Gryzonie…

Nie mam jak już się zabezpieczyć. W piątek rano przyjechała ekipa, opryskała moje pole. Więc zrozumiałe, nie wylałam żadnej chemii na siebie. Zanim rozpadało się układałam ścieżkę, zbliżam się ku końcowi. A że mieszkam wśród 40 drzew (czy one tak szybko rosną, czy źle liczyłam wcześniej, czy też doliczając się do 30tki przerwałam liczenie) to mam wszystkie owady, mniejsze i większe. Pracowałam w miejscu gdzie były i są siedliska małych czarnych mrówek. Przed pracą popryskałam odpowiednim preparatem miejsce mojej pracy.

Byłam pewna, że jestem bezpieczna. Tak, byłam pewna ale ta pewność sprowadziła mnie na ziemię. COŚ mnie ugryzło w nogę a dokładnie obok kości piszczelowej. W piątek spuchło …itd nie chcę już opisywać wszystkiego dokładnie ale… dziś niedzielka a noga w miejscu ugryzienia i wokół boli.

Bez lekarza to się nie obejdzie.

Uczucie swędzenia i bólu nie opuszcza mnie od piątku. Jednym słowem jestem podkurzona.

MM zamówił Ubera, trasa dom lotnisko. Nic nie zapowiadało żadnej tragedii.

Fajna uśmiechnięta kobietka. Żeby uroda równała się jej zdolnościom wycofywania samochodu to … ale niestety NIE,.

Track dostawczy, wogóle trudny do obsługi na takim górzystm i jak serpentyna podjeździe. Zmiotła mi dużą donicę z powierzchni zuemi, zmiażdżył, wbiła w ziemię i 2 lampy. Donica jak i lampy nie stały na jej drodze a jednak, jak patrzyłam na to co ona wyprawia – to stały. Dobrze że mi krzewów azalii z korzeniami z gruntu nie wyrwała które rosną około 2 m od wjazdu.

Takiej wściekłości u siebie jeszcze nie widziałam. Wkrzyczałam w swojej złości:

do męża, że żadnego napiwku ma nie dawać

do kierowcy (baba za kierownicą to nieszczęście gotowe) że … jestem wściekła i ma mi zapłacić za zniszczenia 70$.

Była zdziwiona że życzę sobie tak wiele.

Pojechali. MMowi wysłałam

…bezpiecznego dotarcia do lotniska….

Ustalenia z MM.

Pani kierowca Ubera ma zniszczenia odkupić i przywieźć.

W przeciwnym razie zajmie się tym kompania Uber.

Ale … jeśli ktoś myśli, że po tym ataku wściekłości noga przestała boleć, to się myli.

Może jutro będzie lepiej. Chociaż jutro jadę z nogą do lekarza i myślę, że nie będę w rękach jej niosła.

Jutro też mam wizytę u weterynarza, wyjęcie drenów u Amber.

W pracy muszę być 6:30am to około 1-2pm powinnam być wolna.

Jak ja to wszystko jutro ogarnę?

Amber

Kołnierz okazał się o wiele wiele za duży.

MM jeszcze się wściekł (co do niego nie podobne) kiedy recepcionistka zażądała zapłaty.

Też nie rozumiem, mały kołnierz, MM oddał, a więc można powiedzieć nastąpiła zamiana.

Ostatecznie otrzymał bez płacenia, tylko w ten kołnierz to 3 głowy mojego pieska mogą się zmieścić.

Kiedy założyłam kołnierz, głowa Amber opadła w dół.

Zdjęłam kołnierz, bo jak ma pies głowę utrzymać na odpowiednim poziomie, po pierwsze – ciężar ( nie jest ciężki dla mnie), po drugie – Amber jest na środkach znieczulających…narko…


A jeśli się uzależni i będzie chciała więcej i aby na nas wymóc, będzie nas podgryzać. 🤪🤪🤪🤪

To był żart oczywiście.


Nie ma to jak dobre pomysły. Nie pożałowałam bluzeczki, założyłam.

Mój piesek pod wpływem narko… wszystko ignoruje, jak widać. Ale reprezentuje się pięknie jak na damę przystało.


Wypiła chyba 😁 wiadro wody i teraz usnęła.

Nie, nie usnęła. Czyżby była na haju?😁😁😁😁

Cierpiąca….

Z planami jest tak, że mogą przewrócić wszystko do góry nogami. Dlatego też, nie lubię planować, tylko nie jest możliwym wybrać się w podróż bez planów. Zmówić bilet lotniczy, autobusowy, pociągowy😀. W moim przypadku lotniczy. Rezarwacja hotelu i zakup biletów wstępu na różnorakie atrakcje, również z wyprzedzeniem.

Cieszyłam się na ten wyjazd, lubię łazić po ulicach NY z rana, dzień i nocy. Wypić poranna kawę na Times Square a nocną na Brooklyn.

Zaglądać przez szyby wystawowe do wnętrza sklepów, liczyć przejeżdżające żółte taxi i zadzierać wysokoooo głowę licząc piętra wieżowców. Zmęczona po trudach zwiedzania, paść na ławkę w parku i obserwować ludzi przechodzących, odpoczywających….

Tak miało być…☹️

MM dzwoni i kasuje wszelkie rezerwacje.

Będę przez weekend i przez omal następne dwa tygodnie pielęgniarką dla mojej psiny.

Brzuszek ma cały w poprzek rozciachany, wstawione deny i … cierpi. Co chwilkę ją głaszczę i pocieszam, co z tego ona rozumie to ja nie wiem, ale cierpimy obie.

Ona po swojemu a ja … po swojemu.

Nie żałuję, że NY poszedł w odstawkę, teraz potrzebna jestem Amber i mam przy niej trwać, pomagać, pocieszać i dawać dużo miłości. Amber teraz mnie bardzo potrzebuje.

A NY będzie tam i nikt jego nie zabierze.

Ukończenie ścieżki pójdzie migiem. Mam pomocnika!🙃

Nie mogłam jej samej w domku zostawić. Niech chociaż popatrzy jak pracuję.


Niedługo pracowałam, ciepły deszczyk mnie przepędził. Międzyczasie ugotowałam obiadzik (tylko drugie danie). Po obiedzie rozpogodziło się, więc i narzędzia ponownie wyniosłam. Zanim nalałam wody do wiaderka, deszcz dosłownie lunął.

Nie, nie uciekałam. Fajnie było postać na deszczu. Posłuchać jego szumu i powąchać deszczowego powietrza. Co za radość dla ciała i duszy!!!


Teraz siedzę z lampką czerwonego wina i słucham ciężkiego oddechu mego pieska, czasami zakwili, podniesie główkę, popatrzy mętnymi oczyma i ponownie zapada w sen.

Jutro będzie lepiej.

Hieny…

Dziś zawiozłam moją Amber do weterynarza. Ma być przeprowadzona operacja wycięcia czegoś tam, co narosło w pachwinie,  wielkości pięści. Piesek już mało chodził. Więcej spała i marudziła. Tylko….koszt jest nieziemski.

Zaczęłam się zastanawiać, bo to na mnie MM zrzucił decyzję. Zadecydowałam, robić operację, teraz jak ta głupia będę musiała poczekać ze swoim zabiegiem. No cóż, mam miękkie serce, za miękkie.

Tylko jak ja zejdę z tego świata to i tak operacja pieska zda się na nic. Jak ja zachoruję to piesek mi szklanki wody nie poda.. i tak można dodawać gdyby, co by, jak by….

Zabieg zrobie po powrocie z Polski. Nic mi się nie stanie. Żyłam z tym kilka lat i pożyję jeszcze roczek.  Oczywiście jadę do Polski, tylko nie wiem kiedy.

Hieny rozszarpały po exie co się dało,  a czego się nie dało, to zostawiły. Włos na głowie się jeży, bo jeszcze hieny udają, że to nie one. No cóż, pojadę pozbieram, pozamiatam i wywalę.

Dziś po dłuższej przerwie rozpoczęłam dalsze prace nad ścieżką. Więc,  betonuję kamienne płyty a między nimi wsypuję lub upycham kamyczki.

Od poniedziałku córcia pracuje na innym stanowisku – dostała awans. Zadowolona i szczęśliwa moja córcia.

U syna rozpoczął się już rok akademicki. Jeszcze trochę i będziemy celebrować ukończenie uniwersytetu.

 

 

 

 

 

Przepis na chlebek

Mąka                   6 szklanek (szklanka 250g) pszenna lub chlebowa

Cukier                 1 łyżka stołowa

Sól                       2 1/2 łyżeczki

Drożdże suche   1 1/2 łyżka stołowa

Woda letnia         3 szklanki (szklanka 250ml)

Do wody wsypać: cukier sól i drożdze rozmieszać następnie wlać do przesianej mąki. Ciasto wymieszać łyżką tylko do połączenia składników. Ciasto ma być rzadkie.

Przykrywamy miskę szczelnie aby ciasto w trakcie rośnięcia nie wypłynęło. Zostawiamy opatulowne w kocyki  na 3 – 24 godziny lub dłużej.

Gdy nabraliśmy już chęci na pieczenie: nagrzewamy piekarnik do 22℃ lub 430℉.

Blat na którym będziemy pracować opruszamy mocno mąką, opruszamy również ciasto w misce i wykładamy ciasto na opruszony blat. Nakładamy rekawiczni aby ciast nie kleiło się do rąk. Leciutko rozlanym ciastem zbieramy mąkę i (jeśli można powiedzieć) ugniatamy. Dzielimy na 3 równe czesci i wkładamy do 3 keksówek po urzednim wyścieleniu folią aluminiową. Nie zapomnając o lekkim nasmarowaniu masłem lub margaryną.

Ciasta w keksówkach powinno być troszeczkę więcej niż do ich połowy.

Wstawiamy do piekarnika. Podczas pieczenia klikakrotnie 3-5 razy spryskuje piekarnik wodą. Oczywiście że woda skropli również i ciasto, nie ma obawy to tylko wyjdzie na dobre bo chlebek będzie bardziej mokry.

Chlebek ładnie podrośnie i piekąc się popęka tworząc chrupiącą skórkę.

Jak długo piec? To zależy od piekarnika. Gdy skórka się zarumieni można keksówkę wyjąć i sprawdzić chlebek od dołu ( czynić to w rękawiczkach). Jeśli spód jest biały, włożyć chlebek spowrotem do keksówki i chlebki przestawić na niższą półkę. Jeśli trochę spód i góra jest zarumieniona to znaczy że chlebek jest gotowy.

Czasu pieczenia nie sprawdzam, lubię otwierać piekarnik i cieszyć się zapachem świeżego chlebka.

 

Praca z rzadkim ciastem nie należy do łatwych, w przypadku tego chleba nie wolno dodawać za dużo mąki. Jeśli mąka pozostanie na wierzchu lub w środku ciasta nie panikować, zostawić. To jest urok tego chlebka.

 

 

Wieczorne wypieki

Wczoraj nie odwiedziłam siłowni ale córcia mnie odwiedziła.

Właściwie ją poprosiłam, namówiłam😁 nie tak dokładnie było ale coś w tym było.

W poniedziałek nie chciało mi się jechać do sklepu, oj jak się nie chciało. Śniadanko było bez pieczywa ale po wczesnym południu miałam chęć na kanapeczkę. Otwieram pojemnik a tam, tam chlebek kupiony 3 dni wcześniej, z zielonymi kropeczkami.

Z jednej strony większa chęć na skonsumowanie kromeczki chlebaka, z drugiej ogromna niechęć wyjazdu do sklepu przy omalże 40 stopniowym żarze na zewnątrz.

Wszystkie za i przeciw przeanalizowałam i padło

….upiekę chlebek i nigdzie nie jadę!!!!…..

Oczywiście wyjazd do sklepu trwał by niespełna 30 minut, pieczenie chlebka ….nie co … a może i dłużej niż te 30 minut😁🙃.

Pieczenie chlebka rozpczęłam po godzinie 7pm. Późno. Pierwszą piętkę bocheneczka schrupałam popijając mleczkiem.

Upiekłam 3 małe bochenki i na ten chlebek właśnie kusiłam córcie.

Przyjechała późno. Nie posiedziała długo bo na drugi dzień do pracy i wczesne wstawanie. Zapakowałam jej wałówkę. Z zadowoloną i szczęśliwą córcią się pożegnałam👋🏻.

Nie zawsze wszystko musimy mieć od razu i teraz, wystarczy cierpliwie poczekać a czekanie zostanie wynagrodzone.

Człowiek człowiekowi nie zawsze jest wilkiem

Pogrzeb ex był ładny. Tylko zawsze jest ale…. Koledzy exa mają mi za złe, że nie poinformowałam ich na czas.

Mam w takim razie pytanie….gdzie oni byli przez ostatni miesiąc….

Nie znam exa kolegów, to są nowi ludzie. Prawdę mówiąc nikogo nie musiałam informować o jego śmierci.

Tych których poznałam przez telefon w związku z jego śmiercią, to sępy. Dalsza exa rodzina to drapieżniki.

Najbliższą rodziną są moje/nasze.

Ale i do niczego zlatują się, już konta bankowe są zerowe. Kto miał dostęp i karty bankomatowe, wyczyścił konta do zera.

Nie liczyłam i nie liczę na majątek exa.

Niech mu ziemia lekką będzie.


Przez te problemy, nie miałam czasu cieszyć się z maratonu 10k.

Ukończyłam i nawet z niezłym wynikiem. Miałam wiele radości z uczestniczenia. Minęło.


Minęły moje i mego męża urodziny.


Powolutku wracam do normalnego życia, chociaż problemy mnie nie opuszczają (związane ze śmiercią exa).


Dzieciaczki zakończyły semestr letni. Szykują się do jesiennego.


A ja, ja biegam na siłownie i rzeźbię swoje ciałko.