ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Dawno temu, na pewno 10lat już minęło kiedy z MM pojechaliśmy na pchli targ. Więcej było tam pcheł i śmieci niż jakichkolwiekrzeczy nie nie kupienia lecz oglądania. To był mój pierwszy i ostatni raz. Parę lat temu dostałam od koleżanki adres do Antique Market. Nie spieszno mi było, sprawdziłam stronę nternetową i moge powiedzieć, że rewelacyjna ale nie miałam zamiaru czegokolweik kupować na jakimś markecie. Nie kupuję urzywanych rzeczy osobistych: obuwia, pierścionków, kolczyków, zegarków bransoletek, ubrania. Chociaż zdarzyło mi się kupić futerko krciutkie, które mi jakiś czas służyło. Sukienkę letnią – po tygodniu wyrzuciłam i sweter biały, długi, który przywiozłam do ameryki i bardzo go lubię. Nie kupuję używanych foteli, kanap i materacy.

    Postanowiłam w końcu odwiedzić to miejsce. W jedną stronę 45 minut jazdy samochodem, powrotna droga w milach taka sama, czasowo dłuższa. Kupiłam jedynie tylko jeden kryształowy kieliszek. Spędziliśmy tam ponad 5h.

    Sprzedawane były rzeczy używane i nowe. Piękne meble, obrazy, biżuteria złota i srebrna, dywany, zasłony. Chodziłam podziwiałam. Wrócę po dywan, nie są tanie ale …. chcę podobny jak moja mamusia ma w dużym pokoju, czerwony. Wrócę po zasłony i donice.

  • Wczorajszy dzień nie należał do łatwych, mówię o pracy zawodowe. Zatrzymałam się na dłużej aby obgadać kilka spraw. Powrót do domu również nie należał do łatwych. Wszystki arterie i uliczki zatłoczone. Za późno było na sadzenie ostatnich cebulek tulipanów. Nasionka ostróżki i łubinu również czekają. Nie wygospoadowałam jeszcze miejsca na te kwiaty, które rosną dość wysoko ale coś tam mam w planach. Na zdjęciach z opakowania pięknie wyglądają, oby i na moim polu tak dostojnie się reprezenowały.

    Zastanawiam się. Czy nie wysiać do wielkiej donicy.

    Dzisiejszy dzień zawodowo będzie krótki. Wysokocze na pole i … będę się grzebać. Pogodę zapowiadają cieplutką 18-19C.

  • Aktywna zawodowo, yardowo i rodzinnie, zapominam lub też z braku czasu, o napisaniu w moim osobistym pamiętniku kilku zdań o wydarzeniach z minionego dnia.

    Często krytykuję MM, jego starzenie się. A przecież starzenie się to nie tylko uśmiechy, to brak pamięci, powolność, marudzenie, niechęć, ból i strach…itp. Niby pamiętałam, widziałam, przeżywałam z innymi osobami w rodzinie i po za nią, a jednak zapomniałam. A może od MM zaczęłam na jego starość, więcej wymagać. Możliwe, że chciałam zagłuszyć widok starzejącego się człowieka ze swoim widokiem w lustrze. Nie wiem, trudno mi to ocenić. Wiem, że zaczęłam się od MM oddalać, kiedy on wciąż trwał i trwa przy mnie. Nie chciałam i nie chcę widzieć jego drżącej prawej dłoni. Udaję, że nie widzę. A przecież coś się dzieje. Myślę, że nie idzie do lekarza bo nie chce usłyszeć diagnozy. To jego prawo, prawo wyboru, które na siłę chcę zmienić. Zwracałam uwagę na pierdoły..stawianie brudnych butów na stół nie widząc, że dla mnie chodzi 2 km z ciężarami w plecaku. Drapaniu widelcem po talerzu, nie widząc jego bąbli na stopach. Niby takie drobnostki a ja właśnie do tych drobnostek zaczęłam przywiązywać większą wagę, zamiast podtrzymywać jego na duchu, dawać więcej zainteresowania. Nie, nie krytykowałam MM za jego zachowania: butów, skrobania widelcem, smarkania podczas obiadu itp. wychodziłam na tę chwilę z kuchni. Nie krytykowałam ale zmieniałam się w zachowaniu do niego. Nie kłóciłam się tylko uciekałam na yard, a tam budowałam sobie skorupę. Można mieć skorupę ale trzeba zauważyć drugiego człowieka. Stałam się skorupiakiem, widzącym tylko swoje potrzeby. Wygodnie było i jest kiedy udaję że nie widzę lecz moje i MMa starzenie sie włazi przez każdą naszą komóreczkę do środka nas. Jestem aktywna, pełna wigoru ale czy ta aktywność jest taka sama jak u 30tki?

    Wiem, że muszę „przemeblować” swoje postępowanie, nastawienie, myślenie. Większą uwagę skierować w kierunku swego męża, bo przecież chciałam zestarzeć się z nim, a teraz uciekam. Przecież byłam i jestem, wyrozumiała, cierpliwa, delikatna ale…. coraz mniej w stosunku do MM.

    W tym miejscu chciałabym podziękować Tara53, której ostatnia notka na blogu zmusiła do refleksji. Dziękuję Ci. 🌷🌷

  • Cała prawda

    Szukam kogoś, kogoś na stałe, na długą drogę w dal

    Szukam kogoś, na życie całe na wspólny śmiech i żal

    ……

    spiewała Urszula Sośnicka.

    Ehhh

    Nasze wyobrażenia o dalszym życiu. Nasze oczekiwania i marzenia, uleciały i pozostała proza życia. Wszystko co chciałm znaleźć u drugiego człowieka, znalazłam w sobie.

    Mimo słoneczka zaglądającego przez szybę, dopadł mnie smutek porażki. A przecież wszystko przezwyciężam. Może to nie smutek porażki, jedynie zmęczenie, zmęczenie i wymordowanie psychiczne.

    Moja znajoma ŚP. Sandra. Zostawiła swojego męża po 25 latach małżeństawa. Nie mogła znieść jego narzekania, braku choć jednego pozytywnego słowa, braku uśmiechu, po prostu braku życia w tym człowieku. Mimo wysportowanego ciała, wewnątrz ten mężczyzna każdego dnia ją dołował swoim pesymistycznym nastrojem, podejściem do świata. On zabierał jej radość aby samem żyć dalej. Ona była jego BATERIĄ. Odeszła. Wrócila jej radość i sens życia. Odkrywała każdy dzień na nowo a nie słysząc ….i jeszcze jeden następny dzień… wypowiedziany z niechęcią i nienawiścią do tego dnia że wogóle się rozpoczął, tak jakby on nie chciałby go przeżyć. Sandra była moją prawdziwą przyjaciółką, nie byłyśmy uzupełnieniem, byłyśmy jak jedność. Razem cieszyłyśmy się i płakałyśmy. Pocieszałyśmy się wzajemnie. Brak mi Sandry, brak jej uśmiechu, radości życia, chęci życia

    Dzisiejszy dzień nie jest dla mnie, znienawidzonym dniem. To będzie piękny dzień i przeżyje z radością i uśmiechem. Wezmę z dzisiejszego życia co najlepsze i najpiekniejsze. Nie pozwolę aby ktokolwiek podpiął się i naładował, a na pewno nie pesymista.

  • Poranek przywitał przymrozkiem -2C. Nie wiem komu wierzyć, appce pokazującej -1 czy termometrowi -2C. Myślę, że to drugie urządzenie pokazuje prawidłową temperature. Bo z mego pola, appka łapie duży okręg.

    Zamroziło

    Wczoraj padało, rękawice zostały na podwórku i je zamroziło.

    Zamroziło

    Bardzo lubię wychodzić o poranku, jeszcze w szlafroku i kapciach, na „pole”, obejrzeć, popatrzeć, co nowego się pojawiło? Po wczorajszym deszczu, nic nowego. Deszcz wymył decki, chodniki i patia. Nie oznacza to że nie będzie potrzeb ciśnieniowe mycie. Jak co roku po ulewach, wszystkie mórki i chodniki, zazieleniły się.

    Znów będzie roboty oj roboty. A MM jak zwykle …ja się nudze…..Bo i przestaje się już jemu dziwić. Ciśnieniowego mycia będzie na 3 dni po około 6h. Nie dziwie się też maszynom, że nie wytzymują tego napięcia pracy. W ciągu 6h pracy, przeważnie robię jedną 15-20minutową przerwę. Możliwe, że w tym roku będą przerwy dłuższe i praca przy myciu. Jakby nie było, ale lat przybyło.

    Dziś wolna ale mroźna sobota. Co z nią zrobić aby nie zmarnować, jeszcze nie wiem.

  • Mam kolekcję zestawu sól i pieprz. Nie jest to kolekcja historyczna, antyczna a współczesna. Kupuję na wyjazdach lub sklepach internetowych. Mój „skarb” musi mieć to coś co zachęci mnie do zakupu. Ostatnio zakupiłam dwa zestawy.

    Made in Japan

    Zestaw jest właściwie jedynie do kolekcji, za mały do używania. Urzekła mnie łódka a na niej kontenery.

    Made in Mexico

    Zestaw świątecznych pisanek, można pistawić na świątecznym wielkanocnym stole. Podobaja mi się.

    MM nazywa to zbieraczami kurzu, niech i tak będzie ale … wszystko co w domu posiadamy można podciągnąć pod określenie „zbieracz kurzu”.

    Dom bez rzeczy nie jest domem, jest tylko pustym pomieszczeniem.

  • Data jak data. Nic szczególnego się nie wydarzyło. Po pracy, wsadziłam worek tulipanów do ziemi. No nie worek ale tulipan każdy z osobna brałam z tego worka. Wogóle to zrezygnowałam z wyjścia na pole, ale MM tak mnie wnerwił, że potrzebowałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Sta i tak bez namiętnie oddychać to ja nie potrafię. Wzięłam więc ten worek z tulipanami i poszłam na to pole. Upychałam juz jak popadnie, bo i złość i rezygnacja ze wszystkiego mnie dopadła no i kilka łez, potoczyło sie po policzku. Jaka to ja jestem nieszczęśliwa, zmarnowałam sama sobie życie, mam tego dość, wracam do domu, i takie tam códa niewidy. Jak już w worku nie było cebulek, rozum wrócił na miejsce, łzy otarte no i lekka i wesoła weszłam do domu.

    I czego ja tak się wnerwiłam? MM jest raczej facetem nie ociosanym, nie oszlifowanym, toporny ten facet ale z dobrym sercem. Tylko, że jest ciężko starego faceta wychowywać i w nieskończoność tłumaczyć. Po 15 rocznicy ślubu zaprzestałam tłumaczeń i wychowywania. Zdrowie na tym straciłam, to nie znaczy, że teraz nie tracę. Ale żyć się da, mam swoje pole na które uciekam w razie „awarii” domowej

    W tej chwil pada deszcz i to mnie cieszy ponieważ moje tulipany potrzebują wody, krzewy i drzewa również. Jutro wyjdę jeszcze na pole od frontu mam chyba 100 lub więcej cebulek do posadzenia. Poupucham wszędzie gdzie się da. Zonkile też czekają na posadzenie.

    Ogólnie to u mnie wiosna, Snieżki już wschodzą, Mam żonkile wieloletnie w kilku miejscach, już pokazały sie pąki.

    Będzie na moim polu znów cudnie jak każdej wiosny.

  • Upchałam w ziemi 300 cebulek tulipanów. Zostało mi na jutro 4 worki. A pogodę zapowiadają, cieplutką i słoneczną, to po pracy zabiorę się do roboty. Jednak miałam rację z zakupem cebulek wczesną (u mnie) wiosną. Gdy kupowałam jesienią, po przebraniu połowa z nich była gniła lub wyschnięta. Z tych 300 cebulek, tylko jedna cebulka była sucha.

    W weekend zamówimy korę. Jeszcze musze policzyć ile worków. Ostatnio keżała u mnie brązowa, chciałam odmiany ale jednak wrócę do cyprysowej i czerwonej. Ciemna brązowa szybko blaknie. Krzewy przycięłam późną jesienią, to chociaż ta praca mi odeszła.

    Jeszcze mam sporo liści. U mnie zmieniono odbieranie śmieci, podobno ze względu na covida a ja myślę, że ze względu na koszty. Odbierają tylko jeden pojemnik bez sortowania. Nie jeździ już drugi samochód po sortowane. Mam w kuchni dwa pojemniki i w dalszym ciągu sortujemy ale wrzucamy do jednego dużego zewnętrzego pojemnika. Bezsens. Teraz nawet liści nie zabiorą, zmiana do odwołania. Liście będę zbierać pod drzewami w swoim lesie. Już sprzątać ich nie będę. Też mniej pracy do wykonania. trzeba będzie tylko przelecieć się kosiarką j je rozdrobnić. Z ładnego, czystego osiedla zrobi się zaniedbane osiedle. na moim osiedlu każda działka ma drzewa, nie jedno i nie dwa. Każda działka ma liście. Jak będzie z tym „liściowym złotem” ? Pożyjemy, zobaczymy.

  • To był dobry dzień. Poranek nie należał do przyjemnych ale biorąc pod uwagę cały dzień, to mogę powtórzyć. To byl dobry dzień.

    Znów planuję na jutro. Zapowiadają ładną pogodę, to ja siup na „pole”. Pracuję w tym tygodniu w kratkę to trochę wolnych godzin będę miała. T

    Trzeba posadzić będzie tulipany, narcyze i żonkile. Zagrabić lub liście ostatnie podmuchać.

    Syn ma urlop. Ten urlop po chorbie nastroił go na zmianę pracy. Applikacje składa, interview intrnetowo już ma za sobą. Dziś pojechał na rozmowy osobiście. 10 lat minęło w jednej kompanii. W ameryce tak długo nie pracują w jednym miejscu. Powiedział, że musi zmienić wszystko. Jestem za. Jutro po urlopie do starej pracy, ma mieszane uczucia. Sercem już czuje, że to nie jego. Przez 10 lat oddawał serce i duszę, nie to że niedoceniali, ma po prostu dość. Ludzie wokół niego się zmieniali, a on trwał. On jest z tych trwałych związków, po grób. Cieszę się że zdecydował się na zmianę. Córcia też jest w szoku.

    Dlatego, nigdy się nie zakładam.

  • No bo dopiero dziś po południu uporałam się z wczorajszym emailem. Musiałam wiele rzeczy jeszcze dopracować.

    Wysłałam, więc już nic nie tylko nie zmienię ale i nic nie zepsuję.

    Zepsułam co innego.

    Dosłownie przez pomyłkę, nieuwagę, wykasowałam swoją domenę

    potoaby.blog

    Teraz zostało jedynie potoaby.wordpress.com

    Moja domena traci ważność któregoś lutego i chciałam przedłużyć korzystanie na następne lata, ale zafrasowana czym innym, kliknęłam i to nie jeden raz i …..wykasowałam. Nie ma niestety możliwości powrotu do domeny z pozycji bloga. Napisałam emaile o pomoc w 3 miejsca do worpressa. Oczywiście wszystko ma swój czas i w tym przypadku, rozumiem. Tak pomyślałam,  jeśli się nie uda to coś innego wymyślę.

    Ogólnie to miałam spokojną niedzielkę ze spokojną muzyczką w tle. Ostatni przestawiłam się na relaksującą muzykę instrumentalną.

    Bardzo pomaga sie wyciszyć.

    Jest po czym. Wczoraj zepsuła sie pralka. No i oczywiście problem powstał. MM nie jest z tych złota rączka raczej dwie lewe rączki i ze szklanki wody zrobił ocean. Wczoraj jedynie poodsuwałam urządzenia ale nie zdecydowałam się sprawdzać, w czym jest problem. Dziś o poranku, zabrałam sie na serio do szukania powodu nie pobierania wody i jej nie odprowadzania. MM chciał być mądrzejszy od wszystkich, więc kazałam wyjść z pralni zamknąć buzię i drzwi. Oj, widział, że to już nie żarty, więc nieposieszony wyszedł. Odpręciłam przewód pobierający ciepłą wodę, zimną również. Przewody skierowałam do dużego wiadra i odkręciłam kraniki. Woda poleciała a więc rury nie były zamarznięte. Pozostała rura odpływu. Wyjęłam ją z podłączonej drugiej jury i wlałam w odpływ zewnętrzy gorącej wody, zabulgotało, więc wszystko ok. Filtr sprawdzony został wczoraj, był czysty.

    Moja rola złotej rączki skończona. Włączyłam pralkę i usłyszałam ten sam odgłos. Pralka próbowała nabrać wodę i bez względu jaką ciepłą czy zimną, nie dawała rady, motor bardzo się męczył. Z tego wynika, że motory siadły i do wymiany. Ja tego już robić nie będę do tego trzeba fachowca.

    MM jutro zadzwoni po fachowca i naprawę opłaci. Jak widac na coś się przyda ten mój MM.

    Moje pranie od wczorajszego ranka leżało w pralce. Wyprane bo jeszcze działał pralka, zatrzymała sie na wirowaniu. właściwie wirowania nie było tylko na czytniku wyświetlało się wiruje. Było 10 minut od ostatniego szybkiego spojrzenia, wróciłam po pół godzinie , pozostało jeszcze 9 minut ale wszystko drętwo leżało zanurzone w wodzie.

    Wykręciłam pranie ręcznie, część wyniosłam i powiesiłam na barjerkę na zewnątrz, lżejsze włożyłam do suszarki.

    No momentu ułożenia swego ciała na łózku i przykrycia nustwem kołderek i elektrycznego koca, nic się ani złego ani dobrego nie wydarzyło.

    Teraz gaszę swiatło.

     

    _______

    Syn napisał mi smsa:   TO JEST DZIEŃ WIARY

     

     

     

  • Pół dnia siedziałam na redagowaniu emaila, z paragrafami, przepisami i cholera go jeszcze wie z czym. Zapisałam no zapisałam, i ….szlag go wziął. Dosłownie sekunda i miałam go wysłać. Nie wysłałam, wcięlo tak, że wykasowało!!!! Dobrze, że szczątkowe paragrafy zapisałam w notatniku. Nie, że byłam jakaś nierozgarnięta, każdy klik na klawiaturze był przemyślany. Cały dzień ciężkiej pracy na kompie, kliknęłam sejwuj!!!! Nie powiem brzydko … kilka godzin pracy poleciało w kosmos. Byłam wściekła, że nie przesłałam na adres pomocniczy. No coż, mgła mózgowa.

    Ale co mi się udało, to się udało. Kapuśniak!!! Taki smaczny, że …a może po prostu byłam głodna. Ale domownicy chwalili. 😋

    Jak by co to proście o przepis😁

  • Nie powinnam planować, czasami no czasami planuję. Bo jak tak bez planu sadzić cebulki tulipanów. Zaplanowałam, na dziś. Po pierwsze, pogoda popsuła mi plan. Po drugie, lew dłoń zaczęła mnie boleć. Po zażyciu przeciwbólowej, było lepiej z dłonią ale wiatr targał drzewami. Zostałam w domu.

    Z przerwali na kawę, relax i rozmowy z MM i nie tylko, sprzątałam parter. Nie spieszyłam się, tym bardziej że z głośników płynęła spokojna muzyka, która nie pozwalała na pośpiech. W spowolnionym tempie, sprzątałam do 7:30pm. Nie, nie dokładnie, kurze zrobiłam piórkiem. Przemieściłam kurz ale odkurzaczem wjechałam w każdy kąteczek.

    Po zakończeniu sprzątania, mogłabym zacząć na piętrze, nie byłam zmęczona lecz postanowiłam zostawić na jutro.

    Czy to postanowienie powinnam traktować, jako plan na jutro? Jeśli tak, to nie jestem pewna, czy nie ulegnie zmianie.

  • Przed zaparzeniem kawy, wyszłam na zewnąrez obejrzeć moje „pole”. Przykryte liśćmi było jedną zwartą brudno-brązową płaszczyzną, przykryciem, kożuchem. Nie mozna było dojrzeć skalniaka, nawet małpiej trawy. Nie zdążyłam ogolić we wszystkich miejscach małpiej trawy. Dokończę jutro. Moje „pole” nabiera „rumieńców”

    Otrzymałam już 300 cebulek tulipanów.

    Cebulki tulipanów

    Cebulki w bardzo dobrym stanie i gotowe do pisadzenia. Zawsze kupiwałam jesienią i przechowywałam zgodnie z zaleceniami a i tak, zawsze połowa cebulet wysychała. Nie mogę sadzić cebulek jesienią ponieważ wiewiórki wykopują z zuemi. Worawdzie nie jedzą ale mam rabatki przeorane.

    Piątek będzie bardzo pracowitym dniem.

  • To będzie dobry DZIEŃ

    To był dobry DZIEŃ

  • Słońce już wcześniej wschodzi i później zacgodzi. Dobry znak – wiosna idzie!! Oczywiście, że cieszę się, bo jak się nie cieszyć? Na niebie ani jednej chmurki, ptaszki już rozpoczynają chóralne świergoty, wiewiórki przeskakują z gałęzi na gałąź pokazując swoją zwinność. Stary człowiek podpiera się laską, a czy wiewiórki dożywają sędziwej starości? Oj, tak mi przyszło na myśl.

    W kuchni pachnie smażonym boczkiem i spalonym tłuszczem. Otworzyłam okno. Popijam kawę przy uchylonym oknie. Zastanawiam się, jaki będzie mój dzisiejszy dzień. Na 9am wiozę syna na test rapid. Poczekamy z 15-20 minut na wynik. Do domu to jest rzut beretem. Trochę popracuję przy kompie i….

    Wszyscy jesteśmy zdrowi. Syn jak zwykle negatywny – rapid. Zrobili jeszcze PCR test, wynik będzie za 2-3 dni. Do pracy może wrócić po negatywnym PCR teście.

    Zdjęłam prawie wszystkie lampki i ozdoby świąteczne na zewnątrz. Pogoda mi w tym pomogła 16C oczywiście na plusie. Jutro dokończę.

    Dzisiejszy dzień był bardzo udany. Aby takich więcej.

    Tak to był piękny i zwycięski dzień

  • Rozpoczęcie 49 tygodnia. W ameryce tydzień rozpoczyna się od niedzieli.

    Oczy swe otworzyłam skoro świt bo po 5am. Za wcześnie na wstawanie i do kuchni na kawę dreptanie. Sprawdziłam na appkach gdzie MM się znajduje, w domu czy na GYM, czy może po kanapeczki pojechał. Przestraszył się mrozu, bo u nas w tej chwili -4C. Strachliwy to on nie jest, ale stan podgorączkowy u niego wczoraj wyskoczył. No i się zmartwiłam. Jest z tych, не мнётся не ломается, a jednak coś go nie chce póścić. Muszę go poobserwować.

    Był jeszcze w domu, to pozostałam w łóżku na dłużej. Nie ma pośpiechu w niedzielny poranek. Kanapeczki już w drodze powrotnej do domku.

    Wczoraj porozmawialiśmy zMM, że zamiast naprawiać skórzaną kanapę, lepiej kupić nową. Przed lunch pojechaliśmy połazić po sklepach. Weszliśmy do „Rooms to go”. Tozglądaliśmy się za podobną kanapą w literę L. Najpierw oglądaliśmy skórzane, siadaliśmy i staraliśmy się w je wpasować. Niestety ale już żadnej skóry. Kremowa kanapa z legowiskiem służyła na ponad 13 lat. Obrzydła. Kupiliśmy z obiciem tekstylnym. Może kolor za ciemy ale bardzo bardzo wygodna i najważniejsze gdy siadam jest od razu w pupę cieplutko. Decyzja zostala podjęta ekspresowo i dostarczenie ekspresowe. W przeciągu 2 h kanapa zajęła miejsce starej. Starą kanapę kierowca miał zawieźć do Goodwill, ale spytał czy może zabrać dla siebie. Nie oponowaliśmy, w jakim domu ona stanie i kto na niej siedzieć będzie, jest nam obojętne. Ważne, że została zabrana.

    W tej chwili leżę na nowej kanapie. Mam poduchy na oparciach i dwie male. No, jestem zadowolona z zakupu.

    😁

  • Dzisiejszego poranka poczułam sie tak, 100% zdrowa. Wcześniej i zdrowa i nie bardzo zdrowa. Przekonywałam raczej siebie do zdrowotności, że jestem zdrowa, że mam energię, że nic mi nie dolega, że jestem zdrowa. Wszystko robiłam na pół gwizdka. A jednak coś było, jeśli dziś czuje się wyśmienicie, no i mam porównanie, kilka dni wcześniej i dziś.

    Zdejmuję ozdoby w domku bo jak nie było, trzeba doprowadzić dom do normalnej użyteczności a nie udawać, że może zostać. Swięta minęły a znimi świąteczny nastrój, za oknem piękne słoneczko świeci i powinnam przywrócić domowi nastrój wiosenny. O kurcze znów zapomniałam zamówić cebulki tulipanów.

    Zamówiłam 400 cebulek tulipanów, 200 żonkili i hiacyntów 24. Cebulki będą dostarczone na poczatku lutego. Będę miała co robić. Z niecierpliwością będę czekać na pposadzenie i zakwitanie. Bo nie kwitnięcie daje radość, ale kiedy pojawiają się pąki, następuje moje aj, oj.


    Tak, tak, mam znowu ręce pełne roboty. Zdejmuje ozdoby i gotuje barszcz ukraiński. Zachciało się zupki. Miała być pomidorówka. MM przypomniał o kapuście…może kapuśniak? Z kapuśniaka wyszedł barszcz ukraiński.

    Bez ozdób świątecznych dom jakby pusty ale i wrażenie większej przestrzeni. Zostało powieszenie stałych obrazów na śicany i będzie zakończenie. Ustawiłam już ozdoby Wielkanocne.

    Moje ulubione zajączki

    Do świąt jeszcze daleko ale ten czas tak szybko ucieka, że … nie wiem czy ktoś zauważył, że do końca roku zaledwie 49 tygodni.

  • U nas waga jest używana w ukryciu przez MM. Niechcący weszłam do łazienki, kiedy MM stał na wadze. Nie mogłam zapytać …ile ważysz?…lepiej nie, bo zepsuje mi cały dzień. Będzie bardzo niegrzeczny w swoich wypowiedziach, już przez to przeszłam. Zamknęłam drzwi, udawałam, że mnie nie interesuje, a MM wychodząc z łazienki nie pochwalił się spadkowym wynikiem. Nie musi, widzę jak zaczyna znów nosić przed sobą ciężar brzucha. Widzę co je i kiedy. Zasznurowałam swoje usta, kiedy mówi… dziś nic nie jadłem….., aż chce się powiedzieć … z głodu nikt jeszcze nie utył. Nie boiorąc pod uwagę specyficznych chorób, MM choruje na …wszystko smaczne.

    Cudnie ze swoją córką rozprawiają przez telefon, o dietach i salach gimnastycznych. Co się powinno jeść, ile przysiadów zrobić. Jakie orodukty mają mniej kalorii, których nie piwinno się jeść.

    Co drugą sobotę lub piątek spykają się na wielkim żarciu.

    Każdego wieczoru u mnie jest wielkie szykowanie na GYM. Te spodenki, koszulka itd. Z rana wstaję…. O już wróciłeś? Jak było….wiem, że nie był na fitnesie bo wcześniej sprawdziłam na kamerkach. Za chwilę słyszę tysiąc wymówek. Dzisiejszego poranka nie było temperatury minusowej, nie padało, samochód sprawny i pełen bak, nie chciał mnie budzić bo chciał zmienić koszulkę lub spodenki. No nic, nie mój balon, nie mój problem. Tylko po jakiego licha, mówić mi o tym, że zrobi a nie robi. Bez sensu.

    Ok ja nie będę mówić, że do pracy czas. Czas też wstawać z łóżka. Potrzebuję jakiejś wyciągarki, cieplutko w łóżeczku, że nie chce się go opuszczać.


    Urodziny córci, minęły w milusiej atmosferze. Lata lecą, mijają, uciekaja. Corcia była i jest moim wymarzonym dzieckiem.

    Nie byłam z tych kobirtek co każde dzieko sciskało i do każdego wózka zaglądała. Nie spieszyło mi się do posiadania potomstwa. Ale….miałam wizję, maleńka dziewczyneczka stanęła przede mną. Taka śliczniutka, nalutka. To był znak Mam córcię.

    Staramy się zatrzymać miłe momenty w naszej pamieci. Pamiętam tylko swoje 18 urodziny. W każde swoje urodziny mówiłam… będę pamiętać…. Ale zapomniałam.

    Zrobiłam kilka zdjęć córci, tak na pamiątkę.

  • No bo w pracy, było jak zwykle. Więcej czasu było spędzonego na rozmowach o covidzie niż poświęconego czynnościom zawodowym. Covid jak covid zostanie z nami na zawsze. Aby nie zagłębiać się w temat, wyszłam wcześniej. Kto chce to widział lub udawał, że nie widzi. Mogę jeszcze troszkę poudawać. W końcu przeszłam covida.

    Syn pojechał ponownie do lekarza rodzinnego. Plecy go bardzo bolały. Popukali, posłuchali i ma leżeć na tych bolących plecach, przypisali przeciwbólowe.

    Drugi dzień piłują i tną drzewa u sąsiada. Na back yardzie nie zostawili ani jednego, od frontu jeszcze nie skończyli. Takiemu to dobrze, domek ma na płaskim terenie i z ulewą nie popłynie. Ziemia się nie osunie. Teraz na dach panele słoneczne może położyć. No niestety ale my tego zrobić nie możemy nad naszym dachem rozpościerają się gałęzie drzew aby ochłodzić dach i dom przed promieniami słonecznymi.

    Niecodziennie spotyka się chorego na covid z testem negatywnym, godzina 8:15 pm właśnie wydrukowaliśmy. Mamy następny, kolejny test na covid, który jest negatywny a syn wstać z łóżka nie może.

    Niecodziennie otrzymujesz informację, że znajoma leży na OIOM w Savannah. Szczętkowe informacje jakie jej mąż udzielił – miała wypadek. Wspaniała osoba, towarzyska i pomocna. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

    Moja codzienność, to nie posprzątane ozdoby choinkowe w domku i na zewnątz. Czekam na słoneczko. Przecież mój dom mogę tak zostawić, mniej pracy będzie przed świętami. Przecież Boże Narodzenie już całkiem nie daleko.

    Jutro do pracy i jutro nie mam żadnych ulg. Ale ale…

    Jutro urodziny mojej córci!!!!!! Zawsze uważałam, że matka dziecka jest ważniejsza przy narodzinach dziecka. No cóż obyczaje są obyczajami, mimo to życzę sobie aby córcia w dalszym ciągu zdobywała szczeble drabiny zawodowej, kupiła dom o jakim myśli bo marzenia są dalekie od myśli, była zdrowa i szczęśliwa. A sobie życzę radości i uśmiechu z obserwacji poczynań mojej córci. Jeśli córcia będzie szczęśliwa ja będę szczęśliwa również.

    Maseczki na pyszczki i pójdziemy do naszej dzielnicowej restauracji. Syn zostanie w domu, jest pozytywny z negatywnym testem. A to dopiero…..

  • Radość, radość i jeszcze raz radość. 😁😁😁😁😁Jutro do pracy!!!!! Hurraaaaa!!! Człowiek jednak jest przekorny. Siedzi w domu, chce do pracy. Pracuje, czeka na wolne😋 Tak czy siak, jestem zdrowa. Wszyscy już jesteśmy zdrowi, covid nas zostawił w spokoju, ale to co zepsuł to zepsuł. MM, córcia oraz Iw, negatywni.

    Syn jeszcze wczoraj był negatywny, w sumie zrobił 4 testy bo czuł się tragicznie. Oczy zapadnięte i ciemna skóra pod nimi, głowa schowana w ramiona i sylwetka przygarbiona. Z kliniki testowej na covida mimo ze test negatywny dawali zwolnienie od pracy. W sobotę zadzwonił do rodzinnego i umówił się na dziś. Prowadzć nie mogł za bardzo osłabiony, zawiozłam go do lekarza. Nasza rodzinna osłuchała, opukała, orzekła covid. Leżeć i nigdzie nie wychodzić. Zwolnienie na 7 dni. Już mija 3 tydzień i dopiero złapał syn covida czy ten covid udawał negatywa. Czekamy na następny wynik testu. Ten przypadek pokazuje jak rzetelne są testy i nie ważne rapid czy PCR. Od 24 grudnia choruje i to nie przeziębienie, coś co zwalało z nóg, padał na podłogę. Nogi trzęsły się jak galareta. Światłowstręt. Gorączka 38,6 żeby za moment spaść do 35 bez brania lekarstw. Brak apetytu i biegunka. Bez budzenia nie otwieral oczu, spał. Do tego dodać poty i ból skóry na całym ciele, plus ból głowy. Żadnego kaszlu, bezdechu. Normalne? Nie! Ponowne czekanie na wynik testu PCR. Zalecenie lekarz rodzinnej – spać, jeść gorące, pić gorące, nie wychodzić na dwór.

    Poczekamy i zobaczymy co dalej. Moj dzisiejszy wynik negatywny ale przez te wszystkie dni syna pielęgnowałam. Co teraz będzie ze mną?

    Znowu covid? Mam nadzeję że nie. Jeśli będę czuła się dobrze to nie polecę robić testa, jedynie na pyszczek dwie maseczki. Postaram powstrzymywać przytulasy. Będę baczniej obserwować siebie. Nawet nie wiem, czy można zachorować na covida po raz drugi. Zobaczymy.

    Wczoraj śniegu u nas troszkę napadało.

    Pada śnieg

    Skromniutki ten śnieżek. Na drogach sucho. Na dachach i poboczach leżał cały dzień. Śnieżkę ulepiłam. 😁 Tyle było mojej radości ze śniegu.

  • Troszeczkę obawiałam się tej rozmowy. Właściwie nie rozmowy lecz głuchego, nie odebranego telefonu. Ileż to razy dzwoniłam i nikt nie odbierał a za którąś próbą, było pstryk i cisza. Wiem, wyłączali i nie było silnych.

    W 2019 i na początku 2020 roku kiedy to wirus szalał, rozmawiałam z mamusią przez skypa. Później trzeba było wgrać nową wersję skypa ale nikt nie był zainteresowany aby mamusi pomóc. Bez nowej wersji też rozmawiałyśmy, ale już dzwonek skypa nie działał. Mamusia miała moją polską komórkę. Zostawiłam bo mamusi komórkę starsza zabrała mówiąc…a po co starej komórka, nigdzie i tak nie dzwoni… Więc zostawiłam swoją, i mogam zadzwonić do mamusi i powiedzieć…mamusia odbierz skypa…. Naciskała tam gdzie powinna, rozmawiałyśmy, ćwiczenia robiłyśmy. Pokazywałam mamusi kwadrat, koła, prostokąty i inne obrazki, pytałam … co to jest…, rozpoznawała kolory, uzupełniała mamusia zdania, bawiłyśmy się w szubienicę. Wspaniała zabawa i śmiechu było bardzo dużo. Do każdej rozmowy/lekcji musiałam sie przygotować. Siostra z mężem, pokazywała się na chwilę na ekranie skypa i wyśmienwała nas. Nie zwracałam uwagi, robiłam swoje. Aż tu nagle skype wyłączony, mamusi telefon wyłączony, moja kmórka również. Cisza. Dzwoniłam do mamy brata z prośbą o wykonanie telefonu do mamusi. W ten sposób dowiadywałam się o mamusi stanie zdrowia. Starsza pojechała na wakacje do Polski. Poprosiłam aby pomogła w kwestii Skypa. Niestety nie była ona zainteresowana pomocą starej matce. Podczas półrocznej przerwy w kontaltach z mamusią, wysyłałam smsy i emaile do młodszej i jej męża. Pisałam prośby o jakiekolwiek informacje o stanie zdrowia mamusi do siostrzenicy. Jak groch o ścianę. To były długie miesiące. Dzwoniłam każdej soboty lub niedzieli z nadzieją,że jednak…. Aż pewnego dnia usłyszam głos mamusi. Jakaż byłam szczęśliwa. Głos młodszej… przestań pieprzyć głupoty bo cie wyłączę!!!! Nie zrozumiałam , mówiła do mnie czy do mamusi. PO pół roku to była już inna mamusia. Zastraszona, cicha, i zrezygnowana. Demencja posunęła się do przodu. Nie mogła mówić o swoim zdrowiu, nie mogła mamusia mówić o niczym oprócz pogody. Nie pozwolono jej. Po kilku tygodniach mamusia chciała spytać…a Krysia gdzie są moje pieniądze….w tym momencie wpadła „żandarmeria” młodsza z mężem i wyzywali mamusię od kurew. Nie słyszeli mnie, rozłączyłam się. Jak mi było przykro i smutno, wyszłam na deck i popłakałam się z bezradności. Zabierali mamusi emeryturę, a ona chciała chociaż 100zł żeby jej zostawili…krysia chociaż 100zł…mówiła. Z emerytury 2600-2700 po waroloryzacji nawet nie wiem ile tam jest w tej chwili. W 2019 roku miała 2600 bez 5 zł.

    Aby ukarać mnie i mamusię, „żandarmeria” odłączała kontakt telefoniczny na 2-3 tygodnie. W tym czasie robiono mojej mamie wodę z mózgu, dosłownie a nie w przenośni. Była i jest psychicznie maltretowana.

    Postanowiłam dziś zadzwonić, niczego dobrego nie spodziewałam się. Telefon dzwonił bardzo długo i już chciałam zrezygnować. Aż tu słyszę w oddali głos „zandarmerii”. >>>masz jej powiedzieć, słyszysz.. syczenie w stonę mamusi. …masz trzymaj, jak trzymasz, ty nic nie umiesz, powiedziałam tak trzymaj!!!! Ile w tych słowach było nienawiści, złości, chamstwa to tylko ja słyszałam, wąż mniej syczy niż tych dwoje.

    Na moje słowa…mamusia, mamusia jak się czujesz?… oj krysia, oj krysia…mamusia zaczęła płakać. Powstrzymywałam swoje łzy, pocieszałam, uspokajałam, mówiłam łagodnie połykając łzy i doprowadzając moje napięte nerwy i rozkołatane serce do stanu spokoju. Demencja posunęła się jeszcze bardziej. Mamusia „żandarmerii” nie rozpoznaje, to jest TA KOBIETA, TEN MĘŻCZYZNA. Zapomniała, że ma młodszą córkę, nie pamięta kto mieszka w NY, ONI TAM. bardzo długo mamusi słuchałam, opowiadała o księżycu. Cieszyła się, uśmiechała i opowiadała. Przypomniała swego brat i nazwała go po imieniu. Chciałaby uciec z tego domu ale powiedziała coś w tym rodzaju. Krysia jak będziesz dzwonić drugi raz to mnie już tu nie będzie, ja sie wyprowadzam.

    – mamusia nie martw się ja ciebie znajdę – odpowiedziałam. Na te słowa z uśmiechem odpowiedziała TAK?…

    Mogę podejrzewać, że „żandarmeria” zastrasza mamusie, że umieści ją w domu opieki. Analizowałam wiele opcji. Gdybym pojechała: nie zrezygnują z mamusi emerytury i nie dopuszczą mnie do niej nawet wzywając policję. Musiałabym założyć sprawę sądową abym mogła mamusie odwiedzać. Mamusia dla spokoju sama by zrezygnowała z tych odwiedzin, a ja nie mogę pozwolić na tortury psychiczne. Mamusia wprawdzie mówi o wyprowadzce lecz dom opieki pozbawi tych dwoje mamusi emerytury, więc to jest tylko zastraszanie aby siedziała cicho. Teoretycznie mogłabym założyć sprawę sądową, ale mamusia nie dożyje zakończenia. W tym roku będzie miała 93 lata. „Żandarmeria” nie podda się tak łatwo i nie szybko. Jakakolwiek przeprowadzka zabije mamusie. Wygrana i zabranie mamusi z jej domu byłoby morderstwem z premedytacją.

    MAM ZWIĄZANE RĘCE.

    CIERPIĘ WRAZ Z MAMUSIĄ.

    CZASAMI ŚMIERĆ JEST WYBAWIENIEM.

  • Jestem najzdrowsza. Ale gdybym była najchorsza to i tak nikt by szklanki wody nie podał, wszyscy ledwo dyszą. Jak będę już stara i samotna to doprowadzę wężem ogrodowym z końcówką z kranikiem wodę do łóżka. A może sypialnię zainstaluję w kuchni. Będę samowystarczalna. Z żarciem to problemów mieć nie będę. Zamówię jedną dużą pizze, a że jem jak kurczak to wielka pizza wystarczy mi na tydzień.

    Już przeżyłam nie jedną głodówkę. Miałam 2 jajka i 1 jabłko. Usmażyłam jajka z jabłkiem. To danie miało mi wystarczyć na kilka dni. Przeżyłam i teraz dam radę.

    Jestem najzdrowasza. Wczoraj nakarmiłam chorych plackami ziemniaczanymi. Maszyna mi tarkuje i smażę od razu na dwóch patelniach. Jednym słowem praca w rękach się pali .

    Placki ziemniaczane

    Jestem najzdrowsza, więc dziś nakarmiłam chorych objadem. Jeszcze nie jadłam tak pysznych kotletów mielonych. Wczoraj MM kupił dwa duże kawałki karkówki. Prosiłam jedną, ale dwie karkówki to nie jedna. Cudne mięsko bez kości. Jedną zmieliłam i upiekłam kotlety mielone. Drugą podzieliłam na sznycelki, bardziej tłuste będą do zmielenia. Na razie mięsko trafiło do zamrażarki. Zrobił mi też niespodziankę, kupił mi kwiaty.

    Róże
    Żółte margaretki.

    Bukiet był z wielu gatunków kwiatów. Podzieliłam je na trzy wazony. Ten piękny wazon dostałam od syna na święta. Przypłynął z Norwegii.

    Wazon na kwiaty.

    W moim stanie nie ma kolorowego szkła, jeśli się trafi, to daleko wzorem do tego co lubię. Wzór wazonu jest z lat 60-70. Podoba mi się bardzo, bardzo.

    Jestem najzdrowsza. Piekę ciasteczka serowe. Na święta piekłam, ale do świąt się nie zachowały. Upiekłam następną porcję. Dziś piekę z podwójnej porcji i bardzo szybko znikają. Ciasteczka w formie listeczka jest tylko na jeden kęs😋😁

    Ciasteczka

    Kupiłam wałek z wzorkami. Niestety ale się nie sprawdził. Na surowym cieście widać wzorki ale na upieczonych ciastkach już nie.

    Walek do ciasta

    Wałek przygotowany już do zwrotu. Mamy czas na odesłanie do 7 lutego, ale używać nie będę, jest bezużyteczny. Reprezentuje się na prawdę uroczo ale nie praktyczny. Szkoda, gdyby był użyteczny, zatrzymałabym go.

    Chyba już jestem zdowa jeśli szaleję w kuchni.

    Dziś też zdjęłam lampki z płotu. Świeciły kilka dni i …. przestały. Nie spieszno mi było zdejmować bo pochorowaliśmy się wszyscy. Zdejmując dziś lampki, odkryłam, że przewód został przegryziony. No kto po płocie skacze? Szara wiewióra. Dziś MM lampki odesłal i dziś nastąpił zwrot pieniążków na konto.

    Pozostałe ozdoby będę zdejmować sukcesywnie i bez pośpiechu. Już są odłączone od elektryki w domku tylko choinkę wyniosłam a resztę będę zdejmować powolutku.

    Wiele, wiele innych ozdób jeszcze do zdjęcia.

    W poniedziałek mam test na covida i jeśli wszystko będzie dobrze, we wtorek czy chcę czy nie, muszę iść do pracy. Już rozleniwiłam się. Wstaję kiedy chcę, nic nie goni, nikt nie pędzi. Kładę się też kiedy chcę, chociaż z tym to akurat, jest jak było. Nigdy nie szłam spać razem z kurami, chyba że chora.

    Albercik

    Zapomniałam o Alberciku, toż to mój cykający i odmierzający czas co 15 minut, ulubieniec. Też mu przyczepiłam ozdoby. 😁

    Wracam do kuchni. Muszę posprzątać po pieczeniu ciasteczek.

  • Przebudziłam się w środku nocy. Kocyk elektryczny był nastawiony na 11 a jest tych pozycji grzewczych 20, chciałam przełączyć na 10 lub 9. Usiadłam na brzegu łóżka. Wzięłam tel do ręki i szukam. Szukam, appki na przełączenie kocyka. Lampki nocne i inne oświetlenia są, kamery też, gdzie jest kocyk. Szukam w mojej głowie …. jak przełączyć mój kocyk elektryczny. Nie zapalam światła, bo tel świeci wystarczająco. Gdy appki w tel nie znalazłam, zaczęłam zastanawiać i brać wszystko na logikę. Jesli koc grzeje to jest gdzieś podłączony ale mój mózg nie załapał, że muszą być gdzieś przewody elektryczne, tylko wciąż kieruje na appkę w tel, której nie mogę znaleźć. Oworzyłam szufladę, wprawdzie zauwżyłam nieznaczne światełko, ale szufladę zamknęłam. Ponownie otworzyłam i z zaciekawieniem spojrzałam na to coś świecącego. Przez chwilę trzymałam w dłoniach nie rozpoznając co to może być…..przełącznik do kocyka!!!!

    Mózg się włączył!!!!

    Jeśli to początki demencji to źle, jeśli to skutki ataku covida to też źle.

    Pojechałam do sklepu po soki, jogurty i tabletki od kaszlu.

    Nie ciekawie to wygląda. Nie trzeba strajków, rewolucji, wystarczy covid, który szybko wszystko przewartościowuje. Zdziesiątkuje zaszczepionych i tych nie zaszczepionych, wierzących i nie. Na ulicach też mniej samochodów. Jedno nie uległo zmianie. Śpiew ptaków zwiastujących nadchodzącą wiosnę.

  • Żeby nie było tak wesoło to:

    córcia pozytywna

    córci partner pozytywny + woda w płucach

    syn negatywny i na zwolnieniu lekarskim, kliniki czekają na pozytywny wynik i nie chcą szukać przyczyny złego stanu zdrowia a raczej choroby innej niż covid, taka polityka. Lepiej 5-ty z kolei test zrobić niż chociażby płuca prześwietlić.

    MM negatywny

    JA negatywna

    Psy – nie badane

    Za 5 dni następny test. Jeśli negatywny to uciekne z tego „szpitala”.

    Szwagier mnie wkurzył, to teraz będzie płacic mamusi gaz z mamusi emerytury którą tak chowają. Prawie 10 lat płaciłam mamusi gaz, pomagałam finansowo. Teraz niech on płaci i wykasowałam apkę. Nikt mnie niczym nie będzie szantażować.

    Chciałabym się mylić, ale już nie będę miała żadnego kontaktu z mamusią. W siostry i jej męża mniemaniu to kara, „że się postawiłam”. Trudno, szkoda mi mojej mamusi, bo raz w tygodniu mogła z kimś porozmawiać, teraz i tego nie będzie miała. Gdy w tygodniu dzwoniłam byłam rozłączana. Bóg może nie jest rychliwy, ale sprawiedliwy. Pisałam o tym, jak nie miałam kontaktu z mamusią przez 6 długich miesięcy. Nie wiem czym tym ludziom „podpadłam”. Teraz już nie usłyszę mamusi, chyba że na tamtym świecie.

    Tak mi przykro. Mamusia czekała na moje telefony …. Krysia, tutaj nikt ze mną nie rozmawia, tylko ty o mnie pamiętasz….

    Tłumaczyłam, że przecież gotują i przynoszą jedzenie.

    …..tak przynoszą i postawią i mówią jak do psa ..jedz… i znikają…

    Przecież nie powiem w stylu: czekają na twoją śmierć, nie wydziwiaj mamusia itp.

    Mamusia, oni po obiedzie muszą pozmywać nie tylko naczynia ale i garnki, tu mi przerywa …. wiem a oni mają taki mały zlew i garnek się nie zmieści….no właśnie mamusia, A zmywanie to nie tylko garnek i talerz ….

    Wymieniam stolnice, tarki itp.

    Mamusia już spokojniejsza pyta o swoich rodziców. Na takiej konwersacji mija nam 1,5 godziny. To nie jest zmarnowany czas, to czas niesienia pomocy mojej mamusi. Nie wiem jakiego świętego prosić, aby oświecił mózgi mojej siostrze i szwagrowi, zeby nie zarabierali 1,5 godzinnej radości tygodniowo starej matce. Jak powyżej pisałam w ciągu tygodnia połączenie „jest zakazane”.

    Jak można czekać na śmierć swojej matki?

    Ktoś kiedyś napisał w komentarzu ….zasłużyła.

    Ale czym można zasłużyć? Nie piła, nie biła, nie paliła, często chorowała. Gotowała kiedy siłę miała, w bali prała, kurczaki, idyki i kaczki hodowała. Była bardzo zaradna, za komuny jeździła do państw ościennych i towarem na rynku handlowała. To był jej finansowy wkład do domowego budżetu. Czym zasłużyła? Że milionów nie miała? A moje siostry mają miliony? Stare bźdźągwy mialy lepszy start i gdzie ich miliony? Co przekażą swoim wnukom oprócz swojej frustracji?

    Mlodsza tatusia zamęczyła, a starsza drabinę zabrała jak był na strychu. Drabina była gwoździami przybita, z jaką siłą musiała szarpać aby ją oderwać. Tatuś spadł ze struchu.

    Dwie żywe kostuchy, czekają na śmierć swojej matki, bo ojca już ukatrupiły.

    Jest mi bardzo ciężko!