ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Dziś miałam pracowity dzień.

    MM pojechał do biura, coś mu na łączach internetowych przerywało. Okazało się, że to serwer biurowy wariował.

    Postanowiłam, że zajmę się sobą. W pierwszej kolejności poszły włosy. Znudził mi się jasny kolor. Zawsze mam w domu zapas farb i nie przeszkadzało mi, że 7-go mam wizytę u fryzjera. Najpierw położyłam farbę na odrosty. W drugiej kolejności poszły w ruch brwi. W trzeciej kolejności nałożyłam farbę na końcówki włosów.

    Efekt końcowy zadawalający. Brwi i włosy wyglądają perfekcyjnie. Fryzjerce zostawiłam podcięcie włosów, no i może pasemka.

    Zadowolona z siebie rozpoczęłam prace z ciastem drożdżowym. Nie rozumiem dlaczego nie trzymam się jednego sprawdzonego przepisu ale muszę zawsze wygrzebać “coś”, co nawet koło przepisów nie leżało.

    Nigdy nie dodawałam oleju do ciasta drożdżowego, no jeśli trzeba – to trzeba. Wyszło 16 bułeczek… tylko jakieś dziwne w smaku. Zjadliwe. A że sera mi jeszcze dużo zostało, to ciasto drożdżowe zrobiłam bez oleju. Na dno foremki położyłam część ciasta, przykryłam je twarogiem,  a to przykryłam wałeczkami ciasta. Ten dziwaczny sernik jest lepszy od bułeczek.

    Lepszy ale …. w sumie ze swoich dzisiejszych wypieków nie jestem zadowolona.

    Oczywiście, że wszystko zostanie zjedzone ale mi chodziło o zjedzenie przez duże Z.

    Dobrze, że koniec tygodnia.

    Będę trzymać się z dala od piekarnika😁😁😁

  • Choć zdarzają mi się jedynie czasami ale się zdarzają bezsenne nocki. Przebudził mnie sen. Nie pamiętam o czym śniłam ale nie był to sen o kwiatowej łące po której skakały zające. Dobrze, że nie pamiętam, to mogłabym szybko ponownie zasnąć lecz deszcz rozpadał się ba dobre, a ja do snu potrzebuję idealnej ciszy. Szum deszczu mnie nie usypia, nie uspokaja, czasami drażni.

    Nastał sezon deszczowy. W nocy pada, czasami leje, około południa się wypogadza. Słoneczko grzeje, już chodzimy w krótkich rękawkach, niektórzy już w szortach. Około 3-4pm słoneczko się chowa i znów pada. Już otwieramy szeroko drzwi i okna. Powiew świeżego powietrza jest niezastąpiony.

    Oczywiście, że będą jeszcze ochłodzenia. Nie chowam daleko w szafie ciepłych golfów, swetrów i spodni. Przydadzą się jeszcze ba dzień albo dwa, kto wie.

    Z pracami remontowymi wstrzymałam się, nie mam weny.

    Nic mnie nie napędza, takie zimowe spanie. Będąc w pracy, w myślach organizuję popołudniowe prace. Szykuję narzędzia, pędzle i farby. Po otwarciu i zamknięciu drzwi domku, wszystko się rozmywa wraz z deszczem spływa. Najczęściej wtulam się w swój fotel przed tv i gapię się jak sroka w kość. Nic nie interesuje i nic się nie chce. Na jutro na przykład zaplanowałam, że upiekę bułeczki drożdżowe. Kupiłam twaróg, masę makową i świeże drożdże. Wszystkie niezbędne składniki już zmagazynowałam. A co wyjdzie, nie wiem.

    Może będzie tak, że wtulę się w poduszeczki i z łóżka nie wylazę.

    Pożyjemy, zobaczymy.

  • Wiem, że muszę w tym roku jechać do domu. Jest wiele spraw do załatwienia po zmarłym ex. Chociażby zdjęcie na pomnik przykleić. W 2019 niestety nie zdążyłam. Sprawa spadkowa ze względu na covid toczyła się ponad rok. Dzieci moje są jedynymi spadkobiercami, wizyta w Polsce jest konieczna. Jeśli mamusia dożyje i się doczeka, to chciałabym zobaczyć ją jeszcze żyjącą. Niestety, do dnia dzisiejszego nie mam z mamusią kontaktu, ostatni był 10 stycznia. Wszystkie rozmowy były i są przez siostrę i zięcia nagrywane. 10 stycznia mamusia powiedziała, że jestem jedyną osobą z którą rozmawia bo gdybym nie ja, to nie miałaby do kogo buzi otworzyć. Moim zdaniem to wystarczyło, aby siostrę histeryczkę do szewskiej pasji doprowadzić. Jak dzwonię na jej numer to telefony wyłącza. Mamusi ipad jest, śmiem przypuszczać schowany albo zabrany lub specjalnie wyłączony. Zięć przeglądał każdego dnia ipad i szykanował mamusię, teraz mogli posunąć się o krok dalej. Nie mam dowodów na te szykany, wyzwiska, poniżenia, tak jak nie miałam kiedy Tatusiem poniewierała. Ciężko pomóc jeśli mieszkam daleko. Starsza w tamtym czasie mieszkała w Polsce lecz osobowość ma strachliwą, za to w gębie mocna. Co ona może zrobić ostatecznie …nic nie zrobiła. W tamtym roku była w Polsce w sierpniu. Zabrała mamusię do siebie i skleroza zrobiła zimny prysznic dla mamusi. Dobrze, że mamusia nie zachorowała. Zamiast pozwolić mamusi skorzystać z prysznica na parterze to zaprowadziła mamusię na piętro. Bo co? bała się że mamusia prysznic na parterze zabrudzi? A na piętro mamusia szła po schodach na czworaka. A później, starsza  opowiadając mi się śmiała. Kanalje a nie córki. Jest mi ciężko. Bo wiem że mamusia czeka na mój telefon a ja nic zrobić nie mogę. Patrząc realnie,  nie mam żadnych dowodów na znęcanie się psychiczne, bo zakupy robią, jeden raz dziennie jedzenie dają i można by powiedzieć nic się nie dziej. Tylko przemoc psychiczna nie jest widoczna, to nie są siniaki, połamane ręce czy też oczy podbite.

    Wiem, że nikt nie złożył nanusi  życzeń na Dzien Babci,  nawet ta wnuczka, która była odepchnięta przez własną matkę a przygarnięta przez dziadków. Dziadkowie a moi rodzce oddali jej serce, zapominając o pozostałtch wnukach, a ona nawet w dzień Wigilijny nie złożyła życzeń, nawet przez uchylone drzwi nie krzyknęła …wszystkiego dobrego babciu… już zaraz będzie dwa lata jak się do mojej mamusi nie odzywa. Na moje prośby otrzymuje odpowiedź, że to nie jej sprawa. Ale jak studiowała w Łodzi,  to chętnie brała pieniążki. Trudno piwiedzieć, że nie rozumie sytuacji mając 41lat. Co za ludzie? Gdzie jest ich sumienie? Covid, covidem ale oni byli tacy w 2019 roku i wcześniej również. Nie życzę im niczego złego. Jak co roku na święta wysyłałam życzenia i paczki (zamawiane gotowe z polskich stron internetowych). Wywołałam tylko większą burzę nienawiści, a ja chciałam pojednania. W święta nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem, okazało się, że to nie zwierzęta to bydło któremu nie przystoi być zwierzęciem.

    Zawiniłam tym, że będąc w Polsce opiekowałam się mamusią i nie skorzystałam z lekarzy których nazwiska siostra mi wypisała na kartce i zarezerwowała wizyty. Nie chciałam iść do umówionych z góry lekarzy. Nie chciałam iść tam gdzie mamusię postrzegali by jako psychiczną,  zanim weszłaby do gabinetu. Prowadzałam do lekarzy z NFZ a nie prywatnych, z góry opłaconych. Siostra poczyniała kroki aby wsadzić mamusię do psychiatryka lub ubezwłasnowolnienia. Świadków na to miałam i mam, te osoby były w ogromnym szoku. Mamusia przeszkadzała i przeszkadza bo zajmuje 3 pokojowe mieszkanie z łazienką, kuchnią i korytarzem. Nie nie, szwagier z siostrą na siedzą w jednopokojowym mieszkanku, ma salony.  Ale to zawsze jest za mało.

    Piszę to, bo mnie boli, boli moje serce, że jestem bezsilna. Sądy nie pomogą, są opieszałe a mamusia jest już mało chodząca. Nikt namusi nie zawiezie do sądu jak nikt nawet do lekarza przez ponad rok nie zawiózł. Jeśli nie ma wizyt to przynajmniej telefonicznie, ale i tego nikt nie załatwił i nie załatwi. Mamusię bolą ręce i z tyłu szyja. Naciera maścią jaką jej przesłałam ale i ta maść się kończy. W Polsce już można kupic identyczną maść,  ale kto kupi. Nie ma nikogo. Mamusi bracia są również starzy i schorowani.

    Patowa sytuacja.

    Dawno temu, jak zmarł Tatuś proponowałam mamusi, że ją zabiorę do siebie.

    …chcę umrzeć w Polsce i być w Polsce pochowana…

    Ale czy ta Polska potrzebuje takiego poświęcenia, cierpienia?


    Dziś telefony w dalszym ciągu milczą.


    Po dzisiejszej rozmowie z adwokatem, nie ma potrzeby abym leciała do Polski w tym roku.

    To jest pocieszające i nie pocieszające. Nie będę musiała się jeszcze szczepić, bo przed wylotem zamierzałam to uczynić. W przeciwnym wypadku musiałabym siedzieć dwa tygodnie na kwarantannie. To po to lecieć i siedzieć zamknięta w domu? Zaszczepić się? Nie jestem na całkowite NIE.

    Nie zobaczę mamusi.

    NIE TERAZ.  Zastosuje się do zaleceń mojej lekarki.

    Z tego wynika, że nigdzie nie lecę. Muszę bombardować siostrę telefonami i smsami aby umożliwiła mi kontakt z mamusią. Co będzie? No bardziej to już ona chyba mnie nie znienawidzi. Od jutra będę zakłócać jej zakłócony spokój przez mamusię.

  • Jeszcze okna zasłonięte żaluzjami ale przez szparki między żaluzją a futryną okienną słońce już zagląda. Może krnistwo a może późne położenie się do łóżka ostatniej nocy, trzyma moje ciałko w łóżku.

    Nareszcie sobota. Wolne od pracy zawodowej! Zgadza się, długie przebywanie w domu męczy, ciągłe chodzenie do pracy też męczy. Żeby było coś takiego, pomiędzy. MMa męczy praca zawodowa wykonywana w domu, a miało to być … pomiędzy…


    Dziś była słoneczna pogoda. Myślałam o wypadzie za miasto. Ale trzeba daleko jechać aby zobaczyć wschód lub zachód słońca. Wszędzie budynki albo lasy. Budynki szare i lasy również, taka zima tutaj. Śniegu nie było, nielicząc zdechłych płatków śniegu, które nawet do ziemi nie dotknęły. Wszystko wskazuje na to, że zima u mnie się skończyła i czas wysadzać cebulki tulipanów i żonkili. Nie wysadzam jesienią, ponieważ wiewiórki nie jedzą cebule lecz wydłubują z ziemi. Jedzą i przenoszą do swoich legowisk chipmunksy.

    Któregoś roku wsadziłam do ziemi ponad 500 szt tulipanów. Może 50 zachowało się. Oczywiście że byłam bardzo zła na te zwierzaczki. Niestety nie ma sposobu na te zwierzaczki. Wyglądają na milusińskie ale… to gryzonie niszczyciele podobnie jak szare wiewiórki.

    Dziś miałam dzień filmowy. Obejrzałam 3 tasiemce. Filmy łatwe lekkie i przyjemne, takie nic nie wnoszące w nasze życie. Fabuła w zasadzie taka sama, miłość – zdrada – wybaczenie lub nie – ale z happy andem.

  • Kotek mego niezięcia. Daje się głaskać, smerać, nosić…. więc otrzymuje odemnie wiele czułości. Nazywa się Pablo. Nie łatwo było uchwycić w kadr, kotek bardzo ruchliwy. Kilka fotek udało sie zrobić.

    Córci kotek Locky, to jest indywidum. Nie pogłaszczesz i nie dotkniesz. Nie ma chęci na czułości. A przecież jak był maciutki, pierwsze kroki stawiał w moim domu. Po kilku latach powrócił i o dziwo poczuł się jak u siebie w domu. Pamiętał każdy kątek. Nie życzył pozowania do zdjęcia, schował się, głośnym syczeniem oznajmiał, aby go w spokoju zostawić.

  • Miałam posprzątać ozdoby i wywalic choinkę po 20tym. Ozdoby zdjęłam już wcześniej. Goła choineczka stała w kącie. Żal mi było wyrzucać bo wydzielała wspaniały leśny zapach. Ostatecznie dziś postanowiłam pociąć i do wora. Gałęzie naprawdę świeżutkie, przykro było ciąć.

    Ale jak mus to mus.

    Mieszkanko wysprzątane. Zrobiło się pusto ale przestrzennie. Niebieska kanapa wróciła na swoje miesce inne mebelki również.

    Od jutra można szykować ozdoby na Wielkanoc. Chociaż wcześniej Walentynki lecz te święto tylko jednodniowe i nie wszyscy je obchodzą.

    Coś musi odejść, aby coś mogło powstać.

  • Choineczka stoi. Tak, tak stoi i ma się wspaniale. Odkurzałam przed sylwestrem. Aż trudno uwierzyć, że się nie osypuje. Ozdoby jeszcze moje oczy cieszą i to wszystko zatrzymam do 20 stycznia. Pierwszy raz tak długo. Zacznę porządkować po córci urodzinach.

    W ubiegłym roku choinkę wyniosłam około 10 stycznia. Sypała się i wyglądała tragicznie. Chyba to był pierwszy odbior choinek przez śmieciarki.

    Tą popiłuję sama i zapakuję do worów, problemu nie widzę, mam też w domu trzech facetów. Któryś będzie musiał znaleźć czas,

    Dziś dodzwoniłam się do mamusi. Tylko 30 razy próbowłam, tak jednym ciągiem. Ponieważ kilka razy, po kilka razy było, ale tego nie liczę.

    Rozweseliłam, uspokoiłam, wytłumaczyłam i po godzinie się rozstałam. Od jakiegoś czasu wyjątkowo pięknie mi dziękuje, że o niej nie zapominam, bo z nią nikt nie rozmawia, że ma mnie tylko jedną. Życzy mi dużo zdrowia i ogólnie…

    Wiem, że się boi, jak by coś się stało ze mną, zostanie sama samiusieńka wśród ludzi. To jest jej koszmar a za razem i mój. To nie jest tak, że mamusię uzależniłam od siebie. Nie! Jeśli ktoś nie ma nikogo to chociaż trzyma psa lub kota do ktorego mówi i wierzy, że to zwierze rozumie każde słowo. Nikt zwierzęciem nie był i nie może powiedzieć, co zwierze czuje, słyszy i jak odbiera nasze słowa. Naukowcy mogą pisać a ja powtórzę, żaden człowiek nie był zwierzęciem i niech snuje swoje teorie ale to jest: tak albo siak.

    Mamusia nie może mieć kota ani psa. Mieszkanie mamusi było odkurzane w sierpniu i to był ostatni raz. Łazienka z toaletą wymyta w sierpniu i to był ostatni raz. No cóż, pieniądze jak to się mówi nie śmierdzą a sedes mamusi już tak. No cóż, młodszej siostry córka, już zapowiedziała ….. ja wami opiekować się nie będę …..skierowała te słowa do swojej matki i mego szwagra i wyprowadziła się do bloku.

    Nie daleko pada jabłko od jabłoni.

    Czym skorupka za młodu nasiąknie.

    Nie zawsze te przysłowia się sprawdzają, bo w pełnych kochających się rodzinach urodzić się może “gen” nie z tego świata, który “umili” życie rodzinie. A z genami nie podyskutujesz. Taki brzdąc jeszcze nie chodzi, jeszcze nie mówi, a swoje zdanie na każdy temat już ma. A to mleko za zimne – pić nie będzie, soczku marchewkowego też nie. Pielucha mokra da znać, a jakże i jak donośnie. Umie ten brzdąc rodzinę postawić na nogi i rozstawić po kątach. Normalny terorysta. 😁

    Nie spostrzeże się ojciec jak mu srajdun fajki będzie podkradać.

    …. jak ty ojciec stówy nie dasz, to powiem mamusi że fajkami mnie częstowałeś hahaha


    Czekając na moment wrzucania marcheweczki do garka, stukam w literki.

    Dziś będzie rosołek!!!!

    Mięsko kurczacze ugotowałam, wyjęłam i dwoma widelcami poszarpałam i z powrotem do gara wrzuciłam. To dopiero zupa będzie!!!!

    W zupach z makaronem lubie dwa gatunki makaronu. Dziś nitki i pastina. Pachnie rosołek, pachnie.

    Musi wszystkim wystarczyć!!!!

    A tych ludziów jest u mnie jak na przystanku kolejowym tylko… w zawieje śnieżną. Dam radę z nakarmieniem tego orszaku. 😁

  • Zimny wiatr i temperatura na zewnątrz dochodząca do 0ºC, nie sprzyja spacerom, a i w domku jakoś nie chce się mi jeszcze demolować łazienki. Plany można powiedzieć, że już są, ale przy demolce będzie sporo kurzu. Okno trzeba by otworzyć,  a na zewnąrz zimno. Powieje, zachoruję a tego mi nie trzeba. Dostałam kartkę z przypomneniem o zgłoszenie się na badania. Odkładam trochę, lecz odkładanie mi nie sprzyja. Muszę zadzwonić i ustalić termin.

    D. z Canady zakończyła 2020 i rozpoczęła Nowy 2021 rok z nie miłymi wiadomościami zdrowotnymi. W moim domu jedne tragiczne, szczęśliwie się zakończyły (jak na razie). Inne nie miłe zdrowotne rozpoczęły. U mojej mamusi, stwierdzam że demencja, jest ogólnie ok. Z dodzwonieniem się do mamusi jest ogromny problem. Udało mi się dodzwonić po świętach. Dzwonienie nie jest uciążliwe, kiedy jestem na komp. To tylko w telefonie naciskam skypa. A, że mam dwa iphony, to jeden kończy dzwonić – drugi naciskam. To co mam zrobic na laptopie, robię i nikt na tym nie ucierpi. Wczoraj dzwoniłam coś około 300 razy. Możliwe, że mamusia spała lub tv oglądała. Dziś ma rozładowanego ipada lub wyłączony internet, więc po kilku próbach połączenia się, zrezygnowałam.

    Na stronach agentów nieruchomości nic się nie dzieje. Wszyscy jakby czekali na lepsze czasy. Lepsze czasy raczej nie nadejdą. Ludzie pracę tracą, covid szaleje, szczepionka miała pomóc a coś z nią nie tak. W Canadzie w pewnych grupach społecznych wstrzymano podawanie szczepionki, wiem to z “pierwszej ręki”. Media milczą. Suma sumarum, nieruchomości zamrożone, nie ciekawy czas dla kupujących i sprzedających. Oczywiście ceny szybują tylko …. nikt nie walczy o zakup domów.

    Walczą raczej zwolennicy prezydenta. Oglądając ( w końcu włączyłam tv) doniesiena z kapitolu to widziałam, wzburzony ziejący nienawiścią tłum. Widziałam też rozbawionych, żądnych rozgłosu ludzi, śmiem nawet powiedzieć, że im nawet nie zależało na jednoczeniu się z tłumem i z chorą ideą przewodzącej tłumowi. Tłum rządzi się swoimi prawami wystarczy otworzyć książkę socjologii, rozdział – masa….aby to zrozumieć lub jeszcze bardziej w umyśle namącić.

    Oczywiście tłum musi mieć zapalnik i swojego przewodnika lub przewodników. Nie trzeba szukać …stał na czele na podium. Dokonał swego i zniknął. Nie potrzebnie ludzie zginęli, ale jeśli nieremormowalni to, może nie ma czego żałować. Każdy ma swój rozum i możliwość podjęcia decyzji.


    Dziś mam randkę z MM. Muszę wyglądać jak milion dolarów. 😁

  • Senność miałam od 11:45pm do 3am z kilkoma minutami. I nie sposób było zasnąć po przebudzeniu. Niektóre sprawy jeszcze przed snem poukładałam sobie w głowie i od razu lżej się zrobiło. Nie myślałam już, staram się pogodzić ale nie ignorować. Dla pewności przyjęłam tabletkę valerianki.

    Staram się nie sprawdzać godziny po przebudzeniu w nocy, dziś … sprawdziłam i już tak do 5:20am przeglądałam wiadomości. A że u mnie za wcześnie na newsy. to poczytałam o wirusie, o obcych nawiedzających nasz glob, o wczorajszym incydencie(jeśli można to tak nazwać) w Washington DC. O 25 poprawce do Konstucji USA, trochę więcej zagłębiałam się w politykę i już, już miałam ponownie usnąć ale …. MM wstał i zszedł z pieskami na parter.

    4 godzina rano to dla mnie stosunkowo za wcześnie na kawę. I żeby była najbardziej aromatyczna z aromatycznych – za wcześnie.

    Myślę dotrwać tak w łóżku do 6am i trzeba będzie wstawać. Dziś już do pracy mus się udać. Tylko dziś. Od następnego tygodnia w kratkę. U MM biuro zamknięte do marca lub z marcem włącznie. Córcia ma zamknięte do odwołania, prawdopodobnie na cały ten rok. Ja w kratkę. Syn i niemąż córki – jeszcze chodzą do pracy.

    Ja z MM dostajemy bzika siedząc/pracując w domu. Potrzebuję wyjścia, jak to się mówi, do ludzi. Nawet jeśli w biurze nikogo nie ma, to przynajmniej zmiana otoczenia, miejsca, mebli i ścian.


    Po pracy zajechałam na jedzonko i po prostu posiedzieć. Odpocząć od domu i domowego jedzenia. Wczoraj ugotowałam zupkę ogórkową, na dziś praawie nic nie został, ugotowałm duży gar. Wszyscy brali dokładkę, nie załapałam się.

    Godzina 3:30pm już pusto bo po lunch i przed dinnerem. Co drugi stolik jest oznaczony, że nie wolno siadać. Pustki ale to nie znaczy, że kuchnia odpoczywa. Pracuje pełną parą, dania na wynos i z dowozem. Można skorzystać z komputerów wewnątrz i zamówić, można też zamówić przy ladzie. Online i telefonia również pracuje na pełnych obrotach.

    Zjadłam swoje ulubione jedzonko, około godzinki posiedziałam; odpoczywałam psychicznie.

    Nowy rok nie zaczął się dobrze. Wiadomości o chorobie nigdy nie są dobrymi wiadomościami a tym bardziej chorobie nieuleczalnej. Ahhhh

    Mam nadzieję na lepsze jutro.

  • Święta już mamy za sobą, nowy rok już na dobre się rozpoczął, czekam teraz na Walentynki. To nie musi być dzień tylko dla zakochanych. Można obdarować ciepłym uśmiechem sąsiada, sąsiadkę lub kogoś nieznajomego. Przecież głowy nam nie urwie, a uśmiech poleci daleko daleko w niebiosa i trafi do sera kogoś potrzebującego ciepła. Znajdzie kogoś kto przyjmie ten uśmiech i sprawi że ten ktoś będzie szczęśliwszy niż jest na codzień.
    Oczywiście to jest czas na sprzedaż różnego rodzaju badziewia ale w dobie Covida powinnyśmy kupować aby następny sklep mały czy duży nie zwolnił sprzedawców, nie zamknął drzwi lub nie zabił deskami. Podtrzymajmy padającą gospodarke na świecie, kupując balonik, kwiatek, maskotkę osobie z naszego kręgu znajomych. Nas nie zbawi mała kwota lecz komuś da nadzieję, że jutro będzie dobrze. Bo może być…..nikt nie wie co jutro się wydarzy.
    Kupiłam już poduszeczkę serduszko i serwetkę na stolik.

     

    Mam też kileliszki z seduszkami do szampana.


    Miałam z mężem wyjechać na weekend do Savannah ale… ze względu na gorszą sytuację z Covid chyba zrezygnujemy i wieczorek spędzimy w domu przy Netflix lub w okolicznej restauracji.

    Nasze plany mogą ulec zmianie, oczywiście.

  • Córcia szuka domu, chce kupić coś do czego bedzie z chęcią powracać. Ma to być dom przestronny no i sypialna główna ma nie tylko king size łóżko, ale musi być też miejsce dp chodzenia a nie przeciskania się oraz miejsce na fotel,  komodę itp. Nawet nie ważne jak daleko od miasta ale aby z chęcią jechała i po otwarciu drzwi, czuła radość z przestąpienia progu swego domu. I z tym uczuciem córcia się zgodziła.

    Pojechałyśmy doś daleko za miasto. Ponad godzina jazdy autostradą, później wąskimi drogami. Dojeżdżająć do domu na sprzedaż, dostrzegłyśmy dom, który nie pokrywał się z domem na zdjęciu. Wiem, że photoshop wszystko potrafi ale w tym przypadku było to bezsensowne. Łapać klienta na mistyfikacje a w tym przypaku nie trzeba poddawać zdjęcia jakimś specjalnym obróbkom aby dojść do prawdy. Stałyśmy przed domkiem a nie domem. Pomieszczenia bo nie pokoje sprawiał, że czułyśmy ucisk ściany z każdej strony. W dużej sypialni można byłoby postawić tylko i wyłącznie łóżko queen. Dwa maciutki pokoiki… na tym zakończę opis. Ludzie przyjeżdżali i szybko odjeżdżali nikt nie zamienił słowa z młodym pośrednikiem/kobietką. Właściwie o czym było z nią rozmawiać.

    Kłamstwo ma krótkie nogi.

    Było pochmurnie ale powietrze było bardzo przyjemne i zdrowe. Dla powietrza można byłoby się przeprowadzić. Ale po co domek, moż w tym przypadku pod duży namiot, znacznie taniej.

  • Nie wiem co odsypiam, ale śpię bardzo długo. Nie wyskakiwałam z łóżka, postawiłam równiuśko obie stopy na podłodze i…. bardzo zabolało w zgięciu stopy z nogą. To nie jest kosta, zabolało z wierzchu, tak bardziej 2 cm od zgięcia. Google poszły w ruch, ale tak naprawdę, to nie wiem dokładnie gdzie i co boli w tej nodze/stopie. Chodzenie utrudnione, zaczęłam kuśtykać. Posmarowałam maścią, poczekam aż trochę przestanie. Za chwilę południe a ja dopiero ścielę łóżko i doprowadzam się do porządku. Dziwne, ból po nasmarowaniu maścią przestaje, widocznie składnik przeciwbólowy zawarty w maści zaczął działać ale prawdziwy powód bólu nie został przeze mnie zdiagnozowany.

    No i mój poranny dobry chumor prysł, stałam się bardziej drażliwa. Nie pojechałam z MM na pocztę oraz do sklepu. Nie chcę kuśtykać z obawy, że zaboli.

    Do mamusi dziś również nie dodzwoniłam się. Wiem, że ipad jest naładowany bo dzwoni, u mnie, u niej niestety nie, może tylko zobaczyć, jeśli zobaczy, zielone małe kółeczko na które musi nacisnąć. A więc, jak zobaczy to kółeczko to naciśnie, najpierw będzie musiała wziąć swoją małą lupkę. To cały proces u starszej osoby. Jeśli za 200setnym razem nie spostrzeże zielonego kółeczka po prostu, zaniecham dzwonienia. Przyjmując 1 dzwonienie to około 1 minuta +/-3 godziny dzwonienia. Nikt jej nie pomoże, tak jak nikt nie ma życzenia wgrać jej nowego skypa.

    Nie szkodzi, jakoś dam sobie radę.

    U mnie pogoda śliczniutka, 17ºC. Spacerowa pogoda 😷🌞.

  • NOWY ROK przewitał nas deszczem. Zaczęło kropić jak puszczaliśmy fajerwerki. Cudne przedstawienie i bardzo drogie. Ale zabawę mieliśmy świetną.

    Potańczyłam ze swoim MM. Powygłupialiśmy się, porozmawiali i wspominali. Bardzo miło spędziliśmy czas. Zwłoki swe złożyłam w łóżeczku po 4am. Dom doprowadziłam do porządku i dopiero po oględzinach czy wszystko jest ok mogłam udać się do sypialni. To już nie był deszcz, lecz ulewa.

    MM z uwagi na chrapanko został przekierowany do sypialni gościnnej. Spał jak dziecię do 9 am. Nareszcie!!! Zwykle budzi się 3-4am. Tym razem na prawdę długo pospał i z tego jestem zadowolona, odpoczął.

    Pamiętam w Polsce w NOWR ROK zawsze wyruszaliśmy na spacer na Planty. Bez znaczenia jaka była pogoda. Spacerujących zawsze było bardzo dużo i niejednokrotnie spotykało się znajomych. Zatrzymywaliśmy się na noworoczną pogawędkę.

    Planowaliśmy z MM spacerek po parku miejskim ale deszcz pokrzyżował plany i zostaliśmy w domu.

    Na razie żadnych niespodzianek Nowy Rok nam nie przyniósł. Zobaczymy jak dalej.

    Do mamusi niestety ale się nie dodzwoniłam ani wczoraj, ani dziś. Smutno. Może jutro???

    _____________________________________________________________________

    Jest 2pm, na zewnątrz ciemno i ma się wrażenie, że wieczór nadchodzi.

    Wieczorkiem obejrzeliśmy dobry film i przed północą do łóżeczka. Niby dzień był krótki ale z powodu szaroburodeszczowej pogody się dłużył.

    Jutro drugi dzień nowego roku i tak każdego dnia o jeden dzień więcej. Co przyniosą? Odpowiedź zawsze otrzymamy wieczorkiem.

     

  • 2021rok przyjmę taki jaki się narodzi. Golusieńki, piękniutki i pachnący nowością.

    Postaram się go pieścić, dogadzać nigdy na niego narzekać, ugaszczać najcieplejszymi słowami.

    Aha….

    Nie raz matka robi dla dziecka wszystko i ….

    No właśnie…..

    Rodzi się niewinne…..

    Jeśli nowy roczek będzie miał geny po starym, to i pielęgnacja nic nie pomoże, obciąć rogi i po kłopocie.

    Wszystkiego dobrego życzę🍾🍾🍾🍾🍾🥂🥂🥂🥂🥂🥂🥂

  • Od dziś do 7go stycznia mam urlop. Mogę spać, odpoczywać i robić na co przyjdzie mi ochota.

    Zanim zaczął kropić deszczyk, dmuchałam liście i zapełniłam dwa duże wory na odpady budowlane. A później, a później walnęłam się na łóżko i usnęłam. Spałam jak zabita.

    A teraz męczy mnie kaszelek, bo zamiast siedzieć w domu i doopy nie ruszać zachciało mi się dmuchania. Od jutra przez dwa dni będzie padać i bardzo dobrze to będę siedzieć w domu.

    Zakupy zrobione. Wszystko na pizze kupione, wyskokowe napoje jak najbardziej również. Kupiłam co lubię. Od dłuższega czasu nie mogłam trafić na napój Smirnoff. Były oryginalne i inne smaki ale nie green apple. Nie jest to napój wielce wyskokowy bo 4,5% to polskie piwo ma więcej procent. No ale, zrobie na sylwestra Moscow mule, w zależności od ilości dodanego alkoholu jest mocne. Wszystko co niezbędne do moscow mam, więc i tym drinkiem będę się delektować.

    Nie napije się, nie lubię kaca i nie lubię jak mi świat wiruje, nie lubię mówić do sedesu że jest moim przyjacielem kochankiem i wszystkim co w tej chwili potrzebuję. MM coś o tym wie.

    Pierwszy raz było kiedy wypiłam tylko 2 margarity. Oj to była zabawa, tańczyłam tylko ja i nikt więcej. Nie czułam się pijana. Nie czułam się źle. W domu spędziłam noc z sedesem. Koszmar. Drugi raz… chciałam sprawdzić czy to margarita mocna czy mój żołądek nie toleruje margarity -tequilii. O dwa razy za dużo. Już nie sprawdzam.

    Ogólnie z alkoholami jestem ostrożna nie lubię tracić kontroli.

    Potrafię i to robię, bawić się bez alkoholu.

    Kaszel nie ustępuje. Wezmę mucinex i do łóżka.

    Jutro SYLWESER.

  • Na święta upiekłam chlebek na zakwasie. Zakwas na żytniej mące ale do ciasta chlebowego dodałam mąki pszennej. Uwielbiam chlebek razowy. Z tym, że w tym roku nie ma na amazonie mąki razowej z Młynomag🥲.

    Chlebuś wyśmienity. Rodzinka śmieje się, że powinnam piekarnię otworzyć. Piekarni nie otworzę, chleba ani innych wypieków sprzedawać nie będę. Niech to będzie moje następne hobby. 😁

    No i złapałam (chyba) przeziębienie. Zdradliwa pogoda, raz ciepło raz zimno, wyszłam w bluzeczce z krótkim rękawem. Wiaterek smugnął mnie raz i drugi. A teraz…. z nosa cieknie. Kaszelek się pojawia. Zaaplikuję coś mocnego jak mucinex fast max, mikstura serwowana jest na noc, jutro mam być zdrowiusieńka.

    Kiedyś w końcu muszę się nauczyć!!!! Nie wolno wychodzić “na golasa” kiedy wieje.

    No ale tak cudne słoneczko świeciło i zimno nie było. Jestem z tych co zawsze znajdzie wytłumaczenie. Jak wytłumaczenie nie działa to wszyscy winni tylko nie ja. Tylko jak pogodę winić za swoją głupotę. Przynajmniej ciśnienie mam bardzo dobre mimo zjedzonego kilograma słodkości. Pozwoliłam sobie na słodkości bo 1kg więcej mego ciałka to nic. Nie będę miała z czego się odchudzać. Oj jak moi nie lubią jak stosuję dietę. Czasami mam dietę pizzową. Jem pizze na śniadanie, czasami małe dwie a reszta dnia tylko woda lub herbata bez cukru, względnie jogury naturalny. Waga zlatuje nie wiadomo kiedy. Nikomu nie polecam tej diety, działa na mój organizm innym może zaszkodzić. Mam kilka takich diet. Lubię katorżniczą dietę IDIOT. Dieta restrekyjna, zawsze pierwsze 11 dni są bardzo trudne. Ale bardzo skuteczna. Syn kiedyś stosował no i udało się zrzucić wagę.

    Nie ma efektu jo-jo. Z tym, że jeśli zaczniemy żreć jak świnki wszystko co w korycie to żadna stosowana wcześniej dieta nie pomoże i jo-jo podwójne się pojawi.

    Napiłam się mucinexa i jakby łatwiej mi się oddycha, z noska nie cieknie. Będzie dobrze. A nawet bardzo dobrze.

  • Musiałam pójść dziś do pracy, jutro też 🥲. Ale do 7 stycznia mam urlopik. Hurrrraaaa

    Po powrocie, poczułam zmęczenie. No i oczywiście zaraz podejrzenia. Od czego zmęczenie, jak bardzo jestem zmęczona itd. a może mnie wirus dopadł. Od tego myślenia usnęłam. Po obudzeniu, a mi się nie zdarza drzemka popołudniowa, rozpoczęłam obserwację mego organizmu. No nic nie zauważyłam niepokojącego. Możliwe organizm potrzebował odpoczynku po przedświątecznych przygotowaniach i obżarstwie świątecznym. Na wagę nie staję. Dam sobie z tydzień, dwa i wtedy skontroluję wagę swojej osoby.

    Przecież jeszcze sylwester przed nami. Trzeba coś przygotować na całonocną balangę. 💃💃💃💃

    Niestety, ale bale sylwestrowe nie są i u mnie organizowane, więc robimy prywatkę w domu. Czy wytrwam do rana nie wiem ale wiem, że MM na pewno nie. Z pracy wróci dopiero po 9pm. Dobrze jak dotrwa do północy.

    To są ostatnie dni starego roku.

    Co nowy przyniesie, nie wiem.

    Trudno przewidzieć.

  • Niech nigdy Was dobre nie omija

    Niech będzie z Wami na zawsze

    Niech zagubieni odnajdą drogę do domu

    Niech omdleni od trudów życia odnajdą źródło które da im siłę do dalszej walki o życie dla siebie i innych

    Niech wiara i ufność w drugiego człowieka będzie z Wami

    Niech miłość otworzy Wasze serca i drzwi dla potrzebujących.

  • Poranek przewitał mnie bólem głowy i podwyższonym ciśnieniem. Przeważnie jest tak każdego poranka.

    Spodziewałam się cudów?

    Po tabletce będzie trochę lepiej. To nie znaczy, że mam wolne od, życia. Trzeba zbierać się powoli i dać możliwość wejścia nowemu dniu w moje życie. Jeszcze czuję, myślę i wiele chcę i pragnę.

    Powyże było około 6am.

    Co mnie naszło, nie wiem, no normalnie nie wiem. Chciałam wykorzystać godzinę która mi pozostawała do wyjazdu do pracy?

    No chciałam wykorzystać! Poszatkować kapustę chciałam. Oberwałam pierwsze brzydkie liście i… zabrałam się za głąba. Pomyślałam żeby się tylko nie skaleczyć. Tak mam zawsze przy tych głąbach. Nóż ostry, bardzo ostry, MM o to zadbał. No i ciach i nóż poszedł po palcu.

    Auććć i krew i szybko do apteczki pobiegłam tylko trzeba było tamować krew. Co odpuszczałam ucisk to krew leciała.

    Nikomu nic powiedzieć nie mogę, a siedzę już tak z uciskiem 30 minut. Wszyscy w domu. Zaraz będzie …. po co robisz ten bigos i bez niego święta mogą być, czemuś nie uważałaś, dlaczego wszystko musisz sama, dlaczego nie poprosisz o pomoc tylko powiedz… ot dlatego gadania nie mówię i z bólu się zwijam. Pewno zawieźli by mnie na pogotowie …a to gangrena albo zakażenie mi wymyślą. No wiem, że źle zrobiłam ( i nikomu nie powiem) ale ręcznikiem z łazienki (wcześniej używanym) krew tamowałam, inaczej się nie dało. Ręcznik przecież, a nie jakaś szmata do mycia podłogi, chociaż szmat nie mam, mam specjalne ręczniczki.

    A to moja głupota z tym głąbem. Żebym wyciągnęła maszynę w szatkowała kapustę to inaczej bym musiała kroić. Ale nie, nożem mi się zachciało. To teraz zamiast kapusty mam poszatkowanego palucha. No cóż, brak słów.

    Za chwilę muszę do pracy wyjeżdżać a ja wciąż, palca uciskam. Trafiło na opuszka palca no i głęboko.

    Mam nadzieję, że resztę dni przedświątecznych obejdzie się bez amputacji pozostałych paluchów.

    Uważajcie na siebie w kuchni – noże są niebezpieczne!!!


    Po zabezpieczeniujuż cały w krwi.

    Godzina minęła, wciąż uciskam. Bez ucisku niestety, krew leci. Liquid bandage nie pomaga.

    Do pracy już zadzwoniłam. Życzą szybkiego powrotu do zdrowia, a ja przez chwilę zastanawiałam się, czy aby nie skierować swoje nogi i koła samochodu w kierunku pogotowia.

    1,5 h wciąż uciskam. Jest nadzieja na poprawę. Teraz mogę powiedzieć … jestem szczęściara… bo ciachnęłam bardzo głęboko i szeroko. Już opatrunki mimo ucisku tak szybko nie przemakają. 2 h walki i się udało.

    Najgorsze było wyrównanie skóry, która wywinęła się na zewnątrz i właśnie wtedy zobaczyłam jak głęboko rozcięte.

    Dałam radę!

    Będzie dobrze. Będę żyć.

    Nie lubie planować, no nie lubie.

    Każdy nadchodzący dzień jest nieprzewidywalny. Oczywiście podjęłam złą decyzję ale w naszym życiu podejmujemy ich bardzo, bardzo dużo i trudno przewidzieć ich końcowy efekt.

  • Wczoraj, wiadomo, porżnęłam się albo pociachałam. Jak zwał tak zwał ale mogłam w minimalnej części doświadczyć wyłączenia kciuka od wszelkich czynności.

    Wprawdzie lewa ręka, pomocnicza, nikt nie zastanawia JAK DUŻO nam pomaga.

    Uchwycić szczyptę soli, utrzeć dwoma rękoma kapustę z solą

    Można jakoś żyć i bez kciuka ale….to jakoś będzie jakością naszego życia. Bo można żyć i bez rąk i nóg ale….

    Widziałam film o dziewczynie bez rąk, potrafi wykonać cudowny makijaż używając palców u nóg. Chłopak maluje cudne obrazy trzymając pędzle w palcach nóg. Młodzi sprytni. My po kilkugodzinnym treningu padamy, narzekamy na kręgosłup po 8 godzinnej pracy przy biurku. Dalej pisać nie będę. Każdy z nas się starzeje. Osoby starsze mające wszystkie członki są często bezradne …

    Nie wiem na ile będą sprawne fizycznie osoby bez kończyn w wieku 70 lat ale życzę im najlepiej.

    Cwiczenia, terapie, masaże nie powstrzymają procesu starzenia, mogą jedynie poprawić jakość naszego życia.

  • O tak, mam wiele pomysłów. Nie mówię o remoncie łazienki. To nie pomysł to już jest plan działania.

    Oczywiście, że zrobię, to jest konieczność. Dom kupiliśmy…. na Walentynki będzie 10 lat…. właścicieli było dwóch. Rodzina z dziećmi a później jedno z dzieci ten dom przejęło, bo rodzice przenieśli się do domu starców. Dom dość długo stał pusty. Aż ja go dojrzałam pewnego słonecznego styczniowego dnia. Śnieg leżał wkoło, nie biały bo promienie słońca robiły gdzie niegdzie już zupkę śniegową koloru burego. MM zadzwonił do agenta nieruchomości i kilkanaście minut później otworzono nam frontowe drzwi. Mężczyźni pozwolili mi wejść pierwszej. Pierwszy krok i już nie musiałam nigdzie iść i sprawdzać. Jest mój ….pomyślałam. I tak zostało. Nie przerażało mnie że będzie dużo pracy. Do dziś pracuję nad tym domem i yardem. Pierwsza poszła piwnica. Zrobiłam przy pomocy syna sufil podwieszany, położyłam nową elektrykę a syn pomalował ściany i ułożył podłogę.

    Parter i piętro było możliwe. Ale muszę zaznaczyć, MMowi wszystko odpowiada, może mieszkać w chlewku i namiocie. Jak zaczynałam prace nad chodnikiem nad back yardzie, przeprowadziłam z nim słowną walkę. I tak postawiłam na swoim. Po zakończeniu chodnika zapraszał kolegów i się chwalił. Szkoda, że nie wspomniał, że był przeciw.

    Łazienka będzie cała nowa. Podłogę też zmienię. Zacznę po świętach. Nie jestem pewna czy do Walentynek zdążę. Jeśli nie to na Dzień Kobiet zrobie sobie prezent. Bo lubię, bardzo lubię kupować sobie kwiaty i wręczać sobie prezenty.

    To był w tym roku. MM się “nagadał” a po tym gadaniu powiedziałam aby pojechał do sklepu i kupił mi jednego, jedniusieńkiego kwiatka.

    Przyjeżdża z dwoma wielkimi bukietami!!!! No kurcze, “gest” to on może i ma, ale słuchu zabrakło😁.

    A więc, sama sobie kupuję kwiaty bo wiem co mnie ucieszy.

    Jestem ciekawa prezentów już ułożonych pod świąteczną choinką.

    Aaaaaa, wracając do tytułu postu😁😁😁

    Wiadomo, chora na ciśnienie jestem, po za tym nic nie dolega. Przyjmuję tabletki obniżające ciśnienie i jeszcze dodatkowo witaminki. Wczoraj wypiłam te obowiązkowe a magnez i calcium zostawiłam na później. To później nastało po 24 godzinach. Wywietrzałe (moim zdaniem) raczej nie nadawały się do naprawy moich kości i jakiegoś tam systemu. Spojrzałam na kwiatek który przeniosłam z “pola” do domku. Stoi taki wiecheć w doniczce i się męczy. Albo pomogę rosnąć, albo umrzeć. Rozpuściłam tabletki w szlance wody i podlałam roślinę. Zobaczymy co będzie. Albo trup albo nieboszczyk. Tak kiedyś za dziecięcych lat bawiłam się z koleżankami z ulicy. A ile było przy tym śmiechu. 😁😁😁😁😁😁

    Małym dzieckiem już nie jestem ale pomysłów mi nie brakuje.

    (z internetu)

  • Obudziłam się po 2 AM  z bólem głowy. No cóż, mam to już od dawna i jak to mówią, czas przywyknąć. Tylko, ten mój ból z szumem głowy,  nie zapowiada niczego dobrego. MM obudził się również. Ciśnieniomierz i żadnych niespodzianek. Trzeba brać i jak najszybciej specjalną tabletkę.

    Odczekałam godzinę, ciśnienie spadło ale już nie myślałam o powrocie do łóżka. Za oknem ciemno, tylko moje ozdoby na zewnątrz rozświetlają podjazd od frontu i deck od back yardu.

    Od wielu lat ozdabiam „pole” światełkami i różnymi ozdóbkami.

    Czasami sama robię, lecz w tym roku ograniczyłam się do światełek. Zanim w tym roku rozpoczęłam ozdabianie, bardzo dużo ozdób wyrzuciłam do kosza. Jelonek, bałwanek, pingwin różnego rodzaju choinki i choineczki. Niektóre lampki zostawiam, będę naprawiać z tej to przyczyny, że obecne lampki są mniej ozdobne. Przeważnie najzwyklejsze żaróweczki bez żadnych ozdóbek.  Ozdóbki dodają bardzo dużo uroku. Zacznę poszukiwania po sklepach zaraz po świętach.

    Będą przeceny i może trafię na coś ciekawego.

    Na przykład: wczoraj kupiłam dwa piękne czerwone flakony oraz jeden srebrny. A pojechałam po całkiem, ale to całkiem inne zakupy.

    Nie lubię zakupów i wyjeżdżam z musu. Tym bardziej, że teraz przymierzalnie są zamknięte i przymierzyć można oczywiście, ale w domu. Więc kursowałam między domem a sklepem. Ostatecznie kupiłam na oko i okazało się trafiłam w dziesiątkę.

    Nie lubię jeździć nocami, więc jechałam dość szybko, aby zdążyć przed całkowitym zapadnięciem zmroku.

    Dziś jedziemy po zakupy…coś na stół…

    Zrobiłam listę, nie powinno być tragicznie.

    Proszę życzyć udanych zakupów


    Nie było tragicznie. Na miejscu byliśmy bardzo wcześnie, 15 minut po otwarciu. Właściwie kupiłam to co potrzebuję na przygorowanie Wigilii i na stół świąteczny. Niestety☹️🥲☹️🥲 makowca nie było. Bułki z makiem!!! Nie nie, nie zastąpią rolady makowej. Spróbuję podjechać w poniedziałek. We wtorek mam fryzjera, pozostałe dni przygotowywanie dań świątecznych.

    Muszę zdradzić tajemnicę. Nigdy nie piekłam makowca!!! Próbować też nie będę.

    Chyba 2 lata temu, również nie dostało się makowca to tort napoleon/marcinka upiekłam. Ten tort znałam pod nazwą napoleon ale w rozmowie z przyjaciólką, dowiedziałam się, że ma drugą nazwę marcinek.

    Dziś skupiona jestem na menu, niby tradycyjne, bez zmian, ale trzeba zrobić rozpiskę co w jakim dniu będę robić, po prostu ułatwie sobie życie. Syn już dziś zaoferował się kroić warzywa do sałatki jarzynowej, córcia też w czymś pomoże. Znajdę i dla niej zajęcie. MM upiecze pierś indyka z mojego książkowego przepisu i jak się da prace rozłożę na kilka osób.

    Pierś z indyka na Thanksgiving była palce lizać. Chcę tak samo na święta!😁

    Święta już tuż tuż……🎄🎄🎄🎄

  • Jestem zmęczona nawet nie wiem po której pracy tej co pozwala na zakupy i “rozpustę” czy tej w której się kurzy od zeschłych liści, czy też domowego kurzu. Nie ważne.. po pracy zawodowej czy tej na “polu”.

    😁

    Rozejrzałam się wokół. Chciałam na spokojnie zobaczyć, moje otoczenie.

    Podoba mi się.

    Prezentów wciąż przybywa😁 co mnie niezmiernie cieszy. Popakowałam już tydzień temu i prawdę mówiąc, nie pamiętam co jest w tych paczkach. Syn dokupuje, MM jeszcze czeka na dostarczenie. Ja jeszcze dokupie słodycze. Córcia z I zakończyli dokładanie prezentów? Oj chyba nie bo córcia zadaje dziwne pytania😁😁😁.

    Jutro jadę po zakupy typu …coś na stół.

    U mnie wszyscy zdrowi. Chociaż ostatniej nocy musiałam przyjąć coś od przeziębienia, telepało. Wyskakiwałam na zewnątrz poprawiać lampki, tylko w cienkiej bluzce, a u mnie nie jest gorąco. Wieczorami się ochładza np. dzisiejszej nocy będzie -3C.

    Od jutra mam wolne. Będę szaleć w kuchni😁. Od zawsze uwielbiałam Boże Narodzenie.

    Mając 14 lat chodziłam sama po śniegu na targ po choinkę. Mama moja przeważnie była chora, Tatuś w delegacjach, starszej było obojętne, młodsza za mała. Jak już umordowana ciągnąc i niosąc 3km po śniegu choinkę, nie miałam siły jej ozdabiać, siostry szykowały łańcuchy z kolorowego papieru, cukierkom w złotkach przywiązywały nitki, mamusia szykowała piękne świeczki z podstawkami na specjalnych klipsach. Pamiętam wieszaliśmy nawet małe świeże jabłuszka. W dzień wigilijny starsza recytowała wiersze o wilczku, ja śpiewałam a młodsza tańczyła. Otwieranie prezentów i oglądanie bajek z projektora. No, na to oglądanie to pół dzielnicy się zbiegało.

    A wtedy śnieg był po pas. 😁

    Mróz, nie trzeba było czekać na zamarznięcie ślizgawki całej nocy, 2 godziny i gotowe było lodowisko.

    Ot tak mnie wzięło na wspominki.