Deszczowy poniedziałkowy poranek

Po wczorajszym pięknym i słonecznym dniu, pozostało wspomnienie.

Obudziłam się kilka minut po 3am. Myślę, że kaszel MM mnie obudzil. Nie był to jakiś atak kaszlu, dwukrotnie zakaszlał i nastała cisza, zakłucana szumem spadających kropel deszczu. Początkowo były to pojedyńcze kap, kap z czasem było więcej i więcej. Około 4:30 rozpadało się na dobre.

Już nie usnęłam ponownie, nawet nie próbowałam. Nie zmuszałam siebie do snu, budzik zadzwoni o 6am i będę musiała szykować się do wyjścia.

A deszczyk pada.

Z garażu wyjadę samochodem, nie zmoknę.

Wysiadając z samochodu, krople będą spadać za kołnierz, mokre i zimne krople.

Będzie nieprzyjemnie.

Po pracy, w taką deszczową pogodę, będę mogła schować się pod kocyk a najlepiej pod kołderkę i dokończyć nocny sen.

A teraz pozostała mi godzina czekania do wstania. Nie wiadomo co z nią zrobić.


Miłego poniedziałku.☔️☔️☔️☔️

“Coś poszło nie tak”….

Wczorajszego wieczorka długo dyskutowaliśmy z MM. W między czasie ugotowałam wyśmienitą zupę ogórkową. MM nigdy wcześniej nie jadł zupy ogórkowej, krupniku, kapuśniaku i wiele wiele innych potraw. W Chinach próbował dużo potraw ale nie skusił się na mięso z psa oraz karaluchów i nic co się na talerzu ruszało. Za to skusił się na zakupienie dla mnie podróbki zegarka Rolex, który trafił do śmietnika.

Wracając do wczorajszego wieczorku. Usmażyłam pączki. A oto mój pączuś. Z 70 dkg mąki wyszło 20 pączków każdy 61 gram +/-a

Skupiona byłam na słuchaniu i dyskusji z MM, więc moim pączusiom zabrakło serducha/uczucia ❤️. Ostatecznie, pączusie wyszły bez porównania gorsze niż ostatnio. Nie zrobiłam lukru, posypałam cukrem, lukier by nie pomógł. Pączusie mają nadzienie budyniowe oraz z śliwkowej marmolady. Pierwsze pyszne.

Żeby nie było, że wszysyko pyszne i mi się udaje, prezentuję oto:

blog czekoladowy MAMAŁYGĘ.

Nie wiem, nie pamiętam czego dodałam za dużo, czego za mało, czy masło było inne, a może powinnam dodać margarynę, no nie wiem. Mieszając jeszcze bez dodatku rodzynek, ciastek, orzechów i migdałów, powinnam wszystko wylać do zlewu, pokropić płynem do naczyń i zalać gorącą wodą.

Miałam nadzieję, nie prawda, że miałam nadzieję, masa bez dodatków powinna być już gęsta a nie lać się jak olej. Uparcie brnęłam dalej. Wstawiłam do lodówki na całą noc z nadzieją, no bo tym razem miałam 10% nadzieji, że raniutko będze zjadliwe. Niestety, otwieram lodóweczkę, a tam!!! brzydko mówiąc guwienko(wiem jak się pisze).

To coś nawet nie było zjadliwe.

Żeby siebie nie drażnić….a miał być blok czekoladowy…wywaliłam do pojemnika na śmieci, który znajduje się na zewnątrz. Nie powstrzymał mnie nawet deszcz.

Teraz część kulminacyjna: muszę znaleźć winnego zaistniałej sytuacji, bo że blok czekoladowy się nie udał, to nie moja przecież wina. 😬😁

MM chodził po kuchni, przeszkadzał mi, podszczypując mnie tu i ówdzie, obsypując mnie buziaczkami, zagadywał i żartował.

No i kto jest winien?


Dzisiejszy chlebuś razowy.

Niespodzianka🙁☹️🙁☹️🙁☹️

Jak ja nienawidzę niespodzianek!!!!!!

Wow!!! Surprise!!!!!😬😬😬😬😬

Wjechałam do garażu, jeszcze drzwi garażowych nie zamyknęłam. Położyłam telefon w kuchni na blacie, psy podniosły alarm. Drzwi wszędzie otwarte, więc psy wybiegły na podwórze. Nie spodziewałam się nikogo o popołudniowej porze dnia. Będąc w pracy, układałam plan działania. Jak ogarnąć bałagan z dokumentami. Czy wystarczy mi czasu do przyjazdu MM. Mial przyjechać po 10pm. Pościel na łożu też zostawiłaam rozmemłaną. Zerwałam się w ostatniej chwili i szybko do pracy. W szafie (klazet), szukając …. co dziś na siebie nałożyć…. pozrzucałam w pośpiechu, swetry, bluzki na podłogę. Jednym słowem zrobiłam w domu burdel. W zlewie talerz, kilka kubków. Zmywarka pełna i na noc nie chciało mi się włączać.

Wyszłam na zewnątrz, psy szczekają. Co ja widzę… pojawia się na mojej górze taxi.

Pomyślałam, że pomyłka, moje oczy ujrzały MM na tylnym siedzeniu.

Oooo kurcze!!!!

Oooo ja nie moge!!!!!

Co teraz!!!!

MM nie zwraca uwagi na mniejszy czy większy bałagan. To ja źle się czuję z bałaganem i w bałaganie, bez znaczenia, mały czy duży.

Nie posłane łóżko, mam w oczach przez cały dzień i po powrocie z pracy, muszę posłać łóżko, nawet gdybym miała kłaść się spać za godzinę.

No i MM wysiada z taxy. A ja cały dzień czekałam na smsa, bo przecież miał wysłać gdy miał jechać na lotnisko.

Smsa nie było, ale miałam trochę pracy, więc nawet nie sprawdziłam na appce gdzie się znajduje.

To i miałam niespodziankę w postaci MMa. On wysiada z taksówki, jeszcze płaci, a ja latam po domu i sprzątam dokumenty robiąc w nich większy bałagan ( były już posortowane). Szybko zaściełam łóżko. Porozwalane ubrania upycham w szufladach, gdybym mogła wskoczyć w szufladę to bym jeszcze udeptała, żeby tylko szuflada się przymknęła.

Zbiegam na parter, szybko ogarniam okiem czy chociaż tutaj jest wszystko OK. Kilka bluzek na fotelu, jeju, lecę na piętro i wrzucam do pierwszej lepszej szuflady. Na wieszanie na wieszaki to zupełnie brak czasu. Zamykam drzwi do mego pokoju komputerowego. Witam MMa z uśmiechem. Ale jestem zziajana, więc ten uśmiech jakoś mi się nie udał.

Czy wszystko w porządku – pada pytanie.

Jakie w porządku – myśle – frędzelki dokumentów na podłodze, nie zdążyłam odkurzyć.

MM pomógł, odsuwał fotele i segregatory, poodkurzałam. Uffff

To nie koniec niespodzianek.

Niespodzianka czekała… trochę później.

Od jakiegoś czasu, szukamy wycieczki, na uroczystość związaną z 15 leciem ślubu.

Wiele możliwości ale nie wiele nam pasowało. Wpadłam na pomysł, zamiast wycieczki, restauracja i na całym piętrze wymienić wykładzinę.

Usiedliśmy przy stole aby omówić opcje. MM wysłuchał mnie, nawet stwierdził, że pomysł mu się podoba ale….. stracił właśnie pracę. Wprawdzie przez miesiąc wynagrodzenie będzie otrzymywać ale…. Musiał powtórzyć kilka razy bo mój angielski nie załapywał, okazał się nie wystarczający aby zrozumieć, zablokował się…..

Aha, nie będzie żadnego rajdu statkiem wycieczkowym Norwegian, wymiany wykładziny, restauracji ….. bla bla bla

Będzie obiad w domu przy christmasowych świecach. Dobrze że bigos zawekowałam. 😁😁😁😁

Dziś 15 osób z firmy MM zostało zwolnionych. Nie jedna osoba miała łzy w oczach, bo nie każdemu przysłguje wypowiedzenie.

To nie pierwszy raz ( trzeci) oby ostatni, spotkała nas taka sytuacja.

MM jest dobrej myśli.

Z mojej strony, wiecej gotowania i więcej ziemniaków, za którymi MM nie przepada.

Jutro smażę pączki i robię blok czekoladowy.

Słodkości na osłodzenie życia. 😁

Bez planowania

Nic nie zapowiadało takiego sprzątanka jakie dziś urządziłam. Myślałam o innym spędzeniu dnia, wyszło jak wyszło. Zaczęłam (nie dokończyłam) od przemeblowania mego pokoju komputrowego a skończyłam ( nie dokończyłam) na niszczeniu starych dokumentów. Niektóre dokumenty były z 2005 roku, a więc 15 lat trzymałam…że jeszcze potrzebne, że się przydadzą, że ważne. Jak ważny może być rachunek zakupu kanapy, krzesła czy kilku pudełek gwiździ i młotka😁.? Może jeśli te przedmioty są wykonane ze szczerego złota. Szczere, mam na myśli: złoto na zewnątrz i wewnątrz danej rzeczy. Złoto którego nie trzeba czyścić po jednym roku, bo czernieje. Złoty pierścionek rosyjski a amerykański to jest tak daleko jak niebo od ziemi.

Zostawiłam jedynie stare dokumenty medyczne oraz ubezpieczeniowe, reszta została pocięta na drobne frędzelki.

Nie skończyłam porządków. Poukładałam w pudle, aby nie zostawiać porozrzucanych po podłodze, bo godzina była już późna i leciał fim “Pretty woman”, który mogę oglądać na okrągło.

Oczywiście, piękna bajka dla dorosłych. Dlaczego nie oglądać bajek? Gorzej jeśli ktoś uwierzy w bajkę, a ona nigdy się nie spełni.

Zostają tylko ……

Coś dla ciała

To nie było moim noworocznym postanowieniem. Nie robiłam i nie robię postanowień. Tak wyszło, że odnowiłam umowę ( tutaj karnetów nie ma) uczęszczania na siłownie La Fitness. Ogromna sala, z salami do gry w kosza, tenisa, pinponga, gimnastyczną wykorzystywaną do joga i układów tanecznych. Basen z jacuzzi, zajmuje też ogromną część budynku. Dla siłaczy jest wyodrębniona część sali no i jest ogromna część dla takich jak ja. Bieżnia, rowerek, eliptyk, schody, różnego rodzaju sprzęt do rozciągania oraz pomocny do różnego rodzaju ćwiczeń nóg, rąk, brzucha, itp.

Po poważnym upadku 8 lat temu, chodziłam na terpię ramienia. Na początku mi się podobało, z czasem zrezygnowałam, moja terapia nie pomagała na tyle ile od niej oczekiwałam. Terapeuci zmienili się i każdy nowy jakby zaczynał od nowa. Moja lewa ręka miała ograniczenia. Nie mogłam podnieść jej do góry. Złożenie ręcznika było niewykonalne, zapięcie stanika na plecach to tak jak lądowanie na słońcu. A więc, zrezygnowałam z profesjonalnej terapii i rozpoczęłam swoją, taką na wyczucie i wczucie się w siebie, a może bardziej w swoje ramie i rękę. Co jakiś czas podwyższałam “poprzeczkę” lub wracałam do poprzedniego ćwiczenia. To była mozolna praca.

Dopięłam swego, ręka jak i ramie jest sprawne w 100%

Na siłownie uczęszczam od wieków. Czasami robię przerwy dłuższe lub krótsze ale wracam.

Dziś ćwiczyło mi się tak dobrze, że spędziłam na siłowni 1 1/2godziny.

Jeżdże na rowerku z oparciem, ze względy na mój kręgosłup, na eliptyku staję tylko na palcach, jest to utrudnione ale również pomocne dla kręgosłupa. Korzystam też z urządzenia pomocnego przy ćwiczeniach bioder. Kiedy zakończę prace z kręgosłupem, ćwiczę muskuły😁. Podnoszę ciężarki, podciągam się itp.

Z brzuszkiem nie przesadzałam, zrobiłam tylko 50 ćwiczeń. Mięśnie brzucha przy chodzeniu nie bolą, ale przy ćwiczeniach nie czułam się komfortowo. Stoczyłam się z ławeczki.

Czas na gotowanie zamówionego przez córcię kapuśniaczku😁

Poniedziałkowe wypieki

Po wczorajszej gimnastyce, wiem że mam mięśnie brzucha. 30 minut rowerek, 15 minut eliptyk, 100 ćwiczeń brzucha na urządzeniu oraz po 100 ćwiczeń ud na 2 różnych urządzenieniach. Miałam 3 miesięczną przerwę i rozpoczęłam ćwiczenia bez przygotowania, zresztą jak zwykle. 4 lipca biegnę w maratonie 10k. Tym razem muszę się przygotować. Nie zdobędę 1 miejsca bo miejsca w 1 dziesiątce są zarezerwowane dla kenejczyków lub innych biegaczy z długimi nogami. Ja będę szła, biegła, tańczyła, skakała i śpiewała. Lubię tą uroczystość, lubię ludzi biorących w niej udział, nie tylko biegnących ale oglądających i witających.

Dzisiejszy dzień spędziłam sprzątając ozdoby oraz smażąc naleśniki na śniadanko.

Godzina była dość późna bo 9pm a ja wstawiałam chlebek do piekarnika. Ostatnie okruszki w szufladzie więc czas na nowy chlebuś. Tym razem z przyprawami: tymianek, majranek, cebula i mięta.

Zapachniało w kuchni chlebkiem.

Smaczny!!!

Zawsze ale to zawsze pilnuję, żeby w lodówce było mleko. Niestety, ilość jaka została w kartonie była niewystarczająca do ciasta chlebowego. Trudno mi powiedzieć jaki smak chlebka byłby z dodatkiem mleka z kartonu, ponieważ dodałam rozpuszczone mleko suche.

Polecam, chlebek smakowity.


A myślałam, że dziś już wtorek.

I dziwić się starszej osobie która pyta …. a jaki dziś dzień mamy….

Poniedziałek😁😁😁😁

Zguby

Często się zdarza, że położymy okulary, a późnej ich szukamy. Oczywiście zdarza się to osobom ich używających. Zaczęłam używać okular po pierwszym komputerze. Był bez filtra tego wmontowanego i tego nakładanego. Moja starsza zawsze szukała kluczyków do samochodu. MM szuka przeważnie swojego portfela, który to nie przypomin portfela. Teraz produkuje się coś takiego, żeby prawo jazdy i karty debetowe i kredytowe były w jednym miejscu. Gotówki większej teraz się nie używa, więc wszelkie portfele idą w niepamięć.

Obie strony są metalowe, połączone jakąś gumą. Ale nie o portfelu będę pisać przecież.

Wczoraj wieczorem zaliczyliśmy jeszcze sushi restauracje. Jakiś czas temu zahadałam się sushi, teraz omijam szerokim kręgiem. W tej restauracji do której bardzo często chodzimy, oprócz sushi serwują różnego rodzaju sałatki. Można wybrać oprócz owoców morza, kurczaka lub plasterki wołowiny w jakimś tam sosie. Piszę jakimś tam, ponieważ japoński język jest dla mnie nie zrozumiałym a po przetłumaczeniu również nie mam żadnych skojarzeń.

Pogawędziliśmy z mężem i do domku.

Raniutko, MM jest w akcji, poszukiwania portfela. Nie było nigdzie. Zdecydował się pojechać do restauracji w nadzieji odnalezienia. Portfel się odnalazł, problemów nie będzie. Całe szczęście, że tak się skończyło.

MM limit zgubienia w tym roku już wykorzytał.

W każdym roku coś gubi. W ubiegłym roku ipada, wcześniejsze lata – 2xiphona, potfele.

Ja przeważnie zostawiam okulary słoneczne. W domu i samochodzie mam ich zapas. Jeśli zgubię, nie rozpaczam, chyba że słoneczne i od okulisty.

Wciąż pada☔️☔️☔️☔️☔️

Świąteczna choinka

Nie jest już świąteczną. W tym roku szybko ją rozebrałam, bo dzisiaj. Bąbki i wszystkie ozdoby spadały na podłogę a drzewko bardzo wyschło. Dbałam o drzewko podlewając ale od pierwszego dnia nie było spragnione. Kubeczek wody podlałam na drugi dzień. Woda w pojemniczku przez cały czas utrztrzymywała się na tym samym poziomie.

Postanowiłam zdjąć ozdoby

I przed wyrzuceniem obciąć gałązki jak zwykle to robię.

Stoi taka nagiusieńka, czeka na MM. Żeby nie było wody w pojemniku, nie potrzebowałabym pomocnika. Pojemnik pełen, więc operacja utrudnina.

Pierwszy raz zakupiłam srebrną choinkę, po raz ostatni.

Podobała mi się nie tylko z powodu srebrzystych gałązek ale również z powodu igiełek, nie kłuły. Nie kłkuły przy ubieraniu jej i rozbieraniu.

Za któtko cieszyłam się jej widokiem.

☔️☔️☔️☔️deszczowa zupka🥣🥣🥣🥣🥄🥄🥄

Dziś 2-go STYCZNIA 2020.

Synuś zadzwonił po raz kolejny z życzeniami.

Mamusia zbuntowana bo za używane media, młodszej nie chce płacić, bo młodsza pożyczyła spore pieniądze i nie chce oddać. Szwagier warczy i straszy że wszystkie media mamusi odetnie.

Tak to się zaczęło.

Po wytłumaczeniu, mamusia ostatecznie zapłaciła szwagrowi za grudzień. Mimo to jest zbuntowana…

Mamusia chce sprawiedliwości ale w tamtym domu nie tylko sprawiedliwości nie ma, tam spokoju nie ma i nie będzie. Najlepiej starą wywalić gdziekolwiek, zrobić remont w jej mieszkaniu i się urządzićsamemu i po swojemu.

A MATKA wychodzić, chorować i umierać, NIE CHCE.

Miała moja MATKA trzy córki. Dwie goniąc za majątkami, zatraciły ludzkie uczucia a i do zwierzęcych im daleko, żeby nie wisiała nad nimi kara to by ją ukatrupiły.

Wiem, pamiętam do mnie matka też się wyzwierzała, ale to nie znaczy że starą matkę trzeba od razu zniszczyć i wywalić na ulicę.

Obzywana, szargana, wyganiana z własnego domu zaczęła się tak zachowywać.

W tej chwili jest dobrze. Przyjmuje leki od depresji, krążenia, serca oraz witaminy.

Dzwonię, pytam podstępnie bo wiem, że może okłamać, w tym roku będzie miała 91lat.

Stary człowiek! Potrzebuje spokoju, wyciszenia i jeden raz na dzień usłyszenia … dzień dobry…

Na dzień dobry słyszy, że jest stara, durna i nic nie rozumie.

Opieka społeczna odmówiła jej przyjęcia. Nie kwalifikuje się bo nie mieszka samotnie.

Ok, zmieniam temat. To temat, rzeka.

Dla rozluźnienia będę sprzątać lodówkę.


No i okazało się, że lodówka pusta. Tak ją wysprzątałam. Deszcz dzisiejszego dnia nas nie oszczędza, wybrałam się po zakupy aby lodóweczka nie świeciła pustkami. Ludzie próbowali jechać ostrożnie ale i tak niektórzy nie uniknęli kolizji i większych wypadków samochodowych.

Jeden samochód stał na autostradzie i udawał że jedzie w przeciwnym kierunku.

Po przejechaniu ze 3km, sportowy samochód ( jakkka brykkkka!) miał rozbity przód, stał w rowie. Policja zaopiekowała się samochodami. W pieszym przypadku pani na poboczu stała w deszczu i dzwoniła. W drugim, kierowcy ani pasażerów nie było. Samochód wyglądał na porządnie uszkodzony. Przykry początek roku.

W moim regionie kierowcy nie umieją jeździć w deszcz. Gdy spadnie śnieg to jest zagłada i nikt z domów się nie rusza.

Zakupy zrobiłam, a deszcz nie odpuszczał.

Po wigilii zostały mi 2 buraki, marchewka i ziemniaki. Potarkowałam te warzywka i wrzuciłam w torebeczce foliowej do zamrażarki.

Dziś dokupiłam: kapustę i fasolę.

Będzie barszcz ukraiński. W swoim życiu, wcale nie takim krótkim, tylko jeden raz gotowałam barszcz ukraiński. Dziś – drugi raz.

Mamusia moja kiedyś gotowała wspaniały barszcz ukraiński. Teraz kupuje w osiedlowym sklepiku, Zupa Barszcz Ukraiński. Dodaje mięsko i gotuje. Jadłam zupka była dobra.

Dziś i ja ugotuję barszczyk na podobieństwo zupki mrożonej sklepowej. W pierwszej kolejności wrzuciłam do garnka fasolkę, nie miałam czasu moczyć, później mięsko. Nie będę opisywać całego procesu gotowania zupy.

Pachnie dobrze

A może to tylko ja jestem głodna?


Zupka się gotuje, smacznie pachnie.

A za oknem, a za szybą ……deszcz.

W taką deszczową pogodę, gorąca zupka może zdziałać cuda.

Szczęśliwego całego, calusieńkuego ROKU 2020 🍾🍾🍾🥂

Nigdy nie rozliczałam starego roku.

Minionych wydażeń nie można już zmienić, wykasować, wytrzeć gumką myszką.

Minione wydażenie nigdy się nie powtórzą. Mogą być podobne ale nie takie same. Każdy dzień jest jedyny, wyjątowy, niepowtarzalny, unikalny. Żadnego dnia nie można porównać do minionego.

Moj sylwester był również wyjątkowy, niepowtarzalny.

Ostatni dzień roku 2019

Z córcią rozmawiałam do północy. Jeszcze o północy dzwoniła do ubezpieczyciela. Jeszcze przed zadzwonieniem sprzeczała się … że późno, nie pracują itp… Moja odpowiedź brzmiała … każda pora dnia i nocy jest dobra do zarabiania pieniędzy…

Zadawałam córci pytania i na króre nie potrafiła mi odpowiedzieć, musiała znaleźć odpowiedź właśnie u ubezpeczyciela. Jestem bardzo (czasami i jak sytuacja wymaga) dociekliwa.

Jeszcze w łóżeczu jestem, wyjeżdżamy na ball po 3pm, więc jeszcze mam czas. Jest dopiero 7:45

Mam jechać do banku i sephory, więcej spraw do załatwienia nie mam. Później zrobić się na bóstwo i w drogę.


Wczoraj było przyjemnie cieplutko na zewnątrz, myślałam że poranną kawę w ostatnim dniu jeszcze tego roku wypiję na decku. Ale niestety, przy 3C nie byłoby przyjemnie siedzieć w cieniutkim szlafroczku.

Kawusię popijałam przy kuchennym stole, patrząc przez duże okno na wschodzące słońce.


5 godzin później

Szykuję się do wyjazdu. 🚘🚘🚘🚘🚘

Jestem na miejscu szybko video

I lecimy na obchód


Barman pamięta mnie z poprzedniego balu. Bo kto pije wermuth w ameryce? Tak bez rozcięczania jakimś sokiem. Zatrzymałam się przy barze na bardzo długą chwilę, pogawędziliśmy. Fajny facet. A przy stoliku stare się trafili, nic do starych nie mam żeby nie byli tacu starzy. Nie mam z nimi wspólnego tematu. Nawet gatunek muzyki jaki oni preferują nie jest w moim guście, lata 1960? Ja pierdziele ale to nie moje klimaty. Popijając kawę i wermuth czekam na zespół. Oj zz wyjdę na parkiet to chyba gwiazdę zrobię bo mnie energia rozpiera.


No i prawie zrobiłam. 10 minut do pólnocy już się wyszalałam, wytanczyłam. Czekam na przybycie Nowego Roku.

Wszystkim szczęśliwego Nowego 2020 Roku!!!

Ostatni PONIEDZIAŁEK 2019 roku😩😥😥😥

Na prawdę ostatni poniedziałek tego starego roku.

Tak tęsniłam za pracą wczoraj, a dziś, dziś wyłazić z łóżeczka się nie chciało. Co za przewrotność. Chciało się, jak już trzeba, to się nie chce. Ale wstałam.

Chwyciłam kawę w kubku do samochodu i 2 bułeczki.

W pracy smutek. Koleżanka pojechała po wyniki biopsji.

W powrotnej drodze zajechała poinformować, że nic poważnego i pojechała do domu.

Dobrze, że otrzymała dobrą wiadomość jeszcze w starym roku, będzie mogła zacząć Nowy Rok 2020 z lekkim sercem.

Musiałam się sprężać w pracy bo córcia potrzebowała mnie.

Znów w pośpiechu wskoczyłam do samochodu i prawie na sygnale “leciałam” do domu. Córcia miała umówione spotkanie w sprawie kupna samochodu. Pojechałyśmy moim samochodem do dillera Mazdy.

Samochody piękniutkie i czyściutkie nie to co mój brudasek.

Wybrała o taki czerwoniutki ale odradziłam z kilku powodów. Po 4 godzinach odjechała srebrzysto-granatowym samochodzikiem. Zadowolona, szczęśliwa, spełniona.

MM dumny z przybranej córci i zadowolony z jej wyboru.

Ja też, ja też.

Tak mija poniedziałeczek😁.

Córcia szuka w internecie dobrego ubezpieczenia na samochodzik a ja z MM zaliczamy następny film.

Jutro pojadę po pomadkę, to tylko plany🙃🙃🙃🙃

Ubezpieczyciel jednak zostaje ten sam co miała, okazał się the best.

Czasami stare i sprawdzone jest lepsze od nowego.

Ostatnia niedziela 2019 roku

Dłużą mi się wolne dni przed i po świętach. Dłużą mi się dni przed sylwestrem. Nie wiem co będzie po sylwestrze.

Jestem rozdrażniona brakiem zajęcia, bo nie będę hałasować dmuchając liście, dzielnica moja jest w jakimś sennym transie. Cicho i nic się nie dzieja. Wymarli sąsiedzi. Czasami przejedzie na dole na ulicy jakiś samochód ale spacerowiczów z pieskami nie ma, nie ma też biegających.

Od ponad miesiąca i dziś rozmawiałam z mamusią na skype. Zadzwoniła też moja przyjaciółka Alunia z życzeniami.

Wieczorem postanowiłam upiec takie same bułeczki jak wczoraj. Smaczne to i zniknęły szybciutko i dziś zrobiłam ciasta dwukrotnie więcej.

MM otrzyma z nadzieniem makowym a sobie i synowi z dżemem figowym. Jutro przed pracą zawiozę córci😁.

Ciasto rośnie. Rośnie w misce z ciepłą wodą. Po opatuleniu elektrycznym kocem nic nie ruszyło się, mimo że godzinkę tak trzymałam. Gdy wstawiłam miskę z ciastem w misę z ciepłą wodą …. rośnie jak na drożdżach😁.

Na myśl że jutro idę do pracy to sece omal nie wyskakuje z persi. Nareszcie.

Ostatnia sobota 2019 roku

Cholernie ciężko układać tabletki dla mamusi, przez skypa. Staram się nie denerwować ale się nie udaje. Proszę…rób jak mówie…

Nie robi i nie chce. No zawsze była uparta, niezależna a teraz doszło chwilowe zapominanie, niezręczność, niedowidzenie, po prostu STAROŚĆ. 90 lat to nie 60. Mamusia miesza tabletki które przyjmuje z tabletkami wyszukanymi z zakamarków szafek. Proszę aby tego nie robiła, ale nie mam sposobu na te dziwaczne czynności, tym bardziej że jestem tysiące kilometrów od niej. Młodsza z mężem, mimo że mieszkają drzwi w drzwi w niczym dosłownie w niczym nie pomaga mamusi. Chce mamusie i mnie złamać. Szybciej sama trafi do psychiatryka niż pozwolę mamusie tam zamknąć. Jeśli będzie trzeba to pojadę i jutro. Na razie mamusia chodzi do sklepu sama, gotuje sobie, jak już ułożymy przez skypa tabletki to pije rano. Pani do pomocy przychodzi raz w tygodniu i tyle na razie wystarczy. Na skype jestem 2 razy w ciągu dnia ale jeśli mnie potrzebuje to sama dzwoni do mnie z ipada. I proszę wyobrazić, 90 lat i potrafi naładować ipada i komórkę i zadzwonić.

Więc, dziś kilka godzin układaliśmy tabletki. Ja przy włączonym video, mamusi niestety, już się nie udaje trafić w kółeczko z video na skype. Udało się ułożyć tabletki i z jestem dumna z mamusi.

Aby się odstresować zaczęłam szykować się do wypieku chlebka. Po chlebku upiekłam bułeczki z nadzieniem z dżemu figowego. Chlebek się udał a bułeczki, sam miodek. Ciasto drożdżowe wyśmienie. Bardzo długo szukałam przepisu na ciasto drożdżowe, przepisu który zadowoli mnie w 100%. Wertowałam strony internetowe: rosyjskie, czeskie, tureckie i oczywiście polskie. Próby wypieku i degustacji były poniżej 4punktów w skali 1-10. Smaczne były bułeczki lecz wciąż czegoś mi brakowało. Ciasto zaparzane, z większą ilością ciasta i … brak było tego smaczka.

Znalazłam stronę, upiekłam bułeczki, niebo w buzi. Niespodzianka… zgubiłam stronę z przepisem. W historii odwiedzonych stron, żadnego znaku, że wogóle coś robiłam na internecie. Usiadłam w spokoju i zaczęłam przypominać wszystkie składniki jakie użyłam do zrobienia ciasta. MM szybko, szybciutko podał kartkę i długopis. Zapisałam. Nie miałam prwności co do ilości drożdży.

Ponownie zaczęłam szpetać w internecie. Szukam i już straciłam nadzieję, bo przy milionach stron i przepisów jak wyszykać ten jeden, jedyny przepis.

Udało się! Znalazłam!

A to moje bułeczki.

Sobotkę spędziłam jak powyżej. Późny wieczór należał do TV 🖥⛷

Towarzysko🤫🤔🤭

 

Plany jak to zwykle bywa, ulegają zmianom. Mój plan na wyjazd po minimalne, jak na dzisiejszy dzień zakupy, uległ zmianie. Ot tak po prostu, przełożyłam na jutro lub któryś dzień przed sylwestrem. Nie ma pośpiechu. Zdążę, a jeśli nie kupię tej (wspomiałam w poprzednim poście) pomadki to usteczka pomaluję czerwoną zjadliwo-zlizującą się, nie widzę żadnego problemu.

Pierwszy dzień świąt był przeznczny dla rodziny bliższej i dalszej, natomiast drugi dla przyjaciół. Obdzwoniłam trochę “towarzystwa” niektórym zrobiłam wielką-miłą niespodziankę. I tak minął mi dzień na wiszeniu na łączach.

Co u ciebie a co u mnie i tak dalej i blablabla.

Przyznam się, że przeddzień wigilii dzwoniłam do siostrzenicy (córki mojej starszej siostry). Każdego roku dzwonię i składam życzenia bez względu na nieporozumienia ze starszą. Od słowa do słowa, zadzwoniłam i do starszej. Ktoś musi pierwszy wyciągnąć rękę, nie potrafię gniewać się długo a i obrazę potrafię wybaczyć. Wybaczenie nie jest równoznaczne z zapomnieniem. Pamiętać trzeba, aby po raz drugi nie wpaść w sidła. Ze starszą początkowo rozmawiało się delikatnie i ostrożnie, grunt był czasami “grząski i bagnisty”. Nie chciałam wpaść w “bagno” po szyję. Już przerabiałam. Ona też sprawdzała mój grunt, ostrożnie i delikatnie. Dzisiejsza rozmowa o dziwo zeszła na temat mamusi. Pierwsza spytała co u mamusi, co mnie zaskoczyło. Przecież po tym co zrobiła…. nie powinna się interesować. A jednak, może sumienie ruszyło. No nic, sumienie czy nie sumienie, spytała. Czy coś w jej postępowaniu się zmieni w stosunku do mamusi, nie wiem trudno wyrokować. Młodsza telefonu nie odebrała, smsem sprawę załatwiła. Obrażona będzie do końca świata, że pokrzyżowałam plany w związku z mamusią….

Jeszcze kilka telefonów i długich miłych rozmów.

Kiedy skończyłam blabla a blablałam na podwórku bo dziś mieliśmy 20C, więc mogłam usiąść w fotelu na słoneczku, MM skończył pracę i spotkaliśmy się na parterze.

Zaliczyliśmy seans filmowy i teraz leżę w łóżeczku i klikam.

Jutro będzie nowy dzień, jaki będzie?

Zależy to tylko od nas, bo to my w każdym ułamku sekundy naszego życia podejmujemy decyzje. Ponosimy też konsekwencje tych decyzji.

Fajnie się pisze i mówi o tych decyzjach w każdej sekundzie itd.. ale kto to pmięta jak ten czas szybko ucieka, nawet tego czasu nie czujemy.

 

 

Świąteczny czas🎄🎄

W moich przygotowaniach nie było pośpiechu, nerwówki, stresu. Stosując się do zaleceń córci ” jak czegoś nie zrobisz to nie zrobisz i tak masę jedzenia będzie, powolutku, bo TY musisz być odpoczęta i uśmiechnięta, reszta nie ważna” , więc powtarzałam sobie między barszczem a kutią…powolutku, nie biegaj…. I tak było, powolutku, coś się nie ugotowało, zamiast tortu Napoleon zrobiłam sernik, pierożki były tylko z pieczarkami z japustą nie robiłam.

Było trochę zmian ale wyszło na dobre. Prezenty też sprawiły, że rodzinka była wesoła, a nie było przecież wśród nich wykupionej wycieczki na Hawajach czy Ferarri.

Wczorajszy I Dzień Świąt odpoczywałam, jadłam, spałam i odpoczywałam. Pogoda była wiosennie-letnia ale i to nie zmotywowało mnie do zdjęcia pidżamy i wyjścia na zewnątrz.

Drugi Dzień Świąt jest dniem powszednim. MM schował się w office a ja mam w planach zakupy. Nie, nie wielkie tylko potrzebna mi jest pomadka taka której się nie zjada i oblizuje. Kolor czerwony bo ma pasować do pantofli. Oczywiście, że szykuję się do sylwestra. Sukieneczka srebrna i torebka srebrna. Pantofelki, usta, i paznokcie czerwone!!!!

Bal będzie na sto par a może mniej lub więcej. Jak co roku zostaniemy na noc w hotelu a po śniadaniu powrót do domu.

To będzie za tydzień.

Dziś – nie mam ochoty na żadne śniadanie. Nie to żebym się obiadła na święta. Z Polski wróciłam o 6-7kg lżejsza więc i jem jak kurczak. Zielona herbata mnie w zupełności zadawala w tej chwili.

Wszystkim miłego świątecznego wypoczynku życzę.

Przedświąteczne hello!!!

Nie wygrałam miliona w lotku ale mam wolne do 29-tego włącznie. Od jutra gotowanie, pieczenie i przygotowywanie wigilii i świąt. Pierwszy dzień i drugi będzie na odpoczynek, relax, spacer i jeśli co, to i na nudzenie się. Nie często zdarza mi się nudzić a wręcz nigdy, z przybywaniem lat życia może i przybędą dni w których będę się walać z nudów na kanapie. Na razie mi to nie grozi ale.. dziewczyny nie znacie dnia ani godziny kiedy nadejdzie taki dzień, że nie będzie wiadomo co ze sobą i wolnym czasem zrobić.

Menu świąteczne jest w mojej głowie. Większość produktów niezbędnych do zrealizowania menu jest zakupionych. Zapewne wyskoczy jakaś niespodzianka ale na takie momenty będę miała MM, który to, na sygnale pojedzie/popędzi do najbliższego sklepu.

Aby nie zapomnieć zrobić kuti, pęczak oraz mak leży w kuchni na widocznym miejscu. W ubiegłym roku kaszę gotowałam dosłownie w ostatniej minucie. To jest wigilijna słodka potrawa króra lubiana jest przez wszystkich moich gości. MM również uwielbia. Oczywiście ryba po grecku – ryby MM nie jada ale … saładkę jarzynową z majonezem już tak.

Jutro będę musiała podjechać do Farmers Market po polskie ogórki kiszone. Miałam już odłżone na sałatkę lecz w tygodniu zużyłam do zupy ogórkowej i …. zupa była wyśmienita. Pamiętam dzień kiedy MM po raz pierwszy w życiu nieśmiało próbował zupy ogórkowej. Teraz kiedy wspomnę, że będę gotować, nie może się doczekać, a siorbać z garka nikomu nie pozwalam i sama tego nie czynię. Nie mogę zapomnieć też o jajkach w majonezie, syn na indyka był niepocieszony. Jajek nie przygotowałam. Wiele innych potraw będę szykować na wigilię i święta. Oczywiście, bigos również. Właśnie nie wiem czy uchowały się wędzone śliwki bo rodzynki to mam schowane. MM uwielbia rodzynki. Chlebek i chlebek turecki oraz bułeczki z makiem, upiekę sama.

Co będzie, a czego zabraknie okaże się podczas wieczerzy.

Wszystkim życzę, spokojnych świat w gronie rodzinnym i przyciaciół i aby nie zabrakło na naszym stole wigilijnym nakrycia dla wędrowca.🎄🌲🎄🌲🎄🌲🎄

Świąteczne prezenty

Nie jest łatwo wyszukać oryginalny prezent świąteczny. Maluszkom wszystko sie podoba – klocki Lego a do tego torebka słodkości i radość rozbrzmiewa w całym domu. Dzieci dorosły, i nie czekają na prezent większy czy mniejszy aż do świąt. Potrzeba – kupione. Mimo to już obkupiłam się. W tym roku bez biegania po sklepach i stania w kolejce do kasy sklepowej. Zamówiłam wszystko na Amazonie, wraz z perfumami. Jeśli znam zapach i markę nie ma potrzeby wychodzić z domu. Część  zamówień przyszła już dziś rano, pozostałe otrzymam dziś wieczorem. Mogę pakować w papier i położyć pod choinkę.

Mieszkanko też już przyozdobione, jedynie na zewnątrz sie wstrzymałam z dekoracją. Każdego roku ocieram pot z czoła ustawiając dekoracje. Męczę się i denerwuję kiedy deszcz zalewa mi moja pracę (ozdoby). Postanowiłam umiejscowić dekorację na najwyższym punkcie yardu. Nie męczyć się i potu nie ocierać, jedynie troszke a kolorowo. Każdego roku front yard był przyozdobiony fenomenalnie i jak w jeżdżałam w dzielnicę to mówiłam do siebie …to tutaj Mikołaj mieszka….

Sąsiad chciał mnie zmobilizować do ustawiania dekoracji ale … nie chcę z nikim konkurować, nie biorę udziału w konkursie. Od 10 lat ozdabiam kiedy sąsiad dopiero 3 rok zaczął przyozdabiać swój dom. Zwolnię troszkę, nie chcę biegać w deszczowe dni i poprawiać moje topiące się mikołaje, choineczki, renifera itp. Po takim poprawianiu zapominam, że przecież są święta. Sznur lampek przestanie migać to ja już przy nim i szukam która lampeczka wysiadła. Bez sensu. Skupiam się w tym roku na radości ze świąt a nie na poprawianiu ozdób na zewnątrz.

Prezenty zapakuję w pudełka, owinę byłyszczącym papierem, powkładam do dużych toreb papierowych z wizerunkiem Mikołaja lyb świątecznej kokardy i będę czekać, na uśmiechy i błyski w oczach moich gości.

Chcę cieszyć się widząc radośc moich bliskich.

Mogę odetchnąć…

Wiadomo, zdrowie to jest jedyna rzecz jakiej nie można kupić. Można się “wykupić” na pewien czas, zażywając lekarstwa garściami lub pić litrami. Nie każdą chorobe można pokonać i nie każda choroba potrzebuje medycznych specyfików. Czasami wystarczy czosnek, mleko, miód i masełko na wieczór na rozgrzanie i o poranku zrywamy się jak nowonarodzeni. Nie zawsze miodzik pomoże, nie zawsze uśmiech uśmierzy ból.

Nie chciałam kupić ani się wykupić, po usłyszeniu wyniku, przykucnęłam. Przykucnęłam z radości. Na ten wynik czekałam 6 miesięcy, długie sześć miesięcy. Wcześniej badano mnie na wszelkie sposoby, wczoraj tych sposobów było trochę mniej,  ale też nie mało.

Nie jest łatwo przeżyć 6 długich miesięcy w niepewności. Latwo powiedzieć … co będzie to będzie…ale wcale tak nie jest, że łatwo. To oszukiwanie się, udawanie przed soba i światem, że jesteśmy tacy silni a tak naprawdę w obliczu choroby jesteśmy niczym kostka lodu na słońcu.

W Polsce nie miałam czasu myśleć o sobie i nikt też mnie nie pytał o moje samopoczucie, zdrowie, nastrój. Musiałam być silna dla Mamusi, musiałam udowodnić, że starść jest satrością a nie chorobą psychiczną. Nikt mnie nie poparł oprócz lekarzy. Miałam dwie siostry a teraz nie mam żadnej. Bo nie pozwolę wmówić mi, że czarne jest żółte lub czrwone. Nie miałam czasu w Polsce użalać się nad sobą, od przychodni jednej do drugiej i czwartej woziłam Mamusię. Psychiatra, psycholog, gieriatra i lekarz rodzinny został zaliczony. Psychiatra dwukrotnie, aby nie było, że coś ktoś wymyśla lub ukrywa.

Wróciłam wyrzęta i wymięta ale zadowolona. Nie jestem zadowolona do końca, bo Mamusia została SAMA. Siostry jeśli je można tak nazwać odwróciły się – jedna bo nie dostała majątku a druga bo ma już testament. Gdybym była zołzą to mogłabym namieszać z tym testamentem ale… po co, po co mieszać. Kto złem płaci ten zło otrzymuje. Nie żałuję niczego.  Rok temu darowałam młodszej swoją część domu na działce, mamusia spisała testament za moją namową i niech tak będzie. To co mam,  mi i moim dzieciom w zupełności wystarczy.

Zdrowia nie kupisz za żadne pieniądze.

Jestem szczęśliwa z tego co mam.

Mam MM, swoje dzieci i zdrową Mamusię. Tyle mi wystarczy.

 

Tylko…

jest mi przykro, że moje siostry, na stare mamusi lata odwróciły się. Fajnie było “pomagać” kiedy mamusia sama chodziła do sklepu, , gotowała obiady i szykowała święta. W ogrodzie sadziła pomidory, ogórki, marchewke i koperek. Nie potrzebowała pomocy nie potrzebowała Mamusia opieki, ale młodsza na całą dzielnice trąbiła jak to się mamusią opiekuje. Teraz kiedy Mamusia tej opieki potrzebuje, nie ma szwagra, nie ma młodszej i nie ma ukochanej wnusi.

Jakie trzeba mieć serca, żeby tak postąpić.

Czy ten testamet,  który posiadają,  w głowach im tak bardzo namieszał?

 

 

 

 

Mój zegar…🕰

Mój zegar od tygodnia nie chce się przestawić na czas amerykański. Pierwsze dni budziłam się i wstawałam: 2am, 2:30-3am. Teraz jest znacznie lepiej, bo 4am nie jest tak źle. Tylko…. o godz 7-8pm, jestem bardzo zmęczona. Picie czarnej, mocnej kawy w gidzinach późno popołudniowych w niczym nie pomaga. No cóż, od jutra mam wolne od pracy zawodowe i może uda mi się przezwyciężyć ten uporczywy polski zegar. ⏰

Dziś żeby nie marnować poranka, upiekłam ponownie chlebek.

Chlebuś

Czas świąteczny zbliża się milowymi krokami. Zwyczajowo na Thanksgiving nic nie robię, zakupy mnie też nie interesują. MM gotuje, piecze, smaży. Moje zadanie posprzątać po gościach i włożyć talerze do zmywarki. Pracowite będę miała święta Bożego Narodzenia.

smogowe chrypienie

Pogoda  – jeden dzień deszczowy, reszta dni ładnych lub pochmurnych. Dało się przeżyć pierwszy tydzień. Każdego dnia miałam 2-3 kursy Coolkulturą (taxi). W czwartek miałam trzy kursy i strasznie padało. Wszędzie pomuro, mokro i nieprzyjemnie. Drugi kurs – młody chłopak za kierownicą, a że jestem gadulska, to i z każdym gadam i opowiadam. Rozbawiłam młodego czlowieka, a na pożegnanie i umilenie ponurego, mokrego dnia dałam 100% napiwek. Młody mężczyzna, odwrócił się do mnie, pokazał swoje śliczne zęb, urocze oczy i na prawde piękną twarzyczkę. Dziękował i dziękował…. Chociaż, moi wszyscy kierowcy, nawet ci starsi dają się wciągnąć  w moje gadulstwo. Polityka jak sie okazało, nie jest moim tematem tabu.

Wracając do młodego mężczyzny. Wieczorkiem zdaję relację z moich rejsów, mojej córci.

Od słowa do słowa. Okazało się że to jest jej kolega ze studiów w Polsce. Kończyli socjologię. Wysłała zdjęcie i….. to on, to on się rozkrzyczałam ubawiona. No, żebym wiedziała wcześniej, to dałabym napiwku i 200%. Jak na razie wszyscy wszędzie są mili i sympatyczni.

Ale....jeśli jesteś, miły, sympatyczny i uśmiechnięty, otrzymujesz to samo.

Jeśli jesteś wredny, niedostępny i gderliwy, otrzymujesz to samo.

Jestem….MIŁA, SYMPATYCZNA, SZCZĘŚLIWA, ŻYCZĄCA PANI W OKIENKU NA POCZCIE MIŁEGO WEEKENDU (zrobiła oczy jak u żaby w ciąży, lecz uśmiechnęła się i życzyła mi również miłego weekendu) TO…..OTRZYMUJĘ KAŻDEGO DNIA, RADOŚĆ I SYMPATIĘ OD INNYCH.

Nie ma czarów, a może jestem czarodzejką?????

Teraz o smogu i żabie.

Mój region jest płucami Polski.

Płuca Polski chorują i niedługo, nie będzie co leczyć. Smog który nie jest wyczuwalny mieszkańcom miasta, mnie zatruwa. Każdego dnia chrypie i mój glos jest jak skrzeczącej żaby. Nie jestem przeziębiona, gardło nie boli, ogólnie nic mi nie jest.

Tylko drapie w gardle i wcale nie od lodów lecz od smogu. MM nie poznał mego głosu,ale na video poznał swoją ukochana żoneczke. Spytał…czy zamieniam się w żabkę i czy będzie musiał mnie chrypiącą całować, bo to może byc zaraźliwe a nie prowadzące do przemienienia się w księżniczkę.

Osoby którym mówię o smogu, są zszokowane, bo przecież u nas smogu nie ma.

Palenie w piecach na osiedlach domów jednorodzinnych, samochody śmierdzące spalinami (bez katalizatorów), wyyyysokie kominy ciepłowni.

Dziś mieliśmy piękny słoneczny dzień. Otworzyłam wszystkie okna w domu. Z nastaniem zmroku trzeba było szybko i szczelnie zamykać. Kto i gdzie smrodzi nie wiem, ale nie dało się oddychać. I pomyśleć, kiedyś tutaj żyłam, w większym smogu.

Tylko teraz wiem, jakie jest powietrze bez smoga i jak pachnie deszcz.

Mieszanka spalin z deszczem mi nie odpowiada.

zabieganie….

Od soboty jestem w pędzie. Nic innego nie robię, tylko biegam po urzędach. Wykluczając niedzielę, która poświęciłam na (powiedzmy) odpoczynek. Wiele dokumentów zostało złożonych do róznych urzędów, a inne są w przygotowaniu. Oczywiście, że do mamusi zaglądam i pilnuję przyjmowania leku.

Poznałam już spychologię i ogromną niechęć w przychodniach lekarskich, jutro ponownie nie dam się odsunąć od okienka w rejestracji, ostatecznie zażądam widzenia z kierownikiem.

Mamusia przyjmuje w obecniej chwili leki i jest ciuteńkę lepiej. Już tak nie płacze. Będzie lepiej ale…nie trzeba spodziewać się cudów. Pamięć jest nie ta co kiedyś. Sprzecza się będąc pewną, że ma rację, po godzinie, przyznaje się, że jej się coś pokręciło. Powtarza się i powtarza i powtarza. Wiele dla niej już zrobiłam i między innymi i dla niej przyjechałam. Muszę odciążyć młodszą siostrę.

_____________________________

 

 

Syn upadł, było podejrzenie złamania, skończyło się na silnym zbiciu ręki. Posmaruje maścią i będzie wszystko dobrze, dostał zwolnienie na kilka dni. Przynajmniej odpocznie.

_______________________________

 

A moje samopoczucie? Psy nie biegają samopas, chodzę po ulicach spokojnie. Chociaż w torebce nosze odstraszacz na pieski. Miasto zmieniło się przez ten rok, nie powiem, że nie do poznania ale faktycznie, nie do poznania w niektórych reionach miasta. Podoba mi się bardzo. Chociaż ludzie narzekają, że beton. A mi się podoba. Zielone sa lasy i parki, których w moim mieście jest całe mnóstwo. Centrum ma być centrum,  wszakże jesteśmy w Europie. Trzeba iść z duchem czasu. Czasy mojej mamy, kiedy to furmankami jeździli,  już przeszły. Moje czasy to stragan na straganie i bazar w centrum, przechodzą. Teraz czas na młodych, a oni chcą inaczej i czegoś innego. I niech tak będzie. Nie można korzystać z komórki i jeździć furmanką, to jest stanie w rozkroku.

W więc, przy okazji popstrykałam trochę zdjęć.  Tak po prostu, na pamiątkę. Mam w planach wybrać się w niedzielkę rano w plener z aparatem. Ale co z tego wyjdzie, trudno powiedzieć.

 

Emocje….

Od dziś pakuję się sie powolutku. Już walizka  otwarta, wrzycam do niej rzeczy aby nie zapomnieć lub w ostatniej chwili przypomnieć. Patrzę, że mała walizka będzie za mała. Nie chciałabym brać dużej ale patrzę, że chyba nie uda mi się ciepłych rzeczy upakować do maciutkiej walizki. Jadę na dłużej i na zimne miesiące brrrr.

Nie to mi spędza sen z powiek, myślę o psach chodzących bez kagańca i bez smyczy, o tak przy nodze swego właściciela. Niby “pan” zna swego psa ale …. nie jestem w tym przekonana. Wiele czytam o pogryzieniach przez psy,  dzieciach i dorosłych, a nawet zagryzieniach. Mieszkam na obrzeżach miasta,  każda,  no prawie każda posesja ma szwędającego się pieska za ogrodzeniem. Czy tak trudno zapomnieć o zamknięciu bramy czy bramki i ….nieszczęście gotowe. Niskie kary w Polsce nie sprzyjają dyscyplinie. Kary powinny byc bardzo wysokie, które powinny zdyscyplinować właściciela psa  do opłat za leczenie i rehabilitację pokrzywdzonej osoby. Można by sobie pomarzyć. Do tego nie dojdzie, bo to niska szkodliwość społeczna. Nie wiem gdzie jest granica niskiej i wysokiej szkodliwości społecznej, przy tak zwanej niskiej szkodliwości, poszkodowany człowiek również cierpi. Czytałam paragrafy, czego można a czego nie można użyć do odstraszenia psa w Polsce. Jednym słowem – najlepiej  połozyć się w pozycji żółwia i czekać aż pies nas zagryzie bo … możemy zostać posądzeni o atak na psa. Ktoś mi powie…że tysiące ludzi chodzi i nic się złego nie dzieje…

Tysiące ludzi leży w szpitalach i o nich nie piszą, bo temat CIERPIENIE nie jest sprzedawalny.

Chyba po ulicach będę chodzić z serdelkami , może wysmaruję się jakąś maścią która odstrasza zwierzęta. No trzeba coś robić, aby wrócić w jednym kawałku do  swojego świata. Gdzie nikt na chama nie wyprzedza, nie przejeżdża na czerwonym a tym bardziej na pasach,  nikt nie zawraca na autostradzie i jedzie pod prąd, nie puści psa samopas aby “pobiegał” – kary powinny być dotkliwe, że zanim to uczyni zastanowi się 100 razy czy to się jemu opłaci.

W Polsce się urodzilam, szkoły pokończyłam, dzieci urodziłam ale…to był innym świat, mój świat, w którym potrafiłam się odnaleźć. Teraz panują w moim kraju inne prawa i zasady, całkowicie odbiegające od codziennego życia, coś nierealnego. Zastanawiam się komu to ma służyć. No cóz przez te 2 miasiące postaram się dostosować i nie zwracać uwagi na wykrzywione twarze kasjerek w sklepach, jakby miały za chwilę dostać paraliżu twarzy.

Wracając do walizki. Będę musiała postawić większą.

U mnie biegam jeszcze w krótkich spodenkach , a zięć w Polsce ogrzewanie w domu już uruchomił.

Oczywiście, że dam sobie radę.

Planowałam….

Zgadza się, zaplanowałam, że dziś ostatecznie zakończę prace nad ścieżką-chodnikiem. Prawdę mówiąc, to nie jestem taka pewna. Od kilku dni mimo polskiej wysoko ciśnieniowej atmosfery, ciśnienie krwi mi spada. Temperatura ciała również. Osłabienie z zimnymi potami mnie męczy. Nie mam zawrotów głowy ale stan lekko zawrotowy.

I po co planowałam? Wyszłam na zewnątrz, a zwykłe podlewanie roślin w donicach mnie męczy. Będę próbować ukończenie prac, nie wiem na ile mi się to uda. _____________________ Z jednej (lewej) strony dokończyłam. Została prawa, wejściowa strona. Tutaj mam bardzo dużą płytę do zabetonowania.

Słońce grzało ponad 36C a ja pracowałam. Pociłam się i ledwo nogi ciągałam ale…..SKOŃCZONE!!!!

Po powrocie z “wojaży” jeśli pogoda dopisze, trzeba będzie wymyć chodnik i pokryć specjalnym preparatem.

Mam już następny projekt do pracy. MM kupił mi już materiał i sprzęt. Ale….tym zajmę się po świętach.

Nadchodzi jesień

W moim ogrodzie już wczesna jesień. W tym roku wcześniej niż w poprzednich. Wiosna była ulewna ale lato suche, za suche i drzewna zaczęły gubić liście. Dziś po raz pierwszy tej jesieni, rozpoczęłam pierwsze dmuchanie liści. Scinanie małpiej trawy i innych ozdobnych.

Tak w tym roku wcześniej, bo gdy wrócę z Polski będzie już wszystko zasypane liśćmi. Tak, tak, muszę udać się do “paszczy lwa”. Czeka mnie ciężka praca. Wiem, że dam radę, długa podróż zawsze mnie przeraża.

Jutro i sobotę mam na ukończenie ścieżki. Został mi mały podest. No i uzupełnienie krawężników. Tak niewiele do ukończenia, a ja zajmuję się wycinaniem traw🤪.

MM też stoi z pracami malarskimi tylko on wraca na weekendy. Jak na razie postój.

“Ciekawostka”

“Dom, w którym mieszała królowa do wynajęcia. Cena zwala z nóg!”

Przeczytałam i zaczęłam się zastanawiać, co z tą królową jest nie tak, jeśli się wynajmowała. Jaki były jej obiwiązki i jakiego wynagrodzenia sobie życzyła.

Bo wiem – cena zwala z nóg, z wykrzyknikiem. Cena z uługi królowej, czy też tego domu w którym mieszkał królowa do wynajęcia.

Biedna musiała być ta królowa. Dom natomiast bogato urządzony. Oznaczałoby, że cena jej usług była odpowiednio wysoka jak jej progi.

Przecinek, kiedy należy go postawić.

Jeśli już osoby piszące artykuły do stron internetowych, powinny przed odpublikowaniem go, przeczytać.

Czytający nie musiałby się zastanawiać nad tym co piszący artykuł, miał na myśli.

Tutaj tytuł artykułu och wiem, że mogę się czepiać, sama popełniam błędy interpukcyjne i ortograficzne, brak mi stylu w pisaniu. Nie ukończyłam polonistyki, dziennikarstwa, czy fillologii, więc proszę wybaczyć moje byki piśmienne.

Jeśli otwieram książkę, to oczekuję prawidłowej składni zdań, sensu treści i na pewno nie oczekuję morza błędów.

Podobnie kiedy czytam gazetę papierową, która szeleści przy przekładaniu jej szpalt oraz gdy otwieram stronę internetową z wiadomościami z kraju i ze świata.

Kiedy chcesz poprawić humor zjedz coś słodkiego, jeśli chcesz go sobie zepsuć, czytaj artykuły pisane przez niedouczonych dziennikarzy.

“Szorowanko”

Kurze przemieszczam z jednego miejsca na drugie. Zmieniam pościel i pokrycia w gościnnej. Odkurzacz wyje. Zakupy pakuję do lodówki.

Biegam, skaczę, podskakuję.

Czas nagli!!!

Za chwilę, no nie tak za chwilę ale za 2,5 h MM zjawi się w progu ze swoją starszą.

Nie trzeba, nie musisz, to moja córka – słyszałam.

Ja to wszystko wiem… tylko musi być wszystko zapięte na ostatni guzik. Jutro ma być ugotowany barszcz czerwony. Ona lubi.

Jeśli moja córcia przyjeżdża, gotuję smakowitości i daję wałówę. W przypadku SCMM wałówy nie będzie. Smakowitości jak najbardziej. Rogaliki z serem i marmoladą śliwkową. Kupiłam dziś w Farmers Market, marmoladę śliwkową Babuni. Pierwszy raz takie coś zobaczyłam. Jeśli dobra to w przyszłym tygodniu tam wrócę i kupię … wszystkie słoiki zabiorę ile będzie tyle zabiorę😁

Skończyłam!!! Wszystkie łazienki są na tim top. Wszystkie sypialnie również. Kuchnia też.

No niech mi ktoś powie, że nie jestem przygotowana na przyjęcie gościa!!! Wyjmę swoje pif paf😁.

Jestem gotowa na prysznic!!! MM wciąż czeka na lotnisku na córkę, więc mam ponad 1h. Można zedrzeć skórę w tym czasie.😩

Doczekałam się!

Przywitanie było bardzo miłe i przyjemne.

Samo…chód

Zaczęło się wczoraj. Ot tak sobie prowadzę samochodzik. Po zjechaniu z jednej na drugą autostradę, samochodzik zadźwięczał, zapalił się znaczek na tablicy rozdzielczej. Żebym widziała go wcześniej…ale nie widziałam. Pierwszy raz ten znaczek się zaświecił. Zwolniłam aby dokładniej się przyjrzeć. Coś mi mówiło, że to podobne jest do silnika. Do pracy dojachałam szczęśliwie i zanim wysiadłam z samochodu, wyjęłam ze schowka instrukcję samochodową.

Miałam rację. Silnik. Ależ ja jestem mondraaaa🤪

Byłabym mądrzejsza gdybym znalazła problem, a jeszcze mądrzejsza i sprytniejsza żebym ten problem sama rozwiązała.

Po pracy zajechałam do Firestona. Odczepili klucz od samochodzika z pliku innych kluczy. Patrzyłam co ten fachman robi, rękoma kręcił kluczyk i kręcił. Wziął w swoją dłoń, poszed na firmowyk parking, gdzie stał zaparkowany samochodzik. Zrobiło mi się przykro, smutno i łzawo kiedy spojrzałam na plik kluczy, wśród których nie było już kluczyka samochodowego. Po formalnościach w serwisie samochodowym wyszłam na zewnątrz i poczułam się, bardzo samotna. Czegoś mi brakowało. Niezrozumiała sytuacja dla mnie. Nie zdarzyła się jeszcze taka sytuacja abym zostawiała samochodzik na całą noc. Strach mnie obleciał i normalnie się rozryczałam. Zdenerwowana nie potrafiłam nawet zadzwonić po taksówkę. Postanowiłam, że wrócę do domu pieszo. Około 10km w zależności jaką trasę bym wybrała. Więc idę płaczę, łzy ocieram. Czuję się bardzo nieszczęśliwa. MM wyśledził mnie aapce. Skąd u niego tyle cierpliwości do mnie, nie wiem. Tłumaczy mi, gorąco, daleko, buciki niewygodne, a ja …. marudna, nieszczęśliwa i płacząca. Ostatecznie zamówił mi z Bostonu taksówkę. Żeby nie ten upał. Ale gdy tak szłam to w głowę świeciło i łzy suszyło. Wtedy Tatuś mi się przypomniał. Wyszedł mój Tatuś na pocztę, zapomniał czapki, zignorował wiadomości i ostrzeżenia o upale i niewychodzeniu osób starszych na zewnątrz. To był pierwszy udar.

Zawróciłam do restauracji którą minęłam, skryłam się w korytarzu. Poczułam przyjemnu chłodzik. Już nie płakałam.

Kierowca taksówki spytał jak się czuję.

– bez samochodu jak bez rąk.

Wchodziłam do domku przez garaż, a garaż pusty. Niemiły widok.

Stres targał mną do chwili położenia się do łóżka.

Dzisiejszy poranek. Miałam dziś wolne od pracy zawodowej i chciałam dzień wykorzystać na dokończenie ścieżki. Niestety nie dokończyłam. Zapomniałam, że mam 2 zepsute piły do cięcia kamieni. Ależ się wkurzyłam! Dosłownie walnęłam jedną piłą o posadzkę w garażu. Nie nie rozpadła się na drobny mak ale i nie pozbierałam części. Nosiło mnie bardzo. Kiedy dostałam wiadomość, że samochodzik gotowy, nie czekając i nie marnując czasu pojechałam po odbiór samochodu.

Pogłaskałam mój samochodzik, uśmiechnęłam się do niego i wyruszyłam na zakupu.

Oj oj kasy to ja wydałam. Ale to z radości!

Ze smutku to ja nie potrafię chumoru poprawiać zakupami.

Reszta dnia wspaniała, szczęśliwa i radosna.

Samochodzik stoi w garażu i ta świadomość, że jest tutaj i że mogę go użyć w każdej chwili, robi mnie szczęśliwą.

Wspomnienia smaku i zachowań

 

Kilka ostatnich dni czułam się jakby ktoś powietrze ze mnie wypuścił lub spuścił, walec po mnie przejechał, stado koni mnie stratowało, przepuścił mnie przez magiel, krokodyl mnie przeżuł i wypluł. Tak się czułam i nic z tym nie mogłam poradzić. W południe nakładałam pidżamę i do łóżeczka wskakiwałam. MM w tym tygodniu pracował w domu, dziwił się i nie koniecznie. Podejrzewał przemęczenie.

A ja?

Może i przemęczenie ale, przez 3 noce budzić się około 2am to już było ponad moje siły. Przewracam się, walałam się w łóżku, oczy zamykałam i otwierałam, liczenie baranów i wspominanie upojnuch nocy, nic nie pomogło. Może właśnie wspominanie upojnych nocy nie pozwalało mi zasnąć do 5am.🤪 Kto wie? Bo zdarza mi się tak powspominać z kim i kiedy i jak…hahahahaha. Nie mówcie, że święci jesteście. Wśród żywych – świętych brak. Tylko są tacy co nie mogą lub nie mają z kim. Moja córcia nie raz prosiła…mamuś no spisz swoje wspomnienia, fajnie będzie poczytać… Chętnie bym i spisała ale…nie wszytko można powiedzieć, spisać, przekazać. Niech część zostanie tajemnicą. O nie, nie byłam rozwiązłą panną. Ale, miałam koleżankę co lubiła sex ponad dobre imię. Nie przeszkadzło mi to, zupełnie nie przeszkadzało. Tym bardziej jej to nie przeszkadzało. Gdzie ona to i owo robiła? Na klatce schodowej, w krzakach, pod drzewem, gdzie się dało i nie dało. Ale koleżanką była na prawdę super, do momentu aż…chciała złapać bogatego na dziecko. I tak została z tym dzieckiem sama, samiuteńka. Wróciła do domu z miejscowości uzdrowiskowej. Bogatego rodzice zabrali z sanatorium. W międyczasie upiekłam chlebek turecki oj oj paluszki lizać. Obiecałam MM, więc obiecane – dokonane. Całe ale to całe swoje życie odkąd pamiętam, obiecanego dotrzymywałam. Więc zrozumiałe byłam bardzo ostrożna w obiecankach. Obiecane – podane! MM zajada się chlebkiem w tej chwili. Pyszności, na prawdę pyszności! Z koleżanką drogi nam się rozeszły. Wyjechałam do Lublina zdawać na prawo a ona, kołysała swoją córkę. Z tego prawa wyszło mi lewo, bo nawet nie poszłam na egaminy wstępne na studia. Ale w akademiku mieszkałam w trakcie egzaminów. Poznałam Gienia i Miecia. Jeden jak i drugi mieli na mnie wielką chęć. Miecio to nawet zaprosił mnie do mieszkania w bloku i rozłożył wersalkę. Z tą rozłożoną wersalką zostawiłam go, zatrzasując za sobą drzwi. Gienio też miał nadzieję, zostaliśmy przyjaciółmi na dość długi okres. Ludzie szykowali się do rozpoczęcia roku akademickiego a ja pakowałam torby i walizy do powrotu do domu, jako marnotrawna córka. Rodziece przyjechali samochodem i zabrali mnie do domu. Pamiętam pierwszy poranek po przebudzeniu. Uczesałam się – zrobiłam sobie kucyki po obu stronach głowy i nic z tego nie robiłam, że cały rok akademicki przebąblowałam. Kiedy chciałam zdawać w czas i porę na uniwerek to, egzaminy zdałam, tylko zabrakło punktów za pochodzenie, miałam ogromny żal do rodziców, że nie są rolnikami zbierającymi płody rolne, robotnikami w hucie szkła, mebli lub w kamieniołomach. Świat, młody świat mi się zawalił. Idąc ulicą rzewnie płakałam, doszłam do domu, zmknęłam się w pokoju i nikomu nie pozwoliłam wchodzić. A przecież zabrakło mi tylko 2 punktów! I wtedy rozpoczęłam przygotowywanie się do egzaminów na studia w Lublinie na kierunek – prawo. I co z tego, że byłam przygotowana i byłam pewna, że egzaminy zdam. Po prostu, nie przystąpiłam do egzaminów, za to miałam prawdziwą zabawę.

Trzeci kawałek tureckiego chlebka pożeram. Normalna pychotka.

Wracając do mojej sex koleżanki. Kiedyś pojechałyśmy razem na Mazury a dokładnie Augustowa. Pole namiotowe, robiłyśmy namiot. Moja koleżanka nie wiem jakim sposobem ale przywołała już nie jednego chętnego na swe wdzięki. Tak jak ja przywołuję komary i inne owady, gady i wszystko co się rusza, oprócz facetów. Jeszcze nie zmrok a namiot na przeciw rusza się jakby huragan tam zawitał. I takim sposobem do mnie samotnej w namiocie zwitał, belg, francuz lub coś takiego gadającego po francusku. A że w tamtym okresie rozumiałam coś niecoś, co się do mnie mówi. Ale ten jegomość, nie powiem ale przystojny, młody i wyglądający na Apollo pokazuje mi prezerwatywę. Jeju jak ja się wściekłam, myślałam że go zmiotę z tej pięknej ziemi.

No nie dlatego, że gumkę pokazał, że śmiał myśleć, że zrobi ze mną barabara jak moja koleżanka w namiocie z naprzeciwka.

Nie jesteśmy żadnym odzwierciedleniem naszych znajomych!

Młodzieniec zachował się przyzwoicie i się ulotnił. Z rana zjedliśmy śniadanko przy wspólnym stoliku w jakieś knajpie i tyle go widziałam.

No i moja koleżanka tak wychowała swoją córcie i od tamtego “incydentu” nie koniecznie odechciało się jej ”amorów” . A że była pielęgniarką łapała ‘każdego chętnego doktorka. …To nie zobowiązujące…mówiła.

Żyłam już swoim i innym życiem niż moje koleżanki.

Moją sex koleżankę, spotkałam wiele lat później,  w szpitalu w którym leżał mój Tatuś. To była osoba całkowicie bezduszna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć, po prostu głaz.

Czy pamiętacie chlebek turecki? W moim mieście można było kupić w Delikatesach.

Zanim dochodziłam do bramki ogrodzenia pochłaniałam ostatnią kruszynkę.

Dziś z MM zjedliśmy jeden chlebek,  a piekłam jak nigdy przedtem,  w foremce.

 

 

Taki sam smak,  a może i inny bo dodałam kilka kropli olejku toffi.

 

 

 

Codzienne gadanie

Po przebudzeniu przeciągnęłam się jak kocica. Wolniutko, słuchając każdej kosteczki, czy aby nic nie gruchnie w tym moim spracowanym ciałku.

Dziś zrobiłam przerwę od cementu.

Wczoraj córcia jak i MM spytali…jak długo robię ścieżkę….

I to było pytanie za milion.

Przed Arubą czy po, rozpoczęłam? A może jesienią ubiegłego roku?

Zdawało mi się, że nad ścieżką klęczę, kucam i się pochylam od jesieni ubiegłego roku i wydawało się, że robię całą wieczność!

Sięgnęłam do notatek i ….. wielkie zdziwienie. Po ciśnieniowym myciu podjazdów, padio, decku i starej ścieżki, prace z cementem rozpoczęłam po 10 maja. Wyłączając lipiec ( stres związany z pogrzebem), nad ścieżką pracowałam tylko 3 miesiące.

Do ukończenia zostało mi jedynie 2,5-3m.

Poranek wspaniały ale robi się gorąco i nie tak praca fizyczna wykańcza jak gorąco lejące się z nieba.

Dokończę w piątek po pracy lub sobotę.

Czym bliżej końca tym bardziej zmęczona jestem i fizycznie i psychicznie.

Amber jedzie dziś na zdjęcie szwów. Jeszcze dywan w jadalni kuchennej musi być zabezpieczony specjalnym materiałam jaki używany jest do zabezpieczeń podłóg przed malowaniem sufitów i ścian.

Nie ciekawy to widok ale…dywan jest pluszowy i gruby, ciężko jest taszczyć go do prania.

A więc, dziś “odpoczywam”🤪

MM pomóg mi poprzenośić wielkie donice z tarasu. Malowanie tarasu wciąż trwa.

Po obejściu moich “hektarów” koło południa skryłam się w domku i teraz będę nic nie robić.

Nareszcie.

Prace budowlane

W świąteczny poniedziałek, pracuję i mogę powiedzieć, że dokańczam moją ścieżkę.

W tym tygodniu pogoda będzie wspaniała, więc jest nadzieja na całkowite ukończenie prac budowlanych.

Jestem już na ostatniej prostej!!!! Hurrrrra!!!!😁😁😁😁Oczywiście, że się cieszę.

W planach nie mam żadnych prac długoterminowych. Należy mi się odpoczynek.

MM szlifuje i maluje deck. Piękny kolorek dobrałam. Będę mogła siedzieć na decku i podziwiać😁.

Gryzonie…

Nie mam jak już się zabezpieczyć. W piątek rano przyjechała ekipa, opryskała moje pole. Więc zrozumiałe, nie wylałam żadnej chemii na siebie. Zanim rozpadało się układałam ścieżkę, zbliżam się ku końcowi. A że mieszkam wśród 40 drzew (czy one tak szybko rosną, czy źle liczyłam wcześniej, czy też doliczając się do 30tki przerwałam liczenie) to mam wszystkie owady, mniejsze i większe. Pracowałam w miejscu gdzie były i są siedliska małych czarnych mrówek. Przed pracą popryskałam odpowiednim preparatem miejsce mojej pracy.

Byłam pewna, że jestem bezpieczna. Tak, byłam pewna ale ta pewność sprowadziła mnie na ziemię. COŚ mnie ugryzło w nogę a dokładnie obok kości piszczelowej. W piątek spuchło …itd nie chcę już opisywać wszystkiego dokładnie ale… dziś niedzielka a noga w miejscu ugryzienia i wokół boli.

Bez lekarza to się nie obejdzie.

Uczucie swędzenia i bólu nie opuszcza mnie od piątku. Jednym słowem jestem podkurzona.

MM zamówił Ubera, trasa dom lotnisko. Nic nie zapowiadało żadnej tragedii.

Fajna uśmiechnięta kobietka. Żeby uroda równała się jej zdolnościom wycofywania samochodu to … ale niestety NIE,.

Track dostawczy, wogóle trudny do obsługi na takim górzystm i jak serpentyna podjeździe. Zmiotła mi dużą donicę z powierzchni zuemi, zmiażdżył, wbiła w ziemię i 2 lampy. Donica jak i lampy nie stały na jej drodze a jednak, jak patrzyłam na to co ona wyprawia – to stały. Dobrze że mi krzewów azalii z korzeniami z gruntu nie wyrwała które rosną około 2 m od wjazdu.

Takiej wściekłości u siebie jeszcze nie widziałam. Wkrzyczałam w swojej złości:

do męża, że żadnego napiwku ma nie dawać

do kierowcy (baba za kierownicą to nieszczęście gotowe) że … jestem wściekła i ma mi zapłacić za zniszczenia 70$.

Była zdziwiona że życzę sobie tak wiele.

Pojechali. MMowi wysłałam

…bezpiecznego dotarcia do lotniska….

Ustalenia z MM.

Pani kierowca Ubera ma zniszczenia odkupić i przywieźć.

W przeciwnym razie zajmie się tym kompania Uber.

Ale … jeśli ktoś myśli, że po tym ataku wściekłości noga przestała boleć, to się myli.

Może jutro będzie lepiej. Chociaż jutro jadę z nogą do lekarza i myślę, że nie będę w rękach jej niosła.

Jutro też mam wizytę u weterynarza, wyjęcie drenów u Amber.

W pracy muszę być 6:30am to około 1-2pm powinnam być wolna.

Jak ja to wszystko jutro ogarnę?