje. Czasami mając wiele do powiedzenie woli milczeć, obserwować i czekać.

    Jaka jest naprawdę? Nie wiem nigdy nie poznałam Patrycji i zapewne nie poznam.

    Blog który prowadzi jest jedynym który, daje się czytać. Patrycja posiada cechę “lekkiego pisania”. Dzięki Patrycji zaczęłam ponownie,zabawę w blogowanie. Jak dotychczas zakładałam blogi na różnych serwerach, kasowałam, udzielałam się na forach od 2006 roku, na czatach siedziałam już od 2000. Niestety, po szykanowaniu, wykasowałam swoje wszystkie posty i definitywnie odeszłam.

    Patrycji bloga już nie odnalazłam.


    UPDATE  Aug 14, 2024

    Nie pamiętam dokładnie który to był rok ale zaczytywałam się blogiem duzagula. Zainteresowało mnie życie kobietki prowadzącej ten blog. Przeczytałam od deski do deski. Z problemami jakimi się zmagała, czasami były niby takie proste do pokonania ale z zagłębianie się w blog okazywało się, łatwe i nie łatwe. Każdy z nas popełnia małe lub duże błędy i łatwo być sędzią ale….przejść drogę jaką osoba z problemami przeszła nie jest łatwe. Nikt nas nie zna tak dobrze jak my sami. I śmiem twierdzić, że nie do końca. Głupie decyzje które chcielibyśmy nie podejmować ale już jest PO, nie ma odwrotu. Czasami brniemy dalej w to bagno i toniemy ale babrzemy się w tym bagnie przez następne lata.

    Duzagula, znikła nagle, Podobno zmieniła nazwę bloga, pokazywała się w komentarzach innych blogów..to co wiem , do bloga pierwotnego nigdy nie wróciła. Miło się czytało i niejednokrotnie czytający trzymali kciuki za powodzenie jej decyzji.

  • Nie trzeba dużo aby kogoś doprowadzić do białej gorączki. “Pożyje pani jeszcze i sto lat z takim młodym i zdrowym głosem”. Słowa te zbudziły diabła w “tej pani”. Toż ona nie chce żyć sto lat ona, chce umrzeć dziś i teraz. No tak, ale żebym, powiedziała ma pani bardzo chrapliwy głos i wróże pani kilku dni życia. Podejrzewam że, ze skóry by wyskoczyła. Nie dogodzisz starszym babom.

    Znałyśmy się od dziecka a, właściwie to ona znała mnie od chwili moich narodzin. Sąsiadka, wydawało mi się że, mnie lubi ale, nic z tego.

    Należy wypowiadanie życzeń najpierw przeanalizować, a dopiero później buzie otworzyć.


    Dziś jest Marzec 15 , 2017 roku godzina 6:22pm
    
    Sąsiadka ma się dobrze. Przekroczyła 90tkę. 
    Zapewne mnie przeklina i moje życzenia.
    
    No cóż, nie przewidziałam, że życzenia się spełnią 😄😱
    
    ___________
    
    Dziś jest 19 październik 2021
    
    Sąsiadka żyje i ma się nawet dobrze.
    
    Przekroczyła 95.
    
    ___________
    
    Dziś jest 3 stycznia 2023
    
    Sąsiadka wciąż żyje, ma 97 lat.