Po drugiej stronie pracowicie

Od przeszło tygodnia jestem w…Polsce. Jak ją widzę? Tak jak w ubiegłym roku, jedynie bardziej rozświetloną. Słoneczko od rana do zachodu mi pięknie świeci. Kilka kropli deszczu spadło w sobotę i to wszelkie mokro które się pojawiło.

Biegam po urzędach,  załatwiam wszelkie niezbędne dokumenty do notariusza celem dokonania darowizny na rzecz mojej młodszej siostry. Po co mi jakaś scheda po za miastem, kiedy przyjeżdżam raz do roku. Mam dom, swój dom i to wystarczy a majątki po tacie mi nie potrzebne. Przyjęłam spadek, tak było trzeba. Z tym, że nie byłam od początku zadowolona. W ubiegłym roku mamusia była chora i nie było czasu na bieganie po urzędach. Siostra też nie była za bardzo przekonana do przyjęcia darowizny. Teraz jest ten czas i robię z tym porządek. Tak czy owak, jeśli mi się coś stanie to moje dzieci odrzucą przyjęcie schedy i spadnie na kogoś. Więc, lepiej oddać komuś kto chce, a nie z musu będzie przyjmował.

To jeszcze nie koniec moich zmagań. Modrzew rozrósł się okropnie.  Gałęzie ocierają się o budynek. W planach miałam tylko przycięcie. Cóż znaczy dla mnie 700zł. A znaczy, bo to nie 70 groszy i nie 7 zł. To jest na prawdę spora kwota za przycięcie drzewa. Siedziałam, myślałam i mimo że, jest mi szkoda drzewa, postanowiłam całkowicie wyciąć. Okazało się też, że jest bez znaczenia, wycięcie czy przycięcie, kwota 700 jest niezmienna. Po przycięciu wierzchołka a uczynilam to kilka lat temu, drzewo odrosło i ze zdwojoną siłą i obwodem gałęzi. Biegam więc,  po urzędach załatwiam mapki geodezyjne, upoważnienia sąsiadce która to będzie nadzorować nie tylko wycięcie ale również, urzędnika od pomiarów drzewa. Niestety, ale drzewa bez pozwolenia nie da się wyciąć.

Panie urzędniczki za swoimi biurkami są anielskie, jestem miło, sprawnie i z uśmiechem załatwiana. Może to ja otwierając urzędnicze drzwi, wnoszę aurę spokoju, szczęścia i uśmiechu.

Mamusię odwiedzam każdego dnia. Jutro muszę zrobić przerwę, urzędy do których muszę się udać znajdują się na peryferiach miasta.

Po takich podróżach, wieczorkiem jestem zmęczona. Zmiana czasu jest bardzo dokuczliwa, mimo zmęczenia zasypiam po 2am wstaję 7-8am. nie przestawię się jak widać tak szybko. No cóż…nawet dobrze daję sobie radę, może powinnam zawsze spać tylko 4-5 godzin.

MM tęskni, dzieci również…och jak dobrze, nareszcie ktoś za mną tęskni.

wszystko wróciło…..i sie wywróciło

od jakiegoś czasu miałam sny, sny dziwne. Nie chciałam zwracać na nie większej uwagi ale … każdej nocy śniło mi się coś, co miało wpływ na moje zachowanie w ciągu dnia. Byłam niespokojna.

To były sny ostrzegawcze, a właściwie osoba dla mnie bardzo ważna mnie przed czymś ostrzegała.

Czekałam na dzień, w którym ma sie coś wydarzyć.


 

 

Z exem poznałam się przez przypadek. Po więcej niż godzinie moja koleżanka krzykneła.

  • ojej przyszłam z kolegą!!! Ale na pewno już nie czeka na mnie – powiedziała
  • czekaj sprawdzę, może jeszcze tam sterczy  – odpowiedziałam

Przed domem był duży sad, więc nie mogłam zauważyć nikogo za płotem. Otworzyłam bramkę i za słupem ujrzałam młodzieńca.

  • aaaa to ty, co tu jeszcze robisz? wejdź do domu a nie stoisz jak ten słup – powiedziałam

Nic nie odpowiedział. Szedł za mną. Kazałam mu usiąść w fotelu, a ja z koleżanką zachwycałyśmy się jej nowo narodzoną córeczką Kasią. Nie wiem dlaczego, ale koleżanka zwróciła się do eksa

  • a może wy się pobierzecie?
  • kto wie, może może – opowiedział ex

To mi się to nie podobało. Takie stwierdzenie i te głupie zwroty mojej koleżanki. Nie zwracałam większej uwagi na tego facia. Nie był w moim guście. Chociaż gustu to do faciów ja nie miałam. Na  peryferiach większych miast trzeba było jak najszybciej wychodzić za mąż bo …. słyszało się tu i ówdzie   “stara panna”. Tylko jaka ja stara panna,  kiedy mnie nie było jeszcze 24 lat?

Zmieniłam miejsce zamieszkania, wyjechaam do innego miasta, chciałam zerwać ze starym życiem. Potrzebowałam innego życia, poznać innych ludzi i inny świat. Nie wiedziałam i nie zdawałam sobie sprawy, że jestem nazbyt atrakcyjna, żeby być samotną, a właściwie, żeby mnie pozostawiono samej sobie.

Już na dworcu ( a to były czasy na prawdę bezpieczne) poznałam Gienia. Fajny młody człowiek. Póżniej Miecia i tak poszło… Miałam grono przyjaciół, ludzie którzy nie chcieli się ze mną żenić, oświadczać, być ze mną na zawsze. To było fajne, nareszcie nikt odemnie nic nie chciał……do czasu. Kiedy Miecio zaprosił mnie do swego domu i rozłożył wesalkę. Zrobiłam awanturę na cały blok i wyszłam. Póżniej chłopcy się z Miecia śmiali, że mu się nie udało,  ale i Cienio nic nie otrzymał. I tak chłopcy zostali moimi kolegami i płakali mi w rękaw,  jaki to świat jest okrutny, bo oni nie mogą, żadnej szprychy zaciągnąć do łóżka, no Ok na wersalkę. Słuchałam, aż pewnego dnia zostawiłam ich i wróciłam do domu. Miałam dość ich łez. Gienio mnie odszukał ale…. nie miałam ochoty , na żadne z nim relacje, w dobie pisania listów, nawet na korespondencję listową..

Wróciłam do miasta swego urodzenia. A tam,  wciąż czekał na mnie J (ex). . No oczywiście jakże mogłoby być inaczej. On z bloku komunalnego, śpi w nogach u swoich rodziców, a ja mam hacjędę. No i tak się przyzsał, że pomyślałam…. Jeśli za tego potwora nie wyjdę, to starą panną zostanę… Chociaż zrywałam zaręczyny kilka razy. Jeden raz to miałam ogromną nadzieję, że już nie przyjdzie i w końcu odpuści. Zdjęłam ten złoty pierścionek z paluszka i rzuciłam go na głównej ulicy w moim mieście , tak przez siebie, z całych sił. On pobiegł za pierścionkiem. Nie wiem czy znalazł, ale później mi przyniósł inny, też złoty. Po wielu latach ukradł mi go.

Nie do ślubów mi było. Nigdy nie zamierzałam wychodzić za mąż. Nigdy męża nie chciałam mieć. Ale jak mus to mus.

Jeszcze w USC Tatuś mi mówił

  • zastanów się, możesz wszystko wycofać, wesela nie musi być, pieniądze to nie wszystko…

No tak,  ale takie świństwo zrobić moim rodzicom. No i mam. Zdjęcia ślubne jak z pogrzebu. Wyszłam za sadystę, a to dopiero był początek. (nie napisze wszystkiego, o tym nie trzeba pisać i mówić, to trzeba zapomnieć).

Życie jakie było takie było. Raz na dole a raz na górze. Ale jak mi ktoś mówi, że nie jest gotowy na dziecko, a później mówi, to samo przy drugim..,. to już było za wiele. Po jaką cholere mi taki ojciec dla moich najukochańszych dzieci.

Póżniej mu coś zaczęło parować z pod dekla i okazało się, że ma inną panią z dorosłymi dziećmi.

  • teraz mnie posłuchaj … od dziś nie piorę, nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję dla ciebie, zrozumiałeś…- powiedziałam

 

Wzruszył ramionami, a rano

 

  • Krysieńko!!! Podaj mi koszulę!!!!

Już nie prasowałam, gotowałam, sprzątałam, prałam dla exa. Miałam dwoje moich wspaniałych dzieci, tylko nimi się zajęłam.

Oczywiście nie obyło się bez skandalu na całą dzielnicę i naszą rodzinę,  bliższą i dalszą. Policja też była nie raz i nie dwa. Ex nie mógł sie pogodzić, że nie robię skandalu, więc on robił skandal za nas oboje. Rąbanie drzwi siekierą, wyłamywanie drzwi, zmienianie zamków, niecenzuralne słowa w stronę dzieci 3 i 1 latka. Wyzywanie mnie i całej mojej rodziny od….Ex nigdy nie naużywał alkoholu, jeśli pił to jedynie przy wielkich uroczystościach i symboliczny kieliszeczek. Awanturował sie na “sucho”. Sprawy kryminalne i walka w sądzie o dzieci, wygrał zabieranie dzieci do konkubiny, której urodził się już wnuczek. Jeśli nie dałam na widzenie dzieci,  byłam karana sądownie. To była walka o spokój psychiczny moich dzieci i mój . Przed sądami przegrywałam, w poradniach psychologicznych przegrwałam, nawet alimentów o zwykłe 10 zł nie mogłam podnieść. Jeśli alimentów nie płacił, to nie było na niego silnych. Wszystko ustawka.

Prosiłam, zaskarżałam – na nic. Walczyłam o udowodnienie mu winy rozpadu małżeństwa ponad 2,5 roku. Gdybym przegrała płaciłabym jemu rętę. O tym wiedziałam ja, moja rodzina i jego ojciec. Wygrałam ale przegrałam podział majątku. Nie pomogło nic, dosłownie NIC. 50/50 to było orzeczenie sądu. Każdy widelec, szklankę (nawet pobitą), krzaki truskawek (które już od tysięcy lat nie rosły na działce)., meble które już przy atakach szału połamał, wszystko dosłownie wszystko co istniało i nie istniało w domu,  musiałam spłacić. To dopiero był początek.

Musiałam spłacić 50% wartości domu!!! Pracowałam, na 3-4 etatach. Walczyłam jak lwica – zabrakło na ostatnią ratę.

Wszedł komornik i zaczął naliczać 36% od zaległości. To nie były małe kwoty. Ex nie miał litości.                                                                                                                                                                                                                                                            Mało, że unikał płacenia alimentów, zażyczył natychmiastowej spłaty ostatniej raty.

 

Teraz ma czelność wchodzić do domu mojej siostry i szukać kontaktów z dziećmi. Użalać się nad swoim zdrowiem. Zawał i  siedem stentsów. A co to mnie obchodzi.!!! Ma jakiś majątek, jakiś las!

Szczerze?….niech te majątki wsadzi w swoje zasrane gacie!!!

Po kolei…

Ktoś zadzwonił do bramki, kiedy byłam na skype i rozmawiałam z siostrą i mamusią.

Siostra odeszła, aby sprawdzić w monitorze, kto stoi przed bramką.

  • Krysia, H. prowadzi jakiegoś dziada z laską. Tak …sama to mi mówi, żeby nikomu bramki nie otwierać a sama to przyprowadziła jakiegoś dziada.
  • Mamusia… może ma jakis interes – odpowiadam
  • No jaki interes z takim zarośniętym dziadem? No powiedz jaki? Czekaj pójdę na korytarz i podsłucham

 

Mamusi chwilę nie było. W skype cisza, więc i ja milczę, bo i do kogo mam gadać. Dziwne..myślę… moja młodsza siostra jest bardzo ostrożna, a sama przyprowadziła jakiegoś dziada do domu. Moja wyobraźnia zaczęła działać, a oczami wyobraźni widzę starego obdartusa, w starych i brudnych dżinsach, starą wyblakłą koszulę, sandały na nogach. Niemyte od kilku dni włosy, zarost również nieświeży. No myślę sobie, jak ona takie coś mogła wpuścić w swoje progi, nieznajomego!!!!!?

 

Mamusia wróciła i…

  • Krysia ona jego musi znać, nie wiem o czym rozmawiają ale to musi być jakiś stary człowiek. Nie mogłam usłyszeć słów.
  • może kiedyś pracowali razem, kto wie – odpowiedziałam
  • No, po naszej ulicy, każdego dnia chodzi taki jeden z laską. Ale nie jestem pewna czy to on. Ale to co… to znaczy że H. zna jego?.
  • Mamusia ja nie wiem kto chodzi po waszej ulicy i kto teraz jest u H. Może zna jego i mają jakis wspólny interes – odpowiedziałam

Wbiega H. do pokoju mamusi

 

  • Krysiaaaaaa !!!! Ty nawet nie wyobrazisz kto do mnie przyszedł!!! – krzyczy w skype
  • No nie wiem, jakiś obdartus – odpowiedziałam
  • No jaki obdartus – żachnęła się – toż to J. (mój ex)– odpowiedziała

Zatkało mnie bo jak pamiętam, ostatnio, a właściwie kilka lat temu mój szwagier zagroził mu, jeśli będzie ich nachodził to wezwie policję. Dość miał “wizyt” i dzwonienia o każdej porze, dnia i nocy. No cóż, moja siostra ze szwagrem nie rozumieli, myśleli że jak inteligent to i kulturalnie będzie się zachowywać a tu… niespodzianka.

  • no wiesz był dzwonek do bramki, więc podeszłam, spytałam kto, on odpowiedział… to ja… te, to ja nic mi nie mówiło. Czym mogę panu służyć, czy pan kogoś szuka? spytałam. No to ja , ja do Ciebie a właściwie do was – odpowiedział. Nierozumiem – odpowiedziałam.

Wtedy dopiero zobaczyła w nim J. mego exa. Nie mogła wyjść z zaskoczenia, że ten stary człowiek to jest on.

W wielkim skrócie powiedziała, że jego jedyna młodsza siostra  zmarła 3-4 miesiące temu. W jakiś dziwnych okolicznościach dokładnie nie wie. A jej mąż już ma jej następczynię. Ciało skremowano i pochowano jej prochy w jakiejś wiosce z dala od miasta. a on miał zawał ……

  • czekaj on zaraz pojedzie bo ma samolot i musi się spieszyć

 

Siostra pobiegła a mamusia…

 

  • tak tak pojedzie, taki oszust, to i jeszcze może się zadomowić, ciekawe co zrobi jak na noc zostanie

Śmiałam się bo do exa wszystko podobne. Wprawdzie już nie ma wpływów takich jak kiedyś ale…. kto wie, lepiej uważać.

 

Godzina 9 pm i już 9:15pm a on wciąż u siostry siedzi i siedzi. Wreszcie pies siostry zaszczekał, to oznaczało że “gość” wstał, nocować nie będzie.

 

No I coż…. Z relacji mojej siostry… szuka kontaktów z dziećmi bo tylko one jemu zostały. Ma jakieś majątki ale… siostrze przekazałam… żadnymi majątkami moje dzieci nie są zainteresowane. Kontakt ze mną? Niemożliwy. Z dziećmi? Tym bardziej niemożliwy.

Nie istniejemy.

 

Szkoda mi tego pana jako człowieka.

Za dużo nam krzywdy zrobił.

Już dawno o tym zapomniałam.

Czy dzieci zapomniały?

 

NIE!!!!!!!

 

One nie miały ojca.

On nie ma dzieci.

 

To była kanalia !!!!!

Chce mi się płakać………..

(to są strzępy moich wspomnień i  relacji dnia dzisiejszego)

Zakręciłam się

Poniedziałek

W nocy z niedzieli na poniedziałek spałam bardzo źle. A gdy nad ranem przed 4am coś gdzieś w domu gruchnęło, nie wstałam sprawdzić. Pieski nie zaszczekały, więc nie zerwałam się na równe nogi. Zastanawiałam się co i gdzie ….może pieskom spadła duuuża psia kość ze schodów, może… i już mi pomysłów zabrakło. Zasypiałam – budziłam się i zasypiałam. Gdy wstałam miałam lekki ból w szyji. W pracy podczas skrętu głowy w prawo, minimalny ból. Nie taki aby zaprzątać sobie tym głowę.

Po powrocie z pracy, sprawdziłam gdzie i co spadło. Lusterko powiększające przmocowane przyzsawką do lustra spadło. Spadło, leżało na podłodze w łazience. Całe.

Wtorek

Noc minęła niespokojnie. Ból szyji się nasilił. Przy każdym przewróceniu na bok, budziłam się i kombinowałam jakby to zmienić pozycję ciała. Tak, tak… nie zmieniłam, tylko wyprostowałam.

Prowadząc samochód, nie mogłam skręcić głowy w prawą stronę i sprawdzić czy aby nikt nie nadjeżdża, wykonując manerw samochodem w lewą stronę. Na wyczucie, zgadywanka, ruletka. Do domu wróciłam szczęśliwie. Po południu popracowałam jeszcze w ogródku i posmarowałam szyję maścią.

Na noc również posmarowałam.

Środa

A w nocy…a w nocy… żeby zmienić pozycję ciała, bo przecież człowiek wierci się podczas snu, musiałam schwycić głowę przy szyji obiema dłońmi i…dopiero zrobić coś ze swoim ciałem. I…. eureka… przecież mogę pójść do lekarza …!!!!!! Spałam i drzemałam. Bólu nie było jak nie ruszałam głową. To mnie pocieszało. Nad ranem bo 5am już nie mogłam usnąć.

Mam teraz piękny cieplutki poranek. W leciutkiej pidżamce siedzę w swoim kąciku na decku. Popijam małą czarną. Szyja mniej boli. Wiem, że do lekarki nie pojadę. Muszę posadzić kupione wczoraj kwiatki i 3 tuje.

Mężczyzna jest głową rodziny, kobieta szyją.

Za dużo się wymądrzałam teraz mam nauczkę.

A tak na poważnie, nie wiem co i kiedy mnie złapało.

Człowiek uczy się całe życie👁👁, 👀, 👩‍💻👨‍💻🎓🎓🎓🎓

Ogrom wiadomości w internecie jest nierzetelnych, wyrywkowych, nieprawdziwych itd…

Nikt nie sprawdza, nie kontroluje języka mediowo-internetowego. Język polski został zepchnięty na margines i w użyciu jest język, nie mający nic wspólnego z polskim słownictwem i został zastąpiony slangiem.

Aby nie być odpowiedzialnym osobiście za dziwny wytwór wiadomości z kraju lub ze świata pan “redaktor” podpisuje się bp, so, bo. Przypuśćmy, że to inicjały, które także powinny skłonić owego “redaktora” do rzetelnego napisania reportażu, wiadomości lub wzmianki o czymś tam. Czytelnikami jest całe społeczeństwo a więc i dzieci, które dopiero uczą się i nabierają doświadczenia.

Obejrzałam filmik o nie myciu mięsa przed obróbką termiczną. Ojej jak to pięknie brzmi, ale już zapomniano, pominięto poinformować czytelnika lub widza, o pochodzeniu bakterii.

Doszłam do wniosku … jeśli te bakterie występują na kurczaku, to w takim razie skąd i w jaki sposób na tym mięsie się znalazły.

Czy bakterie skaczą ze zlewu na kurczaka podczas mycia miesa?

Kurczaki karmione antybiotykami nie powinny zawierać bakterii. A podobno zawierają!!!

Czyżby przy obróce kurczaka do sprzedaży nie zachowywano zasad BHP?

Film/wideo nie odpowiedział na moje pytanie, nie rozwiał moich wątpliwości. I to jest właśnie nierzetelność…naświetlić jakiś problem i zamknąć usta, niech czytelnik sam poszuka w internecie lub babci spyta, jak to kiedyś bywało.

Przeziębienie 😷😷😷😷

 angeng.

Nie moje przeziębienie, MMa. W czwartek wieczorem wrócił już prychający. Jestem bardzo wrażliwa na wszelkie przeziębienia i idą do mnie jak muchy na lep. MM łapie bakterie sporadycznie i leczy się jeśli to wogóle robi, swoimi sposobami, a więc nic nie robi. Po jego wyzdrowieniu ja zalegam na tydzień w łóżku i nie obywa się bez antybiotyku. No cóż, trudno nie zachorować kiedy MM kicha, prycha i kaszle na cały dom, nie chroniąc swego nosa i ust przed rozsiewaniem zarazków. Moja mowa jest do słupa a wiadomo, słup jak ….

Tym razem unikam spotkań MM w jednym miejscu, mimo wilgotności na zewnątrz otwieram okna. Wietrze domek.

Ostatecznie, namówiłam MMa na wizytę u lekarza bo wystąpiła gorączka. Do pomiaru temperatury nie potrzeba mi termometra, wystarczy mi przyłożenie dłoni do czoła lub ciała chorego. Przy śniadaniu MM upierał się, że nic mu nie jest. Po moim “zmierzeniu” temperatury nie chciałam słuchać … że po południu pojedziemy do lekarza..

– po śniadaniu jedziemy do lekarza, nie ma dyskusji…powiedziałam


Więc, jesteśmy w gabinecie lekarskim.

Czekam w poczekalni bo miedzyczasie, wyskoczyłam do banku i szybki zakup fajnego żakiecika😁. Zanim jestem zdrowa to umilę sobie życie i bycie, na tym słonecznym globie.

 

Podobno powinnam lubić tylko kolor niebieski i żółty, bo tak wychodzi z jakiejś numerologii. Lubię wszystkie kolory, z czarnym jedynie jestem w niezgodzie. Mój żakiecik jest zielonoutki. Oprócz kurtki wezmę do Polski żakiecik, bo jesień podobno ma być ciepła.


MMa wprowadziła do poczekalni pielęgniarka. MM otrzymał zastrzyk w pośladek i co najmniej 5 minut nie powinien chodzić. Orzeczenie lekarskie – bronchit, po polsku – ostre zapalenie oskrzeli. Nie dobrze, bo to już blisko płuc.

MM teraz jest jedną  wielką bakterią. Spać oddzielnie, chociaż od jakiegoś czasu to robimy bo chrapie jak 100 słoni. Nie wolno mnie dotykać (to są już moje wymysły) o trzymaniu za rękę wogóle nie ma mowy. Szkoda mi MM bo kaszel go bardzo męczy. A jutro musi znów lecieć do pracy.

Tak jak mi powiedział, załapał choróbsko w samolocie. Jakiś diozaur siedzący przed nim wogóle kaszlu nie mógł opanować. MM lata ponad 30 lat od ukonczenia studiów (nie liczę prac stacionarnych). Na te wszystkie lata choruje średnio raz na 1,5 roku. Wskazuje to na bardzo odporny organizm.

Zawsze gdy ktoś z rodziny chorował, mamusia gotowała rosół z kurczaka. Taki zwyczaj i ja stosuję. Więc, dziś będzie rosołek.

Rosołek się gotuje, a ja klikam z nadzieją, że bakteria z MMa nie przeskoczy na mnie.

13-tego sierpnia

eng.

 

Już 11 dni od moich urodzin. No cóż, każdemu liczy się latka, nie ja pierwsza nie ostatnia. Moja starość obiawia się tym, że przed zrobieniem porannej kawy, zmuszona jestem zmierzyć ciśnienie krwi.

Podwyższone – zamieniam kubek na kawę, na kubek na herbatę. Uwielbiam herbatę o smaku mango. Tak też dziś zrobiłam.

Reszta pozostaje nie zmienione. Pracuję jak pracowałam, żyję jak żyłam.

W sobotkę wyszliśmy do restauracji uczcić moje i MM urodziny. Córcia z Ivanem i synuś z Valerią oraz ja z MM. Nie wiele mają dni wolnych moje dzieci. Pracują na dwóch etatach i studiują. Dobrze że mogliśmy się zgrać w czasie. Rozmawiali o pracy i nauce. Słuchałam, patrzyłam i przypominali mi się moi rodzice. Kiedy to trójka ich dzieci dyskutowała a rodzice słuchali. Kiedy temat zszedł na temat wakacji, ja z MM dołączyliśmy się do dyskusji.

Oczywiście, jakże mogłko odbyć się spotkanie bez zdjęć. Z racji tego, że uroczystość odbywała się w meksykańskiej restauracji, otrzymaliśmy rekwizyt do robienia zdjęć, jakim był meksykański kapelusz.


Dziś dzień wolny od pracy zawodowej ale nie yardowej. Na front yard zatrudniłam pracownika (jutro się zjawi). Pozostaje mi jedynie back yard “do zabawy” w ogrodnika. Bo jeśli mam żyć 100 lat, to muszę swoje siły i zdrowie umiejętnie rozłożyć w czasie, jaki mi pozostał do przeżycia.😁

Lodóweczka😁😁😁

No jak można spać? Już o 4am a nawet trochę wcześniej, otworzyłam oczy.

No bo jak można spać, kiedy raniutko przywiozą nowiutką lodóweczkę. Czasami ekscytacja zamienia się w nerwówkę. Powodem takiego stanu jest…to ja wybrałam na internecie, wymierzyłam i podałam wymiary MM, on zamówił i opłacił.

No to teraz będzie wielki sprawdzian, czy jestem taka wszechstronnie uzdolniona czy tylko się za taką podaję.

No nic. Jak lodóweczka ( a jest prześliczna, nie ma internetu bo z niego bym nie korzystała stojąc przed lodówką) się nie zmieści w w miejscu dla niej przeznaczonym, to schowam się w mysiej dziurze. A i tak MM będzie się ze mnie śmiał i wcale nie jakiś czas tylko do końca moich dni. Ot, moja życiowa mondrość spali na panewce.

Trudno się mówi, jak zasłużyłam na śmiech to będę musiała to znosić.

Zeszłam na parter, zrobiłam zdjęcie starej lodówce

a MM siedząc przy kuchennym stole, z oddali….mam nadzieję, że się zmieści, że dobrze wymierzyłaś……powiedział.

Zaniepokoiłam się, mysia dziura może okazać się za mała dla mnie. 🐭🐭🐭🐭🐭🐭

Nie wiem teraz, na czas sprawdzianu moich podanych wymiarów na nową lodówkę, zejść do kuchni z podniesionym czołem czy też od razu, spuścić głowę i uszy do dołu a ogon schować pod siebie?

Straszne!!!

Wiem, że wymierzyłam prawidłowo ale zawsze jest to…ale.

Lodóweczka będzie za godzinę. Cała godzina niepewności.


I trzymają mnie w niepewności. Już 25 minut po 8 (rano), lodóweczki jeszcze nie ma. A dostawa miała nastąpić o 8am(ósmej!!!)

Otworzyłam bramę i czekam.

Zachmurzyło się i chyba będzie padać. Zanim wniosą, moja nowa lodóweczka zmoknie.😢😢

Samochody w oddali burczą, ale żaden nie jedzie moją ulicą. Koszmar. Wsadziłam nos w szybę i tak trwam, sekundy stają się wiecznością. Czy to ma być znak, że jednak lodówka się nie zmieści? A jeśli tak, to co będzie oprócz pochylonej głowy, uszu i podwiniętego ogona?

Czas oczekiwania jest czasem straconym!!! (W mojej obecnej sytuacji).

Gdzieś coś zaburczało, lecę do okna, nasłuchuję. To jakiś daleko samolot kukuruźnik jak kiedyś się mówiło. Co oznaczało: mały samolot do oprysków pola. Nie widziałam na własne oczy tylko z opowieści i w tv.

Dochodzi 9am. Nikt nie dzwoni aby skorygować godzinę przybycia. No cóż, czekam, MM pracuje przed komp. Czyżbym tylko ja była w tym napiętym stanie?

Tak, tak, bo to ja mierzyłam i jeśli będzie pomyłka to ja będę odpowiedzialna. Uffffff


10:00am

Dzwonili, jadą!!!!


Przyjechała lodóweczka!!!

Najpierw wymierzyli czy uda się im wynieść starą. Wymierzyli jeszcze raz, czy wystarczy miejsca na nową. MM zaśmiał się….jak źle wymierzyłaś, to będę się śmiał….

Wyszłam na chwilkę, panowie zawołali mnie …. proszę pani, nie wystarczy miejsca, jest za mało o 3 milimetry…. jeden z nich powiedział.

– a to nie prawda, wymierzyłam petfekcyjnie i to jest niemożliwe, 3 milimetry może być za dużo bo nowa lodówka jest węższa o 3 milimetry- odpowiedziałam.

Dyskusja trwa, patrzę na miny panów którzy przywieźli lodówkę i MMa.

Poważne jak diabli. No szybko pomyślałam, pomyliłam się w mierzeniu?

No to, to niemożliwe.

– proszę pana ja się nie pomyliłam w mierzeniu, to pan się pomylił i niech pan zmierzy jeszcze raz, ja jestem petfekcyjna….

Wszyscy mężczyźni wybuchli śmiechem.

– a nie mówiłem…MM skierował te słowa do pracowników.

Teraz było dla mnie jasne – umówili się, a MM czekał na moją reakcję.


Lodóweczka jest w tej chwili instalowana. Woda i uchwyty oraz poziomowana.


Lodóweczkę już zapełniłam. Jest wygodna organizacyjnie, no i jest śliczniutka.

Dzisiejszy dzień jest dobym dniem😁😁😁😁👍

MAJĄTKI

Chamstwo, bezczelność, zachłanność miota moją siostrunię starszą jak chorągiewkę na wietrze. Już pisałam nie raz o szczególnej osobowości mojej siostruni, tym razem przeskoczyła poprzeczkę i brawo, wielkie brawo dla niej, że mamusię doprowadziła do stanu chorobowego. Mamusia dochodzi do siebie, wszystko będzie dobrze.

 

Ale….

mamusia wyjawiła mi coś, od czego postawły włosy na mojej głowie na baczność. Rok temu moja mamusia chorowała, nie chodziła i potrzebowała opieki (prawie) 24 godziny przez około tygodnia. Pominę to, że jej zbiory haftowanych obrusów, kryształów i ręczników zostały uszczuplone, bez mamusi wiedzy oczywiście. Bo jaki złodziej, poinformuje właściciela, że zostanie teraz i tej chwili, OKRADZIONY.

Mamusia z płaczem DZIŚ wyjawiła tajemnicę, przez którą nie może spać, podobnie jak przez te obrusy haftowane, kryształy i ręczniki. Do zbiorów doszło jakieś zdjęcie. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że

została zmuszona do napisania jakiegoś pisma, że (podobno po śmierci – mamusia już nie pamięta) oddaje swojej starszej córce swoją własność w postaci 50% udziałów w działce i domu na działce.

OOOOOOOOO znów narysował się majątek.

Mojej starszej zawsze mało, okradała moje dzieci pod moją obecność. Będąc u starszej zauważyłam kilka tak mi się wtedy wydawało  ( a to było wiele)moich rzeczy.

a zabieraj to gówno – słyszałam za każdym razem kiedy odkryłam a to samowarek, a to figurki, a to szkło ozdobne, a to młynek ręczny do kawy a to świeczniki mosiężne ochhh już starczy bo ten post będzie za długi.

No cóż nazwałam złodziejką,  woda po kaczce spływa … po starszej też spłynęło. Nie odzyskałam wszystkiego. Pogodziłam się z utratą, przecież to tylko rzeczy, to nie zdrowie które utraciłam.

Teraz mamusia odkrywa ubytki, najgorzej przeżywa to pismo, które napisała rok temu. W tym roku poprosiła starszą o oddanie, starsza – nie wiem gdzie położyłam…

Mamusia przeżywa,  bo była 2-wu tygodniowa wojna i są w stanie cichej wojny.

Chce odzyskać ten papier – Testament? darowizna?

Nie pamięta.

Trzy lata temu spisałam testament na rzecz starszej swoich udziałów w wysokości 25% w działce i domu na działce. Moje dzieci nie potrzebują i nie mają chęci być obdarowani po po jej śmierci.

Więc ma ….25% moich udziałów… ale to dopiero po mojej śmierci, dobrze że nie mieszkam w Polsce, i w tym roku nie będę się z nią widzieć bo śmierć mogłaby być nieoczekiwana…kto wie.

25% swoich udziałów

50 lub 25% mamusi udziałów…wymuszonych od mamusi.

Wojna ale nie ma jeszcze broni.

Znalazłam broń!!!!

Moich udziałów moja rodzina nie chce, a łasa jest starsza.

Podaruję starszej moje 25% udziałów w formie darowizny.

A co…..stać mnie na to😄😋

Przestanie źle życzyć mnie i mojej rodzinie, nareszcie będzie miała o co walczy, może się uspokoi. Chociaż wątpię… znów powie że jej gówno tym razem dałam, poprzednio kradła gówno.

Ludzie !!!!! Jak żyć????

Mamusię uspokoiłam niech już starszej córce odpuści, podaruje, da, napisze i co tam jeszcze starsza chce. Lecz, moja mamusia nie może pogodzić się z taką sytuacją, że jej własna córka ją okrada i zmusza do spisywania jakiś dokumentów. Płacze i pyta mnie  …dlaczego? dlaczego ona taka jest?…

Zawsze była taka, tylko nie mieliśmy czasu zajmować się “bzdurami”. Praca, dom, praca, żłobek, przedszkole. Dzieci rosły a my wszyscy w biegu. Były incydenty ze starszą ale kto by na to zwracał uwagę.

Gdy wyjechałam do stanów, pomagałam, przyjeżdżałam pomagałam – buty, torebeczki, bluzeczki, tankowanko (a większość jeżdziłam miejskim autobusem),  jedzonko i tak przez cały okres pobytu. Pieniążki do łapki, tablica na grób jej ex, kartę w łapkę do konta w ameryce …bierz jak będziesz potrzebować. Ogrodnik opłacany z mojej kasy…tego nie spamiętam ile i gdzie.

Miała za dobrze…. teraz się skończyło.

No przykro mi jest….niech by już mnie dalej okradała, po jaką cholerę poszła do mamusi!!!!!?????

 

________________________________________________________________________________________

Ten post publikuje tylko dlatego, że nie godzę się na taką sytuację.

Chcę z siebie wykrzyczeć niesprawiedliwość jaka spotyka moją mamusię, bo ja dam radę.

 

 

 

 

Finał 2018

Obstawiam 1-0 dla Chowacji

Nie będę na bieżąco komentować.

Oglądam!

Uuuuuuuuu

1-0 dla Francji

Nie dobrze oj nie dobrze z moim obstawianiem. Cokolwiek się wydarzy…PRZEGRAŁAM ☹️☹️☹️😮😮😲😲😧😧😛😛🙃🙃🙃🙃🙃🙃

1-1

Hurrra

Jestem zadowolona😁😁😁😁👍


2-1 😧😧😧😧👎👹👹

Już nie pisze dla kogo.

Kibicuję Chorwacji przecież….

Ciasno przy obu bramkach.


Przerwa!!!

Zobaczymy jaki będzie wynik.


4-2 walka zażarta i to mi się podobało.

Jest WYGRANY i wygrany, bo II miejsce dla Chorwacij to jest również wielkie zwycięstwo. Walka była równa, francuzi mieli wiecej szczęścia.

Gratuluję wszystkim piłkarzom zwycięstwa, bo każdy z nich wygrał, biorąc udział w Mundialu 2018.

Mam problem (chyba)

Oczywiście muszę udać się do lekarza. Co się dzieje?

Nagle ni z tego ni z owego. Wyskakują mi siniaki. Od razu granawo-czarne. Nie żebym się udrzyła, bo trudno w niektórych miejscach to zrobić. Przeleciałam wujka google. Nic konkretnego nie znalazłam. Innych objawów brak. Krzepliwość dobra, sprawdziłam. Nerki nie bolą, wątroba i śledziona też nie. Odruchów wymiotnych brak, wagi też nie tracę. Apetyt mam, nie pocę się i nie męczę. Czasami dopada mnie lenistwo,  które nie jest chorobą, a stanem.

No dobra.

To co mi jest?

Muszę czekać na wizytę lekarską którą sobie zaklepię w poniedziałek.

Za bardzo się nie niepokoję bo samopoczucie moje jest dobre.

Ale….

to nie jest normalne.

U mnie na prawdę,  nigdy nie może być spokojnie.


 

Postanowiłam: jeszcze nie lecieć do lekarza i nie robić paniki. Obserwować. Bo możliwe, że gdzieś nacisnęłam ciałko swe. Może się uderzyłam. Pracuję na yardzie, napowietrzam swój trawnik. Możliwe, że …. przycisnęłam coś mocniej, uderzyłam się i nie pamiętam.

Ot…ze sklerozą, to powinnam się udać do lekarza.😄😄

Oglądam mecz Belgia-Anglia o 3 miejsce MUNDIAL 2018

Obstawiam Belgię 2-1

Już jest 1-0 dla Belgii.

Na boisku akcja po akcji, to mi się podoba. Piłka w grze, nie leży i nie czeka na gracza.

Anglicy wstrzymali się, jakby pogubili się na chwilę.

Piłka zmienia szybko pozycje, turla się od jednej do drugiej bramki.

Jak na razie dwie grupy grają dobrze. Interesująca gra. Po obu stronach padają bramki, bronione przez bramkarzy.

Belgia zaczyna grać na czas. Można powiedzieć …. i po meczu …. to była chwila wahania. Znów piłka w grze.

Anglia o cm była od zdobycia bramki. BYŁA…..

Podoba mi się gra dwóch zespołów.

Fajne zablokowanie piłki przez anglików w 29 minucie. Taka blokada może skończyć się kontuzją. Chyba że mają ochraniacze na kości strzałkowe i piszczelowe. Podejrzewam, że byłoby za duże obciążenie stopy.

Belgia strzela i …. nic. Za wysoko. Akcja belgów bez skutku. Takich akcji było i jest dużo po obu stronach. Bramkarze mają co robić. Złych podań też dużo, ale …. łatwo siedzieć w wygodnym fotelu, w chłodzonym pokoju i …. krytykować.

Przerwa: 1-0 dla Belgii

Tak myślę, że przebiegnięcie maratonu 42km nie sprawiło by piłkarzom, żadnego problemu.

Po przerwie: piękna gra, jest na co patrzeć.

Piękna rozgrywka i nietrafiony gol belgów w 69/ 70 minucie. Nie patrzyłam na czas.

Wynik meczu nie zmieniony 1-0 dla Belgii.

81 minuta gry 2-0 dla Belgii

Hurra

Teraz czekam na 1 (jeden) gol Anglii i wygrywam obstawiony wynik😁😵

3 minuty jeśli nie dodadzą, do końca.

Teraz zaczyna się gra na czas, zabawa belgijskich dzieciaków piłką na łące porośniętej zieloną trawą.

Nie było żółtej kartki więc podejrzewam, że nie będzie dodania minut do gry.

Dodali ….. +3

Zabawa w piłkę trwa.

Nie ważne już co się teraz wydaży.

Belgia ma zapewnione 3 miejsce🥉

Czekam na gwizdek!

Belg w ostatniej sekundzie dostał żółtą kartkę.

Gwizdek!!!!

BELGIA 🥉!!!!!


Moje obstawienie 2-1 dla belgów, było nietrafne.


Menager

Menager – wg https://sjp.pwn.pl/slowniki/manager.html

jest to osoba zarządzająca przedsiębiostwem lub jego częścią.

Taką osobą jest MSJ, zarządza częścią, a takich części jest kilka. Główny menager jest (wiadomo ) jeden. Baba 42 lata, rozwódka, rasa biała, uwielbiająca rasę afrykanską. Można mówić, każdy lubi to co chce, ale nie można być rasistą.

Wielu głównych menagerów miał nad sobą MSJ. Ten (kobieta) był zdecydowanie najgorszy. Mało że skomplikowana osobowść to jeszcze marny menager.

A to jest najlepsze!!! Została zdegradowana!!!

Nie jestem z tych aby komukolwiek źle życzyć, jej też życzę powodzenia.

Ale się cieszę, bardzo się cieszę, że odchodzi.

Kucharka na sto/trzy

Przyprawę gyros musiałam sama zrobić. Niestety, bez kolendry i białej gorczycy. Jak znajdę w jakim sklepie to kupię i dodam do przyprawy którą będę trzymać w słoiczku.

Dodałam do mięska wszystkie przyprawy, wymieszałam i ….znów na 24h.

Nie jest to pracochłonne, ale czasu potrzebuje.

Jeszcze wyparzyć, później czekać aż wystygnie i …. znów na całą noc do lodówki.

Wychodzi na to, że dopiero tak koło niedzieli będę mogła spróbować ten wyrób domowy.

Tak się zastanawiam, czy nie można tego procesu przyspieszyć?

Peklowanie 24h

Leżakowanie 24h

Parzenie około 2h

Ostyganie w garnku – cała noc

Chłodzenie – cała noc

Jedzenie – maksymalnie 8 minut

Jak nie liczysz wychodzi ponad 68h OCZEKIWANIA na…..

nie wiem jeszcze na co. ☹️☹️☹️☹️☹️☹️

Kucharka na sto/dwa

Nie mogę trafić na kiełbadkę taką jaką lubię, ale w moim stanie nie ma wyboru wędlin. Parówki a właściwie hotdogs króluje i szynki. Salami i peperoni w rożnych smakach. Pikantne i nie, ale nie ma węgeierkiej salami. No cóż, za długo cierpię, więc tak na początek zabawy z mięskiem, kupiłam szynkowar. Na ile mi się przyda i jak długo będę z tego korzystać zobaczymy. Mięsko z kurczaka już przygotowałam wg przepisu. Wstawiłam do lodówki na 24h. Jutro będę gotować. Co wyjdzie, nie omieszkam poinformować.

Napowietrzanie

Trawniczek od frontu miałam piękny. Zieloniutki, gęściutki, był moją dumą. Od 2-3 tygodni moja zielona duma, zżółkła, zanikła, zmarniała. Nie ineresuje mnie trawnik sąsiadów, może być i niebieski, mój ma być taki, jaki chcę mieć. Internet poszedł w ruch, czytam, informuję się, ile trawników tyle i porad.

Brak napowietrzanie

Za mało wody

Za dużo wody

Grzybica trawy

Do specjalistycznego sklepu wybraliśmy się z MM zaopatrzeni w video i photos marnego trawnika.

Pan specjalista popatrzył, głową pokręcił ( to tak jak z moimi bąblami, popatrzyli, głowami pokręcili, w pośladek zastrzyka zaaplikowali i …. czy aby po problemie? Znów bąble mi się pojawiły, nie piszę o tym posta bo…mało interesujący temat ale bardzo swędzący).

Wracając do pana specjalisty. Poradził kupić środek na grzybicę, poradził też napowietrzyć trawnik. Takim specjalistą to ja jestem po informacjach z internetu, TEŻ. Środek mam, spryskam trawę. Teraz napowietrzam. Niech nikt nie myśli, że wsadziłam rurki i podłączyłam je do butli z tlenem. 😁😁😁

Specjalnym urządzeniem robię dziurki w trawniku. Marudna praca, lubię jak coś się dzieje. A tu tylko po 3 godzinach kłucia ziemi wylazła jedna jedyna dżownica. Żab i dżownic się nie boję, biorę je do ręki.

Tej pozwoliłam schować się w innej dziurce. Jakie fascynujące, dżownica zmieniła miejsce zamieszkania, nawet mebli nie musiała przenosić a może była samotna i bezdomna, kto wie. A ja dałam jej schronienie. Jaka ze mnie dobra duszyczka.

Wracam do napowietrzania, ukończenia prac spodziewam się pod koniec tygodnia.

Odpoczywam na

składanym sportowym i wygodnym krzesełku, popijam piwko, słucham śpiewu ptaków i z oddali bzyczenia dmuchawy. Patrzę na zieleń i oddychając głęboko się dotleniam.

Mimo choroby mego trawnika jest cudny i zielony.

 

 

 

 

 

Niebo niebieściutkie

Jak dobrze odpocząć pracując po pracy. 😁😁😁😁

Zapomniał wół jak cielęciem był

Śledziłam akcję ratowania dzieci i młodego trenera z jaskini zalanej wodą. Cieszę się z udanej akcji ratunkowej. To co media przekazywały, akcja nie należała do łatwych, najważniejsze, zakończona sukcesem.

Czytałam komentarz, że za takie coś powinni być ukarani a nie nagradzać ich biletem na finały mundialu. Inny: że ojciec sprałby go tak, że przez kilka dni nie usiadł by na tyłku.

Oczywiście akcja ratunkowa bardzo kosztowna, sytuacja nerwowa ale……

młodzi ludzie to nie są staruszkowie. Młody człowiek jest ciekawy wszystkiego, ma głupie pomysły, wlezie wszędzie gdzie nie trzeba i chwała im za to. To młodzi ludzie pchają technologię do przodu a nie staruszkowie. Stary człowiek niewiele do życia potrzebuje a do szczęścia tylko zdrowia. Młody chce poznawać świat, zdrowie ma, więc i o zdowiu nie myśli.

Dzięki młodym ludziom możemy korzystać z internetu, latać samolotami, itd. To młodzi ludzie byli na barykadach a nie 80-latkowie. Ale, to starzy chcą wciąż pouczać młodych, jak żyć jak postępować. Zapomnieli jak byli młodzi.

Pozwólmy niech młodzi popełniają błędy, nawet takie jak ta, na skalę światową.

Kilka słów o moim bieganiu

Nie jestem systematyczną biegaczką. Mam ochotę to biegam na bieżni w domu jeżdże na rowerku lub steperze. Podnoszę ciężarki, kołyszę się na dużej piłce itd. Nie mam ochoty na gimnastykę, robię w ogrodzie, a że ogrodzisko duże to mi wystarczy roboty aż do śmierci.

Do biegu na July 4th, nie przygotowywałam się, syn też nie, bo jakieś lenistwo weszło w tyłek. Poszliśmy tak … bez rozciągania i przygotowania. W planie mieliśmy dojść do mety. Udało się i z tego jesteśmy dumni.

To nie był mój pierwszy udział w biegu. Dla samej atmosfery warto biec. Ogromna ilość uczestników bo 60 0000 i ogromna ilość ludzi oglądających, bijących brawa, krzyki dodające otychy i wspaniałe transparenty. Ja krzycząca do mijanych ludzi Good morning!!!! Hello!!!!

Radość w sercu i z każdym kilometrem ciężar w nogach. Ostatni kilometr to czułam minimalny ból w kostkach i kolanach. Syn na mecie był wcześniej, pozwoliłam mu mnie zostawić.

Gdy zobaczyłam “czerwony dywan” gotowa byłam tanczyć. To była meta ale nie koniec biegu. 1,5km do miejsca zgrupowania, odebrania koszulek, poczęstunku w pistaci wszelkich owoców, napoi i suchego prowiantu.

Po złożeniu zwłoków na trawniku, syn powiedział….było fajnie, biegniemy za rok….

To nie był jego pierwszy bieg, ale tym razem było i inaczej.

Tak za rok pobiegnę, tym bardziej, że to będzie jubileuszowa organizacja biegu 50-lecie.

Muszę się przygotować aby na mecie nie paść na twarz.

Smrodek

Muzyczka w tel gra, czas budzić się, wstawać, doprowadzić do porządku. Nikt nie podaje mi kawy do łóżka? Nie lubię pić kawy w łóżku! Nie lubię jeść śniadania w łóżku. W łóżeczku lubię spać i ewentualnie nie tylko spać.

Zeszłam na parter, odsłoniłam okna w kuchni i jadalni kuchennej. I co ja widzę?

Za oknem mokro i mgła. Nie mogłam odgadnąć temperatury panującej na zewnątrz. Mgła? To musi być bardzo, ale to bardzo wilgotno. Bez pośpiechu, rozmawiając na tel z MM, otworzyłam drzwi na taras i….zaskoczenie. Cool, it is cool!

Zrobiłam kawcię, nakarmiłam pieski, przyszykowałam dwie maciutkie kanapeczki, przejrzałam wiadomości. W powolnym tempie, rozpoczęłam przyszykowania do wyjazdu do pracy.

Mgła ustąpiła i wyjrzało słoneczko.

Będzie dobry, miły dzień.

Więc, witam Ciebie piękny dzionku. Co mi dziś przyniesiesz, dasz, podarujesz?

8:02am


Dzionek podarował mi spokój i czarną kawcię w południe.


Nastawiony gar na krupniczek wrze. No nie ten krupniczek z procentami. Zupkę.

Córcia zamówiła krupniczek. Białą kiełbaskę MM przywiózł z polskiego sklepu w OH. To były pierwsze zakupy 21 czerwca – udane. Drugie i ostatnie zakupy 28 czerca…zanim zaczęły źle pachnieć serdelki, (piątek)zdążyłam zjeść 2 szt. 6szt oddałam pieskom. Kiełbasa podwędzana już w dniu przywiezienia pachniała kwasem. MM niezadowolony bo wybrzydzam, on je surowe i zielone mięso, ale to nie znaczy, że ja też powinnam. Więc…podwędzaną pachnącą nieświeżo kiełbaskę włożyłam do lodówkii. (życzenie MM zostało spełnione) Ja jej nie tknę. Białą kiełbaskę z pierwszego zakupu, rozmroziłam, obwąchałam z każdej strony i … wrzuciłam do gara, będzie krupniczek.

Zakupy w polskich sklepach to zawsze niewypały.

Mam nadzieję na smaczny krupniczek.


Krupniczek podrzuciłam córci do pracy. Kiełbaski nie chciała, synek też nie bardzo lubi, to ja przepadam za białą.


July 13th

Musze to napisać.

Mój nos,  może konkurować z nosem psa. Wywącha wszystko. Nie szkodzi, że maleńki ale bardzo delikatny.

Wracjąc do kiełbasy, kiedy wyjował z torby (drugie zakupy) zawinięta kiełbasę a było tam 5 pakunków. Wywąchałam zapach nieświeżej wędliny. MM rozwijał a ja delikatnie wąchałam. Nie spodobało się jemu, że tak wącham. Bo przecież ma wszystko być świeże. On tak się starał a ja…. co ja? Co ja? Wąchać nie można? Zdenerwowany rozwinął ostatni pakunek. – ta kiełbasa jest nieświeża – powiedziałam

Wojny domowej nie było, ale MM się zagniewał. Na następny dzień włożyłam do zamrażalnika bo i tak mieliśmy inne kiełbaski do zjedzenia.

Kolacja, nic w zasadzie nie szykowaliśmy, obiad był obfity. MM wyjął kiełbaskę z zamrażalnika, odmroził, wrzucił do gorującej się wody. Zapaszek rozszedł się po kuchni,nie był to zapach zachęcający do zjedzenia kiełbaski, nie powodował ślinotoku, wręcz  przeciwnie, dla mnie odruchy wymiotne.

MM wyjął kiełbaskę, pokroił dodał musztardę, nadział na widelec, włożył do ust i…..zastygł w przeżuwaniu.

Wypluł w serwetkę – psom nie wolno jej dawać- powiedział

Zrozumiał, że musi zaufać mojejmu noskowi, nawet jeśli nie ma na to ochoty, w przeciwnym razie grozi to zatruciem.

Resztę kiełbasy wyrzuciliśmy do śmieci.

 

Wyjeżdzając w niedzielę do pracy, spytał czy coś przywieżć  z polskiego sklepu. Usłyszasz przeczącą odpowiedź.

 

 

 

 

 

 

Czym się zajmuję?

W niedzielne popłudnie – wczesny wieczór… bzdurami się zajmuję. Czytam blogi, komentuję, zastanawiam się, analizuję.

Komu to potrzebne, do czego mi to potrzebne?

Oczywiście odkrywam inne osobowości, poglądy, różnice zdań. Ale jak świat światem… ile jest ludzi tyle zdań i poglądów. Wszystkiego i wszystkich  nie zdołam zrozumieć. A jeśli nawet by mi się udało, jak bym to wykorzystała i czy wogóle byłabym w stanie.

Jednym słowem… zajmuję się bzdurami.

MM leci tam gdzieś w przestworzach i oddala się odemnie.

 

Czas na przygotowanie się do jutrzejszej pracy. Ten tydzień będzie pracowity. Od poniedziałku do piątku pracuję. Na prace na yardzie czasu nie będzie – niestety.

 

Oglądam mecz

I co?

Za dużo odpoczywania i chwalenia.

Moim zdaniem:

Brak szybkości, ospałość!!!

Teraz ten stracony jeden gol należy odrobić.

Uda się?

Akcja ciągle rozgrywa się koło naszej bramki.

Obstawiam 0-2 dla Columbii, żeby zaoszczędzić polakom łez, bo 0-3 chciałabym obstawić.


Mam dziwne wrażenie, jakby biało/czerwonych koszulek było mniej. Columbijczycy jak muchy latają po całym boisku.

(Odniesienie do ciemnych koszulek)


Przerwa


No i co?

Jeszcze mecz nie zakończony, ale…. Columbia musi utrzymać ten wynik. I na pewno utrzyma.

Przykro… tak naszą drużynę media reklamowały… za dużo im czasu poświęcano. … Jak to wypoczywają i tęsknią za swoimi kobietami….

No cóż, trochę mniej kasy będzie dla “ślicznotek”.


0-3 dla Columbii.

No to na pewno mniej kasy w kasie naszej drużyny.

Przegrałabym zakład… na drugi raz będę wiedziała, nie żałować😜


Polacy od początku poruszają się wolno, beznamiętnie, całkowity brak energii.

Omal a byłoby 0-4

Mało już ważne 0-4 czy 0-5

Mecz przegrany!!!!! Czas wracać do domu. Niech będzie nauczką, nie chwalić się przed….


No honor mógłby być obroniony, chociaż jedną bramką….mogłby….piłka jest okrągła….


5 minut do końca

KONIEC

PRZEGRANA

 

 

 

 

 

 

 

 

I ogromna radość Columbii …..

Uściski zwycięscy i przegranego

Mimo

wszystko szkoda.


😔😔😔😔😔😔

 

 

(zdjęcia robiłam iphonem z transmisji meczu  w tv w  USA)

Będę lecieć

MM kupił mi bilet do Polski. Jeden raz leciałam przez Chicago i jeden przez NY. Dwa razy i dwa razy niewypał. Kobiety prześcigały się w wychwalaniu i plotkowaniu. Jedna się tak nachlała, że zrobiła awanturę na pokładzie. Odmówiono jej podania alkoholu. Inna pani hamerykanka, nie potrafiła zliczyć swoich domów i fakultetów jakie to ona pokończyła w stanach. Słuchałam i nadziwić się nie mogłam ich “wylewności”. Niech będą już te domy, fakultety i alkoholizm ale… niech w końcu zamkną swoje jadaczki.

Dlaczego wybrałam połączenie przez Chicago?

Nie miałam wyboru. Trzy – cztery przesiadki, lub w Moskwie, Stambule, Wiedniu…nie bardzo mi odpowiadały. Frankfurt jak najbardziej ale szybciej dojechałabym samochodem, niż doleciała samolotem – 10 godzin oczekiwania na połączenie z Wawa to lekka przesada. Paryża nie lubię, przewożą autobusem z jednego na drugi terminal.

Po wielogodzinnym szukaniu połączenia, stanęło na Chicago.

Wezmę słuchawki, dobrą muzykę i odetnę się od “dyskusji”. Lubię spokój podczas latania, nie chcę opowieści różnych treści.

Zobaczymy jak będzie. Do godziny “0” jest jeszcze kilka miesięcy.

Mimo to czas otworzyć walizkę i powolutku wrzucać rzeczy aby nie zapomnieć. Tym razem będzie to maciutka walizeczka.

Nie powiem… komu w drogę, temu czas…

…..za jakiś czas

Ale jazda 🤯🤯🤯🤯🤯🤯

Wolne od pracy zawodowej, ale nie yardowej. Bawię się w mycie chodniczka. Po roku jest zielony. Mój region jest niesamowicie wilgotny. Wilgoć dobrze działa na cerę. 😁

Niedobrze działa, na kamienie. Zielono mi wszędzie, ale nie w kieszeni, tak jakbym chciała.

Nie, nie narzekam 😜 ….na brak pracy.

Moją twórczość można podziwiać nawet na płocie. Gdy MM ujrzał napis, to tak się śmiał, że jeszcze nigdy nie słyszałam takiego śmiechu u niego. Super, że potrafiłam jego tak rozbawić.

W południe, maszyna ciśnieniowa, WYSIADŁA!!!

Oj, umiem posługiwać się, nie przemęczać maszyn, dać im i sobie odetchnąć… mimo to maszyna ledwo dycha. Później pojedziemy ją wymienić na nowy egzemplarz.

Czyste i brudne płyty.

Tak niewiele zostało mi do końca mycia płyt.

W planie miałam pozbieranie połamanych gałęzi podczas deszczu. Temp się podniosła do 34C.

Zrezygnowałam z prac na yardzie, w garażu wyczyściłam maszynę ciśnieniową.

Wskoczyłam pod prysznic. Do tej pory do mycia używałam szorstkich rękawic. Tym razem użyłam mięciutkiej i nowiutkiej gąbki.

Ręcznik mięciutki, szybciutko wytarłam się i osuszyłam włosy.

Po ubraniu się zauważyłam ciemny malutki znaczek na prawym przedramieniu.

No i się zaczęło …. normalny odjazd, panika, szał.

MAM KLESZCZA!!!!!!

No normalna nimfa!! Szkło powiększające … nie kłamie. MM ogląda na lewo, na prawo.

…. No coś jest… i probuje rozdrapać mi to paznokciem. Ten mój MM to może sobie mieć i kleszcza wielkości konia i nic… ja mieć nie mogę!!!

Zabrałam rękę, nie jestem psem, żeby mi wydłubywał kleszcze. Na informację, że chcę do lekarza, spojrzał na mnie jak na pomyloną. Może się pomyliłam, ale nie w stosunku do swojego zdrowia.

Wyszłam z pokoju. Zadzwoniłam do lekarza. Co się dowiaduję?

Przychodnia za chwilę ma być zamknięta, ale nie dałam za wygraną. Mam kleszcza i chcę, żeby mi to coś, ktoś wyjął. Nalegałam, dano mi 15 minut. Doktor poczeka.

Byłam w samochodzie kiedy krzyknęłam do MM, że jadę do lekarza.

To była jazda 135-136km/h przy dopuszczalnej 105km/h. Wyprzedzałam jak rajdowiec ( jak ja lubię szybką jazdę). “Lecę” i myślę, jak zaraz mnie złapią to …. czy wystarczy mandat czy mnie wraz z kleszczem zakajdankują? Kto wtedy wyjmie mi kleszcza? Co będzie jak jeszcze nie jestem zainfekowana, ale będę zainfekowana poczas kajdankowania?! A może mnie będą eskortować do lekarza? W końcu jadę jak na sygnale i potrzebuję pomocy medycznej. Nigdy nie mów nigdy.

Dojazd do lekarza zajął mi 10 minut. Byłam przed umówionym czasem.

Wlatuję do budynku naciskam na klamkę i…. mogę ją pocałować. Ehhh to nie ze mną takie numery. Biegnę do bocznych drzwi, ukrytych w długim korytarzu. Klamka …..i drzwi się otworzyły. Wpadam … wnętrze przychodni wygląda na opuszczone.

Ktoś pyta co ja tutaj robię???? Przychodnia jest zamknięta!

Co? Co ja tutaj robię? To ja pytam gdzie jest doktor, która miała na mnie czekać? To ja pytam kto mnie wyjmnie kleszcza? To ja pytam, co ja mam teraz robić? To ja pytam dlaczego wprowadzono mnie w błąd?

Uffff … już nie byłam sam na sam z jakąś panią, już znalazły się 2 pielęgniarki.

Przełożona pielęgniarek: mąż ciebie szuka….

Sprawdziłam na tel, dzwonił kilka razy, ale…. ja nie mam teraz czasu, ja walczę o życie !!!!!

Zaprowadzono do gabinetu, przeprowadzono wywiad. Kilka minut i… przyszła doktor.

Opowiedziałam o wczorajszym ugryzieniu, dzisiejszym również.

Obejrzała, wyszła. Wróciła z pudełeczkiem w którym były narzędzia do “operacji”. Wyjęła!!!

Tylko co?

Nie była pewna jaki to owad. Kleszcz, nie kleszcz, bo to co zostało, nie pozwalało na zindentyfikowanie. Za mało też materiału do przeprowadzenia badań na boleriozę. Jeśli oczywiście był to kleszcz.

Podobno, podczas kąpieli zmyłam to coś.

Teraz mam obserwować miejsce po ugryzieniu.

Czy w moim przypadku wszystkie ugryzienia muszą być skomplikowane, niezindentyfikowane, niewiadomego pochodzenia??? No z kosmosu!

Nie mam szczęścia

Znów mnie coś ugryzło. Najpierw był bąbel, taki jaki jest po ugryzieniu komara. Swędziało a jakże, tak jak po ugryzieniu komara. Za jakiś czas bąbel się powiększył. Dziwne wyglądało.

Po trzech godzinach od ugryzienia mam rumień.

No super, normalnie super.

Niech to diabli wezmą!!!!

Czy te cholerne szczypawki, komary, kleszcze muszki i inne, dadzą mi wreszcie spokój?

Jak żyć? Jeśli nie mogę wychodzić na zewnątrz. Teraz piszę, a po ekranie ipada maszeruje maleńkie, maciutkie coś!!! Siedzę w domu!!!!

Nie żyje!!!! Rozdusiłam kciukiem.

Posprejowałam się, spodnie, bluzkę, buty. Ale co tam, chemia patrzę już na nikogo nie działa. Płakać mi się chce.

Jutro mam wizytę u dermatologa.


Fiksuję….

Był rumień – nie ma rumienia. Po niespełna 30 minutach, wszystko blednie.

Czy to normalne – czy ja głupieję, durnieję?

Ale psychoza!


Dziwne, wcześniej była prawa noga. Teraz lewa i prawie w tym samym miejscu.


Wieczorem zmierzę temperaturę. Nie na podwórzu, tam jest 32C, ciałka swego kochanego.

Podobno trzeba to zrobić.

Nie trzeba robić !!!! – grzebać w internecie i czytać bzdety.

Każdy reaguje inaczej na ugryzienie: komara, kleszcza, muchy i krokodyla. 😁😁😁


Nie mam z czym iść do dermatologa. To co mnie bardzo niepokoiło jak na złość od połunia nie isnieje. Ugryzienie? Został mój obrysowany okrąg. Ugryzienia owada w padue leczą się. Iść aby iść?

Wygląda na to, że tym razem więcej paniki niż orawdziwych symptomów jakuejś poważnej choroby.

Zalecenia lekarza

Stosując się do zaleceń lekarza rodzinnego – moje bąbke mają się bardzo dobrze. Swędzi jak najjaśnista cholera. Przychodnie dermatologiczne w sobotę nieczynne. Muszę czekać do poniedziałku.

No pięknie, po prostu pięknie.

Niechby był ten diabelski świerzb to byłoby mi chociaż lżej. A to nawet świerzbu mieć nie mogę, tylko coś z kosmosu.

Oczywiście, że doszło kilka bąbli, a jakże by inaczej. Stare swędzą a nowe to dopiero swędzą. Jak tylko dotknę, to skórę mogę zerwać z siebie.

Wiem, że dam radę. W dzień zajmę się czymś. Dziwne że w nocy nie swędzą. A może tak z łóżka do poniedziałku, nie wychodzić.

No dziś jestem jak osa. Rozdrażniona do granic możliwości.


MM zadwonił do swojej przychodni dermatologicznej. Miałam szczęście w ten weekend dyżuruje.

Gdy pielęgniarka zobaczyła…od razu przybiegły 2 następne i lekarz.

Zostałam pogryziona na yardzie przez coś.

Niestety nikt nie wie jakie draństwo mnie pogryzło.

Dostałam zastrzyk w pośladek. Krem do smarowania 2 razy dziennie i lekarstwo w spreju.

Ot i cała moja historia.

Pogryzło mnie coś w pasie dlatego, że tam były zapięte spodnie i na plecach i pociłam. Pot spływał w pas spodni. To coś pożywiło się mną.

Nie mam pojęcia jak zabezpieczyć się przed żyjątkami. Na nagusa przecież pracować nie będę.

A może powinnam. 😲😲🤪🤪🤪

Nie do wytrzymania

8:44am bąble idą, idą!!! Na plecy!!! Swędzi jak jasna cholera.

O 3:30pm mam wizytę u lekarza. Jak wytrzymać!!!!???

Jeden jest przy kciuku. To są bąble, żadne ugryzienie.

Muszę czymś się zająć bo oszaleję.

Będę myć podjazd.

Zapomnę o plecach.


Jeden pokazał się między palcami. No i moja idea… świerzb!!! Wszystko możliwe. Będąc na koncercie kupiłam koszulkę. Zawsze piorę nowe rzeczy, tym razem nie uprałam. Nałożyłam. Ot i mam!!!!

Czekam do 3:30pm a to jeszcze 6 godzin i 22minuty.

Odchodzę od zmysłów.

Nałożyłam rękawiczki, żeby ewentualne żyjątka jakie mnie jedzą nie padały na podłogę. Jeju!!!! Jak ja się siebie brzydzę.

A może to nie świerzb?


Cdn…

Nie dawno kupiłam kremik miodowy do kawy. Po wypiciu kawy, dostałam więcej bąbli. Teraz wypiłam cały kieliszek tego kremiku, czekam na reakcję. Na kit pszczeli jestem śmiertelnie uczulona ale … miodzikiem zajadałam się i nic się nie działo.

Czekam….

Cdn…


Nie świerzb, nie pluskwy. Kremik miodowy nie daje żadnych reakcji alergicznych. Jeden bąbel pod kolanem pokazał się przed wypiciem kremiku.

Opanowało mnie uczucie swędzenia, wszędzie. Głowa, czoło, nawet brwi. To jest straszne.

Jestem już gotowa na wizytę.

Cdn…


Po wizycie u lekarza. Nic pewnego. Dwa bąbelki między palcami wskazywały by na świerzb. Ale z tyłu w pasie, pośladkach i kierujące się w kierunku plecach na ….

skierowanie do dermatologa.

Przypisano mi maść, mam się na noc wysmarować od szyji po czubki palców i tak pójść spać. Jeśli nie pomoże, dermatolog i biopsja.

To wszystko.

Jak nie dotykam to da się wytrzymać, bezczynnie nie można siedzieć bo swędzi.

Ogólnie nic nie wiadomo i doktorka nie ukrywała swojej niewiedzy na temat moich bąbelków.

Nie dziwię się, sama się pogubiłam.

Kurcze…. cierpie katusze.


Posmarowałam się kremem, oczywiście z pomocą MM. Zobaczymy co będzie jutro.🤓🤓🤓🤓

Mięsko na gołąbki

Ciężki dzień miałam dzisiaj. Zresztą jak zawsze. Trawka zieloniutka, podlewam, dokarmiam. Krzewy i letnie kwiaty rosną. Drzewa niepotrzebne wycięłam, oczywiście piłą elektryczną.

Czas na nowy projekt. Ciśnieniowe mycie wjazdu, chodników, murków, tarasu i patio. To są moje brudne nóżki 😁😁😁😁Zaczęłam wcześnie rano, skończyłam przed lądowaniem MM. Zostało dość dużo pracy na jutro.

Niezmordowana, nie chciałam zepsuć mięska na gołąbki.

Kapustkę przygotowałam i czas na mięsko. Otwieram mięsko z indyka, pachnie dobrze. Otwieram wołowe…zapachniało mi inaczej, na pewno nie świeżością. Dodałam jajeczka itd…wrzucam do maszyny bo nie będę przecież spracowanymi rączkami mieszać.

Jeszcze przekonuje siebie, że jest dobrze, że znów wymyślam. Moj nosek jest tak bardzo delikatny, że wywącha to czego nikt inny nie wywącha. Mam to po Tacie. Nie zdecydowałam się użyć tego mięska do gołąbków.

Odebrałam MM z metra i zajechaliśmy po inne mięsko. Moje trafiło do kosza. Zdejmuję folię z tacki i wącham, zapaszek nie dobry, oj nie dobry, zagłębiam paluszki w mięsku wołowym, a tam pod warstwą czerwonego mięska, zielono-granatowo.

Pojechaliśmy do sklepu aby wymienić mięsko. Tym razem jeszcze w sklepie zdjęłam folię z tacki i w zabezpieczonych w worek foliowy paluszkach, rozgrzebałam mięsko. Tym razem wzięłam wieprzowe. Miesko dobre, w domku pachnie gołąbkami.

Jeszcze 20 minut i gołąbeczki będą gotowe.

Dodałam mięsko z indyka i wieprzowe. Lubię takie mieszanki.

Smacznego

Znów pogryziona

Nie wiem co i kiedy ale….

Wtorek miałam bardzo pracowity. Wycięłam dwa drzewa. Wysokie, umiem ciąć tak, aby spadły w odpowiednim miejscu. Później przez cały dzień cięłam na małe kawałki. Pakowałam do worów mniejsze gałęzie, a konary wiązałam. Tak mi zleciał cały dzień.

Możliwe że ugryzł mnie jakiś zabłąkany komar, ale z rana wstałam pogryziona jeszcze bardziej. Z tyłu w pasie z lewej strony miałam kilka swędzących ugryzień. Zdziwiłam się bardzo, posprejowałam się od komarów, dziwne, dlaczego z tyłu w pasie mnie pogryzły, nie ręce, nogi, czoło. Pogryzły z tyłu w pasie i do tego przez bluzkę. Nie drapałam, nie smarowałam. Nie wiedziałam co, więc nie wiadomo co może mi ulżyć. Drapanie może skończyć się infekcją.

W pracy, cierpiałam. Nie tylko swędziało, paliło.

Po powrocie do domku, wskoczyłam pod zimny prysznic. Omal nie zdarłam z siebie skóry. Opanowałam się, a było bardzo trudno.

W czwartek, a więc dziś. Mam bąble po prawej stronie. A więc, pas z tyłu jest obąblowany. Nie mogę siadając się opierać, zakładać majteczek ( nie ważne jakie). Bąble schodzą na pośladki. Jeden jest na szyi ( z tyłu) pod włosami.

Zaczęłam szukać w google. Nie wiem dlaczego, ale na myśl mi przyszły pluskwy. MM lata samolotami, mieszka w hotelach, może przywiózł pasażerów na gapę? Może, za dużo łykam witaminek. Jutro mam wizytę u lekarza. Wszystko się wyjaśni.

Strach kłaść się do łóżka. Mam nadzieję, jeśli to pluskwy to MM będą chrupać, więcej ciałka.

No jak to w małżeństwie… co jest moje to jest twoje…

Wyjaśnienie – ostrzeżenie? oszukanych liczyć na palcach jednej ręki, czy palców nie starczy

https://tvn24bis.pl/z-kraju,74/orange-polska-ostrzega-przed-telefonami-z-papui-nowej-gwinei,842667.html

Uwaga na telefony z egzotycznych numerów. Sieć komórkowa ostrzega: nie oddzwaniajcie

Powinno być dodane : Nie odbierać telefonów z papui!!

Nie mam zarejestrowanego tel w orange, nie byłam na egzotycznych wakacjach, od kilku miesięcy nie loguję się do facebooka, a jednak zdzwonili i to dzięki http://www.wp.pl . Czyżby odwiedziny na wp.pl należałoby traktować jako wczasy w egzotycznych krajach? Jak napisałam w poprzednim poście, ten portal dla mnie już nie istnieje.

Inny popularny polski portal, również zamieścił wiadomość o tym egzotycznym kraju, który to zablokował(?) facebooka. Możliwe, że to chwyt “reklamowy”.

Czy ktokolwiek sprawdził ten “news”?

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o kasę…..

Przeglądając wiadomości na wp.pl natrafiłam na tytuł (teraz nie pamiętam dokładnie) coś w tym rodzaju…Najbiedniejsze państwo wypowiedziało walkę… i zdjęcie właściciela fejsa. Ciekawa byłam, dlaszego ciągu zmagań tego pana. W wiadomościach podana nazwa tego najbiedniejszego państa, mają zamiar zamknąć fejsa na 30 dni i dokładnie go “prześwietlić pod kontem porno. W dalszej części artykułu dowiedziałam się, że to najbiedniejsze państwo (wp tak określiło) ma zamiar utworzyć coś na wzór fejsa w swoim państwie i tylko dla swoich obywateli.

Nic szczególnego tam nie znalazłam. Ot, zwykła wiadomość.

 

Zwykła wiadomość okazała się niezwykłą . 

Po kilku godzinach zadzwonił iphon. Nie odbieram telefonu z jedną nastawioną przeze mnie muzyką. Czekam aż pozostawi ten ktoś wiadomość. Oczywiście dzwonią z telemarketów.  Jeden telefon dziennie lub jeden na tydzień. Czym to jest uwzględnione, nie wiem. Blokuję, sprawdziłam numery biur nieruchomości dla przykładu. Numerów z których mogą wykonywać połączenia, biura mają tysiące. Blokowanie na nic się zdaje. Jeśli w ciągu dnia wykonanych byłoby ponad 50 tefonów, można założyć sprawę sądową. Oni wykonują jeden miesięcznie lub tygodniowo.

Zprawdzam na czytniku a tam co widzę. Papa (srapa) gwineuja do mnie dzwoni.  Kilka godzin temu czytałam o tym państwie. Nie wiem i nie sprawdzałam, gdzie to coś leży na naszym globie, mało to mnie interesowało i interesuje.

Wchodzę na wp.pl i szukam wiadomości które czytałam. Żadnego, żadnego śladu wiadomości o ….najbiedniejsze państwo itd… Google pokazuje wiadomości z UK, ale nie  wp.pl

Dziwne i nie dziwne… można pomyśleć, że wp.pl sprzedaje nasze dane. Można pomyśleć, że wiadomość była podstępnie opublikowana, na wp.pl celem zdobycia danych, o czym nie wiedzieli. Czyżby? Jeśli tak,  to nie mają kontroli nad swoją internetową stroną.

Zawsze byłam ostrożna w otwieraniu nowych stron internetowych,  a w sieci jestem bardzooo długo. Uczyłam się internetu wraz z jego powstawaniem.

A tu nagle coś, ktoś mnie zaskakuje.

Wiem, że wp.pl dla mnie już nie istnieje.

To było pierwszy raz i trafiło na pewno, nie tylko na mnie, ale nie ostatni raz.

Handel danymi kwitnie w najlepsze, tego koła już nikt nie zatrzyma.

 

Nieporozumienie

Mam dużo zrozumienia dla rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi czy też rodzicami. Nie byłam i nie chcę być w takiej sytuacji. Nie wiem jak bym się w takiej sytuacji odnalazła. Mogę zrozumieć prostest w sejmie, jedynie w połowie.

Dlaczego matki skazują swoje niepełnosprawne dzieci na warunki przebywania, mieszkania, koczowania na sejmowym korytarzu. Dlaczego same nie mogą tam przebywać, wcześniej zapewniając tym dzieciom opiekę w ich miejscu zamieszkania? To brak szacunku dla dzieci, to jest poniżające dla nich, dla wielu dzieci jest to na pewno niezrozumiałe i męczące.

Walczą o godne życie, fundując swoim dzieciom upodlenie.

Zamieniły korytarz sejmowy w spalnię, jadalnię i sralnię.

Nie ma czego się obrażać jak ktoś powiedział, że na korytarzach sejmowych śmierdzi. Zdrowy człowiek się poci a pot nigdy nie pachniał. Prysznicu lub kąpieli nie zastąpi mokra szmatka, deodorant czy najlepsze petfumy. To żadna obraza, stwierdzenie … śmierdzi. Nie wymyjmy się dokładnie, a zwłaszcza kobieta podczas miesiączkowania, powąchajmy, później obrażajmy.

Nie mam pomysłu na wyegzekwowanie obietnic rządowych ale moim zdaniem nie tędy droga.

Wieszanie transparentów aby świat zobaczył. A co ten świat robi z wojnami, z afrykańskimi kobietami, reżymem w Columbii. Nie powinniśmy wciągać w swoje socjalne sprawy, innych krajów.

Moim zdaniem, kto ten bałagan stworzył ( bo to jest bałagan) powinien naprawić. Nie ważne w tej chwili jakim kosztem. Czy rząd ma, czy nie ma na to funduszy. Jak nie ma, to niech chociażby dodrukuje.

Jak spędzam niedzielę

Pospało mi się dłużej, może dlatego, że budziłam się w nocy. Nie powinno być gorąco bo, chłodzenie “chodziło”, wiatrak sufitowy też się kręcił, ręce zimne a ja spocona. Po którymś przebudzeniu przypomniałam o wypitym likierze. Ale…rozumiem , gdybym wypiła przynajmniej pół butelki to niech, grzeje, poci, “rozbiera” na czynniki pierwsze. Likierowy kieliszek jedynie.

Z raniutka pojechałam po cieplutkie pieczywko do Panery.

Później kanapeczki, kawcia na decku i do tego szpalta gazety sobotnio-niedzielnej.

Telefon, 1,2,3 i któryś tam, z Polską i MM z Ohio.

Pomysłu na zagospodarowanie niedzieli nie miałam, chodzenie, przemieszczanie się, włuczenie z kąta w kąt nie wchodziło w rachubę.

Wiadomo w ameryce szafy w domach są duże, to są oddzielne pokoje w których są wieszaki, szafki i półki. No to weszłam do takiej szafy, porozglądałam się na lewo i prawo, zaczęłam przeglądać garderobę. I tak w to przeglądanie wsiąkłam, że nie spostrzegłam a było już daleko po 2pm.

Poodkładałam rzeczy których jakiś czas nie nakładałam, przejrzałam bluzki i spodnie jeszcze ze sklepowymi metkami. Przyjrzałam się im, czy w ogóle to nałoże, jeśli wiszą już parę lat. Do nowej sukienki nie miałam w ogóle “serca”. Nie pamiętam jaka to była uroczystość lub zwykłe spotkanie rodzinne ( tyle ich było, że nie zliczę) w restauracji. W takiej samiuteńkiej sukience jaka u mnie wisiała na wieszaku, spotkałam panią. Pani ładna, zgrabna, ale ja swojej sukienki nigdy już nie nałożyłam. Patrząc na sukienkę, widzę inną osobę. Koniec i kropka, do oddania. W całej ameryce są sklepy Goodwill, do których oddaje się rzeczy używane i nowe. Sklep wystawia cenę i sprzedaje. Oddaje się do tego sklepu: artykuły użytku domowego od mebli, dywanów do noży i widelców. Odzież od majtek i staników do pasków do spodni. Elektronikę: telewizory, radia, płyty winylowe, nagrania na taśmach magnetofonowech itp. Dosłownie wszystko. Jeśli nie mam ochoty zwracać nasion trawy do sklepu w którym robiłam zakupy, mogę oddać do Goodwilla, aby opakowanie nie było porwane i rozerwane. Obuwie: sandały, papucie itd…

Całkowicie zużyte trafiają na śmietnik, reszta do odsprzedaży.

Kolekcjonuje zegarki, często tam zaglądam i … trafiły mi się dwa fikuśne po niespełna 2$. Kupiłam również kryształowy polskiej produkcji flakon do kwiatów. Cena była poniżej 10$ jak dobrze pamiętam.

Tak sprzątając doszłam do torebek. Odłożyłam dwie. Jedną przywiozłam z Polski rok temu i … używałam będąc rok temu w Polsce i w czasie podróży. Kupując podobała mi się bardzo i cena była słuszna. Po powrocie odstawiłam i wiem, że nigdy więcej jej nie użyję.

Czas na późny lunch więc, pojechałam znów do Panery. Ta sama kasjerka która obsługiwała mnie dzisiejszego poranka, wciąż ci sami ludzie pracowali. Zatrzymałam się chwilę i z nimi podziamdziałam. 😁

Teraz?…. muszę kończyć organizację szafy, ale…. mi się odechciało.

Resztę rozwalonych rzeczy wepchnę w kąt pod wieszaki z bluzkami i niech tak leżą. Czy muszę być perfekcyjna?

A jeśli upchnę w kąt te rzeczy precyzyjnie i perfekcyjnie to…. czy wciąż będę perfekcyjna?

A tam nie ważne.

Moja szafa – moja perfekcja😁🤭.

Samotności nie odczułam tej niedzielki, grunt to zająć swoje ręce i głowę, a czas szybciuteńko zleci.


Tak miało być, upchnę, przydepczę, ucisnę w kąt resztę nieułożonych w szufladach, na półkach i nie powieszonych na wieszakach rzeczy i udam, że nie widzę.

Tak miało być, ale nie było.

Poukładałam wszystko do końca, do ostatniego ciuszka i bucika. Szczerze? Jak ja miałam dość robienia niedzielnych porządków w szafie! Po zakończeniu, spojrzałam lewym a później prawym okiem na ład jaki zapanował ale….nie było skakania pod sufit, było ufff ….. nareszcie koniec. 😰😰😰😰Czy warto było poświęcić kilka godzin dla jakiegoś UFFFFF?

Mogłam założyć nogę na nogę i się ponudzić, ale nie …. ja muszę zawsze, no zawsze znaleźć sobie jakieś zajęcie.