ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Senność miałam od 11:45pm do 3am z kilkoma minutami. I nie sposób było zasnąć po przebudzeniu. Niektóre sprawy jeszcze przed snem poukładałam sobie w głowie i od razu lżej się zrobiło. Nie myślałam już, staram się pogodzić ale nie ignorować. Dla pewności przyjęłam tabletkę valerianki.

    Staram się nie sprawdzać godziny po przebudzeniu w nocy, dziś … sprawdziłam i już tak do 5:20am przeglądałam wiadomości. A że u mnie za wcześnie na newsy. to poczytałam o wirusie, o obcych nawiedzających nasz glob, o wczorajszym incydencie(jeśli można to tak nazwać) w Washington DC. O 25 poprawce do Konstucji USA, trochę więcej zagłębiałam się w politykę i już, już miałam ponownie usnąć ale …. MM wstał i zszedł z pieskami na parter.

    4 godzina rano to dla mnie stosunkowo za wcześnie na kawę. I żeby była najbardziej aromatyczna z aromatycznych – za wcześnie.

    Myślę dotrwać tak w łóżku do 6am i trzeba będzie wstawać. Dziś już do pracy mus się udać. Tylko dziś. Od następnego tygodnia w kratkę. U MM biuro zamknięte do marca lub z marcem włącznie. Córcia ma zamknięte do odwołania, prawdopodobnie na cały ten rok. Ja w kratkę. Syn i niemąż córki – jeszcze chodzą do pracy.

    Ja z MM dostajemy bzika siedząc/pracując w domu. Potrzebuję wyjścia, jak to się mówi, do ludzi. Nawet jeśli w biurze nikogo nie ma, to przynajmniej zmiana otoczenia, miejsca, mebli i ścian.


    Po pracy zajechałam na jedzonko i po prostu posiedzieć. Odpocząć od domu i domowego jedzenia. Wczoraj ugotowałam zupkę ogórkową, na dziś praawie nic nie został, ugotowałm duży gar. Wszyscy brali dokładkę, nie załapałam się.

    Godzina 3:30pm już pusto bo po lunch i przed dinnerem. Co drugi stolik jest oznaczony, że nie wolno siadać. Pustki ale to nie znaczy, że kuchnia odpoczywa. Pracuje pełną parą, dania na wynos i z dowozem. Można skorzystać z komputerów wewnątrz i zamówić, można też zamówić przy ladzie. Online i telefonia również pracuje na pełnych obrotach.

    Zjadłam swoje ulubione jedzonko, około godzinki posiedziałam; odpoczywałam psychicznie.

    Nowy rok nie zaczął się dobrze. Wiadomości o chorobie nigdy nie są dobrymi wiadomościami a tym bardziej chorobie nieuleczalnej. Ahhhh

    Mam nadzieję na lepsze jutro.

  • Święta już mamy za sobą, nowy rok już na dobre się rozpoczął, czekam teraz na Walentynki. To nie musi być dzień tylko dla zakochanych. Można obdarować ciepłym uśmiechem sąsiada, sąsiadkę lub kogoś nieznajomego. Przecież głowy nam nie urwie, a uśmiech poleci daleko daleko w niebiosa i trafi do sera kogoś potrzebującego ciepła. Znajdzie kogoś kto przyjmie ten uśmiech i sprawi że ten ktoś będzie szczęśliwszy niż jest na codzień.
    Oczywiście to jest czas na sprzedaż różnego rodzaju badziewia ale w dobie Covida powinnyśmy kupować aby następny sklep mały czy duży nie zwolnił sprzedawców, nie zamknął drzwi lub nie zabił deskami. Podtrzymajmy padającą gospodarke na świecie, kupując balonik, kwiatek, maskotkę osobie z naszego kręgu znajomych. Nas nie zbawi mała kwota lecz komuś da nadzieję, że jutro będzie dobrze. Bo może być…..nikt nie wie co jutro się wydarzy.
    Kupiłam już poduszeczkę serduszko i serwetkę na stolik.

     

    Mam też kileliszki z seduszkami do szampana.


    Miałam z mężem wyjechać na weekend do Savannah ale… ze względu na gorszą sytuację z Covid chyba zrezygnujemy i wieczorek spędzimy w domu przy Netflix lub w okolicznej restauracji.

    Nasze plany mogą ulec zmianie, oczywiście.

  • Córcia szuka domu, chce kupić coś do czego bedzie z chęcią powracać. Ma to być dom przestronny no i sypialna główna ma nie tylko king size łóżko, ale musi być też miejsce dp chodzenia a nie przeciskania się oraz miejsce na fotel,  komodę itp. Nawet nie ważne jak daleko od miasta ale aby z chęcią jechała i po otwarciu drzwi, czuła radość z przestąpienia progu swego domu. I z tym uczuciem córcia się zgodziła.

    Pojechałyśmy doś daleko za miasto. Ponad godzina jazdy autostradą, później wąskimi drogami. Dojeżdżająć do domu na sprzedaż, dostrzegłyśmy dom, który nie pokrywał się z domem na zdjęciu. Wiem, że photoshop wszystko potrafi ale w tym przypadku było to bezsensowne. Łapać klienta na mistyfikacje a w tym przypaku nie trzeba poddawać zdjęcia jakimś specjalnym obróbkom aby dojść do prawdy. Stałyśmy przed domkiem a nie domem. Pomieszczenia bo nie pokoje sprawiał, że czułyśmy ucisk ściany z każdej strony. W dużej sypialni można byłoby postawić tylko i wyłącznie łóżko queen. Dwa maciutki pokoiki… na tym zakończę opis. Ludzie przyjeżdżali i szybko odjeżdżali nikt nie zamienił słowa z młodym pośrednikiem/kobietką. Właściwie o czym było z nią rozmawiać.

    Kłamstwo ma krótkie nogi.

    Było pochmurnie ale powietrze było bardzo przyjemne i zdrowe. Dla powietrza można byłoby się przeprowadzić. Ale po co domek, moż w tym przypadku pod duży namiot, znacznie taniej.

  • Nie wiem co odsypiam, ale śpię bardzo długo. Nie wyskakiwałam z łóżka, postawiłam równiuśko obie stopy na podłodze i…. bardzo zabolało w zgięciu stopy z nogą. To nie jest kosta, zabolało z wierzchu, tak bardziej 2 cm od zgięcia. Google poszły w ruch, ale tak naprawdę, to nie wiem dokładnie gdzie i co boli w tej nodze/stopie. Chodzenie utrudnione, zaczęłam kuśtykać. Posmarowałam maścią, poczekam aż trochę przestanie. Za chwilę południe a ja dopiero ścielę łóżko i doprowadzam się do porządku. Dziwne, ból po nasmarowaniu maścią przestaje, widocznie składnik przeciwbólowy zawarty w maści zaczął działać ale prawdziwy powód bólu nie został przeze mnie zdiagnozowany.

    No i mój poranny dobry chumor prysł, stałam się bardziej drażliwa. Nie pojechałam z MM na pocztę oraz do sklepu. Nie chcę kuśtykać z obawy, że zaboli.

    Do mamusi dziś również nie dodzwoniłam się. Wiem, że ipad jest naładowany bo dzwoni, u mnie, u niej niestety nie, może tylko zobaczyć, jeśli zobaczy, zielone małe kółeczko na które musi nacisnąć. A więc, jak zobaczy to kółeczko to naciśnie, najpierw będzie musiała wziąć swoją małą lupkę. To cały proces u starszej osoby. Jeśli za 200setnym razem nie spostrzeże zielonego kółeczka po prostu, zaniecham dzwonienia. Przyjmując 1 dzwonienie to około 1 minuta +/-3 godziny dzwonienia. Nikt jej nie pomoże, tak jak nikt nie ma życzenia wgrać jej nowego skypa.

    Nie szkodzi, jakoś dam sobie radę.

    U mnie pogoda śliczniutka, 17ºC. Spacerowa pogoda 😷🌞.

  • NOWY ROK przewitał nas deszczem. Zaczęło kropić jak puszczaliśmy fajerwerki. Cudne przedstawienie i bardzo drogie. Ale zabawę mieliśmy świetną.

    Potańczyłam ze swoim MM. Powygłupialiśmy się, porozmawiali i wspominali. Bardzo miło spędziliśmy czas. Zwłoki swe złożyłam w łóżeczku po 4am. Dom doprowadziłam do porządku i dopiero po oględzinach czy wszystko jest ok mogłam udać się do sypialni. To już nie był deszcz, lecz ulewa.

    MM z uwagi na chrapanko został przekierowany do sypialni gościnnej. Spał jak dziecię do 9 am. Nareszcie!!! Zwykle budzi się 3-4am. Tym razem na prawdę długo pospał i z tego jestem zadowolona, odpoczął.

    Pamiętam w Polsce w NOWR ROK zawsze wyruszaliśmy na spacer na Planty. Bez znaczenia jaka była pogoda. Spacerujących zawsze było bardzo dużo i niejednokrotnie spotykało się znajomych. Zatrzymywaliśmy się na noworoczną pogawędkę.

    Planowaliśmy z MM spacerek po parku miejskim ale deszcz pokrzyżował plany i zostaliśmy w domu.

    Na razie żadnych niespodzianek Nowy Rok nam nie przyniósł. Zobaczymy jak dalej.

    Do mamusi niestety ale się nie dodzwoniłam ani wczoraj, ani dziś. Smutno. Może jutro???

    _____________________________________________________________________

    Jest 2pm, na zewnątrz ciemno i ma się wrażenie, że wieczór nadchodzi.

    Wieczorkiem obejrzeliśmy dobry film i przed północą do łóżeczka. Niby dzień był krótki ale z powodu szaroburodeszczowej pogody się dłużył.

    Jutro drugi dzień nowego roku i tak każdego dnia o jeden dzień więcej. Co przyniosą? Odpowiedź zawsze otrzymamy wieczorkiem.

     

  • 2021rok przyjmę taki jaki się narodzi. Golusieńki, piękniutki i pachnący nowością.

    Postaram się go pieścić, dogadzać nigdy na niego narzekać, ugaszczać najcieplejszymi słowami.

    Aha….

    Nie raz matka robi dla dziecka wszystko i ….

    No właśnie…..

    Rodzi się niewinne…..

    Jeśli nowy roczek będzie miał geny po starym, to i pielęgnacja nic nie pomoże, obciąć rogi i po kłopocie.

    Wszystkiego dobrego życzę🍾🍾🍾🍾🍾🥂🥂🥂🥂🥂🥂🥂

  • Od dziś do 7go stycznia mam urlop. Mogę spać, odpoczywać i robić na co przyjdzie mi ochota.

    Zanim zaczął kropić deszczyk, dmuchałam liście i zapełniłam dwa duże wory na odpady budowlane. A później, a później walnęłam się na łóżko i usnęłam. Spałam jak zabita.

    A teraz męczy mnie kaszelek, bo zamiast siedzieć w domu i doopy nie ruszać zachciało mi się dmuchania. Od jutra przez dwa dni będzie padać i bardzo dobrze to będę siedzieć w domu.

    Zakupy zrobione. Wszystko na pizze kupione, wyskokowe napoje jak najbardziej również. Kupiłam co lubię. Od dłuższega czasu nie mogłam trafić na napój Smirnoff. Były oryginalne i inne smaki ale nie green apple. Nie jest to napój wielce wyskokowy bo 4,5% to polskie piwo ma więcej procent. No ale, zrobie na sylwestra Moscow mule, w zależności od ilości dodanego alkoholu jest mocne. Wszystko co niezbędne do moscow mam, więc i tym drinkiem będę się delektować.

    Nie napije się, nie lubię kaca i nie lubię jak mi świat wiruje, nie lubię mówić do sedesu że jest moim przyjacielem kochankiem i wszystkim co w tej chwili potrzebuję. MM coś o tym wie.

    Pierwszy raz było kiedy wypiłam tylko 2 margarity. Oj to była zabawa, tańczyłam tylko ja i nikt więcej. Nie czułam się pijana. Nie czułam się źle. W domu spędziłam noc z sedesem. Koszmar. Drugi raz… chciałam sprawdzić czy to margarita mocna czy mój żołądek nie toleruje margarity -tequilii. O dwa razy za dużo. Już nie sprawdzam.

    Ogólnie z alkoholami jestem ostrożna nie lubię tracić kontroli.

    Potrafię i to robię, bawić się bez alkoholu.

    Kaszel nie ustępuje. Wezmę mucinex i do łóżka.

    Jutro SYLWESER.

  • Na święta upiekłam chlebek na zakwasie. Zakwas na żytniej mące ale do ciasta chlebowego dodałam mąki pszennej. Uwielbiam chlebek razowy. Z tym, że w tym roku nie ma na amazonie mąki razowej z Młynomag🥲.

    Chlebuś wyśmienity. Rodzinka śmieje się, że powinnam piekarnię otworzyć. Piekarni nie otworzę, chleba ani innych wypieków sprzedawać nie będę. Niech to będzie moje następne hobby. 😁

    No i złapałam (chyba) przeziębienie. Zdradliwa pogoda, raz ciepło raz zimno, wyszłam w bluzeczce z krótkim rękawem. Wiaterek smugnął mnie raz i drugi. A teraz…. z nosa cieknie. Kaszelek się pojawia. Zaaplikuję coś mocnego jak mucinex fast max, mikstura serwowana jest na noc, jutro mam być zdrowiusieńka.

    Kiedyś w końcu muszę się nauczyć!!!! Nie wolno wychodzić “na golasa” kiedy wieje.

    No ale tak cudne słoneczko świeciło i zimno nie było. Jestem z tych co zawsze znajdzie wytłumaczenie. Jak wytłumaczenie nie działa to wszyscy winni tylko nie ja. Tylko jak pogodę winić za swoją głupotę. Przynajmniej ciśnienie mam bardzo dobre mimo zjedzonego kilograma słodkości. Pozwoliłam sobie na słodkości bo 1kg więcej mego ciałka to nic. Nie będę miała z czego się odchudzać. Oj jak moi nie lubią jak stosuję dietę. Czasami mam dietę pizzową. Jem pizze na śniadanie, czasami małe dwie a reszta dnia tylko woda lub herbata bez cukru, względnie jogury naturalny. Waga zlatuje nie wiadomo kiedy. Nikomu nie polecam tej diety, działa na mój organizm innym może zaszkodzić. Mam kilka takich diet. Lubię katorżniczą dietę IDIOT. Dieta restrekyjna, zawsze pierwsze 11 dni są bardzo trudne. Ale bardzo skuteczna. Syn kiedyś stosował no i udało się zrzucić wagę.

    Nie ma efektu jo-jo. Z tym, że jeśli zaczniemy żreć jak świnki wszystko co w korycie to żadna stosowana wcześniej dieta nie pomoże i jo-jo podwójne się pojawi.

    Napiłam się mucinexa i jakby łatwiej mi się oddycha, z noska nie cieknie. Będzie dobrze. A nawet bardzo dobrze.

  • Musiałam pójść dziś do pracy, jutro też 🥲. Ale do 7 stycznia mam urlopik. Hurrrraaaa

    Po powrocie, poczułam zmęczenie. No i oczywiście zaraz podejrzenia. Od czego zmęczenie, jak bardzo jestem zmęczona itd. a może mnie wirus dopadł. Od tego myślenia usnęłam. Po obudzeniu, a mi się nie zdarza drzemka popołudniowa, rozpoczęłam obserwację mego organizmu. No nic nie zauważyłam niepokojącego. Możliwe organizm potrzebował odpoczynku po przedświątecznych przygotowaniach i obżarstwie świątecznym. Na wagę nie staję. Dam sobie z tydzień, dwa i wtedy skontroluję wagę swojej osoby.

    Przecież jeszcze sylwester przed nami. Trzeba coś przygotować na całonocną balangę. 💃💃💃💃

    Niestety, ale bale sylwestrowe nie są i u mnie organizowane, więc robimy prywatkę w domu. Czy wytrwam do rana nie wiem ale wiem, że MM na pewno nie. Z pracy wróci dopiero po 9pm. Dobrze jak dotrwa do północy.

    To są ostatnie dni starego roku.

    Co nowy przyniesie, nie wiem.

    Trudno przewidzieć.

  • Niech nigdy Was dobre nie omija

    Niech będzie z Wami na zawsze

    Niech zagubieni odnajdą drogę do domu

    Niech omdleni od trudów życia odnajdą źródło które da im siłę do dalszej walki o życie dla siebie i innych

    Niech wiara i ufność w drugiego człowieka będzie z Wami

    Niech miłość otworzy Wasze serca i drzwi dla potrzebujących.

  • Poranek przewitał mnie bólem głowy i podwyższonym ciśnieniem. Przeważnie jest tak każdego poranka.

    Spodziewałam się cudów?

    Po tabletce będzie trochę lepiej. To nie znaczy, że mam wolne od, życia. Trzeba zbierać się powoli i dać możliwość wejścia nowemu dniu w moje życie. Jeszcze czuję, myślę i wiele chcę i pragnę.

    Powyże było około 6am.

    Co mnie naszło, nie wiem, no normalnie nie wiem. Chciałam wykorzystać godzinę która mi pozostawała do wyjazdu do pracy?

    No chciałam wykorzystać! Poszatkować kapustę chciałam. Oberwałam pierwsze brzydkie liście i… zabrałam się za głąba. Pomyślałam żeby się tylko nie skaleczyć. Tak mam zawsze przy tych głąbach. Nóż ostry, bardzo ostry, MM o to zadbał. No i ciach i nóż poszedł po palcu.

    Auććć i krew i szybko do apteczki pobiegłam tylko trzeba było tamować krew. Co odpuszczałam ucisk to krew leciała.

    Nikomu nic powiedzieć nie mogę, a siedzę już tak z uciskiem 30 minut. Wszyscy w domu. Zaraz będzie …. po co robisz ten bigos i bez niego święta mogą być, czemuś nie uważałaś, dlaczego wszystko musisz sama, dlaczego nie poprosisz o pomoc tylko powiedz… ot dlatego gadania nie mówię i z bólu się zwijam. Pewno zawieźli by mnie na pogotowie …a to gangrena albo zakażenie mi wymyślą. No wiem, że źle zrobiłam ( i nikomu nie powiem) ale ręcznikiem z łazienki (wcześniej używanym) krew tamowałam, inaczej się nie dało. Ręcznik przecież, a nie jakaś szmata do mycia podłogi, chociaż szmat nie mam, mam specjalne ręczniczki.

    A to moja głupota z tym głąbem. Żebym wyciągnęła maszynę w szatkowała kapustę to inaczej bym musiała kroić. Ale nie, nożem mi się zachciało. To teraz zamiast kapusty mam poszatkowanego palucha. No cóż, brak słów.

    Za chwilę muszę do pracy wyjeżdżać a ja wciąż, palca uciskam. Trafiło na opuszka palca no i głęboko.

    Mam nadzieję, że resztę dni przedświątecznych obejdzie się bez amputacji pozostałych paluchów.

    Uważajcie na siebie w kuchni – noże są niebezpieczne!!!


    Po zabezpieczeniujuż cały w krwi.

    Godzina minęła, wciąż uciskam. Bez ucisku niestety, krew leci. Liquid bandage nie pomaga.

    Do pracy już zadzwoniłam. Życzą szybkiego powrotu do zdrowia, a ja przez chwilę zastanawiałam się, czy aby nie skierować swoje nogi i koła samochodu w kierunku pogotowia.

    1,5 h wciąż uciskam. Jest nadzieja na poprawę. Teraz mogę powiedzieć … jestem szczęściara… bo ciachnęłam bardzo głęboko i szeroko. Już opatrunki mimo ucisku tak szybko nie przemakają. 2 h walki i się udało.

    Najgorsze było wyrównanie skóry, która wywinęła się na zewnątrz i właśnie wtedy zobaczyłam jak głęboko rozcięte.

    Dałam radę!

    Będzie dobrze. Będę żyć.

    Nie lubie planować, no nie lubie.

    Każdy nadchodzący dzień jest nieprzewidywalny. Oczywiście podjęłam złą decyzję ale w naszym życiu podejmujemy ich bardzo, bardzo dużo i trudno przewidzieć ich końcowy efekt.

  • Wczoraj, wiadomo, porżnęłam się albo pociachałam. Jak zwał tak zwał ale mogłam w minimalnej części doświadczyć wyłączenia kciuka od wszelkich czynności.

    Wprawdzie lewa ręka, pomocnicza, nikt nie zastanawia JAK DUŻO nam pomaga.

    Uchwycić szczyptę soli, utrzeć dwoma rękoma kapustę z solą

    Można jakoś żyć i bez kciuka ale….to jakoś będzie jakością naszego życia. Bo można żyć i bez rąk i nóg ale….

    Widziałam film o dziewczynie bez rąk, potrafi wykonać cudowny makijaż używając palców u nóg. Chłopak maluje cudne obrazy trzymając pędzle w palcach nóg. Młodzi sprytni. My po kilkugodzinnym treningu padamy, narzekamy na kręgosłup po 8 godzinnej pracy przy biurku. Dalej pisać nie będę. Każdy z nas się starzeje. Osoby starsze mające wszystkie członki są często bezradne …

    Nie wiem na ile będą sprawne fizycznie osoby bez kończyn w wieku 70 lat ale życzę im najlepiej.

    Cwiczenia, terapie, masaże nie powstrzymają procesu starzenia, mogą jedynie poprawić jakość naszego życia.

  • O tak, mam wiele pomysłów. Nie mówię o remoncie łazienki. To nie pomysł to już jest plan działania.

    Oczywiście, że zrobię, to jest konieczność. Dom kupiliśmy…. na Walentynki będzie 10 lat…. właścicieli było dwóch. Rodzina z dziećmi a później jedno z dzieci ten dom przejęło, bo rodzice przenieśli się do domu starców. Dom dość długo stał pusty. Aż ja go dojrzałam pewnego słonecznego styczniowego dnia. Śnieg leżał wkoło, nie biały bo promienie słońca robiły gdzie niegdzie już zupkę śniegową koloru burego. MM zadzwonił do agenta nieruchomości i kilkanaście minut później otworzono nam frontowe drzwi. Mężczyźni pozwolili mi wejść pierwszej. Pierwszy krok i już nie musiałam nigdzie iść i sprawdzać. Jest mój ….pomyślałam. I tak zostało. Nie przerażało mnie że będzie dużo pracy. Do dziś pracuję nad tym domem i yardem. Pierwsza poszła piwnica. Zrobiłam przy pomocy syna sufil podwieszany, położyłam nową elektrykę a syn pomalował ściany i ułożył podłogę.

    Parter i piętro było możliwe. Ale muszę zaznaczyć, MMowi wszystko odpowiada, może mieszkać w chlewku i namiocie. Jak zaczynałam prace nad chodnikiem nad back yardzie, przeprowadziłam z nim słowną walkę. I tak postawiłam na swoim. Po zakończeniu chodnika zapraszał kolegów i się chwalił. Szkoda, że nie wspomniał, że był przeciw.

    Łazienka będzie cała nowa. Podłogę też zmienię. Zacznę po świętach. Nie jestem pewna czy do Walentynek zdążę. Jeśli nie to na Dzień Kobiet zrobie sobie prezent. Bo lubię, bardzo lubię kupować sobie kwiaty i wręczać sobie prezenty.

    To był w tym roku. MM się “nagadał” a po tym gadaniu powiedziałam aby pojechał do sklepu i kupił mi jednego, jedniusieńkiego kwiatka.

    Przyjeżdża z dwoma wielkimi bukietami!!!! No kurcze, “gest” to on może i ma, ale słuchu zabrakło😁.

    A więc, sama sobie kupuję kwiaty bo wiem co mnie ucieszy.

    Jestem ciekawa prezentów już ułożonych pod świąteczną choinką.

    Aaaaaa, wracając do tytułu postu😁😁😁

    Wiadomo, chora na ciśnienie jestem, po za tym nic nie dolega. Przyjmuję tabletki obniżające ciśnienie i jeszcze dodatkowo witaminki. Wczoraj wypiłam te obowiązkowe a magnez i calcium zostawiłam na później. To później nastało po 24 godzinach. Wywietrzałe (moim zdaniem) raczej nie nadawały się do naprawy moich kości i jakiegoś tam systemu. Spojrzałam na kwiatek który przeniosłam z “pola” do domku. Stoi taki wiecheć w doniczce i się męczy. Albo pomogę rosnąć, albo umrzeć. Rozpuściłam tabletki w szlance wody i podlałam roślinę. Zobaczymy co będzie. Albo trup albo nieboszczyk. Tak kiedyś za dziecięcych lat bawiłam się z koleżankami z ulicy. A ile było przy tym śmiechu. 😁😁😁😁😁😁

    Małym dzieckiem już nie jestem ale pomysłów mi nie brakuje.

    (z internetu)

  • Obudziłam się po 2 AM  z bólem głowy. No cóż, mam to już od dawna i jak to mówią, czas przywyknąć. Tylko, ten mój ból z szumem głowy,  nie zapowiada niczego dobrego. MM obudził się również. Ciśnieniomierz i żadnych niespodzianek. Trzeba brać i jak najszybciej specjalną tabletkę.

    Odczekałam godzinę, ciśnienie spadło ale już nie myślałam o powrocie do łóżka. Za oknem ciemno, tylko moje ozdoby na zewnątrz rozświetlają podjazd od frontu i deck od back yardu.

    Od wielu lat ozdabiam „pole” światełkami i różnymi ozdóbkami.

    Czasami sama robię, lecz w tym roku ograniczyłam się do światełek. Zanim w tym roku rozpoczęłam ozdabianie, bardzo dużo ozdób wyrzuciłam do kosza. Jelonek, bałwanek, pingwin różnego rodzaju choinki i choineczki. Niektóre lampki zostawiam, będę naprawiać z tej to przyczyny, że obecne lampki są mniej ozdobne. Przeważnie najzwyklejsze żaróweczki bez żadnych ozdóbek.  Ozdóbki dodają bardzo dużo uroku. Zacznę poszukiwania po sklepach zaraz po świętach.

    Będą przeceny i może trafię na coś ciekawego.

    Na przykład: wczoraj kupiłam dwa piękne czerwone flakony oraz jeden srebrny. A pojechałam po całkiem, ale to całkiem inne zakupy.

    Nie lubię zakupów i wyjeżdżam z musu. Tym bardziej, że teraz przymierzalnie są zamknięte i przymierzyć można oczywiście, ale w domu. Więc kursowałam między domem a sklepem. Ostatecznie kupiłam na oko i okazało się trafiłam w dziesiątkę.

    Nie lubię jeździć nocami, więc jechałam dość szybko, aby zdążyć przed całkowitym zapadnięciem zmroku.

    Dziś jedziemy po zakupy…coś na stół…

    Zrobiłam listę, nie powinno być tragicznie.

    Proszę życzyć udanych zakupów


    Nie było tragicznie. Na miejscu byliśmy bardzo wcześnie, 15 minut po otwarciu. Właściwie kupiłam to co potrzebuję na przygorowanie Wigilii i na stół świąteczny. Niestety☹️🥲☹️🥲 makowca nie było. Bułki z makiem!!! Nie nie, nie zastąpią rolady makowej. Spróbuję podjechać w poniedziałek. We wtorek mam fryzjera, pozostałe dni przygotowywanie dań świątecznych.

    Muszę zdradzić tajemnicę. Nigdy nie piekłam makowca!!! Próbować też nie będę.

    Chyba 2 lata temu, również nie dostało się makowca to tort napoleon/marcinka upiekłam. Ten tort znałam pod nazwą napoleon ale w rozmowie z przyjaciólką, dowiedziałam się, że ma drugą nazwę marcinek.

    Dziś skupiona jestem na menu, niby tradycyjne, bez zmian, ale trzeba zrobić rozpiskę co w jakim dniu będę robić, po prostu ułatwie sobie życie. Syn już dziś zaoferował się kroić warzywa do sałatki jarzynowej, córcia też w czymś pomoże. Znajdę i dla niej zajęcie. MM upiecze pierś indyka z mojego książkowego przepisu i jak się da prace rozłożę na kilka osób.

    Pierś z indyka na Thanksgiving była palce lizać. Chcę tak samo na święta!😁

    Święta już tuż tuż……🎄🎄🎄🎄

  • Jestem zmęczona nawet nie wiem po której pracy tej co pozwala na zakupy i “rozpustę” czy tej w której się kurzy od zeschłych liści, czy też domowego kurzu. Nie ważne.. po pracy zawodowej czy tej na “polu”.

    😁

    Rozejrzałam się wokół. Chciałam na spokojnie zobaczyć, moje otoczenie.

    Podoba mi się.

    Prezentów wciąż przybywa😁 co mnie niezmiernie cieszy. Popakowałam już tydzień temu i prawdę mówiąc, nie pamiętam co jest w tych paczkach. Syn dokupuje, MM jeszcze czeka na dostarczenie. Ja jeszcze dokupie słodycze. Córcia z I zakończyli dokładanie prezentów? Oj chyba nie bo córcia zadaje dziwne pytania😁😁😁.

    Jutro jadę po zakupy typu …coś na stół.

    U mnie wszyscy zdrowi. Chociaż ostatniej nocy musiałam przyjąć coś od przeziębienia, telepało. Wyskakiwałam na zewnątrz poprawiać lampki, tylko w cienkiej bluzce, a u mnie nie jest gorąco. Wieczorami się ochładza np. dzisiejszej nocy będzie -3C.

    Od jutra mam wolne. Będę szaleć w kuchni😁. Od zawsze uwielbiałam Boże Narodzenie.

    Mając 14 lat chodziłam sama po śniegu na targ po choinkę. Mama moja przeważnie była chora, Tatuś w delegacjach, starszej było obojętne, młodsza za mała. Jak już umordowana ciągnąc i niosąc 3km po śniegu choinkę, nie miałam siły jej ozdabiać, siostry szykowały łańcuchy z kolorowego papieru, cukierkom w złotkach przywiązywały nitki, mamusia szykowała piękne świeczki z podstawkami na specjalnych klipsach. Pamiętam wieszaliśmy nawet małe świeże jabłuszka. W dzień wigilijny starsza recytowała wiersze o wilczku, ja śpiewałam a młodsza tańczyła. Otwieranie prezentów i oglądanie bajek z projektora. No, na to oglądanie to pół dzielnicy się zbiegało.

    A wtedy śnieg był po pas. 😁

    Mróz, nie trzeba było czekać na zamarznięcie ślizgawki całej nocy, 2 godziny i gotowe było lodowisko.

    Ot tak mnie wzięło na wspominki.

  • Czytam wypociny jakiegoś redaktorzyny… a oni nie zrobili nic…

    https://www.se.pl/auto/nowosci/ciezarowka-zahaczyla-dzwigiem-o-wiadukt-rozbawieni-swiadkowie-nie-zrobili-nic-by-uniknac-wypadku-wideo-aa-8SXM-hN8C-eLSn.html

    i mnie normalnie, normalnie poniosło. Co powinni zrobić? No co?

    Ja zrobiłam, robiłam i próbowałam policję zmobilizować do działania!

    Co? Nic!!! Chciałam dać dzieciom przykład obywatelskiej postawy i obowiązku. I co? I pstro! Byłam zawiedziona a moje dzieci jeszcze bardziej. Policja zgłoszenie olała.

    Przede mną jechała ciężarówka wężykiem, że wężykiem to jeszcze nic. Drzwi od szoferki z prawej i lewej strony machały się jak chorągiewki na silnym wietrze. Kierowca hamował, przyspieszał i łapał to lewą stronę a to prawą stronę dwupasmówki. Zadzwoniłam na policję, dałam namiary i podążałam za ciężarówą stawarzającą jakby nie było niebezpieczeństwo. Co z tego że podałam numer rejestracyjny, że pianego kierowcę złapią. Przecież nie jeden samochód policyjny na wyposażeniu. Ten gość stwarzał zagrożenie. Dzwoniłam kilkakrotnie i co i pstro. Zatrzymałam się i zawróciłam, już ciężarówy nie śledziłam. Byłam zawiedziona a moje dzieciaczki jeszcze bardziej. -mamusia dlaczego policja nie przyjechała???

    Co miałam odpowiedzieć? Że to ich nie interesuje bo nie ma trupa? Że kawkę piją albo w karty grają? Że mnie olali? No co?

    Więc, co ci ludzie mieli zrobić z tym samochodem? Zadzwonić na policję? Czy też ryzykować mandatem i przekroczyć dozwoloną prędkość i kierowcę zatrzymać?

    Czy, wyprzedzić, wyskoczyć przez otwarte drzwi prosto pod koła samochodu z nie złożonym wysięgnikiem?

    Zostałam nauczona.

    Nie ma trupa.

    Nie ma sprawy.


    Siedze przed kompem, winko popijam i się odstresowuję.

    Nareszcie!!

    Mogę krzyknąć….NARESZCIE!!!!…

    Nareszcie odpuszcza. Tyle się wydarzyło złego, że wylane łzy nie pomogły. Powolutku wszystko wraca na swoje miejsca.

    Powolutku, bo niektóre sprawy potrzebują czasu, niestety.

    Wszyscy śpią a po huraganie jaki nas nawiedził, pod moim dachem jest nas więcej niż dwoje.

    Nie mam ochoty na spanie, jest mi dobrze, w ciszy i spokoju posiedzieć przed kompem.

    Psy chrapią, koty drapią a mężczyźni również chrapanko/sapanko sobie robią.

    Jest mi tak dobrze i przyjemnie, żeby nie trzeba było jechać jutro do pracy to chyba siedziałabym tak do rana.

    Odnośnie covida u nas wszystko wróciło do normalności po za maseczkami. Nikt nie krzyczy w tv i nie nawołuje ale maseczkę każdy na pyszczku ma. W biurze zdejmuje się kiedy się siedzi w swoim boksie. Wstajesz maska na twarz!!!

    Nikt nie przypomina i upomina, każdy automatycznie nakłada. Dezynfekcja rąk za każdym zakrętem. No i ręce stają się diabelsko suche. No cóż, coś za coś. Na autostradach w godzinach szczytu tak jak przed covidem. Jedynie zauważyłam więcej zniecierpliwienia i nerwowości. W moim stanie klaksonu się nie używało, wszyscy stali i czekali na marudę który, zagapił się, zaczytał, zamyślił. Teraz klaksony naciskane są częściej, czasami bez sensu. Zajeżdżanie drogi też, jakby nerwowe. To są takie moje obserwacje.

    Może w końcu, odnajdę siebie, wrócę do samej siebie.

    Stary rok już pakuje swoje starocie w stare wory, Nowy Rok jest już już za rogiem. Może przyniesie nam nie tylko dobre ale i nowe doświadczenia.

    Zanim przyjdzie, mamy jeszcze w następnym tygodniu święto indyka.

    Moje malowania są na ukończeniu. Łazienka wymierzona i remontować będę już w nowym roku. Płytki ceramiczne wybrane, szafki również. Sedes wybrałam taki bezdotykowy ale…. jak prąd wyłączą to i sralnia będzie zamknięta. 😁

    Muszę plany dotyczące sedesu, zmienić. Bardziej na użytkowy a nie na widokowo-bezdotykowy.

    I tym toaletowym akcentem będę kończyć.

    Wino się kończy a północ za chwilę zaczyna. 😁

    __________

    November 7th, 2021 Niedziela

    Łazienki na parterze nie remontowałam, MM większość roku w domu. Więcej gadania, niż pomocy otrzymałam od niego. Sam nic nie robi i innym nie da robić.

    Ale i na dobre wyszło nie zaczynanie remontu. Zmieniłam zdanie odnośnie zlewu i szafki pod zlewem. Szafkę powinnam wyszlifować i pomalować. Jest drewniana, a teraz produkują z płyty. Zlew jest łącznie z blatem, jedna całość a takie obecnie są bardzo drogie. Bardzo funkcjonalny. Itd, itd zanim zacznę remont to jeszcze minie czasu. Najlepiej mi się pracuje ja MM w domu nie ma.

  • Chciałabym aby ten rok już się zakończył, teraz! natychmiast!

    Bo mam nadzieję!!!!

    Nadzieję na lepszy 2021!!!

    Bo 21 jest po 20

    I to ma być wybuchowo dobry dla wszystkich ludzi na tym świecie rok!!!

    2 0 2 1 ma byc lepszy!

    20 20 to stagnacja, zatrzymanie, niciość!!!!

    Chyba i taki był. Covidy, wybuchy, strajki i jeszcze inne nie dobre rzeczy. Czekam na dobre, przyjemne, miłe.

    Kurcze ale do końca tego byle jakiego roku jeszcze jest duuuużo dni!

    Chciałabym te “drzwi zamknąć” i niech się dusi tam, za drzwiami, ten 2020. Szparki zakleję klejem budapremem (podobno był dobry), taśmą, zabiję gwoździami, a najlepiej to betonem zaleję.

    Tak, tak, za dużo złego, tragicznego, niedobrego się wydażyło, że 20 20 jest znienawidzony.

    Myśl pozytywnie!!!

    Tylko jak można myśleć pizytywnie kiedy kamienie są uwiązane u nóg, rąk i szyji, ciągną na dno. Chyba tylko wiara w cud pozwoli się uwolnić.

    Moim cudem jest!!!!!

    2021

    Bo do diabła!!!

    W coś trzeba wierzyć!!!!!

    Jeśli wszystko zawiodło!!!!

  • o jakiejś nadziei. Jaką można mieć nadzieję i na co? Na jakie jutro? Po co się oszukiwać, po co udawać i zmuszać siebie do wiary na lepsze? Po kiego licha myśleć pozytywnie jeśli diabeł ogonem zmiata wszystkie pozytywy.

     

    Strach się bać.

  • u mnie wciąż zielono.
    Gdzie niegdzie już za chwilę za dzień pojawią się kolory.

  • Nie zapaliłam dziś świecy.

    Rozłożona jestem na czynniki pierwsze.

    Nie mam siły wykrzesać z siebie nic po za postukaniem w klawiature iphona.

    Cały dzień snułam się w pidżamie i lekkim szlafroczku po domu. Trochę podreptałam i znów do łoża.

    Apetytu brak.

    Pamiętałam, oczywiście że tak, tylko sama od kilku dni potrzebuję pomocy.

    Mam nadzieję na lepsze jutro.

  • Mogę powiedzieć, że byłam kawoszem. Świeżo mielona kawa pachniała w kuchni od samego rana. Wypijałam do 7-8 kaw dziennie. Nie narzekałm na problemy ze spaniem. Potrafiłam wypić kawę przed położeniem się do łóżka. Był okres, że kawę pijałam w filiżance, którą mam do dnia dzisiejszego. Wiele razy zastanawiałam się nad “przetransportowaniem” jej do obecnego mego miejsca zamieszkania lecz po zastanowieniu, została w Polsce. I co najdziwniejsze, już z tej filiżanki nie siorbie 😁 kawusi, będąc a polskim domu. Oczywiście były okresy kiedy nie tylko zmiejszyłam ilości wypijanych kaw, ale zrezygnowałam z delektowania się tym napojem na rzecz zdrowia maluszków w brzuszku.

    Po jakimś czasie zrezygnowałam też z mielenia kawy, zaczęłam kupować kawę mieloną w opakowaniu. W późniejszym okresie weszły u mnie w użycie zaparzacze różnego rodzaju jak również tygielki. Nie były one modne w Posce lecz Turcja, Bułaria, była Rosja używały tygielków na co dzień. Kawa gotowana w tygielku nie traciła na wartości ale jeszcze zyskiwała na delikatności, zapach rozchodził się po całym mieszkaniu. Kawusię gotowałam jeszcze dzień przed moim zdarzeniem z ciśnieniem 😢

    Jednak, wieczorami w okresie jesienno-zimowym lubiłam i lubię wypić herbatkę. Herbatkę rozgrzewającą, usypiającą, orzeźwiającą na deszczowe dni. Kupowałam i kupuję na wagę jak i różne gotowe mieszanki. Herbatki liściaste lubiłam najbardziej ale nie gardziłam “śmieciuszkami”. “Śmieciuszkami” nazywałam herbaty w torebeczkach. Obecnie świat się zmienił i można kupić dobre herbaty w torebeczkach.

    Z uwagi na moje ciśnienie, zdecydowanie odstawiłam kawę. Patrzę na opakowania kaw stojące na półce i…. muszę zmienić szafkę dla tego rodzaju napoju☹️. Herbat mam bardzo dużo, zawsze gdy robię zakupy na amazonie, wchodzę na herbaty i wyszukuję coś nowego, lepszego. Ostatnio kupiłam Yerba Mate, no i ….. wczoraj zamówiłam specjalny kubek, rurkę i szczoteczkę do czyszczeni tej rurki.

    Rytuał😁 jeśli tak można nazwać zaparzanie jest mi znany. Więc …. wkrótce owocowe i inne zielone zastąpię Yerba Mate. Nie znaczy, że nie wypiję jagodowej, orange & ginger, kiwi-poire względnie turmeric-mango czy irish breakfast decaffeinated lub też, najzwyklejszej zielonej liściastej.

    “Twój los zależy od Twoich nawyków”. Brian Tracy

  • Dziś zmobilizowałam się, choć lekarstwa mnie osłabiają. Nie będę podawać cyferek jakie wyskakują na czytniku aparatu do mierzenia ciśnienia, staje się nudne dla mnie również. Myślałam, że wymycie lodówki zajmie mi około godziny. Nie trzeba było szorować, nikt nie pozalewał, kilkanaście kropek, nieznaczne ślady od buteleczek, butelek, kartonów i słoików.

    Musiałam, przynajmniej mi się tak wydawało, że czas coś zrobić a nie, leżeć, odpoczywać od leżenia i po leżeniu, spaniu.

    Powyjmowałam zawartość lodówki. No i … zmęczyłam się – odpoczynek. Mycie lodówki zajęło mi, nie wiele bo, 6 (sześć!) godzin. To się napracowałam. 😁 Jak tak to ma wyglądać, to malowania ja nigdy nie skończę szybciej się wykończę. Nie jest tak źle, bo dziś sześć a jutro może być pięć godzin. W końcu nabiorę wprawy i lodóweczkę, machnę w godzinę jak to kiedyś bywało. Najważniejsze nie poddawać się. Wyjęłam z lodówki zakwas żeby go dokarmić, to może chlebek jutro upiekę. Jeśli nie, to dokarmiony zakwas powędruje na swoje zimne miejsce. Będzie czekać na mój lepszy dzień.

    Wiem, że będzie lepiej, bo łapię się na tym, że rozmyślam …co by tu zrobić, czym się zająć. Wprawdzie brak sił, ale….

    to jest DOBRY znak!!!

  • Wiele razy mówiłam, wspominałam, pisałam… nie lubię planować!!!!… teraz, nienawidzę planowania. Oczywiście, można jak najbardziej, zaplanować wakacje i trzeba. Wakacje przeważnie związane są z wyjazdem. Na wakacje planujemy remonty itd. Zależy od człowieka i zasobności jego portfela. Nie lubiłam i nie lubię planów krótkoterminowych. W moim przypadku nawet związanych z posprzątaniem domu, ugotowaniem obiadu, upieczeniem chleba itp. Zawsze u mnie coś się zmieni, coś stanie na przeszkodzie.

    Czekałam na 2 dni wolne od pracy. Miałam pomalować sufit w gościnnej jadalni. Meble przykryte, podłoga również. Zamiast 2 dni wolnych, mam cały tydzień, którego nie wykorzystam na remont lecz na leżenie w łóżku.

    Poniedziałek spędziłam w łóżku z powodu skoków ciśnienia krwi. Wtorek podobnie, po południu zostałam zawieziona na emergency z ciśnieniem 210/100. Przy tym ból głowy byl i jest nie do opisania. Pytają jaka skala bólu od 1-10 … nie ma żadnej skali …. 11!!!!… Trzymałam głowę oburącz aby mi nie zleciała. Momentami, gdybym miała coś ostrego to bym ją ucięła, żeby przestała tak okrutnie boleć. Z bólu płakałam a płaczu nie mogłam powstrzymać.

    5 lat temu miałam tak okropny bół, gdyby nie MM wyskoczyłabym przez okno.

    Podłączono mnie do aparatury, przyjeżdżano i odjeżdzano z różnymi maszynami. Pobrano krew i wstrzykiwano jakieś draństwa. Morfinę wstrzyknięto do połowy strzykawki, poprosiłam o zaprzestanie podawania. Moja rozmowa, moje ruchy nie był naturalne. Moje myśli nawet nie były moje. Nie byłam sobą i nie potrafiłam tego opanować. Zawieziono mnie do ogromnej maszyny ( na drzwiach napis molekularne i coś tam, w głowie dudniło, powieki same się zamykały ale wciąż chciałam mieć wszystko pod kontrolą, pytanie jaką kontrolą jeśli byłam jak flak). Poprzez dudnienie, piszczenie w głowie i już lżejszy ból, usłyszałam aby zamknąć oczy. Po co mam zamykać, jeśli nie potrafię ich otworzyć. Otworzyłam na chwilę aby ocenić sytuację, ogromna maszyna nadjeżdżała od tyłu na moją głowę. Zamknęłam oczy i tak leżałam na pół przytomna. Jak długo trwało, nie wiem. Czas gdzieś mi się zatrzymał i uciekł. Wróciłam do Room 20. Ponownie podpięto mnie pod kolorowe przewody, coś tam wstrzyknięto w żyły i poczułam się znów podle.

    Dziś czwartek a ja wciąż czuję smak w ustach tych wszystkich medykamentów. Nawet długie czyszczenie zębów i języka nic nie pomogło.

    Walam się w łóżku ogólnie już 4 dzień i po jaką cholerę ja planowałam malowanie w wolne dni od pracy, kiedy nie jestem zdolna iść do tej pracy. Powinnam być już w pracy od wczoraj a nie wiadomo czy będę mogła normalnie funkcjonować w poniedziałek.

    Aha, ta ogromna maszyna nad głową, prześwietlała moje szare komórki, szukając pękniętych naczynek. Po raz DRUGI mi się udało.

    Wyjeżdżając do URGENT CARE miałam 210/98. Kiedy dojechaliśmy było 210/100. Nie byłam kontaktowa, MM wszystko załatwiał. Odesłali nas do Emergency. Nie mogę opisać mego bólu i strachu. Klawiatura by sie zapaliła. Covid-19 a mnie wiozą na Emergency. MM podjechał pod same drzwi, podjechali z wózkiem, zmierzyli temperaturę, zdezynfekowali mi dłonie. MM udzielił odpowiedzi na pytania i został na zewnątrz. Zostałam sam na sam z machiną amerykańskiej służby zdrowia podczas panującego covid-19. W tym czasie na ile mój mózg pracował, dostrzegłam, że jestem jedynym pacjentem. Żadnych tłumów nie było przed wejściem ani wewnątrz. Wieziona na wózku, przez moje łzy i opadające powieki nie zauważyłam pacjentów.

    Pielęgniarki oraz lekarze mili i cierpliwi. Ktoś powie, że tacy powinni być. Nie prawda, bo podczas drugiej cesarki, przez lekarza zostałam zwyzywana od idiotek i nie tylko, bo nie pozwoliłam aby swoje łapy wsadzał mi do wewnątrz i przekręcał dzidziusia bo dzidziuś ułożył się w poprzek brzucha. Przeżyłam upodlenie. To co piszą internautki jest prawdą, są też wspaniali lekarze jakich spotkałam podczas pierwszej cesarki.

    Wszelkie procedury sanitarne (covid-19) na Emergency zostały zastosowane, opiekę podczas mego pobytu miałam wspaniałą. Około godziny przed wypisem, poproszono mnie o wstanie. Odłączono mnie od kabli, z pomocą pielęgniarki musiałam przejść się po korytarzu. Po spacerze ponownie trafiłam na łóżko i podpięta zostałam do aparatury. Znów mi coś zaaplikowani. W ten sposób zbito mi ciśnienie do 146/80.

    Dostałam wypis, recepty i wszelkie instrukcje, osobiście od lekarza, mogłam się ubrać i wyjść na poczekalnię dla osób wypisanych. Czułam się jak zbity pies. MM poprzez zablokowane drogi nocą (remonty i budowy autostrad) jechał 30 minut dłużej, a ja położyłam się na kanapie, byłam niemiłosiernie osłabiona.

    Od chwili wyjazdu z domu do momentu wypisu ciągle mnie mdlilo.

    MM przyjechał, wychodząc rozejrzałam się wokół. Wszędzie pustki, żadnych tłumów chorych.

    Podczas powrotu samochodem do domu musiałam wykorzystać worek plastikowy jaki był na tylnym siedzeniu samochodu.

    Wczoraj mimo tabletek, ciśnienie skakało, najniższe 94/58 najwyższe 137/79. Takie skoki w przeciągu 1 godz. są wykańczające. Muszę nauczyć się z tym żyć.

    Planować nie mogę, jeśli nie wiem co reszta dnia mi przyniesie. Będę żyć jak dotychczas, mam ochotę na sprzątanie, gotowanie, pranie, wyjście na yard to mam to zrobić i nie odkładać lub planować pranie jak uzbiera się chociażby pełen bęben bielizny w pralce. Jak się uzbiera to jest możliwe, że nie będę zdolna nawet przycisnąć przycisk uruchamiający pralkę.

    Z natury jestem pełna energii i pomysłów, znów życie mnie zastopowało. Wiem, że powinnam się cieszyć, że ….

    Ależ się cieszę!!!

  • https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-chora-na-covid-19-uciekla-ze-szpitala-martwila-sie-o-90-letn,nId,4788315

    65-letnia chora na COVID-19 uciekła ze szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej (Małopolskie), ponieważ – jak tłumaczyła policjantom, którzy znaleźli ją w jej domu – nie chciała pozostawić bez opieki 90-letniej matki. Kobieta, której sprawę będzie wyjaśniał sanepid, pozostaje w izolacji domowej.

    Jak czytam takie artykuły, to mi ręce opadają.

    To trzeba uciekać ze szpitala aby zaopiekować się chorym niedołężnym członkiem rodziny. Czy tłmaczenia i prośby, że stara matka została sama w mieszkaniu, odbija się od ściany znieczulicy?

    Co się z ludźmi porobiło?

    _______________

    Dziś nie wstaje z łóżka. Nie wiem czego chcę, wiem że jestem bardzo nieszczęśliwa. Tak jak kiedyś, spytałam swoją mamusię….po co mnie urodziłaś?……

    Dziś zadaję sobie pytanie ….co ja robię na tym świecie, w jakim celu się urodziłam, jakie zadanie dano mi do wykonania…. pytań mam tysiące. Tylko brak odpowiedzi.