“Szorowanko”

Kurze przemieszczam z jednego miejsca na drugie. Zmieniam pościel i pokrycia w gościnnej. Odkurzacz wyje. Zakupy pakuję do lodówki.

Biegam, skaczę, podskakuję.

Czas nagli!!!

Za chwilę, no nie tak za chwilę ale za 2,5 h MM zjawi się w progu ze swoją starszą.

Nie trzeba, nie musisz, to moja córka – słyszałam.

Ja to wszystko wiem… tylko musi być wszystko zapięte na ostatni guzik. Jutro ma być ugotowany barszcz czerwony. Ona lubi.

Jeśli moja córcia przyjeżdża, gotuję smakowitości i daję wałówę. W przypadku SCMM wałówy nie będzie. Smakowitości jak najbardziej. Rogaliki z serem i marmoladą śliwkową. Kupiłam dziś w Farmers Market, marmoladę śliwkową Babuni. Pierwszy raz takie coś zobaczyłam. Jeśli dobra to w przyszłym tygodniu tam wrócę i kupię … wszystkie słoiki zabiorę ile będzie tyle zabiorę😁

Skończyłam!!! Wszystkie łazienki są na tim top. Wszystkie sypialnie również. Kuchnia też.

No niech mi ktoś powie, że nie jestem przygotowana na przyjęcie gościa!!! Wyjmę swoje pif paf😁.

Jestem gotowa na prysznic!!! MM wciąż czeka na lotnisku na córkę, więc mam ponad 1h. Można zedrzeć skórę w tym czasie.😩

Doczekałam się!

Przywitanie było bardzo miłe i przyjemne.

Samo…chód

Zaczęło się wczoraj. Ot tak sobie prowadzę samochodzik. Po zjechaniu z jednej na drugą autostradę, samochodzik zadźwięczał, zapalił się znaczek na tablicy rozdzielczej. Żebym widziała go wcześniej…ale nie widziałam. Pierwszy raz ten znaczek się zaświecił. Zwolniłam aby dokładniej się przyjrzeć. Coś mi mówiło, że to podobne jest do silnika. Do pracy dojachałam szczęśliwie i zanim wysiadłam z samochodu, wyjęłam ze schowka instrukcję samochodową.

Miałam rację. Silnik. Ależ ja jestem mondraaaa🤪

Byłabym mądrzejsza gdybym znalazła problem, a jeszcze mądrzejsza i sprytniejsza żebym ten problem sama rozwiązała.

Po pracy zajechałam do Firestona. Odczepili klucz od samochodzika z pliku innych kluczy. Patrzyłam co ten fachman robi, rękoma kręcił kluczyk i kręcił. Wziął w swoją dłoń, poszed na firmowyk parking, gdzie stał zaparkowany samochodzik. Zrobiło mi się przykro, smutno i łzawo kiedy spojrzałam na plik kluczy, wśród których nie było już kluczyka samochodowego. Po formalnościach w serwisie samochodowym wyszłam na zewnątrz i poczułam się, bardzo samotna. Czegoś mi brakowało. Niezrozumiała sytuacja dla mnie. Nie zdarzyła się jeszcze taka sytuacja abym zostawiała samochodzik na całą noc. Strach mnie obleciał i normalnie się rozryczałam. Zdenerwowana nie potrafiłam nawet zadzwonić po taksówkę. Postanowiłam, że wrócę do domu pieszo. Około 10km w zależności jaką trasę bym wybrała. Więc idę płaczę, łzy ocieram. Czuję się bardzo nieszczęśliwa. MM wyśledził mnie aapce. Skąd u niego tyle cierpliwości do mnie, nie wiem. Tłumaczy mi, gorąco, daleko, buciki niewygodne, a ja …. marudna, nieszczęśliwa i płacząca. Ostatecznie zamówił mi z Bostonu taksówkę. Żeby nie ten upał. Ale gdy tak szłam to w głowę świeciło i łzy suszyło. Wtedy Tatuś mi się przypomniał. Wyszedł mój Tatuś na pocztę, zapomniał czapki, zignorował wiadomości i ostrzeżenia o upale i niewychodzeniu osób starszych na zewnątrz. To był pierwszy udar.

Zawróciłam do restauracji którą minęłam, skryłam się w korytarzu. Poczułam przyjemnu chłodzik. Już nie płakałam.

Kierowca taksówki spytał jak się czuję.

– bez samochodu jak bez rąk.

Wchodziłam do domku przez garaż, a garaż pusty. Niemiły widok.

Stres targał mną do chwili położenia się do łóżka.

Dzisiejszy poranek. Miałam dziś wolne od pracy zawodowej i chciałam dzień wykorzystać na dokończenie ścieżki. Niestety nie dokończyłam. Zapomniałam, że mam 2 zepsute piły do cięcia kamieni. Ależ się wkurzyłam! Dosłownie walnęłam jedną piłą o posadzkę w garażu. Nie nie rozpadła się na drobny mak ale i nie pozbierałam części. Nosiło mnie bardzo. Kiedy dostałam wiadomość, że samochodzik gotowy, nie czekając i nie marnując czasu pojechałam po odbiór samochodu.

Pogłaskałam mój samochodzik, uśmiechnęłam się do niego i wyruszyłam na zakupu.

Oj oj kasy to ja wydałam. Ale to z radości!

Ze smutku to ja nie potrafię chumoru poprawiać zakupami.

Reszta dnia wspaniała, szczęśliwa i radosna.

Samochodzik stoi w garażu i ta świadomość, że jest tutaj i że mogę go użyć w każdej chwili, robi mnie szczęśliwą.

Wspomnienia smaku i zachowań

 

Kilka ostatnich dni czułam się jakby ktoś powietrze ze mnie wypuścił lub spuścił, walec po mnie przejechał, stado koni mnie stratowało, przepuścił mnie przez magiel, krokodyl mnie przeżuł i wypluł. Tak się czułam i nic z tym nie mogłam poradzić. W południe nakładałam pidżamę i do łóżeczka wskakiwałam. MM w tym tygodniu pracował w domu, dziwił się i nie koniecznie. Podejrzewał przemęczenie.

A ja?

Może i przemęczenie ale, przez 3 noce budzić się około 2am to już było ponad moje siły. Przewracam się, walałam się w łóżku, oczy zamykałam i otwierałam, liczenie baranów i wspominanie upojnuch nocy, nic nie pomogło. Może właśnie wspominanie upojnych nocy nie pozwalało mi zasnąć do 5am.🤪 Kto wie? Bo zdarza mi się tak powspominać z kim i kiedy i jak…hahahahaha. Nie mówcie, że święci jesteście. Wśród żywych – świętych brak. Tylko są tacy co nie mogą lub nie mają z kim. Moja córcia nie raz prosiła…mamuś no spisz swoje wspomnienia, fajnie będzie poczytać… Chętnie bym i spisała ale…nie wszytko można powiedzieć, spisać, przekazać. Niech część zostanie tajemnicą. O nie, nie byłam rozwiązłą panną. Ale, miałam koleżankę co lubiła sex ponad dobre imię. Nie przeszkadzło mi to, zupełnie nie przeszkadzało. Tym bardziej jej to nie przeszkadzało. Gdzie ona to i owo robiła? Na klatce schodowej, w krzakach, pod drzewem, gdzie się dało i nie dało. Ale koleżanką była na prawdę super, do momentu aż…chciała złapać bogatego na dziecko. I tak została z tym dzieckiem sama, samiuteńka. Wróciła do domu z miejscowości uzdrowiskowej. Bogatego rodzice zabrali z sanatorium. W międyczasie upiekłam chlebek turecki oj oj paluszki lizać. Obiecałam MM, więc obiecane – dokonane. Całe ale to całe swoje życie odkąd pamiętam, obiecanego dotrzymywałam. Więc zrozumiałe byłam bardzo ostrożna w obiecankach. Obiecane – podane! MM zajada się chlebkiem w tej chwili. Pyszności, na prawdę pyszności! Z koleżanką drogi nam się rozeszły. Wyjechałam do Lublina zdawać na prawo a ona, kołysała swoją córkę. Z tego prawa wyszło mi lewo, bo nawet nie poszłam na egaminy wstępne na studia. Ale w akademiku mieszkałam w trakcie egzaminów. Poznałam Gienia i Miecia. Jeden jak i drugi mieli na mnie wielką chęć. Miecio to nawet zaprosił mnie do mieszkania w bloku i rozłożył wersalkę. Z tą rozłożoną wersalką zostawiłam go, zatrzasując za sobą drzwi. Gienio też miał nadzieję, zostaliśmy przyjaciółmi na dość długi okres. Ludzie szykowali się do rozpoczęcia roku akademickiego a ja pakowałam torby i walizy do powrotu do domu, jako marnotrawna córka. Rodziece przyjechali samochodem i zabrali mnie do domu. Pamiętam pierwszy poranek po przebudzeniu. Uczesałam się – zrobiłam sobie kucyki po obu stronach głowy i nic z tego nie robiłam, że cały rok akademicki przebąblowałam. Kiedy chciałam zdawać w czas i porę na uniwerek to, egzaminy zdałam, tylko zabrakło punktów za pochodzenie, miałam ogromny żal do rodziców, że nie są rolnikami zbierającymi płody rolne, robotnikami w hucie szkła, mebli lub w kamieniołomach. Świat, młody świat mi się zawalił. Idąc ulicą rzewnie płakałam, doszłam do domu, zmknęłam się w pokoju i nikomu nie pozwoliłam wchodzić. A przecież zabrakło mi tylko 2 punktów! I wtedy rozpoczęłam przygotowywanie się do egzaminów na studia w Lublinie na kierunek – prawo. I co z tego, że byłam przygotowana i byłam pewna, że egzaminy zdam. Po prostu, nie przystąpiłam do egzaminów, za to miałam prawdziwą zabawę.

Trzeci kawałek tureckiego chlebka pożeram. Normalna pychotka.

Wracając do mojej sex koleżanki. Kiedyś pojechałyśmy razem na Mazury a dokładnie Augustowa. Pole namiotowe, robiłyśmy namiot. Moja koleżanka nie wiem jakim sposobem ale przywołała już nie jednego chętnego na swe wdzięki. Tak jak ja przywołuję komary i inne owady, gady i wszystko co się rusza, oprócz facetów. Jeszcze nie zmrok a namiot na przeciw rusza się jakby huragan tam zawitał. I takim sposobem do mnie samotnej w namiocie zwitał, belg, francuz lub coś takiego gadającego po francusku. A że w tamtym okresie rozumiałam coś niecoś, co się do mnie mówi. Ale ten jegomość, nie powiem ale przystojny, młody i wyglądający na Apollo pokazuje mi prezerwatywę. Jeju jak ja się wściekłam, myślałam że go zmiotę z tej pięknej ziemi.

No nie dlatego, że gumkę pokazał, że śmiał myśleć, że zrobi ze mną barabara jak moja koleżanka w namiocie z naprzeciwka.

Nie jesteśmy żadnym odzwierciedleniem naszych znajomych!

Młodzieniec zachował się przyzwoicie i się ulotnił. Z rana zjedliśmy śniadanko przy wspólnym stoliku w jakieś knajpie i tyle go widziałam.

No i moja koleżanka tak wychowała swoją córcie i od tamtego “incydentu” nie koniecznie odechciało się jej ”amorów” . A że była pielęgniarką łapała ‘każdego chętnego doktorka. …To nie zobowiązujące…mówiła.

Żyłam już swoim i innym życiem niż moje koleżanki.

Moją sex koleżankę, spotkałam wiele lat później,  w szpitalu w którym leżał mój Tatuś. To była osoba całkowicie bezduszna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć, po prostu głaz.

Czy pamiętacie chlebek turecki? W moim mieście można było kupić w Delikatesach.

Zanim dochodziłam do bramki ogrodzenia pochłaniałam ostatnią kruszynkę.

Dziś z MM zjedliśmy jeden chlebek,  a piekłam jak nigdy przedtem,  w foremce.

 

 

Taki sam smak,  a może i inny bo dodałam kilka kropli olejku toffi.

 

 

 

Codzienne gadanie

Po przebudzeniu przeciągnęłam się jak kocica. Wolniutko, słuchając każdej kosteczki, czy aby nic nie gruchnie w tym moim spracowanym ciałku.

Dziś zrobiłam przerwę od cementu.

Wczoraj córcia jak i MM spytali…jak długo robię ścieżkę….

I to było pytanie za milion.

Przed Arubą czy po, rozpoczęłam? A może jesienią ubiegłego roku?

Zdawało mi się, że nad ścieżką klęczę, kucam i się pochylam od jesieni ubiegłego roku i wydawało się, że robię całą wieczność!

Sięgnęłam do notatek i ….. wielkie zdziwienie. Po ciśnieniowym myciu podjazdów, padio, decku i starej ścieżki, prace z cementem rozpoczęłam po 10 maja. Wyłączając lipiec ( stres związany z pogrzebem), nad ścieżką pracowałam tylko 3 miesiące.

Do ukończenia zostało mi jedynie 2,5-3m.

Poranek wspaniały ale robi się gorąco i nie tak praca fizyczna wykańcza jak gorąco lejące się z nieba.

Dokończę w piątek po pracy lub sobotę.

Czym bliżej końca tym bardziej zmęczona jestem i fizycznie i psychicznie.

Amber jedzie dziś na zdjęcie szwów. Jeszcze dywan w jadalni kuchennej musi być zabezpieczony specjalnym materiałam jaki używany jest do zabezpieczeń podłóg przed malowaniem sufitów i ścian.

Nie ciekawy to widok ale…dywan jest pluszowy i gruby, ciężko jest taszczyć go do prania.

A więc, dziś “odpoczywam”🤪

MM pomóg mi poprzenośić wielkie donice z tarasu. Malowanie tarasu wciąż trwa.

Po obejściu moich “hektarów” koło południa skryłam się w domku i teraz będę nic nie robić.

Nareszcie.

Prace budowlane

W świąteczny poniedziałek, pracuję i mogę powiedzieć, że dokańczam moją ścieżkę.

W tym tygodniu pogoda będzie wspaniała, więc jest nadzieja na całkowite ukończenie prac budowlanych.

Jestem już na ostatniej prostej!!!! Hurrrrra!!!!😁😁😁😁Oczywiście, że się cieszę.

W planach nie mam żadnych prac długoterminowych. Należy mi się odpoczynek.

MM szlifuje i maluje deck. Piękny kolorek dobrałam. Będę mogła siedzieć na decku i podziwiać😁.

Gryzonie…

Nie mam jak już się zabezpieczyć. W piątek rano przyjechała ekipa, opryskała moje pole. Więc zrozumiałe, nie wylałam żadnej chemii na siebie. Zanim rozpadało się układałam ścieżkę, zbliżam się ku końcowi. A że mieszkam wśród 40 drzew (czy one tak szybko rosną, czy źle liczyłam wcześniej, czy też doliczając się do 30tki przerwałam liczenie) to mam wszystkie owady, mniejsze i większe. Pracowałam w miejscu gdzie były i są siedliska małych czarnych mrówek. Przed pracą popryskałam odpowiednim preparatem miejsce mojej pracy.

Byłam pewna, że jestem bezpieczna. Tak, byłam pewna ale ta pewność sprowadziła mnie na ziemię. COŚ mnie ugryzło w nogę a dokładnie obok kości piszczelowej. W piątek spuchło …itd nie chcę już opisywać wszystkiego dokładnie ale… dziś niedzielka a noga w miejscu ugryzienia i wokół boli.

Bez lekarza to się nie obejdzie.

Uczucie swędzenia i bólu nie opuszcza mnie od piątku. Jednym słowem jestem podkurzona.

MM zamówił Ubera, trasa dom lotnisko. Nic nie zapowiadało żadnej tragedii.

Fajna uśmiechnięta kobietka. Żeby uroda równała się jej zdolnościom wycofywania samochodu to … ale niestety NIE,.

Track dostawczy, wogóle trudny do obsługi na takim górzystm i jak serpentyna podjeździe. Zmiotła mi dużą donicę z powierzchni zuemi, zmiażdżył, wbiła w ziemię i 2 lampy. Donica jak i lampy nie stały na jej drodze a jednak, jak patrzyłam na to co ona wyprawia – to stały. Dobrze że mi krzewów azalii z korzeniami z gruntu nie wyrwała które rosną około 2 m od wjazdu.

Takiej wściekłości u siebie jeszcze nie widziałam. Wkrzyczałam w swojej złości:

do męża, że żadnego napiwku ma nie dawać

do kierowcy (baba za kierownicą to nieszczęście gotowe) że … jestem wściekła i ma mi zapłacić za zniszczenia 70$.

Była zdziwiona że życzę sobie tak wiele.

Pojechali. MMowi wysłałam

…bezpiecznego dotarcia do lotniska….

Ustalenia z MM.

Pani kierowca Ubera ma zniszczenia odkupić i przywieźć.

W przeciwnym razie zajmie się tym kompania Uber.

Ale … jeśli ktoś myśli, że po tym ataku wściekłości noga przestała boleć, to się myli.

Może jutro będzie lepiej. Chociaż jutro jadę z nogą do lekarza i myślę, że nie będę w rękach jej niosła.

Jutro też mam wizytę u weterynarza, wyjęcie drenów u Amber.

W pracy muszę być 6:30am to około 1-2pm powinnam być wolna.

Jak ja to wszystko jutro ogarnę?

Amber

Kołnierz okazał się o wiele wiele za duży.

MM jeszcze się wściekł (co do niego nie podobne) kiedy recepcionistka zażądała zapłaty.

Też nie rozumiem, mały kołnierz, MM oddał, a więc można powiedzieć nastąpiła zamiana.

Ostatecznie otrzymał bez płacenia, tylko w ten kołnierz to 3 głowy mojego pieska mogą się zmieścić.

Kiedy założyłam kołnierz, głowa Amber opadła w dół.

Zdjęłam kołnierz, bo jak ma pies głowę utrzymać na odpowiednim poziomie, po pierwsze – ciężar ( nie jest ciężki dla mnie), po drugie – Amber jest na środkach znieczulających…narko…


A jeśli się uzależni i będzie chciała więcej i aby na nas wymóc, będzie nas podgryzać. 🤪🤪🤪🤪

To był żart oczywiście.


Nie ma to jak dobre pomysły. Nie pożałowałam bluzeczki, założyłam.

Mój piesek pod wpływem narko… wszystko ignoruje, jak widać. Ale reprezentuje się pięknie jak na damę przystało.


Wypiła chyba 😁 wiadro wody i teraz usnęła.

Nie, nie usnęła. Czyżby była na haju?😁😁😁😁

Cierpiąca….

Z planami jest tak, że mogą przewrócić wszystko do góry nogami. Dlatego też, nie lubię planować, tylko nie jest możliwym wybrać się w podróż bez planów. Zmówić bilet lotniczy, autobusowy, pociągowy😀. W moim przypadku lotniczy. Rezarwacja hotelu i zakup biletów wstępu na różnorakie atrakcje, również z wyprzedzeniem.

Cieszyłam się na ten wyjazd, lubię łazić po ulicach NY z rana, dzień i nocy. Wypić poranna kawę na Times Square a nocną na Brooklyn.

Zaglądać przez szyby wystawowe do wnętrza sklepów, liczyć przejeżdżające żółte taxi i zadzierać wysokoooo głowę licząc piętra wieżowców. Zmęczona po trudach zwiedzania, paść na ławkę w parku i obserwować ludzi przechodzących, odpoczywających….

Tak miało być…☹️

MM dzwoni i kasuje wszelkie rezerwacje.

Będę przez weekend i przez omal następne dwa tygodnie pielęgniarką dla mojej psiny.

Brzuszek ma cały w poprzek rozciachany, wstawione deny i … cierpi. Co chwilkę ją głaszczę i pocieszam, co z tego ona rozumie to ja nie wiem, ale cierpimy obie.

Ona po swojemu a ja … po swojemu.

Nie żałuję, że NY poszedł w odstawkę, teraz potrzebna jestem Amber i mam przy niej trwać, pomagać, pocieszać i dawać dużo miłości. Amber teraz mnie bardzo potrzebuje.

A NY będzie tam i nikt jego nie zabierze.

Ukończenie ścieżki pójdzie migiem. Mam pomocnika!🙃

Nie mogłam jej samej w domku zostawić. Niech chociaż popatrzy jak pracuję.


Niedługo pracowałam, ciepły deszczyk mnie przepędził. Międzyczasie ugotowałam obiadzik (tylko drugie danie). Po obiedzie rozpogodziło się, więc i narzędzia ponownie wyniosłam. Zanim nalałam wody do wiaderka, deszcz dosłownie lunął.

Nie, nie uciekałam. Fajnie było postać na deszczu. Posłuchać jego szumu i powąchać deszczowego powietrza. Co za radość dla ciała i duszy!!!


Teraz siedzę z lampką czerwonego wina i słucham ciężkiego oddechu mego pieska, czasami zakwili, podniesie główkę, popatrzy mętnymi oczyma i ponownie zapada w sen.

Jutro będzie lepiej.

Hieny…

Dziś zawiozłam moją Amber do weterynarza. Ma być przeprowadzona operacja wycięcia czegoś tam, co narosło w pachwinie,  wielkości pięści. Piesek już mało chodził. Więcej spała i marudziła. Tylko….koszt jest nieziemski.

Zaczęłam się zastanawiać, bo to na mnie MM zrzucił decyzję. Zadecydowałam, robić operację, teraz jak ta głupia będę musiała poczekać ze swoim zabiegiem. No cóż, mam miękkie serce, za miękkie.

Tylko jak ja zejdę z tego świata to i tak operacja pieska zda się na nic. Jak ja zachoruję to piesek mi szklanki wody nie poda.. i tak można dodawać gdyby, co by, jak by….

Zabieg zrobie po powrocie z Polski. Nic mi się nie stanie. Żyłam z tym kilka lat i pożyję jeszcze roczek.  Oczywiście jadę do Polski, tylko nie wiem kiedy.

Hieny rozszarpały po exie co się dało,  a czego się nie dało, to zostawiły. Włos na głowie się jeży, bo jeszcze hieny udają, że to nie one. No cóż, pojadę pozbieram, pozamiatam i wywalę.

Dziś po dłuższej przerwie rozpoczęłam dalsze prace nad ścieżką. Więc,  betonuję kamienne płyty a między nimi wsypuję lub upycham kamyczki.

Od poniedziałku córcia pracuje na innym stanowisku – dostała awans. Zadowolona i szczęśliwa moja córcia.

U syna rozpoczął się już rok akademicki. Jeszcze trochę i będziemy celebrować ukończenie uniwersytetu.

 

 

 

 

 

Przepis na chlebek

Mąka                   6 szklanek (szklanka 250g) pszenna lub chlebowa

Cukier                 1 łyżka stołowa

Sól                       2 1/2 łyżeczki

Drożdże suche   1 1/2 łyżka stołowa

Woda letnia         3 szklanki (szklanka 250ml)

Do wody wsypać: cukier sól i drożdze rozmieszać następnie wlać do przesianej mąki. Ciasto wymieszać łyżką tylko do połączenia składników. Ciasto ma być rzadkie.

Przykrywamy miskę szczelnie aby ciasto w trakcie rośnięcia nie wypłynęło. Zostawiamy opatulowne w kocyki  na 3 – 24 godziny lub dłużej.

Gdy nabraliśmy już chęci na pieczenie: nagrzewamy piekarnik do 22℃ lub 430℉.

Blat na którym będziemy pracować opruszamy mocno mąką, opruszamy również ciasto w misce i wykładamy ciasto na opruszony blat. Nakładamy rekawiczni aby ciast nie kleiło się do rąk. Leciutko rozlanym ciastem zbieramy mąkę i (jeśli można powiedzieć) ugniatamy. Dzielimy na 3 równe czesci i wkładamy do 3 keksówek po urzednim wyścieleniu folią aluminiową. Nie zapomnając o lekkim nasmarowaniu masłem lub margaryną.

Ciasta w keksówkach powinno być troszeczkę więcej niż do ich połowy.

Wstawiamy do piekarnika. Podczas pieczenia klikakrotnie 3-5 razy spryskuje piekarnik wodą. Oczywiście że woda skropli również i ciasto, nie ma obawy to tylko wyjdzie na dobre bo chlebek będzie bardziej mokry.

Chlebek ładnie podrośnie i piekąc się popęka tworząc chrupiącą skórkę.

Jak długo piec? To zależy od piekarnika. Gdy skórka się zarumieni można keksówkę wyjąć i sprawdzić chlebek od dołu ( czynić to w rękawiczkach). Jeśli spód jest biały, włożyć chlebek spowrotem do keksówki i chlebki przestawić na niższą półkę. Jeśli trochę spód i góra jest zarumieniona to znaczy że chlebek jest gotowy.

Czasu pieczenia nie sprawdzam, lubię otwierać piekarnik i cieszyć się zapachem świeżego chlebka.

 

Praca z rzadkim ciastem nie należy do łatwych, w przypadku tego chleba nie wolno dodawać za dużo mąki. Jeśli mąka pozostanie na wierzchu lub w środku ciasta nie panikować, zostawić. To jest urok tego chlebka.

 

 

Wieczorne wypieki

Wczoraj nie odwiedziłam siłowni ale córcia mnie odwiedziła.

Właściwie ją poprosiłam, namówiłam😁 nie tak dokładnie było ale coś w tym było.

W poniedziałek nie chciało mi się jechać do sklepu, oj jak się nie chciało. Śniadanko było bez pieczywa ale po wczesnym południu miałam chęć na kanapeczkę. Otwieram pojemnik a tam, tam chlebek kupiony 3 dni wcześniej, z zielonymi kropeczkami.

Z jednej strony większa chęć na skonsumowanie kromeczki chlebaka, z drugiej ogromna niechęć wyjazdu do sklepu przy omalże 40 stopniowym żarze na zewnątrz.

Wszystkie za i przeciw przeanalizowałam i padło

….upiekę chlebek i nigdzie nie jadę!!!!…..

Oczywiście wyjazd do sklepu trwał by niespełna 30 minut, pieczenie chlebka ….nie co … a może i dłużej niż te 30 minut😁🙃.

Pieczenie chlebka rozpczęłam po godzinie 7pm. Późno. Pierwszą piętkę bocheneczka schrupałam popijając mleczkiem.

Upiekłam 3 małe bochenki i na ten chlebek właśnie kusiłam córcie.

Przyjechała późno. Nie posiedziała długo bo na drugi dzień do pracy i wczesne wstawanie. Zapakowałam jej wałówkę. Z zadowoloną i szczęśliwą córcią się pożegnałam👋🏻.

Nie zawsze wszystko musimy mieć od razu i teraz, wystarczy cierpliwie poczekać a czekanie zostanie wynagrodzone.

Człowiek człowiekowi nie zawsze jest wilkiem

Pogrzeb ex był ładny. Tylko zawsze jest ale…. Koledzy exa mają mi za złe, że nie poinformowałam ich na czas.

Mam w takim razie pytanie….gdzie oni byli przez ostatni miesiąc….

Nie znam exa kolegów, to są nowi ludzie. Prawdę mówiąc nikogo nie musiałam informować o jego śmierci.

Tych których poznałam przez telefon w związku z jego śmiercią, to sępy. Dalsza exa rodzina to drapieżniki.

Najbliższą rodziną są moje/nasze.

Ale i do niczego zlatują się, już konta bankowe są zerowe. Kto miał dostęp i karty bankomatowe, wyczyścił konta do zera.

Nie liczyłam i nie liczę na majątek exa.

Niech mu ziemia lekką będzie.


Przez te problemy, nie miałam czasu cieszyć się z maratonu 10k.

Ukończyłam i nawet z niezłym wynikiem. Miałam wiele radości z uczestniczenia. Minęło.


Minęły moje i mego męża urodziny.


Powolutku wracam do normalnego życia, chociaż problemy mnie nie opuszczają (związane ze śmiercią exa).


Dzieciaczki zakończyły semestr letni. Szykują się do jesiennego.


A ja, ja biegam na siłownie i rzeźbię swoje ciałko.


Co dalej……kiedyś zasłużę na odpoczynek….

Nie wiem co dalej, no nie wiem. Pochować trzeba i zwłoki będą jechać z Irlandii pojutrze. Ile było z tym załatwiania i spędzonych godzin na liniach telefonicznych to ja tylko wiem.

Stress, ogromy stres towarzyszył i towarzyszy mi każdego dnia. Jestem zmęczona różnicą czasową. Pięć godzin z Irlandią a Polską 6 godzin. Wczesne wstawanie i późne kładzenie do łóżka nie jest moim przyjacielem.

23-24godzina to jest ok, ale 3 nad ranem to ciut przy późno. Tak jest od 9lipca.

Pogodziłam się ze śmiercią? Kto jest przyszykowany na śmierć swoją lub bliskiego, czy nie bliskiego? Kto w ogóle poczynia jakieś ku temu kroki? A szkoda, bo w moim przypadku testament, nawet na obcą osobe byłby ogromnym rozwiązaniem. Chociaż jakiś skrawek papieru ze spisaną wolą, rozporządzeniem ciałem po śmierci. Czy nie mógł chociaż tego uczynić? NIE!!!

NIC, dosłownie nic!!!

Więc…wyjmuję kasę z konta i opłacam transport ciała z Irlandii do Polski i pochówek w miejscu zamieszkania. Wyjmuję kasę i wynajmuję adwokatów. Uwierzcie nie łatwo znaleźć adwokata.

Nawet po śmierci mi dokucza, nawet po śmierci każe mi za siebie płacić. Nie mało zapłaciłam, wygnaniem, rozłąką i zdrowiem.

Uknuł najgorszą zemstę, nie wiem za co, na ostatnią swoją drogę.

Oczywiście, że pochowam, godnie pochowam.

Żal mi jest siebie i moich dzieci.

Mimo wszystko pochowam i pójdę na grób gdy będę w Polsce, bo jakże inaczej jeśli będzie leżeć w jednym grobie ze swoimi rodzicami a moimi teściami.

Nikt nie wie, jak mi jest ciężko i nie dlatego, że umarł.

Dlatego, że w ogóle umarł. Gdyby żył nawet wiecznie, nie miałabym tego bajzlu!!!!!

Wiele i o wiele więcej zostawił mi swoich problemów. Nie załatwionych spraw.

Ja to wszystko ogarnę. Tylko potrzebuję teraz odpoczynku.

Odpoczynku poproszę.

Gdzie sprzedaje się odpoczynek?????

Boże pomóż mi, proszę.

_________________

…. mamuś, już nam nic nie grozi…..

Tak to prawda moje dzieciaczki nic nam nie grozi fizycznie od NIEGO, ale od tego co pozostawił po sobie…..

Życie…..

Wiele dobrego i złego się wydażyło.

Życie….

Każdy ma swoje życie do przeżycia.

Zawsze mówiłam i wciąż mówię,

Życie Jest Improwizacją.

Nikt nie przewidzi zdarzeń jakie mają wydarzyć się w dniu jutrzejszym.

Jackowski przewiduje III wojnę światową w sierpniu ale, jeśli nie nastąpi, media przemilczą. Jeśli nastąpi to … również o nim zapomną, bo inne, bardziej sprzedawalne tematy ujrzą światło dzienne, i oby nie przerywane przez salwy armatnie.

Życie jest jak pajęcza sieć, powoli nas otacza, krępuje i pewnego dnia się rwie, nikt i nic sieci tej nie zdoła zreperować, połączyć nici. Zerwana jest, ostatecznie i na zawsze.

Jeśli coś z niej zostaje, to są tylko strzępy, wiszące ospale, zwisające i obślizgłe. Wspomnienia.

Nie powiem … kochajmy bo ludzie tak szybko odchodzą… w tym przypadku byłoby nie na miejscu.

Powiem… żyjmy tak aby pozostawić po sobie miłe wspomnienia.

O zmarłych nie mówi się źle … ależ ja nie mówię źle, z natury, pamiętam tylko co było dobre.

Jest mi przykro, smutno i mam pytanie… kto po tym zmarłym to wszystko posprząta?

Za kilka lub kilkanaście dni się wyjaśni.

Lilia

W ubiegłym roku miałam wszystkie białe. W tym roku mam jak na razie pierwszą i mam nadzieję nie ostatnią lilię RÓŻOWĄ.

Prawdziwe cudo!!!

Pierwszy raz w dniu dzisiejszym się uśmiechnęłam.

Miałam diabelnie trudny dzień.

Pewna informacja zbiła mnie nie tylko z nóg … 😢😢😢😢😢

Anomalia

Od miesiąca czekam na rozwinięcie się kwiata lilii. Kwitnienie lilii przypadało na początek czerwca, po 20-tym czerwca kwiat rozpoczynał proces więdnięcia i wysychania.

Ten rok nie sprzyja lilii. Pąki pojawiły się w maju. Wszystko wskazywało, że kwitnienie odbędzie się terminie lecz coś opóźnia ten proces.

Nie zauważyłam większych zmian pogody do lat minionych. Wiosna i jesień charakteryzuje się nasilonymi opadami deszczu, więc … nie powinien zaszkodzić lilii. Zimą śniegu, większego mrozu, marznącego deszczu nie było.

Meszkę, wczesną wiosną spryskałam. Ziemię nawoziłam ustałą wodą ze skorupkami jajek.

Pielęgnacja jak każdego roku.

Pąki lilii się nie otwierają.

Nie pomaga przewożenie donicy w bardziej oświetlone miejsca.

A może promienie słoneczne nie posiadają już odpowiedniego pierwiasta dla rozwoju roślin?

Bo czym taki stan tłumaczyć?

Pąki od miesiąca w stanie szczelnego zamknięcia.

Możliwym jest, że … wyschną przed pokazaniem swojego piękna.

Klucze nr 2

Dlaczego klucze są ważne?

Zawsze zostawiłam klucze od mojej nieruchomości młodszej siostrze lub mamusi. Teraz mamusię pomijam, przełoży i zapomnij. Chociaż ja mam dodatkowy komplet kluczy. Nigdy nie można niczego przewidzieć.

Wprawdzie woda, gaz, elektryka, internet odłączone ale nigdy nie wiadomo.

Teraz młodsza nie może znaleźć kluczy. W trakcie remontu, meble zmieniały miejsca a z nimi i zawartość szuflad.

Klucze są niezmiernie potrzebne. Młodsza będzie przechodzić procedurę jodowania i najlepiej jeśli kwarantannę 3-4 tyg. odbyła w odosobnieniu.

Więc, wyszłam z propozycją pomocy.

Na ten okres zamieszka w moim domu. W swoim domu siostra zostać nie może.

Teraz mam akcję, dzwonienia i wysyłania emailu do fachowców.

Do 3 lipca wszystko musi być uruchomione w moim domu. Gaz w piecu, woda ciepła i zimna w kranach, elektryka w żarówkach, internet w przewodach.

Szwagier musi wszystkiego dopilnować, w końcu swoją żonę w moim domu zostawi i ma się ulotnić.

Jak siostra jodowanie zniesie, nie wiadomo.

Co dalej z jej zdrowiem, również, wielki znak zapytania.🙁


Dom będzie już przygotowany na mój przyjazd. A kiedy pojadę? W tym roku na pewno, dokładnego terminu jeszcze nie ustaliłam.

Klucze

Pisałam już niejednokrotnie o swojej mamusi. Choroba jeszcze nie zadomowiła się w jej sercu i umyśle na stałe, są dni że nie krzyczy, nie wyzywa i wtedy jest moją mamusią.

Jak miło i przyjemnie jest z nią rozmawiać i widzieć na skype.

Potrzebowałam mamusi pomocy. Zostawiłam u niej swoje klucze. Położyłam obok kluczy starszej. Poprosiłam aby włączyła kamerkę na skype. Kilka minut instrukcji jak ma to zrobić. Ujrzałam swoją mamusię z uśmiechem na twarzy, bo się jej udało włączyć.

Żeby taki obraz trwał wiecznie. Wszystkie czynności o jakie prosiłam, wykonywała skrupulatnie, dokładnie i jest trudno uwierzyć, że jutro z tego obrazka i pięknych chwil może nic nie zostać a nastąpi “mgła” w jej umyśle.

Ostatecznie moje klucze odłożyła, starszej położyła do szafki na miejsce z którego wzięła.

Mamusia ma pięknie obcięte włosy, zakładała za ucho. Powiedziałam, że pięknie wygląda i ta fryzura jej pasuje. Nie było to żadne kłamstwo.

Uśmiechała się.

Jeju jak pięknie się uśmiechała.

Chciałam krzyknąć … mamusia bądż taka zawsze!!!!

Starałam się zapamiętać ten uśmiech, te wypowiedzi i chęć pomocy dla mnie w tak błahej sprawie, jak wyjęcie kluczy z szafki.

Może błahej dla mnie, mamusia była bardzo skoncentrowana, pokazując klucze w kamerce. Chciała z wielką dokładniścią uchwycić klucze abym mogła widzieć w malutkim oczku kamery ipada.

Cieszę się z tej chwili, cieszę się ogromnie.

Ta chwila na zawsze zostanie w mym sercu i pamięci.

Słoneczny czwartek

Po ponad tygodniowym i ostatniej nocy deszczu i ulewie, wyszło słońce. Słońce będzie świecić przez weekend lecz od poniedziałku, ponowne deszcze i ulewy. Upałów nie będzie 26C.

Dziś mam wolne od pracy zawodowej, więc szybciutko śniadanko i do roboty, budować ścieżkę. Muszę wykorzystać tych kilka dni bezdeszczowych.


Każdy ma inne hobby. Moje podzielone są na pory roku.

Zimą uwielbiam, normalnie pasjami uwielbiam oglądać christmasowe filmy. Mam takich kilka, że mogę, (często to nawet robię) oglądać każdego dnia. Co dzień ten sam film. Od kilku lat robię serwetę iglicą. Zimą wyciągam sprzęt i dłubię.

Wiosną lubię zabawę w ogrodnika, budowlańca, sprzątacza. Lubię też wiosenną kawę na decku, może to nie hobby ale tak to traktuję.

Latem? Moje hobby niknie i zdaję się na spontan. Co dzień przyniesie.

Jesień!! Och piękna jesień. Pasjami lubię jesienne liście ale ich nie kolekcionuję. Mam ich tak dużo, że bez sensu byłoby takie zbieractwo. Ponad 200 wielkich worów muszę zapełnić moimi liśćmi! Hobby? A dlaczego nie? Każdej jesieni to robię i z tak ogromnym zapałem, można by powiedzieć, że więcej niż hobby. 😁

Wiosna w pełnej krasie, raczej już lato o moje hobby jakim jest moja ścieżka nie ukończone.

Dziś zrobiłam 1m może 2 ścieżki i …. cieszyłam się jak dzieciak. Bo jakże się nie cieszyć?

Pogoda dopisała, zdrowie też, humorek wyśmienity i ja taka radosna przy mojej pracy/hobby.

Na jutro zapowiadają wspaniałą pogodę, więc takie prognozy jeszcze bardziej mnie cieszą.

Martwi mnie jedno. 4 lipca biegnę w maratonie 10k a nie jestem, całkiem, ani troszkę przygotowana. Chociaż … dziewczyna z pracy też biegnie ale … powiedziała że biec nie będzie, przejdzie tą trasę. To może i ja tym razem przejdę?

Zobaczymy.

Nie ważne z jakim czasem ukończę, ważne aby nie rezygnować.

I tego będę się trzymać.

Prześwietlenia kontrolne

Przed pracą zajechałam na kontrolne prześwietlenia. Nie miałam czasu na śniadanko, kawcie. Po drodze też nie zatrzymywałam się aby kawcie kupić, przy szpitalu była stacja benzynowa ale już brakowało mi czasu.

Myślę, że zdążę w drodze powrotnej zajechać do domku i wtedy do pracy pojadę.

Zależeć będzie od natężenia ruchu na autostradzie.

Nie ma problemu, gdzieś kawcie kupie.

Przeprowadzone badania przeszłam prawidłowo wszystko w normie, teraz prześwietlenia.

Następne mam wyznaczone na sierpień.

Mam nadzieję, że dzisiejsze prześwietlenia nie wykażą żadnych nieprawidłowości.


Zajechałam do domku jednak. Zmieniłam obuwie. Zjadłam kanapeczkę popijając kawą i pojechałam do pracy. W pracy zameldowałam się kilka minut przed 10am.

Pterodaktyle w ataku😂🦟🦟🦟

Zarzuciłam szlafroczek na plecki, na nóżki leciutkie kapciuszki i zbiegłam jak młoda sarenka po schodach na parter. Podniosłam żaluzje w jednych, a w drugich oknach otworzyłam. Zanim włączyłam czajnik z wodą na kawcię, wyskoczyłam na taras, patrzę przez mokre liście w niebo.

Słoneczko bardzo niezdarnie, ślamazarnie podnosi się do góry. Takie mokre, obolałe i jeszcze śpiące. Chciało mi się do tego słońca krzyknąć …WSTAWAJ !!!!! DO ROBOTY SIĘ BIERZ!!!!☀️☀️☀️☀️

Ale … słoneczko jest mokre od tego tygodniowego deszczu, ulewy. Po co ma się brać do pracy? Jeśli do południa ma padać.

Tylko komary krążą jak prehistoryczne pterodaktyle szukające swojej ofiary.🦟🦟

A moje nożki bez osłony, szyjka jeszcze pachnąca snem i rączki gołe, a jak któryś zajrzy przez rozchylony szlafroczek i dziabnie mnie? Więc czym prędzej uciekłam do mieszkania, omal nie gubiąc kapciuszków. 😁😁😁😱

Prac polowych dziś i jutro nie będzie.

Nie ma obawy. Znajdę zajęcie.

☕️Popijając kawcię, spojrzałam na moje psiaczki. No i …jest zajęcie! 🐩🐩Psiaczki będę kąpać, prać psiaczkowe poduchy, dom odkurzać, 🍞upiekę chlebek turecki i jutro córci podrzucę ( oj nie podrzucę – jest na diecie). Chlebka piec nie będę. 🚘To samochód ciśnieniówką wymyję – nie, nie wymyję – komary.

Nie ma problemu. Coś wymyślę.

Miało padać o 11 am i PADA!!!! 🌧🌧nawet 6 minut wcześniej. Lać będzie do 7pm. Słońce skryło się za chmury i nastała ciemność. Tylko dinozaurów maszerujących, sapiących, ociekających potem i ziejących ogniem brakuje. Gdzieś w oddali słychać groźne grzmoty.⚡️

Oczywiście, jeśli nic w appce nie zmienią i się chmury nie rozejdą.

Dosłownie kilka minutek przed deszczem, kiedy to jeszcze chore od deszczu słońce świeciło, wyskoczyłam na “pole” w poszukiwaniu kropel deszczu. 🦟🦟🦟Komary nad głową krążyły. Dziwne, bo te komary są chyba również chore, nie uprzedzają swoim dźwiękiem, że się zbliżają i jak odrzutowce spadają, gryzą i nawet nie wiem, umierają czy żyją dalej.


📞Córcia zadzwoniła. Prosi o poradę. Analizuję w głos, ostatecznie mówię…dasz radę, składaj aplikację… pobiegła do głównego menagera. Powtórzył moje słowa.

Córcia będzie starać w swojej firmie o 2 szczeble wyżej. 😱

Może się uda, nic przecież nie traci.

Znów mamy nadzieję.

Program MBA rozpoczyna w tym tygodniu.


Pieski wykąpane pachnące i czyściuteńkie.

Czas na odkurzanie domku.

Przed sprzątankiem, położyłam się na chwilkę odpocząć. Tak się wydaje ale cały dzień na nogach. Ciągle coś nieplanowanego robię.

Udeptałam się – jak moja babcia mówiła.


Przez to udeptanie zasnąć nie mogłam.

Młodsza siostra

Lubię wyjeżdżać na niedzielne śniadanko, ale w deszcz wolałam zostać w domku. MM już od wczesnego poranka pracował przy swoich ekranach komuterowych. Zlazłam w pidżamce do kuchni i pomyślałam..co się ze mną dzieje na stare lata, nawert szlafroczka nie narzuciłam?

Oj niedobrze, niedobrze. …Poranek upłynął przy kawce, czytaniu nowości ze szpalt gazet, wymianie opinii na tematy, różne i ogólne.

Śniadanko skończyłam, wskoczyłam pod prysznic, włoski ułożyłam i już wyglądałam na osobę, która może się uśmiechnąć w lustrze do siebie.

Niedzielka nie była długa, MM w południe zaczął pakowanko bo dzisiejszego dnia wyjeżdżał wcześniej to oznaczało,  że i wcześniej zostanę samotną kobietą w deszczowy niedzielny dzień.  Nie byłam całkowicie samotna, dzwonek … młodsza zadzwoniła, przegadałyśmy ponad 2 godziny.

Bardzo się cieszę. Brała udział w zdjęciach do filmu. Zdjęcia mi szybciutko przesłała i mogłam podziwiać.

Ucharakteryzowana była na wieśniaczkę, ….wyglądała prześlicznie, cudownie, bosko.

 

Zdjęcia wykonane zostały na planie filmowym oraz mieszkaniu siostry. Nie pytałam o pozwolenia ujawnienia twarzy, więc zgodnie z brakiem upoważnienia, zamazałam.

Nigdy w życiu nie widziałam takich ubiorów. Możliwe, że kiedyś rodzice wozili mnie na wieś, ale nie pamietam.

Rozmawiałyśmy również o mamusi. Która ma starczą demencję. Mieszkam za granicą, na co dzień z mamusią mieszka moja młodsza siostra, której jestem bardzo wdzięczna za jej codzienny trud opieki nad mamusią, za rozumienie potrzeb starszej osoby, za wysłuchiwanie wszelkich obelg, za znieważanie i brak szacunku dla niej i jej męża. Choroby wieku starczego zabierają nam rodziców, mimo że są oni z nami, ale ich nie ma. Mogę powiedzieć, że rozumiem, ale czy na pewno rozumiem? Rozmowa przez skypa nawet każdego dnia nie jest równoznaczna z byciem obok. Można nacisnąć “rozłącz” i….po kłopocie. Mimo to, że jestem daleko, jest mi bardzo ciężko i przykro. Kiedy mamusia 4 tygodnie temu zaczęła się wyrażać i obsypywać obelgami, rozłączyłam się. Oczywiście, że przeżyłam bardzo. Moja mamusia nigdy w życiu się nie wyrażała, w moim rodzinnym domu, wyraz ..cholera.. był wyrazem obraźliwym, grybiańskim, chamskim.

Co dalej? Nie wiem. Wprawdzie mamusia nie ma Alzheimera, ale i demencja starcza to nie jest miód i czekolada. Przeczytałam niedawno artykuł/wywiad o Alzheimerze, pozwoił mi dużo zrozumieć. Polecam link…

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24810320,opiekunka-na-sile-wpychala-chorej-na-alzheimera-lyzke-z-jedzeniem.html  

 Niedzielka dobiega końca.

 

 

Ciąg dalszy deszczu⛈🌩⛈🌩⛈🌩⚡️⚡️⚡️⚡️⚡️⚡️

Tak jak zamówiłam, to mam. Deszcz a nawet ulewę z grzmotami. Poranek, ciemno na zewnątrz. Psa nie wygonisz.

W taki ciemny dzień zimą najlepiej spędzić przed kominkiem.

Jest +25C, w kominku nie rozpalę☹️.

Oświetlenie w domku włączone a okna pozamykane 100% wilgotności.


Późnym wieczorkiem przestało lać. Zapowiadają opady nad ranem i niedzielę.

No coż, zamówienie w 100%wykonane😱😱😱😱

Mój przyjaciel deszcz

Jedynie poniedziałek był dniem pracy na yardzie, powiedzmy popołudnie. Od wtorku deszczyk kropił, co nie pozwalało mi na wyjście na ścieżkę.

Cichutko myślałam,….aby deszczyk padał jeszcze dłużej i dłużej. Zregeneruję się, odpocznę, poleniuchuję.

Moje zamówienie na deszcz zostało zrealizowane. Każdego dnia padało. Dziś piąteczek i PADA!!!!

Pada moje zamówienie wielkimi kroplami i … z szumem.

O to mi chodziło. Chodziło mi właśnie o to!!!!O deszcz, deszczyk, deszczunio.

Nie wyjdę na yard, nie wyjdę do kwiatków, ale odpocznę.

MM nie jest zadowolony, planował dalsze cyklinowanie tarasu. No cóż, deszczyk sprzyja w ten weekend tylko dla mnie.

Będę się nudzić, marudzić, siedzieć, leżeć…

Zasłużyłam na dłuższy odpoczynek. Odpoczynek wprawdzie wymuszony, ale …cieszę się.

 

Ma padać aż do czwarteczku. No i super !!!!

Robota nie zając nie ucieknie. Tak kiedyś mówiono. Jestem z tych starej daty, więc nie zapomniałam o dziwnych dla młodzieniaszków powiedzonkach.

A co, kto mi zabroni używać durnowatych powiedzonek.

Czy sie stoi czy się leży stówa się należy. Nie wiem kto to mówił ale chyba ci co rowy kopali.

Przecież i ja zaczynałam kiedyś od malarza wiejskiej świetlicy, w której po jej wymalowaniu nie potańczyłam. Później byłam na zastępstwie kierownika brygady remontowej. Oj pamiętam jak wszystkich fachofców z pod ciemnej gwiazdy wyciągałam z knajpy z piwem. Nie mogli się doczekać kiedy kierownik wróci do pracy. Dosłownie stałam na fachofcami z pod ciemnej gwiazdy i sprawdzałam każdy centymetr wykopanego dołu, położonej w tym dole instalacji wodociągowej. Odetchnęli kiedy odeszłam, a odeszłam wtedy już do kuratorium. A tu spotkałam mego nauczyciela wf-u. To u niego i pod jego okiem skakałam najwyżej, najdalej i biegałam najszybciej. Skoki żabką nie były dla mnie żadnym ciężarem.

To był skok z pozycji kucznej,  i jak najdalej. Brałam udział w zawodach spotowych, należałam do klubu sportowego.

A teraz skaczę jak koza w rytm muzyki. Dajcie mi tylko partnera do tańca. No niestety MM jest… nieczuły, lekko mówiąc na rytmy muzyki. A przecież uczył się gry na flecie.

 

 

Podziwiam ruchy w tańcu, muzykę, delikatność, erotyzm, uniesienie, duchowość, rytm i cud kroków tanecznych.

 

Wszystkie video pochodzi ze wschodu. Nie mam żadnych uprzedzeń do wschodu, nie mam żadnych uprzedzeń do zachodu, nie mam żadnych uprzedzeń do północy i południa. Kocham wszystko co jest piękne i wesołe. Uwielbiam taniec, ten erotyczny również, bo dlaczego nie. Tylko trzeba znać granice. Jeśli je sobie postawimy, jesteśmy bezpieczni.

Każdą granicę można przesunąć, ktoś powie. To zależy od nas samych. Niektórzy nie mają granic i moim zdaniem źle kończą.

Źle dziś nie skończę,nie ma obawy, ale poskakać muszę bo od poniedziałku tylko walałam się w łóżku. Muszę spalić energię.

A deszcz pada i pada i tak będzie padać.

Nie ma to jak zatańczyć w rytm “spadających kropel deszczu”. A więc będę tego wieczoru skakać i tańczyć.

 

 

 

Gdy kobieta tańczy, tworzy sztukę, a zarazem staje się bardziej zmysłowa.

 

 

 

 

 

Dzień Dziecka🍼🍼😁😁😁

Z raniutka popracowałam troszkę, na i nad ścieżką. Umówiona byłam z dziećmi o godzinie 5pm w restauracji, więc czasu miałam dość na prace na yardzie i przygotowanie się do wyjścia.

Wyliczyłam, że nie będzie tak łatwo z ukończeniem. Ten tydzień mam pracowity, zawodowo.

Jedynie po pracy, kiedy słońce będzie bardzo wysoko, no i oczywiście bardzo gorąco.

Mam nadzieję, że wiatrak i ustawiony parasol spełni swoją rolę, ochłodzi i zatrzyma promienie słoneczne.

Jeszcze jedno, czy będzie mi się chciało wychodzić w ukrop panujący na zewnątrz?

 

 

 

 

 

 

Wypiękniłam się i spotkałam się z dziećmi. Bardzo milousio spędziliśmy czas. Moje dorosłe dzieci nie spodziewały się żadnych prezentów ale…ja jak zwykle, wręczyłam kopertki. Bo co można kupić dorosłym dzieciom? Kiedyś …jakiś samochodzik, skakanka, lalka, lego itp…. było miło widziane, później książka czy też gra komputerowa. Z wiekiem, zainteresowania oraz potrzeby się zmieniają. Każdy grosik się przyda, więc postanowiłam wręczyć kopertki. Kwota była w obu kopertach jednakowa.

Nie obyło się bez zdjęć.

Obok mnie stał syn a obok niego moja córcia.

Poprosiłam młodą osobę o pstryknięcie zdjęcia na pamiątkę.

Ot i cała JA.

„bombardowanie”

Mam zaplanowaną wizytę u lekarza. Należy się badać. Lepiej wcześniej wykryć chorobę, niż przez zaniedbanie skrócić sobie życie. Założyłam, zaplanowałam i chcę, dożyć 106 lat, w zdrowiu i ogólnie dobrej kondycji fizycznej, psychicznej i umysłowej.

Więc … trzeba działać!

W pierwszej kolejności przebadać ukryte narządy.

Dziś wizyta, a smsy dostaję już od środy. Smsy przypominające ,

wczoraj telefon.

Wprawdzie jestem przyzwyczajona do takiej opieki lekarskiej ale dziś o 8am to już przesada. Mogłam wprawdzie wysłać smsa STOP, ale… chcę sprawdzić czy na godzinę przed wizytą, maszyna wyśle mi smsa.

W planach mam też kontrolę uzębienia, ogólną kontrolę krwi itp.

Ok, czas wyskakiwać z łóżeczka i do lekarza jechać.


Więcej smsów nie otrzymałam. W recepcji wręczono mi mały komputerek, na ekranie miałam klikać odpowiadając na pytania. Po zaakceptowaniu lub odrzuceniu pytań, otrzymałam 3 kartki z następnymi pytaniami. Rozumiem, gdybym była nowym pacjentem, pytania jak najbardziej niezbędne. Jestem, powiedzmy stałym pacjentem i uważałam, że pytania są powielane. Oddałam kartki z uwagą….jestem zmęczona odpowiadaniem na pytania, doktor powinna posiadać moją zdrowotną historię na swoim komp…

Historia naszego życia jest niezmienna, więc w jakim celu te informacje?

Niby komputeryzacja jest zaawansowana, roboty, sztuczna inteligencja a w dalszym ciągu kartki i długopisy są w użyciu.


Skierowanie na badanie/prześwietlenie ostopenii i mmomogram, dostałam. Ostatnio było wszystko w normie. Ale trzeba się przebadać.

Ustaliłam już termin prześwietleń, za dwa tygodnie. Ogólna kontrola za miesiąc.


Po powrocie od lekarza wyszłam na moją ścieżkę. Maciutki kawałeczek ścieżki zrobiłam. Podążam małymi kroczkami do zakończenia. Nie jestem pewna czy do 4 lipca ukończę, chciałabym.

Ciężko pracować na kuckach lub kolanach. Pozycja kucki, bardziej mi odpowiada, klęcząca -nprzeszkadzają mi nogi wyciągnięte za mną.

W pozycji kucki (szukałam w internecie, bardziej opisową i ładniejszą nazwę , nie znalazłam) pracuję od 3h do 5h. Zależy od dnia, kolana bolą.

Na noc musiałam użyć kremu na moje kolanka.

Maszyna też nie będzie pracować, bez odowiedniej konserwacji.

Pokaleczona i pokonana☹️🤕🤕🤕🤕

Tam gdzie drzew nie rąbią to i wióry nie lecą. 

U mnie prawie, mówię prawie tak było i jest. Żyć bez pracy nie potrafię.

Czy to dobrze, czy źle, że bez pracy nie potrafię, to nie wiem. Dziś … mam wolne od wszelkiej pracy. Jeśli postanowiłam odpocząć to znaczy, że zamęczyłam swój organizm. Nareszcie znalazłam czas na siedzenie przed monitorem i klikanie, publikowanie zaległych postów, odsapnięcie od fizycznej pracy na yardzie. Nie zdarza mi się spać tak twardo, żeby nie słyszeć jak ktoś chodzi po sypialni i łazience. Nie słyszałam otwieranych drzwi. Nic się nie stało bo MM w domu, a chodził pracownik od sprejowania domu od wszelkiego robactwa. Z tym, że mnie co innego zmartwiło. Nie słyszałam, nie usłyszałam otwieranych drzwi. Po przebudzeniu nie zerwałam się jak zwykle, tylko leżałam w łóżku dość długo. Leżenie mnie niepokoi, a nie szwendanie się faceta. Nikt mnie nie podglądnie, śpię w podwójnej pidżamie i ciepłych skarpetach. Co to znaczy podwójnej? Najpierw nakładam lekką letnią pidżamkę (krótkie spodenki i koszulka do tego ciepłe skarpetki). Na to nakładam ciepłą pidżamę (dłubie spodenki i góra z długim rękawem). Bo…jeśli będzie za gorąco w nocy, to zdejmę ciepłą pidżamę i zostanę w letniej. Tylko, zdarza się to, czasami. Więc, nikt podejrzeć nic nie może, bo od stóp do szyji jestem opatulona. Na to idą dwie kołderki, pierwsza letnia i druga zimowa.

W domku nie jest zimno bo 23-24ºC, nie jest -20ºC.

No cóż, tak to ze mną jest.

 

Zacznę od palucha u prawej stopy. Nie jest z nim tak wspaniale jak powinno. Jest czarny, ale paznokieć nie schodzi i całe szczęście, nie boli. Jeszcze palca nie zagoiłam a zostałam napadnięta przez kota. Wydarzenie to miało miejsce 15 maja (trzy tygodnie temu). Kot mnie bardzo podrapał. Kolano i całą prawą rękę. Zadrapania były głębokie a najgorsze, że kot wsadził pazura w środkowy palec prawej ręki tak bardzo głęboko, że nie mogłam się uwolnić. Trzymając pazurem moją dłoń, drapał wszędzie gdzie popadnie. W pierwszym momencie nie potrafiłam ręki wyszarpać, bolało. Odciągałam dłoń od jego zębów, bałam się pogryzienia. Ostatecznie dłoń wyszarpałam. Krew z palca lała się strumieniem. Ból przeokropny. Zalałam wszystkie rany alkoholem medycznym a starałam się krew zatamować. Nie potrzebny był lekarz. Udało się, ale…palec boli do dnia dzisiejszego mimo że ranka zagojona. wiem, wiem nie podchodzi się do cudzego kota. Ten kot zna mnie od 7lat. Mimo to zaatakował. Moja córcia jest kocicą, uwielbia koty i je rozumie, ja niestety i stety do kotów podchodziłam zawsze z rezerwą. O tym że nie rozumiem kotów to już nie muszę wspominać. A więc córcia stwierdziła…dobrze, że nie pogryzł, źle że podrapał bo bez znaczenia czy kot hodowany jest w domu czy nie, pod paznokciami ma bakterie…jednym słowem dała mi wykład na temat kotów, ich zachowań, leczenia i zapobiegania takim niespodziankom. No cóż, omijam teraz  koty znajomych z daleka i na samą myśl przechodzenia tego zwierzęcie obok moich nóg, drętwieję.

Mam traumę, to nie jest żaden żart. Na temat kotów nie mam ochoty już więcej rozmawiać.

 

Minęło zaledwie 5 dni i wykręciłam nogę w kostce. Nie było zmiłuj się do pracy chodzić (jeździć musiałam). Kuśtykałam ale dawałam redę. Okłady z octu i nie tylko, pomogły. Kostka nie spuchła ale po 2 dniach noga zaczęła boleć. Nie wiedziałam od czego i dlaczego. Podejrzewałam, że od kręgosłupa i rozpoczęłam intensywne rozciąganie się. Niestety nie było poprawy. Zapomniałam, że kiedy skręciłam nogę w kostce, cała noga została nadwyrężona.

 

Miałam trzy dni spokoju do nieszczęśliwych zdarzeń i ……. w piątek 24 maja, zostałam pogryziona na swoim yardzie przez…nie komar i nie pająk. Trzy punkty ugryzienia. Bąble były podobne do ugryzienia komara ale…zaczęło lekko puchnąć i czerwienieć. Noc przespałam jako tako. A rano ręka spuchła, czerwona i oprócz swędzenia ból. Palec boli, ręka boli, paznokieć czarny, o kostce już praktycznie zapomniałam… do żadnej pracy się  nie nadawałam.

 

W sobotkę MM zawiózł mnie do lekarza. Dostałam antybiotyk.

Od poniedziałku biorę antybiotyk i pracuję na yardzie. Ręka nie bolała tak bardzo aby leżeć w łóżku. Dziś mnie złamało.

Co robię na moim yardzie?

Dwa lata temu zakończyłam prace nad ścieżką na yardzie.

 

Między płyty kamienne wysypałam kamyczki. W pierwszym roku było dobrze lecz w tym roku nie jest dobrze. Z uwagi na ilość drzew naszych i sąsiadów, mam masę liści jesienią, wiosną opady przekwitłych kwiatów. Pokruszone liście jesienią i oschłe kwiaty z drzew, wpadają miedzy duże płyty kamienne i trudno jest wybrać z wysypanych kamyczków. Podczas dmuchania suchych liści i kwiatów kamyczki się przemieszczają, chociaż dmuchanie mało pomaga. Wszelkie nieczystości podczas obfitych opadów deszczu, przemieszczają się w głąb. Moja ścieżka przestała wyglądać jak ścieżka, raczej ubity trakt.

 

 

 

W tym roku zdecydowałam się na wydłubanie wszystkich kamyczków ( a jest ich miliony), z pomiędzy płyt kamiennych. Płyt kamiennych nie wolno ruszać – się ułożyły.

 

I rozpoczęłam mój budowlany projekt. Nakadałam zaprawy cementowej pomiędzy duże płyty, a w cement wtykałam kamyczki, mniejsze i większe.

 

 

 

Międzyczasie zostałam pogryziona przez wyżej wymienione nieznane i niewidzialne owady.

 

Praca wre, ale dziś właśnie padłam.

 

Teraz wiem, nie ma niepokonanych.

 

 

 

 

Kocham spokój….🤫🤫🤫🤫🤫

Dziś popracowaliśmy z MM na decku. MM cyklinował, ja odkurzałam odkurzaczem budowlanym i głębiej w deski wbijałam gwoździe. Robiliśmy często przerwy bo słoneczko bardzo mocno dziś grzało.

Po południu chcieliśmy już spokojnie posiedzieć i zrelaksować na zewnątrz.

Niestety, nie udało się, sąsiad włączył muzykę i puścił przez wzmacniacze, do tego zrobili sobie karaoke.

Z MM uciekliśmy do mieszkania, nie dało się usiedzieć przy takich decybelach. Mimo że domy usytuowane są po skosie i oddalone od siebie sporo metrów ale i we wnątrz nie dało się usiedzieć. Wytrzymałam do 8:16pm i zadzwoniłam na policję. Zgłoszenie przyjęła policjantka. Opowiedziałam jaka sytuacja, a decybele słyszała przez telefon bo dzwoniłam ze swego decku.

Godzinę czekałam. Nic się nie działo a właściwie to działo się, we wnątrz mnie, decybele nerwy moje szarpały.

Rozumiem wszystko ale braku szacunku dla drugiego człowieka nie zrozumiem. Jestem osobą spokojną i cichą, staram się nie wadzić nikomu ale…jeśli ktoś nadepnie mi na odcisk to nie udaję, że nic się nie stało.

Godzina 10pm. Dzwonię po raz drugi na policję (numer alarmowy) i pytam już podenerwowana…..czy naprawdę nie ma sposobu na uciszenie moich sąsiadów? dzwonię po raz drugi, bo za pierwszym razem nikt nie przyjechał mimo że zgłoszenie zostało przyjęte i tego nie rozumiem, dlaczego nikt mi nie chce pomóc….

Po krótkiej rozmowie i rozłączeniu się w przeciągu 3 minut pod moim domem stały dwa policyjne samochody.

Muzyka wyła na całą dzielnicę a z mikrofonów dodatkowe wycie biesiadników. Jeden samochód policyjny odjechał w kierunku sąsiadów, z drugiego wysiadł policjant z którym rozmawiałam przy akompaniamencie decybeli.

Policjant również odjechał do sąsiadów. Następna ulica, działki nasze złączone są rogami. Nie znam ludzi i nie spieszno mi jest ich poznawać.

Kiedy weszłam do mieszkania MM był na tarasie.

Jeszcze kilka minut i nastąpiła upragniona cisza.

Kilka lat temu również dzwoniłam na policję kilkakrotnie, zgłaszałam wycie i szczekanie psów do 2am. Ci sąsiedzi wychodzą chyba z założenia … wolność w domku… ale to nie jest tak do końca. Możesz sobie mieć wolność na swojej własnej wyspie, wyj sobie do księżyca wraz ze swoimi psami. Kiedy mieszkasz wśród ludzi zachowuj się jak człowiek i miej na uwadze, że możesz krzywdzić innych swoim zachowaniem. Ale…..żeby to zrozumieć zamiast balona trzeba mieć głowę, myślącą głowę.

Każde county ma swój regulamin. Tego regulaminu mieszkańcy starają się przestrzegać ale zawsze znajdzie się jakiś odszczepieniec, któremu trzeba wskazać miejsce w szeregu.

Jestem w łóżeczku….cisza….wspaniała cisza….

Masaż

Wspaniale jest przebudzić się przed południem i nic robić nie trzeba. Nic na siłę. Pieski przed drzwiami do sypialni są słyszalne. Ziewają, przeciągają się, wąchają wsadzając noski w szczelinkę pomiędzy podłogę a drzwi.

Szukam jeszcze w lóżeczku wygodnego miejsca, jeszcze troszkę poleżeć i nic nie musieć.

Bo to dopiero jutro będzie …. szybko, prędzej…

Dziś jest… jak mi dobrze…😁

https://m.cda.pl/obrazek/show/przeciąganie_się


Z wczorajszych planów:

Zrobiłam masaż dla mojej trawki na front yardzie. Grabki wzięłam delikatne metalowe. Delikatnie bez gwałownych ruchów zagłębiałam się w cieniutkie listeczki trawy. Trawka leciutko rozsywała się na boki dając możliwość wejścia ząbkom grabi. Przesuwałam grabie po ziemi, spulchniając ją lekko, leciusieńko. Zbierałam również opadłe liście rodendrona oraz gałęzie.

Na ile masaż pomógł trawie nie wiem ale na moje plecy to na pewno (mam nadzieję) nie zaszkodził.

Przeciąganie się, wyciąganie, rozciąganie zawsze postawi nas na nogi.

Możemy przewitać nadchodzący nowy piękny dzień.

w poszukiwaniu lata

Ostatnio mam więcej dni wolnych od pracy zawodowe. Nie to, że ktoś mnie zwalnia lub sama się zwalniam, uciekam, rezygnuję. Jeszcze nie czas i nie pora. A jeśli przyjdzie ten czas i pora to chyba będę do domu wracać zalana łzami. Oczywiście, że nastąpi, na razie nie muszę o tym myśleć, bo to jeszcze kilka lat.

Wstałam późno i …postanowiłam ogarnąć garaż. Nagromadziło się w tym garażu  wszystkiego. Najwięcej narzędzi i sprzętu ogrodniczego oraz przedłużaczy. Przeważnie po skończeniu pracy na yardzie, wrzucam gdzie popadło moje narzędzia i zmęczona, ciągnę nogi za sobą udając się do domku. Obecnie, tak nie robię. Prace zakańczam wcześniej, niż mnie dopada zmęczenie i mam czas na odpoczynek i cieszenie się pięknem jakie mnie otacza.

Dziś wzięłam aparat i zaczęłam szukać oznaków lata. Wiosna była w tym roku krótka. Ulewne deszcze połamały i potopiły wiosenne kwiaty. Nie zdążyłam nacieszyć oczy. Nie siedziałam też na tarasie zbyt często. Dziś dzień był słoneczny i cieplutki. Po pracy w garażu, wyszłam z aparatem w poszukiwaniu lata. Wiosny nie było więc może lato już stoi na progu a ja zajęta pracamu “polowymi” i garażowymi, nie zauważę jak minie mi koło nosa.

Biegałam po “polu” i szukałam tego lata, co mi koło nosa ma przelecieć. Niewiele go znalazłam ale…sklep mi ogrodniczy jutro pomoże.

Muszę jakieś kwiaty zakupić. Kalie dopiero wschodzą, zanim kwiat się pokaże to i lato minie. A ja chcę już i teraz. Mało miałam wiosny, więc latem chcę się nacieszyć.

Nie lubie planować (już o tym pisałam) ale…wyjazd do Polski muszę zaplanować i bilet lotniczy kupić. Wpław nie popłynę, nawet gdybym umiała pływać. Za dużo plastiku w oceanie. Szkodliwy.

Wcześniej myślałam, że zostanę na Wszystkich Świętych ale…niestety, niemożliwe. Nie zostanę też na miesiąc czy dłużej, tylko zaledwie 3 tyg. Dobre i to. Jak pomyślę, że trzeba będzie napuszczać wodę do grzejników, uruchamiać piec a oprócz tego wszystkie rury poskręcać to ciarki przechodza po plecach. W dzień odjazdu, wodę spuszczać, rury przedmuchiwać, rozkręcać, to mi się i odechciewa tam jechać.

Któregoś roku myslałam…pojadę zakotwicze się w hotelu i nie będzie tych wszystkich problemów. Hotel to jest hotel, jesienią mogą jeszcze na full nie ogrzewać a ja lubię ciepełko, z katarem i czerwonym nosem nie będę ani podróżować ani pokazywać się MM i dzieciom.

Dlaczego myślę o wyjeździe późną jesienią? A nie chcę spotykać mojej starszej. Mam nadzieję, że wróci do NY na jesień. Nie chcę dyskusji na temat komu zrobiłam darowiznę, a dlaczego nie jej? No bo po co jej jakieś majątki? Zrobiłam darowiznę na rzecz młodszej. Nie potrzebuję majątków ( po Tatusiu). Mieszkam tu gdzie mieszkam i wystarczy mi w zupełności mój dom a nie jeszcze coś dodatkowego. Zechce młodsza sprzedać niech sprzedaje już od prawie roku to jej i tylko jej. Nie mam nic do tego co zrobi z majątkiem, który odemnie otrzymała w darowiźnie. To nie jest już moje. Moje dzieci nie były przeciw, bo to był wyłącznie mój majątek. Och …jaki to majątek, jakiś udział w działce i domu w miejscowości letniskowej. Bez przesady… to nie są żadne miliony. A nawet gdyby były, to co ugryzę te mury? Nie mam tak długich zębów aby sięgnąć przez ocean. 🙂

Więc, jadę, OK planuję jechać w październiku a jeśli biletu nie będzie to …nie mam terminu. Muszę jechać nawet z 3-4 przesiadkami. 3-4 przesiadki to będzie 36 godzin podróży. Czy dam radę? Nie wiem.

Kilka lat temu leciałam z MSJ z 2 przesiadkami 34 godziny w podróży. Powiedziałam wtedy sobie, że nigdy takiego czegoś drugi raz nie zrobię.

NIGDY NIE MÓW NIGDY!!!!!

U mnie godzinia 8:30pm a widniutko jeszcze.

Słoneczko widoczne jest jeszcze za drzewami ale już co raz niżej i niżej.

Co jutrzejszy dzień przyniesie?

Pojechać do banku

Dokończyć sprzątanie garażu.

Zagrabić lub podmuchać opadłe liście z rodendrona.

Pozbierać z “pola” opadłe gałązki z drzew podczas ulewy.

Jeśli się da to ogarnąć moje biurko.

Nie jestem pewna czy wykonam wszystko co powyżej jest napisane.

NIE LUBIĘ PLANOWAĆ!!!!!

Więc i pewności nie mam. Może do banku nie pojadę a załatwię to w środę, bo do pracy jadę w środę i nie tylko, więc po co mam się mizdrzyć przed lustrem. Nie mam pewności co do …ogarnięcia biurka. “organizacja” mego biurka mi odpowiada, no co z tego że jest wszystko … video kamera, książka “Daring to drive” Iphone, kalendarz i dużo notesów, żółtych karteczek a mniędzy nimi okulary i pomadka do ust. Dużo rozrzuconych kart pamięci, kilka zewnętrzych dysków. Aparat fotograficzny i dwa laptopy oraz dodatkowy monitor do laptopa. Lampka LG, tabletki przeciwbólowe flamastry, długopisy i ołówki. Dwie portmonetki i portfel. Pojemnik na pen driver a ich jest nie kilka.

Dziś oprócz tego bałaganu stoi jeszcze lampka wina. Bez przesady wino ma tylko 6% zawartości alkoholu. Piwo w Polsce ma więcej. Żeby te 6% połknąć to trzeba wypić całą butlę.

Nie dziś i nie teraz.

____________________________________________________________________________

MM zmęczony bo zameldował się w hotelu dopiero o 2 am. Rozmawiałam z nim aby zmienił godziny wylotu na wcześniejsze. Nie potrzeba tak się męczyć. W niedzielę (wylatuje) nigdy nie mamy nic zaplanowanego…..kina, wyjazdu, gości…

Jedynie śniadanko w restauracji lub w domku, później pakowanko i w zasadzie czekanie na ubera lub taxi.

Powiedział, że pomyśli.

NIE MA ROZPUSTY GORSZEJ NIŻ MYŚLENIE. 

- Wiesława Szymborska

 

 

 

 

Happy Mother’s Day

Pogoda pod psem, raczej parasolem. Od wczoraj pada i leje. Moje zielone potrzebuje wody. Ale w dzisiejszym dniu, słoneczko mile byłoby widziane. Z łóżka wyskakiwać się nie chce, za oknem mokro, szaro, buro, nieprzyjemnie. Wilgotność sięga 96%.

Mieliśmy zobić grilla.

Zrobimy, tylko komsumpcja mięsiwa nastąpi w domu.

Serwować będziemy: szaszłyki, karkowinkę i steki. Sałatki oraz kukurydza, nie wyobrażamy grilla bez gotowanych kolb kukurydzy.

Na deser Tiramisu krem.

Kupiony, sama jeszcze nie próbowałam zrobić i próbować nie będę.


Deszcz padać nie ustawał, więc MM wciągnął grilla do garażu.

Po godzinie 3pm przyjechała MCD z Ivankiem, MSJ przybył sam. Valeria w pierwszej kolejności pojechała do swojej mamy, i prawidłowo.

Zawsze gdy urządzamy grilla a pogoda nie sprzyjająca, zasiadamy przy kuchennym stole. Stół duży i jadalnia również. Wygodnie donosić jadełko i drzwi jadalni wychodzą na taras. Tym razem gości przyjęłam w gościnnej jadalni.

Jeśli grill w domu to i nakrycie świąteczne, nie plastikowe. Nakrycie stołu przygotowałam z samego rana.

Grillowaniem mięska zajął się MM.

Wszystko smakowało dosłownie wyśmienicie. I mimo pogody humory nam dopisywały.

Jak zwykle – uwieńczeniem wieczoru – spotkania, podaję cappuccino. Nawet jeśli jesteśmy w restauracji, zamawiamy cappucciono. To taka nasza (nie koniecznie tylko nasza) tradycja.

Przy stole nie poruszamy tematów związanych z polityką. Dziś był temat grillowanie, jakie sosy, marynaty oraz co z czym podawać. Na krótką chwilę poruszony został temat zawodowych obowiązków, każdego z nas.

Czas szybciutko przeleciał i MM musiał zamawiać ubera … na lotnisko. Moje dzieci się rozeszły.

Wieczorkiem wskoczyła Valeria z życzeniami.

Dzień Matki upłynął mi bardzo przyjemnie.

Ta karteczka jest od MCMM (młodszej córki MM)Ta karteczka jest od mego syna

Kwiatuszki od mojej córci

Kwiatuszki od syna.

_______________________________________________________________________________________________________

Uroczyście

Wczoraj była uroczystość z zakończenia nauki na uniwersytecie mojej córci.

Oczywiście byliśmy o czasie. Synek też się nie spóźnił mimo wielkich korków. Uroczystość graduacyjna odbywała się na stadionie, przez dwa dni – 8-9 maj 2019. Moja córcia miała uroczystość 9 maja. Oczywiście,  że byłam przejęta, podekscytowana.

Byłam podekscytowana każdym rozpoczynającym się rokiem szkolnym  i jego ukońķczeniem w żłobku, przedszkolu, szkole podstawowej. Niestety nie było mi dane uczestniczyć w gimnazjum, szkole średniej i córci uniwersytecie w Polsce.

Za to teraz, mam wielką radość. Syn ukończył tutaj szkołę średnią. Obydwoje ukończyli college. Córcia ukończyła uniwersytet, synowi pozostało jeszcze 1,5 roku nauki na uniwersytecie.

Po wyczytaniu nazwiska córci podobnie jak wszyscy (zgodnie ze zwyczajem) w tym momencie, krzyczałam, głośno krzyczałam.

Później zdjęcia przed budynkiem uniwersytetu i…powrót do domku. Mieliśmy czas na odsapnięcie, odpoczynek i przebranie.


Po wczorajszej uroczystości wstawało się trochę ciężko. Nie to, że się spiłam, bo nie spiłam. Dwa drinki z minimalną dawką rumu to nie może, zaszkodzić i nie spowoduje zawrotów głowy.

Od około tygodnia samopoczucie mam nie najlepsze. Jestem napięta jak struna i wszystko mnie drażni. Żeby nie krytykować MM niesprawiedliwie, milczałam. No bo przecież ja jestem: perfekcyjna, nieomylna, wspaniała, mądra, pracowita, wyrozumiała itp. 🤪🤪🤪🤪🤪

Perfekcyjna? Oj oj do perfekcji to mi brakuje wiele mil świetlnych.

Nieomylna? Żeby ukryć swoją nieomylność, przyznaję …pomyliłam się…🤨

Wspaniała? Zależy w czym, bo to określenie jest bardzo ogólne.

Mądra? Nie ma ogólnej mądrości. Mądra w jednym, nie mądra w czym innym.

Pracowita? Normalny pracocholik. Padam na pysk ze zmęczenia i wściekam się, że sił mi nie starcza. Muszę siebie powstrzymywać, w innym przypadku umrę z wyczerpania.?

Wyrozumiała? Do bólu. Rozumiem żebraka, robaka, bogatego i ptaka. Pieska, berbecia i inne śmiecia.

To i znalazłam powód mego rozdrażnienia.

Duży palec u nogi dokucza, nie mogę nosić normalnego obuwia.

Pracy na “polu” nie dokończyłam, do domu wchodzę w butach, na kuchennym stole zawsze coś leży (korespondencja, torebka, jakieś witaminy…). Nie nadążam z pracami domowymi a doba ma 24godziny. Śpię za długo? !!!!

Deszcz połamał gałązki a ja do pracy muszę jechać!!!

No i jak, jak się nie denerwować!!!

A wczoraj mi na mego paluszka, zsunęło sie menu z kolan MM w ciężkiej oprawie z metalowymi brzegami. Udało mi się nałożyć czółenka z odkrytymi paluszkami.

Wstałam od stolika, wstałam? Nie to nie było wstawanie. Starałam się aby nikt nie zauważył. Wylazłam a wstałam przy mocnym opieraniu się o krzesło (było bardzo wygodne).

Szłam? Człapałam do toalety, myślałam, że upadnę z bólu. Łzy spływały po policzkach, aby nie rozpłakać się w głos, zakryłam usta dłonią.

W toalecie zrobiłam zimy okład. Ulżyło, zimna woda pomogła na ostry ból i na łzy. Poczułam się znacznie lepiej. Gdy córcia weszła, byłam tak na 75% sprawna.

Uspokoiła mnie, pocieszyła moja córcia. Jeszcze jeden okładzik, doprowadzenie twarzyczki do poprzedniego wyglądu, mzna było wyjść z toalety.

Na pytania MM…co sie stało.. odpowiedziałam..wszystko dobrze.

Przecież nie jego wina, że menu się osunęło. Jeszcze chwilka i na prawdę wszystko wróciło do normy.

Byliśmy w restauracji w szóstkę. MM i ja, MSJ z Valerią, MCD z Ivankiem.

Gdy syn zadzwonił czy może zaprosić Valerię, byłam zdziwiona, że jej rodzice nie świętują wraz z nią graduacji. No niestety nie świętowali. Nawet nie wiem czy byli na uroczystość na uniwersytecie. Valeria omijała temat. Nikt nie drążył.

Atmosfera była super i dwie dziewczyny z okazji graduacji dostały od szefa restauracji małe torciki, od menagera restauracji po drinku (za darmo).

A MM powtarza mi, NIC NIE MA ZA DARMO.

Głowa pełna pomysłów

Zasłużony wypoczynek. Nie planuję wyjazdu, wyjścia, wypadu. Posiedzę na kanapie, pod rozłożystym klonem chińskim, w towarzystwie śpiewających ptaków i gaworzących wiewiórek.

Ok- wyjedziemy, do sklepu budowlano-ogrodnicze, ale to przyjemność. Trzeba zarezerwować maszynę do cyklinowania tarasu. Maszyna wygląda tak jak w Polsce z tym, że nakłada się grubo ziarnisty papier ścierny. Musimy zedrzeć starą powierznię na tarasie. Położona była przez prawdziwego fachowca, po roku zaczęło się łuszczyć. Ratowaliśmy jak się dało, łatając i ….w tym roku trzeba położyć od nowa.

Cyklinowanie oddam MM. Nakładaniem specjalnej warstwy na taras, (bo to nie będzie malowanie), sama się zajmę.

Spaloną maszynę do mycia pod ciśnieniem, trzeba zawieźć do naprawy. Moja nowa elektryczna jest wyjątkowo za słaba do mycia betonowych podjazdów i parkingów.

Myjąc schody z bel drewnianych zauważyłam, że dwie bele są jedzone od środka przez jakieś robactwo.

Trzecia belka jedzona od zewnątrz.

Trzeba cement kupić, pasek i naprawić zapadające się płytki przy murku.

Robiąc zdjęcie zauważyłam, że to nie płytki, a cała spora część betonu się podnosi. Mała moc maszyny nie wymyła żółtych plam po liściach, widoczne na zdjęciach.

Co mam zrobić z płytą i jak ją zabezpieczyć przed dalszym jej podnoszeniem, pomysłu brak.

Jeśli podniosę płytki i wyrównam je do poziomu betonu, to woda deszczowa się zatrzyma. Nie popłynie pod górę. W tym miejscu jest parking i nie ma wielkiego ruchu. Parking zrobiony był 5 lat temu przez profesjonalną firmę. Moje uwagi odnośnie parkingu i murków nie były uwzględnione. MM poparł “fachowców”. Murki tracą linię a parking jak na obrazku. Prosiłam położyć zbrojenie na podjeździe (mieszkamy na dużym wzniesieniu) murki oporowe zmurować, a nie kloc na kloc położyć. Położyć na wylewkę! Mowa moja była do słupa. Tak jak fachowcy zrobili można robić na równym terenie.?

MM ….wytrzyma 10-15 lat…..Nie wytrzymał 2lat. Teraz 5 i się wszystko sypać zaczyna.

Po roku od robót, MM przyznał mi rację ale… termin gwarancji upłynął. Do sądu? MM nie jest z tych osób, żeby się po sądach włóczył.

Mam też aligatorowe pęknięcie na podjeździe. Z tym większego problemu nie będzie. Wiem jak to załatać.

Och, to tyle i aż tyle.

Tym między innymi zajmuje się po pracy zawodowej.

Nie poodpoczywałam.

Deszcz wygonił mnie z tarasu, a po zakupach, byłam tak zmęczona, że zrezygnowałam z lunchu.


MM poszuka jakiejś firmy która rozwiąże moje problemy budowlane 🤪🤪🤪🤪.

Czy fachowcy dodadzą mi nowych problemów, czy rozwiążą moje problemy?

Fizycznie

Mogę śmiało zatrudnić się do mycia tarasów, chodników i podjazdów. Chodnik z płyt kamiennych, który sama zrobiłam, zostawiłam do mycia chyba na sobotę. Dziś myję murki i podjazd. Elektryczna maszyna ma za mało mocy abym mogła użyć specjalnej szczotki. Męczę się z pistoletem do mycia. Murki i mniejsze powierzchnie to ok ale podjazd jest na wzniesieniu.

Parking też na dziś zostawiłam. Tam słońce w pełni, za bardzo piecze. Pracuję w cieniu.

Nie mam dziś rewelacyjnego humoru. Wczorajsze siedzi w głowie.

Już nie analizuję, jest mi tylko smutnawo.

We wczorajszym poście wyłączyłam komentowanie. Trudno jest zająć stanowisko jeśli napisane zdawkowo.

Było mi po prostu źle i przykro.

Podobno praca fizyczna rozjaśnia umysł. Podobno.

Praca fizyczna męczy i nic nie rozjaśnia. Może tak jest tylko w moim przypadku.

Jestem zmęczona…

Dziś wyszłam na deck z kawcią i kanapeczkami. Ptaszki świerocą, dzięcioł stuka w siding sąsiadów. Od tego szukania robaków w plastiku to chyba dostanie zawrotów głowy. Ryby i wieloryby jedzą plastik myląc go z pożywieniem. Dzięcioł stara się plastik, wyleczyć. Czy to pierwsze oznaki poważnych zawirowań, anomalii, zmian, a może jedynie dostosowania się do panujących warunków?

Nie pozwoliłam dzięciołowi na złamanie pięknego dziobka i go odstraszyłam. Nie trzeba dziobać tam, gdzie nic nie ma, nic się nie znajdzie. Nadzieja czasami, pozostanie tylko i wyłącznie nadzieją.

Zaplanowałam kilka prac na dzisiejszy dzień co będzie wykonane, czas i pogoda pokaże.

Przed wyjściem do prac “polowych” muszę przyjąć antyalerganta. W przeciwnym wypadku długo nie wytrzymam.


Wytrzymałam długo.

Nie planowałam ale…lubię bezplanowe prace. Wymyłam deck i wokół tarasu chodnik wraz ze schodami drewnianymi prowadzącymi do podpiwniczenia. Myłam wodą podciśnieniową. Ot mój agregat często się buntował. To nie było 2×2 m o wiele, wiele więcej. Jeden agregat spaliłam w ubiegłym roku. Temu dawałam odetchnąć, a więc przerwy 5-10 minutowe. Nie mogłam wytrzymać siedząc i czekając, tym bardziej, że pogoda wyśmienita. Słoneczko chowało się często za chmurki i o to mi chodziło. Bo ponad 30C to nie czas na prace. Niestety nie dokończyłam, bo pora była już późna. A gdyby dokończyłam to bez prysznica chyba bym padła do łóżka mokra i brudna.

Podjęłam dobrą decyzję.

Kończę.

Narzędzia i sprzęt chowam.

Prysznic.

Odpoczynek na tarasie.


Jest mi przykro, smutno i żle. Nie chcę, aby ktoś mi mówił, że jest mu źle.

W moim sercu są osoby tylko przeze mnie kochane. Tam nie ma miejsc – na pierwsze lub trzecie miejsce.

Wszyscy których kocham są na pierwszym miejscu. Czy to jest możliwe?

Tak!

Serce moje nie jest stadionem.

Bo to nie są zawody sportowe. Kto pierwszy dobiegnie do mety, staje na podium, dostaje medal.

Jak się czuję?

Smutno i źle, nie chcę wybierać, kto lepszy lub gorszy. Kobo kocham mniej czy mocniej. Bo jeśli kocham to nie ma żadnej miary. Jak zmierzyć miłość, kochanie.

To jest nienormalne.

Czuję się winna ale tak na prawdę nie wiem…winna czego? Że co?

Omal nie zleciałam ze schodów wraz z maszyną ciśnieniową?

No i niech mi ktoś powie jak zasnąć?

A miałam, miałam sny i je zignorowałam.

A trzeba było się zabezpieczyć.

Kaganiec na pysk założyć, może maskę, wyłączyć telefon, w ostateczności spaść na leb na szyję z tych jeszcze nie domytych schodów.

Na pewno wtedy nie czułabym się winna, a może wtedy dowiedziałabym się …dlaczego i czego jestem winna.

Życie jest sztuką…..

Jeśli jedzenie banana jest sztuką,

to sztuką mogą być wszystkie czynności jakie człowiek wykonuje, w tym, fizjologiczne.

Dlaczego nie? np: plucie, nadymanie się, napinanie się …. a nawet spuszczanie wody w toalecie.

Pewnien artysta z niemiec skupuje martwe ciała i robi sztukę.

W pewnym teatrze pokazują kopulację (z seksem nie mylić)i również, twierdzą, że to sztuka.

Moim zdaniem za dużo na tym świecie oszołomów, którzy chcą wypłynąć na bananie…..

Czy…. sztuką jest zrobić sztukę bez sztuki…?????..